Czy obudzimy się w scentralizowanej Unii?
Wtorek, 19 grudnia 2023 (21:22)Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości
Była szansa, żeby wezwać do debaty
na temat propozycji zmian w unijnych traktatach i przynajmniej spowolnić proces zmian zmierzających do centralizacji Unii Europejskiej. Jednak żaden z ministrów rządów państw członkowskich podczas obrad Rady UE choć mógł, to nie sprzeciwił się wprowadzeniu do porządku obrad tego punktu…
– Z pewnością m.in. za zgodą Polski został uczyniony ważny krok w stronę zaproponowanych przez Parlament Europejski zmian traktatowych, ponieważ Rada UE to absolutnie kluczowe ciało i organ UE. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że to, co się stało, to realizacja krok po kroku, metodą faktów dokonanych zmian traktatu o Unii Europejskiej i traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. I to ma miejsce w tej chwili.
Oczywiście pojawiają się głosy, że to nie ma znaczenia,
że Rada UE jest tylko „listonoszem” w przekazaniu tej rezolucji, tej propozycji dalej, wyżej do Rady Europejskiej, ale to nie jest prawda. Trzeba stwierdzić, że Rada UE
ma możliwości uchwalania budżetu, nadzoruje politykę bezpieczeństwa i zajęła się wczoraj tematem propozycji zmian w traktatach. Polski przedstawiciel, podobnie jak każdy inny przedstawiciel państw członkowskich, mógł doprowadzić do zdjęcia z porządku obrad i de facto wstrzymać tę procedurę, ale tego nie zrobił. Myślę,
że na tym to właśnie polega, żeby działać metodą faktów dokonanych i postępować naprzód. Tak przygotowują nas do zmian traktatów.
Wszyscy w poszczególnych krajach członkowskich są zajęci bieżącą polityką, ludzie myślą o zbliżających się świętach Bożego Narodzenia, dlatego próbuje się – w sposób trochę bezgłośny – prowadzić do finału, a więc do ostatecznej decyzji umożliwiającej zmiany traktatów. Krok związany
z przekazaniem sprawy przez Radę UE został uczyniony
i niestety będziemy musieli czekać na dalszy rozwój wypadków.
Wiceminister klimatu Anita Sowińska
z Lewicy przekonywała, że na tym etapie Polska nie miała żadnych możliwości
na reakcję.
– To nieprawda. Pani wiceminister Sowińska miała taką możliwość, mogła reagować, mogła zdjąć temat propozycji zmian w traktatach z porządku obrad Rady UE. Mogła argumentować to potrzebą dalszej dyskusji, negocjacji, także debat poprzez wskazanie, że potrzebna jest większa transparentność, ale przemilczała tę sprawę. Warto pamiętać, że to się naprawdę wydarzyło i że po decyzji
PE cała sprawa zmierza dalej.
Droga do centralizacji wprawdzie jeszcze daleka, ale kolejny krok w kierunku zmian w traktatach i de facto pozbawienia suwerenności państw narodowych właśnie został uczyniony. Teraz sprawa będzie procedowana na Radzie Europejskiej. Tym bardziej trzeba robić larum, hałas i mówić Polakom, jak jest, w jakim kierunku zmierzają sprawy i czym grozi brak naszej reakcji na działania unijnych elit i cicha zgoda polskich władz.
Jeśli wydłużenie procesu nastąpiłoby wczoraj, miałoby to znaczenie, zwłaszcza
że w nowym roku prezydencję w UE przejmie Belgia, a po niej – Węgry...
– Prezydencja belgijska jest bardzo groźna, bo Belgowie
oczywiście są w głównym unijnym nurcie, choć trzeba dodać, że w przyszłym roku w Belgii odbędą się wybory
i sondaże pokazują, że skrajna prawica może się okazać zwycięska. Jeśli tak by się stało, byłaby nadzieja na powstrzymanie procesu zmiany unijnych traktatów,
a później czas na prezydencję węgierską w UE. Węgrzy
w tym momencie walczą o pieniądze z Unii, więc trochę ciszej się zachowują na arenie międzynarodowej,
bo bardzo chcą, żeby te środki finansowe zostały odmrożone, i stąd są bardziej posłuszni. W tej sytuacji
to Polska powinna być liderem Europy Środkowej i robić wokół tego szum polegający na rzeczowym przedstawianiu prawdziwego finału toczącej się gry traktatowej. Warto pamiętać, że finał może być taki, że obudzimy się w UE zupełnie innej od tej, do której wstępowaliśmy. Obudzimy się w Unii scentralizowanej, w której rządzi trójkąt Berlin
– Bruksela – Paryż.
Donald Tusk w swoim exposé mówił, że nikt w Unii go nie ogra, że żadne próby zmian traktatów wbrew naszym interesom nie wchodzą w rachubę. Tymczasem wydaje
się, że już na samym początku on i jego ministrowie płyną z prądem poprawności politycznej.
– Donald Tusk zachowuje się głośno, zwłaszcza kiedy jest w Polsce. Na polskim gruncie przechwala się, czego to on nie może – w końcu był już „królem” Europy. Skutki jego kariery na brukselskich salonach były dla Polski – i nie tylko dla nas – opłakane. Przypomnę, że to za jego kadencji jako szefa Rady Europejskiej Wielka Brytania wystąpiła ze Wspólnoty i Brytyjczycy mają o nim jak najgorsze zdanie. Teraz też co innego mówi w Polsce,
a co innego robi, kiedy gości w Brukseli. Z całą pewnością nuży go funkcja premiera Polski, zresztą pamiętamy jego słowa o tym, że już sama myśl, iż znów będzie musiał zasiadać w polskim Sejmie, jest dla niego upiorna. Zawsze pociągała go kariera międzynarodowa, chciałby być kimś ważniejszym w tym większym świecie. Widać bardzo
to lubi i jego ekipa również.
Zeby mógł realizować swoje plany, musi być zgoda niemieckich i unijnych władz, a do tego potrzebna jest jego uległość, spolegliwość itd. W swoim exposé rzeczywiście mówił, chwalił się, co to on może, jaki to jest potężny,
i że nikt go nie ogra. Tymczasem wystarczyła pierwsza próba, pierwszy sprawdzian i wiceminister jego rządu
nie pisnęła ani słówkiem, że zmiany traktatowe to poważna sprawa, że potrzebna jest większa, szerzej zakrojona dyskusja, że konieczne jest zapoznanie opinii publicznej
z tą problematyką, że należałoby zrobić poważną konferencję w każdym państwie, poświęconą temu,
co ma się zmienić, i jakie to pociąga za sobą konsekwencje. Niestety, wiceminister Sowińska
nie skorzystała z tego, bo pewnie takie były zalecenia
z góry. Nic dziwnego, że Tusk będzie dalej klepany
po ramieniu, znowu będzie bohaterem dla liberalno-
-lewicowych środowisk europejskich, które chcą stworzyć scentralizowaną UE.
Co w Brukseli mówi się o działaniach ministra Adama Bodnara. Za rządów Zjednoczonej Prawicy zarzucano Polsce niepraworządność, a jak patrzy się na nowego ministra, który chce odbudować trójpodział władzy, a zmieniając regulamin urzędowania sądów powszechnych rozporządzeniem chce de facto wskazywać sędziom, jaka powinna być treść wyroków.
– Działania ministra Bodnara to jest kuriozum.
Dziwne, że jak dotąd prawnicy w Polsce milczą wobec
tego, co w pierwszych dniach urzędowania robi minister Bodnar. Pamiętamy, że zawsze mieli usta pełne frazesów
o praworządności, ale kiedy nowy minister sprawiedliwości de facto dekretami zaczyna rządzić i próbuje zmieniać system prawny w Polsce, to oni milczą. Tak się jednak
nie da zmieniać Polski, systemów prawnych i prędzej czy później tego typu działania zostaną ukrócone, ośmieszone. Jestem przekonany, że te zmiany będą dyskutowane, jednak na razie działania nowego ministra sprawiedliwości
i prokuratora generalnego (przypomnę, że te funkcje miały być rozdzielone, ale wciąż nie są) to droga na skróty.
Minister nie przestrzega przepisów prawa, dostał do ręki władzę i widać, że szybko chce zaistnieć na scenie. Działa jak neoprawnik, neominister ze swoją neopraworządnością. Uważam, że jeśli nie zawróci z tej drogi, to się ośmieszy, bo cywilizowany świat będzie musiał dać odpowiedź
na tego typu działania. Nie można wprowadzać uchwał, rozporządzeń, jeśli nie funkcjonują w oparciu o ustawy. Będziemy się tym działaniom przyglądać i na pewno
w przyszłym roku, gdy będzie obradował PE zrobimy wokół tego szum w Brukseli.
Takich działań nowej władzy jest jednak więcej, a przykładem może być decyzja wicepremiera i ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza o likwidacji podkomisji smoleńskiej. Przewodniczący podkomisji Antoni Macierewicz nazywa
te działania przestępstwem.
– Wydawałoby się, że szef ludowców Władysław Kosiniak-
-Kamysz będzie bardziej rozsądny, tymczasem jest politykiem, który co innego mówi, a co innego robi. Komu przeszkadzała podkomisja do spraw ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej? W wyniku przeprowadzonych badań w 2022 roku opublikowała ona raport stwierdzający przyczyny katastrofy smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 roku, w której zginęło 96 osób, w tym najwyżsi przedstawiciele państwa polskiego z prezydentem Lechem Kaczyńskim
na czele. Co więcej badania podkomisji cały czas były prowadzone i wysokie gremium specjalistów z różnych dziedzin mogło wyjaśnić jeszcze wiele spraw związanych
z tą katastrofą. Przypomnę, że dla tej komisji pracuje
prof. Wiesław Binienda z Wydziału Inżynierii Cywilnej University of Akron w Ohio w Stanach Zjednoczonych, niekwestionowany autorytet, który wykazał, co mogło
się wydarzyć w Smoleńsku.
Przychodzi nowy szef MON i w sytuacji, kiedy za naszą granicą toczy się wojna, kiedy w relacjach polsko-
-rosyjskich mamy dużo do wyjaśnienia – mam na myśli kwestie wpływów rosyjskich na polskich polityków – kiedy potrzebna jest kontynuacja polityki obronnej i wzmacnianie naszej armii, to jedną z jego pierwszych decyzji jest likwidacja podkomisji smoleńskiej. To dużo mówi, jaka
to będzie koalicja. Mam nadzieję, że Antoni Macierewicz będzie dalej informował Polaków, pokazując fakty, dokumenty – to, co zostało ustalone, bo jego zespół został rozwiązany z dnia na dzień. Podkomisja miała działać
do 2024 roku i nic nie stało na przeszkodzie, żeby dalej prowadziła prace. Jeśli mowa o oszczędnościach, nie jest
to żaden argument, bo to są tylko pozorne oszczędności,
a faktyczną przyczyną likwidacji podkomisji smoleńskiej jest utrudnianie wyjaśniania faktów i okoliczności związanych z katastrofą Tu-154 M w Smoleńsku.
Kosiniak-Kamysz już raz dał się poznać
jako ten, który przeprowadził dwie szkodliwe społecznie reformy związane
z podniesieniem wieku emerytalnego oraz likwidacją OFE. Znów będzie wykonawcą poleceń Tuska?
– Niestety ta podrzędność Kosiniaka-Kamysza wobec Tuska jest widoczna także w tym wypadku. Wygląda na to, że nie wyciąga on żadnych wniosków. Szkoda, bo miał okazję, żeby przynajmniej częściowo pokazać się jako polityk
z charakterem i odciąć tę polityczną pępowinę.
Tak jednak nie uczynił. Władysław Kosiniak-Kamysz
jest przyjemny w wypowiedziach, kreuje się na męża opatrznościowego, ale swoimi decyzjami tak naprawdę działa na szkodę państwa polskiego, w tym wypadku poprzez likwidację podkomisji smoleńskiej.