• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Tusk będzie realizował politykę europejską, nie polską

Środa, 3 stycznia 2024 (20:36)

Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości

Tusk dzisiaj podczas konferencji prasowej, jeśli chodzi o pakt migracyjny i relokację nielegalnych imigrantów, stwierdził, że ta sprawa jest przekłamywana przez media
i Polska nie będzie częścią tego mechanizmu. Nie będzie naszej zgody ani akceptacji dla żadnego przymusowego mechanizmu. […] Polska nie przyjmie żadnego imigranta…
mówił.

– Gdyby tak było, jak mówi Donald Tusk, to po co w ogóle byłby forsowany przez Brukselę mechanizm przymusowej relokacji. Po co się na to zgodził, mógł zawetować pakt migracyjny. W ogóle trudno wierzyć Donaldowi Tuskowi, który dzisiaj próbuje zaprzeczać, jakoby kiedykolwiek był za przymusową relokacją nielegalnych imigrantów. Zapomina, co mówił jeszcze kilka lat temu, kiedy jako szef Rady Europejskiej, powołując się na zasady obowiązujące w Europie, twierdził, że jeśli Polska nie zgodzi się na przyjęcie określonej liczby imigrantów, to będzie musiała płacić kary finansowe. Dzisiaj Tusk znów kłamie. Nie byłbym pewien, czy być może cichaczem, w porozumieniu z niektórymi przychylnymi nowej władzy samorządowcami, nie zostaną dostarczone do Polski jakieś kwoty imigrantów, być może nawet zrobią z tego jakąś ładnie wyglądającą aurę, że to nie Tusk i jego rząd, ale samorządowcy w przypływie dobrego serca, wrażliwi na ludzką krzywdę, sprowadzają biednych ludzi, aby im pomóc. To z kolei będzie korzystne dla przedsiębiorców, bo rozwiąże ich problemy z brakiem pracowników. Nie wykluczyłbym takiego podejścia. Dlatego trzeba się temu bacznie przyglądać, bo zgoda na przyjęcie będzie skutkowała masowym napływem nielegalnych imigrantów do Polski. Rząd Zjednoczonej Prawicy temu się opierał, ale teraz, po zmianie władzy w Polsce, będziemy do tego zmuszani, i czy to w sposób legalny, półlegalny, kombinowany, po cichu, imigranci do naszego kraju napłyną, a Donald Tusk będzie udawał, że nie ma problemu. To, że ci imigranci do Polski przybędą, to jest pewne, bo w przeciwnym wypadku bez sensu byłaby zgoda na pakt migracyjny.

Podobno Bruksela szykuje tzw. mechanizm wyrównawczy, w związku z którym Polska
i inne państwa, które do tej pory nie godziły się na przymusowe kwoty, mogą zostać zalane dziesiątkami tysięcy nielegalnych imigrantów. Czy i co mówi się o tym
w europarlamencie?

– Parlament Europejski nie wznowił jeszcze obrad, w związku z tym dopiero 8 stycznia będę w Brukseli.
W Polsce codziennie przeglądam prasę zachodnią i na razie kompletnie nic nie ma tam w tej sprawie. Dzisiaj czytałem, że w związku z przejęciem od 1 stycznia br. przez Belgię kierownictwa w Unii Europejskiej prezydencja belgijska będzie się zajmowała zdobywaniem nowych pieniędzy dla pogrążonej w kłopotach finansowych Unii Europejskiej, co ma się wiązać z nałożeniem nowych podatków, ale
o imigrantach nic się nie mówi. To tylko dowodzi, że coś jest na rzeczy i że są przygotowywane jakieś ukryte mechanizmy relokowania nielegalnych imigrantów.

Swoją drogą, dlaczego mamy się dzielić problemem, na który od 2015 roku zapracowały głównie Niemcy?

– To jest spłacanie przez Tuska długu wobec Berlina
i Brukseli za pomoc w dojściu do władzy. Unia Europejska przez osiem lat bez ustanku walczyła z rządem Zjednoczonej Prawicy, próbując na fotelu premiera ponownie usadowić Donalda Tuska. I to się udało. Dzisiaj Tusk nie ma wyjścia, jak tylko być spolegliwym wobec swoich mocodawców. W tym pakiecie wdzięczności jest m.in. zachwalanie i ostatecznie przyjęcie przez Polskę waluty euro oraz nielegalnych imigrantów, z którymi Niemcy sobie nie radzą. I to się będzie działo przez cały czas rządów „koalicji 13 grudnia”. Donald Tusk nie ma ruchu i przymuszany przez Berlin oraz Brukselę będzie realizował politykę europejską, nie polską. Będziemy świadkami różnych dziwnych zdarzeń, realizacji półjawnych, niejawnych decyzji Unii Europejskiej, które będą skutkowały bardzo złymi sytuacjami dla Polski.

Zatem rację ma były premier Mateusz Morawiecki, który w mediach społecznościowych napisał, że bezpieczeństwo Polski jest zagrożone poprzez przyjęty po cichu pakt migracyjny
i kwestionowanie kontraktów zbrojeniowych
?

– Oczywiście. Będziemy mieli do czynienia z dorabianiem ideologii do procederu sprowadzania nielegalnych imigrantów. Cały czas Tusk ze swoją ekipą będą się zasłaniać rzekomą aferą wizową i odwracać uwagę od swoich dokonań, a w między czasie będą przyjmować migrantów. Ta władza i Tusk są uwikłani w układy
i zależności unijne na tyle, że będą pokornie wykonywać to, co każą im Bruksela i Berlin. Rynek niemiecki jest zapchany imigrantami i nasi zachodni sąsiedzi już nie radzą sobie z tym problemem, dlatego chcą tym kłopotem podzielić się m.in. z Polską, wykorzystując do tego spolegliwego Tuska.

Tylko czym to grozi?

– Czym to grozi, mogliśmy się przekonać podczas ostatniego sylwestra, obserwując, co działo się w Mediolanie, Paryżu czy Berlinie, gdzie były rozruchy wywołane przez imigrantów muzułmańskich, gdzie masowo płonęły samochody. Berlin musi coś zrobić, żeby przynajmniej częściowo pozbyć się problemu, dlatego powstał pomysł, żeby wysłać tych niebezpiecznych ludzi np. do Polski. Jak wspomniałem, sprawa jest załatwiana po cichu, żeby nie był szumu. Tym bardziej nasza czujność
w tej materii powinna być wytężona, bo w innym wypadku obrazki przemocy wobec kobiet mogą się stać także udziałem Polski. Zapewniam, że jako europosłowie Zjednoczonej Prawicy będziemy trzymać rękę na pulsie
i będziemy monitorować to, co się dzieje. Tusk jest na etapie spłacania długu, a w tym obszarze spłaty są także kwoty imigrantów, i to całkiem niemałe. Według polityki Brukseli mamy tym samym nadrobić to, że przez lata rządów Prawa i Sprawiedliwości Polska nie przyjmowała imigrantów.

I pomyśleć, że mogliśmy my, Polacy postawić tamę nielegalnej imigracji
w ubiegłorocznym referendum…

– Dokładnie. Niestety, referendum zostało ośmieszone przez ówczesną opozycję z Tuskiem na czele. Polacy po raz kolejny dali się nabić w butelkę i de facto bronili się przed tym, żeby w Polsce było bezpiecznie. To jest kuriozum
i sam do dziś dnia nie dowierzam, że to zrobili sami Polacy, ale tak działała propaganda, żeby referendum było nieważne. Można powiedzieć, że sami sobie na złość odmroziliśmy uszy. Myślę jednak, że ta nauka nie pójdzie w las i jak na polskich ulicach zrobi się niebezpiecznie, kiedy kobiety, tak jak na Zachodzie, będą bały się same wychodzić na ulice, wtedy zrozumiemy, że popełniliśmy błąd i ulegając propagandzie Tuska, nie wzięliśmy udziału w tym jakże ważnym referendum. Obawiam się, że znane przysłowie „Polak mądry po szkodzie” może znów stać się aktualne.

Dlaczego Unia Europejska, zamiast zamykać granice, to przyjmuje kolejnych imigrantów, zachęcając tym samym przemytników ludzi do kontynuacji tego procederu, co więcej, doprowadza do rozszczelnienia systemu bezpieczeństwa Unii?

– To wszystko jest robione na modłę europejskiej lewicy. Mamy próbę pokazania, wręcz demonstracji otwartości naa wszystkich imigrantów, bez wyjątku. Jest to bardzo niebezpieczne, co pokazały ostatnie imprezy sylwestrowe w niektórych stolicach europejskich, gdzie praktycznie w ogóle nie było kobiet nieobawiających się przemocy ze strony muzułmańskich imigrantów. Unia Europejska jest na to głucha, ponieważ ważnym elementem koalicji unijnej jest lewica, są socjaliści, liberałowie czy zieloni, którzy
w swoich programach mają otwarte granice. To jest ich polityka, która musi być realizowana do wyborów, i tym właśnie jest podyktowana ta ich otwartość, aby wygrać kolejne wybory europejskie w czerwcu tego roku. Mam jednak nadzieję, że do tego czasu my – siły prawicowe – na tyle się zorganizujemy, że damy odpór tego typu niebezpiecznym działaniom, bo stoimy na stanowisku, że owszem, ludziom trzeba pomagać w nieszczęściu, ale w miejscach ich pochodzenia. Natomiast bezrefleksyjne sprowadzanie imigrantów to jest nic innego jak burzenie porządku, ładu i bezpieczeństwa w wielu państwach europejskich. Niestety Polska, dzięki Tuskowi, też weszła na tą niebezpieczną drogę.

Czy to, co się dzieje, nie jest wodą na młyn dla Putina, który widzi, że Europa sama się wyniszcza, a przynajmniej osłabia?

– Putin doskonale wie, jak słabe militarnie są zwłaszcza Niemcy, wie, jak trudno jest prowadzić firmy w Unii Europejskiej, jak wielkie zamieszanie i szkody wyrządziła polityka klimatyczna, gdzie firmy z Europy uciekają z kontynentu. Dlatego Unia gospodarczo będzie się coraz bardziej osłabiać, a Stany Zjednoczone na skutek decyzji prezydenta Joe Bidena czekają na inwestorów. Owszem, sankcje mogłyby być dotkliwe dla Rosji, pod warunkiem, że byłyby przestrzegane, a niestety są nieszczelne. Dlatego Putin przestawił gospodarkę rosyjską w tryb wojenny, produkuje sprzęt wojskowy, mając jednocześnie świadomość, że Unia Europejska się osłabia, stając się łatwym kąskiem dla jego zaborczej polityki. Przykładem załamywania się poszczególnych państw unijnych jest Belgia, o rozpadzie której jest coraz głośniej. Mówi się, że po wyborach czerwcowych belgijskie państwo może przestać istnieć. Putin to widzi, dostrzega, że Zachód jest pogrążony w letargu i gospodarczej niemocy.

Zresztą sam Zachód sobie ten bicz na siebie ukręcił m.in. przez politykę klimatyczną,
a co za tym idzie – bardzo drogie warunki prowadzenia działalności gospodarczej…

– Dokładnie tak, tymczasem Putin się wzmacnia, a sankcje – jak wspomniałem – nie robią na nim większego wrażenia. Zdaje się, że jutro będziemy mogli przeczytać, że będzie zakaz handlu rosyjskimi diamentami, ale Putin się na to przygotował i w międzyczasie pomnożył zasoby finansowe Rosji przez obroty handlowe np. z Indiami, Chinami. Ma więc dopływ gotówki, co pozwala mu prowadzić wojnę
z Ukrainą, dla której pomoc z Zachodu wydaje się słabnąć. Z kolei Ukraina jest coraz bardziej pogrążona
w wewnętrznym konflikcie, coraz bliżej tam wojny domowej, bo konflikt między armią a prezydentem Zełenskim staje się coraz bardziej widoczny. I to wszystko bardzo źle rokuje. To są oczywiście warunki bardzo sprzyjające dla Putina i Rosji, która na Ukrainie się nie zatrzyma i w kolejnych krokach może próbować zająć kraje bałtyckie i nie daj, Boże, Polskę.   

Podczas dzisiejszej konferencji Tusk wspomniał też, że rozmawiał z premierem Rishim Sunakiem m.in. na temat pogłębienia relacji z Wielką Brytanią i wizytach Sunaka w Polsce oraz Tuska w Londynie. Swoją drogą zastanawiające, jak Tusk, który jako szef Rady Europejskiej przyłożył rękę do brexitu, będzie przyjmowany na Downing Street?    

– Tusk ma świadomość, że będzie mu to przypominane, że za jego urzędowania na fotelu szefa Rady Europejskiej doszło do opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię. Być może chce ocieplić te relacje i swój wizerunek. Jednak politycy w Wielkiej Brytanii na takie numery się nie nabiorą, bo wiedzą, jak zachowywał się wobec nich Tusk podczas negocjacji. Oczywiście w ramach utrzymywania relacji polsko-brytyjskich może odwiedzić Londyn, ale to będzie tylko próba jego uwiarygodnienia się, nie jestem pewien, czy udana.      

     Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki