Krwawe żniwo reżimu
Sobota, 6 kwietnia 2013 (02:22)Dlaczego Korea Północna zagraża Korei Południowej, Stanom Zjednoczonym, światu? Aby zrozumieć, co się dzieje, trzeba zdjąć zasłonę milczenia z kraju, o którym mówi się bardzo mało i z którego przenikają bardzo skąpe wiadomości. Chodzi o jedyny kraj świata, z którego nic nie wychodzi na zewnątrz poprzez Facebook, Twitter, SMS czy pocztę elektroniczną, ponieważ wszystkie te narzędzia są zakazane dla zwykłego obywatela Korei Północnej. A mimo to coś jednak wiadomo.
Od wielu lat, w różnych okresach, wybuchają w Korei Północnej bunty ludności krwawo tłumione nie dlatego, że ludzie napadają na sklepy w poszukiwaniu markowej odzieży, której w tym kraju się nie sprzedaje, ale dlatego, że nie mają po prostu co jeść.
200 tys. więźniów politycznych
Kryzys gospodarczy dotknął poważnie jeden z najbiedniejszych krajów świata. Ale nie chodzi tylko o gospodarkę. Korea Północna to kraj wypadający najgorzej na świecie, jeśli chodzi o prawa człowieka. Wśród 23 milionów mieszkańców 200 tysięcy to więźniowie polityczni obozów „reedukacyjnych”, z których rzadko wychodzi się żywym. Co najmniej połowa z nich, czyli 100 tysięcy, to więźniowie sumienia, których przyłapano na wyznawaniu jakiejś formy religii. Dozwolony jest tylko „mesjański” kult aktualnego „drogiego lidera” Kim Dzong Una oraz jego dziadka Kim Ir Sena (1912-1994) – twórcy dyktatury, nowego ruchu religijnego o podłożu komunistycznym.
Nieliczne wyroby, które udaje się wyprodukować, są sprzedawane w celu uzyskania środków na należące do najwyższych na świecie wydatki wojskowe i na utrzymanie największej armii na kuli ziemskiej w stosnku do liczby mieszkańców kraju.
Obcokrajowcy wyłącznie z przewodnikiem
Zwiedzającemu stolicę kraju, Phenian, i jej okolice zawsze towarzyszą dwaj przewodnicy zajmujący się na przemian obserwowaniem prawie wyłącznie dzielnic i wiosek zbudowanych do użytku cudzoziemców. Zasłona milczenia została zdjęta dzięki artykułom dziennikarki „Los Angeles Times” Barbary Demick.
Demick była kilka razy w Korei Północnej. Przyznaje jednak, że zrozumiała, jak się mają rzeczy, nie dzięki tym podróżom, gdy była pilnowana przez dwóch ochroniarzy. To w regionach Chin graniczących z Koreą Północną, dokąd przybywają uchodźcy, oraz w dzielnicach Seulu, w których żyją uciekinierzy z Północy, dziennikarka mogła zebrać serię straszliwych historii.
To mroczny świat, w którym oprócz oświetlenia nocnego zakazany jest internet, zakazane są telefony komórkowe, w radiu i telewizji funkcjonują wyłącznie kanały komunistycznego reżimu, gazety podają prawie wyłącznie wiadomości o przemówieniach dygnitarzy partyjnych; np. wielu mieszkańców Korei Północnej nie zna jeszcze dziś zdarzeń z 11 września 2001 roku. W pewnym momencie zamierzano zabronić nawet używania zegarków, które ostatnio znów się ostrożnie pojawiają.
Zagłodzony naród
Elementem dominującym w historiach Demick jest głód. Większość członków rodzin uchodźców, których spotkała, umarła z głodu. Narracja Demick porusza, trudno zapomnieć sceny kanibalizmu czy prostytucji kobiet w różnym wieku dla zapewnienia sobie tylko garści ryżu od żołnierzy lub funkcjonariuszy, którego im nie brakuje. Należy wziąć pod uwagę fakt, że w porównaniu ze śledztwem Demick prowadzonym przed wielkim międzynarodowym kryzysem gospodarczym, dziś sytuacja jest nawet gorsza. Ponad połowa dzieci umiera, zanim wejdzie w wiek dorosły (51, 34 proc.), co stanowi najwyższy odsetek na świecie.
Głód zbiera też krwawe żniwo wśród dorosłych. W ostatnim dziesięcioleciu na skutek niedożywienia zmarło około czterech milionów Koreańczyków. Dzieje się to w kraju, który nie jest pozbawiony zasobów naturalnych (jest ich tu nawet więcej niż w bogatej Korei Południowej), ale jest rządzony przez nieudolny i paranoiczny reżim komunistyczny.
Nie mniej dotkliwe są represje: ryzykuje się zamknięciem w obozie „reedukacyjnym”, a niekiedy karą śmierci, jeżeli śmieje się z dowcipów o reżimie, nie płacze się na wspomnienie Kim Ir Sena, a zwłaszcza jeżeli interesuje się religią. Nawet posiadanie chrześcijańskiego ojca czy dziadka prowadzi do uznania ich za „nieczystą krew”, za mieszkańców kategorii B na zawsze. Według protestanckiej organizacji „Open Doors”, Korea Północna jest najgorszym krajem świata, jeśli chodzi o prześladowania i zabójstwa chrześcijan, i to od wielu lat.
Wielu mieszkańców Korei Północnej, którzy nie wiedzą nic o świecie zewnętrznym, powtarza obowiązkową pieśń, zgodnie z którą „nie mają czego zazdrościć”. Wierzą, że gdzie indziej umiera się z głodu w gorszych warunkach niż w ich kraju i że naprawdę ich „drogi lider” robi dla nich wszystko, co możliwe.
W ostatnich latach niektórzy zaopatrują się w telefony komórkowe i tajne radia, przez które słuchają wiadomości z zagranicy. Jeżeli dadzą się zdekonspirować, grozi im kara śmierci; ale jeśli przeżyją, ucieczka staje się celem życia. Jeżeli uda im się uciec do Chin, to pomagają im niemal wyłącznie wspólnoty chrześcijańskie.
Na ogół starają się przedostać przez Mongolię – której rząd jest gotowy podać rękę – do Korei Południowej, gdzie życie nie jest łatwe, ale wiara, którą na próżno północnokoreański rząd usiłował zupełnie wytępić, pomaga wielu w rozpoczęciu nowego życia. Z dala od barbarzyństwa reżimu znajdującego poparcie nawet na Zachodzie – co wydaje się nieprawdopodobne (nawet we Włoszech istnieją towarzystwa przyjaźni z Koreą Północną, często powiązane z partiami radykalnej lewicy).
Wszystkie represyjne reżimy, gdy nie ma co jeść, usiłują zrzucić winę na cudzoziemców i „zabawić” swoich obywateli wojenną wrzawą. Tak postępuje także Phenian, który na głód i uliczne rozruchy odpowiada, jak to zawsze czynił, groźbą wojny. Szalony reżim staje się coraz bardziej niebezpieczny nie tylko dla północnokoreańskich biedaków, lecz także dla międzynarodowego pokoju.
Massimo Introvigne tłum. WL