Człowiek brukselskich elit
Czwartek, 14 grudnia 2023 (21:29)Rozmowa z Beatą Kempą, posłem Suwerennej Polski do Parlamentu Europejskiego
W Brukseli pewnie się cieszą, że w Polsce władzę objął rząd Tuska, który już poprzednio dał się poznać jako premier, który niekoniecznie dba o polskie sprawy,
a przynajmniej nie stwarzał problemów unijnym decydentom?
– Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen czy przewodnicząca europarlamentu Roberta Metsola, także szef Europejskiej Partii Ludowej Manfred Weber, a więc osoby z tej samej rodziny politycznej z całą pewnością zacierają ręce na wieść o tym, że Tusk został premierem Polski. Ci politycy blokowali nam środki unijne tylko dlatego, że naszym krajem rządził konserwatywny rząd. Robili więc wszystko, żeby Tusk powrócił do władzy. I to pokazuje, jaki jest prawdziwy stosunek tych elit do państwa polskiego i do wszystkich obywateli. To po pierwsze.
Po drugie, chcieli mieć w Polsce rząd spolegliwy i premiera, który będzie wpisywał się w ich wizję Europy, prowadzenia spraw wobec naszej części Europy. Wiemy przecież, że tuż przy wschodniej flance toczy się wojna, a nasze położenie
i nasza postawa są tu kluczowe. Dlatego fakt, że władzę w Polsce przejęła ekipa Tuska, jest groźny, bo nie wiem, jak wobec tych wszystkich wyzwań i zagrożeń będzie się zachowywał. Będziemy to obserwować z boku, bo wiedzy na temat tego, jak będzie się zachowywał na szczytach Rady Europejskiej, poza tym, co nam zechce powiedzieć, mieć nie będziemy. Mam obawy, że co innego będzie komunikował społeczeństwu, a co innego będzie mówił na posiedzeniu Rady Europejskiej. Ale wszystkiego ukryć się nie da, bo fakty będziemy mogli odczytać w konkluzjach szczytów. Elity europejskie chciały mieć swojego człowieka w Warszawie, w tej sprawie działali przez osiem lat
i w końcu dopięli swego.
Tusk zapowiadał, że jedzie do Brukseli, żeby przywieźć pieniądze dla Polski. Podobno do piątku te pieniądze mają być?
– W ogóle trzeba się zastanowić, co takiego stało się od czasu, kiedy grozili, że Polska nie otrzyma środków z Krajowego Planu Odbudowy, a dzisiaj słyszymy, że jakieś tam miliony euro, jakieś ochłapy się znajdą. To jest niegodne zachowanie i traktowanie Polski, ale Tusk na takie rzeczy bez problemu się godzi, byleby tylko miał władzę, żeby miał narzędzia do swojego osobistego sukcesu. Powiedzmy też sobie uczciwie, że Tusk dobrze wie, że nie jest w stanie spełnić nawet pięciu ze stu konkretów, których realizację w ciągu stu pierwszych dni rządzenia obiecał Polakom.
Dlatego tworzy zasłonę dymną w postaci komisji śledczych, które mają koncentrować uwagę wobec wydumanych problemów, być po to, żeby budzić emocje i mieszać
w głowach Polakom, a za kurtyną będzie chciał robić to, co zawsze robił on sam i jego formacja. Proszę zauważyć, że oni zawsze mieli problemy z rządzeniem, teraz także będą mieć problemy z koordynacją działań, bo jakby nie było, trzeba pogodzić kilkanaście ugrupowań tworzących tę koalicję, a przykładem z brzegu są problemy z powołaniem wicewojewodów.
Tusk zapowiedział też działania na rzecz likwidacji mediów publicznych…
– W tej chwili przez Europę przetaczają się fundamentalne sprawy i Tuskowi zależy, żeby odwrócić uwagę od jego ewentualnych decyzji, stąd jeśli opanuje polskie media, to społeczeństwo będzie miało utrudniony dostęp do prawdziwych informacji. Sprawdzone informacje będą oczywiście w takich mediach, jak „Nasz Dziennik”, Radio Maryja czy Telewizja Trwam, czy kilka innych prawicowych portali, ale reszta społeczeństwa będzie miała utrudniony dostęp do faktów, a wręcz będzie narażona na nachalną propagandę ze strony mediów komercyjnych począwszy, na mediach, jeszcze publicznych, skończywszy. Mamy co do tego pełną świadomość.
Wracając do środków unijnych, to one już dawno powinny się znaleźć na kontach Polski i powinny pracować na nasz PKB?
– Oczywiście. Berlin te środki nam blokował, bo tamtejsze władze widziały, że PKB Polski rośnie w stosunku do PKB Niemiec, które gospodarczo przeżywają dziś poważny kryzys i nie chciały, aby Polska dodatkowo wzmocniła się poprzez te środki. Teraz Tusk chce mieć jakiś sukces, bo wie, że „konkrety”, jakie przedstawił podczas kampanii oraz w exposé, są jedną wielką mistyfikacją, a on tych zapowiedzi nie będzie w stanie zrealizować. Stąd pomysły szybko artykułowane, ideologiczne i wysłanie na czoło Barbary Nowackiej, żeby pokazać, iż lewica będzie walczyć z Kościołem, z religią, będzie również wprowadzać tęczową agendę do szkół. Wszystko po to, żeby czymś zająć również prawą stronę sceny politycznej. Apeluję – nie dajmy się zwieść, miejmy świadomość, że będą zachodziły bardzo poważne zmiany w przestrzeni publicznej, będą się również pojawiać komunikaty, które będą miały na celu urabiać mentalność szeroko pojętej opinii publicznej.
Kiedy słabnie niemiecka gospodarka, to jest okazja dla Polski, żeby się wybić. Warunkiem jest, że rząd Tuska o to zadba
i nie będzie uległy wobec Berlina?
– Tylko że na Tuska liczyć nie możemy. Niemcy chcieli wzmocnić PR-owo Tuska, żeby wygrał wybory, ale jego formacja – Koalicja Obywatelska – przegrała i tylko fortel
z połączeniem wszystkich formacji opozycyjnych sumarycznie dał im większość w Sejmie. Teraz będą robili wszystko, żeby tę władzę utrzymać po to, aby niemiecki sen o potędze, która swoją drogą zawsze była groźna dla świata, się spełnił. Nasze relacje gospodarcze z Niemcami, przepływ środków finansowych jest duży. Zresztą niemieccy przedsiębiorcy artykułowali, że brak środków po polskiej stronie powoduje, że również oni ponoszą straty chociażby z tego tytułu, że są kooperantami. Pokazała to m.in. sprawa wiatraków, ale to jest też kwestia samochodów elektrycznych, które się bardzo słabo sprzedają, co sprawia, że producenci – koncerny niemieckie – tracą. Wiedzą, że PKB w Polsce i zamożność Polaków rośnie, więc liczą na zbyt swoich produktów u nas. Stąd też reklamy tych samochodów w Polsce mają poprawić sprzedaż. Niemcy mają też świadomość, że środki z Krajowego Planu Odbudowy mogą zostać w dużej mierze wchłonięte przez niemieckie firmy. Pomocny w tym procesie ma być Tusk, który jest w ich rękach, to widać.
I chyba nic dziwnego, że jednym z pierwszych, którzy gratulowali Tuskowi, był kanclerz Scholz, który stwierdził, że nowy premier chce, żeby Polska znów znalazła się w sercu Unii Europejskiej?
– Polska nigdy nie wypadła z orbity unijnej, była i jest w jej centrum jako podmiot. Obawiam się tylko, że za rządów Tuska może się to zmienić i znów będziemy przystawką. Olaf Scholz jest socjalistą, tymczasem ta formacja
w Niemczech słabnie m.in. na skutek kryzysu migracyjnego. I Scholz wie, że ważna jest współpraca
z Polską, bo środki unijne dla nas okrężną drogą, jako realizacja inwestycji przez firmy niemieckie, mogą trafić do Niemiec. Dlatego to otwarcie na Tuska i ta cała wazelina w postaci gratulacji, bo Niemcy wiedzą, że na niego mogą liczyć. Spójrzmy też na niezwykłą przychylność wobec Tuska Manfreda Webera. Tylko że ta ich radość i gratulacje, i serca są puste, bo absolutnie nie są skierowane do Polski. Jest to tylko pewien symbol, który ma podprogowo oddziaływać na Polaków, bo sercem Europy mają być Niemcy, nie Polska. I tak cała ta europejska, w domyśle niemiecka, polityka wygląda i tak jest konstruowana.
Mamy też nowego starego szefa dyplomacji, który powiedział, że jednym z jego celów będą działania, żeby Polska rosła w hierarchii narodów. Co można przez to rozumieć?
– Ta mowa-trawa Sikorskiego jest znana, począwszy od bardzo niebezpiecznych kwestii, jak hołdy berlińskie, po nieroztropne wypowiedzi wobec Amerykanów po wybuchu gazociągu Nord Stream. Obok tych znanych, jawnych historii dochodzą też prywatne relacje z Siergiejem Ławrowem. Dla mnie osobiście Sikorski na zawsze pozostanie symbolem człowieka, który stoi na balkonie
i pali z Ławrowem cygara czy papierosy. I ta nominacja oprócz tego, że lewica wzięła szkołę, co z punktu widzenia wychowania młodego pokolenia może mieć daleko idące konsekwencje wychowawcze, jest kolejnym dużym zagrożeniem z uwagi na wyzwania geopolityczne. Myślę, że Sikorski będzie robił wszystko, żeby prowokować Prawo
i Sprawiedliwość, całą naszą Zjednoczoną Prawicę, bo jest do tego zdolny. Natomiast mam bardzo duże obawy co do kierunku i jakości prowadzenia przez niego polityki zagranicznej Polski.
Adam Bodnar, który został szefem resortu sprawiedliwości i prokuratorem generalnym, mimo iż Koalicja Obywatelska się zarzekała, że rozdzieli te dwie funkcje, chce przyłączyć Polskę do Prokuratury Europejskiej. Polska jest jednym z pięciu państw, które do niej nie przystąpiły. Czy to nie jest pierwszy krok rządu Tuska wpisujący się w centralizację Unii Europejskiej?
– To włączenie Polski do Prokuratury Europejskiej jest absolutnie niepotrzebne. Jak działa Prokuratura Europejska, widać najlepiej po aferze katarskiej czy aferze szczepionkowej, które są zamiatane pod dywan. Jeśli to włączenie Polski, a także paru innych krajów do Prokuratury Europejskiej się uda, to będą mogli powiedzieć, że właściwie federalizacja Unii Europejskiej jest już faktem, brakuje tylko zniesienia prawa weta
i utworzenia w miejsce Komisji Europejskiej 15-osobowej Egzekutywy Europejskiej. Dzisiaj każdy kraj w Komisji Europejskiej ma swojego komisarza, ale jeśli ten plan się ziści, to w tej na nowo skrojonej Unii już tak nie będzie. Deklaracja ministra Bodnara pokazuje, że ten rząd będzie szedł w kierunku federalizacji Unii.
Tusk co innego mówi, a co innego pokazują decyzje jego
i jego ministrów. Po czynach poznajemy, a nie po słowach, kto kim jest. Jeżeli dajemy zgodę na akces do wspólnej agendy, jeśli zgadzamy się na tego typu przedsięwzięcia, które odbierają nam wolność, suwerenność, to sami na siebie kręcimy bicz. Przecież w zakresie bezpieczeństwa prokuratura jest jedną z oznak suwerenności państwa. My nie potrzebujemy oddawać kompetencji także w tym zakresie Unii Europejskiej. Owszem, możemy współpracować, tak jak z Interpolem i innymi europejskimi agendami, ale nie potrzebujemy narażać się na wytyczne
z góry, żeby sobie radzić np. z przestępczością. Polska prokuratura radzi sobie z przestępczością taką czy inną, np. VAT-owską, z mafiami paliwowymi – przynajmniej tak było do tej pory. Środki z likwidacji czy ograniczenia wspomnianych procederów sprawiły, że budżet państwa zasiliły środki, które umożliwiły realizację programów społecznych. Polska nie potrzebuje mieć nad sobą kontroli. Jednak ta sprawa w sposób symboliczny pokazuje, że ekipa Tuska w sprawie federalizacji będzie robić wszystko, czego będą od niej oczekiwać decydenci, najwięksi gracze w Unii Europejskiej.
Donald Tusk jest zwolennikiem euro. Czy zważywszy na to, że jego ekipa atakuje prezesa NBP prof. Glapińskiego, przeciwnego wprowadzeniu tej waluty w Polsce, i chce postawić go przez Trybunałem Stanu, możemy się spodziewać zwiększenia presji na wprowadzenie euro w Polsce?
– Prezes Adam Glapiński jest dla ekipy Tuska zaporą, którą trzeba usunąć. Stąd atak na osobę prezesa NBP jest przepotężny, nieuprawniony, nieuzasadniony i groźny. Dlatego trzeba bronić niezależności naszego banku centralnego poprzez obronę jego prezesa. Próba dezawuowania pozycji prezesa Glapińskiego, cała ta zmasowana akcja, jaką podjęto, to bardzo groźny zabieg, bo ma on na celu usunięcie czy zamknięcie ust temu, który może się sprzeciwić planom wprowadzenia euro, co natychmiast osłabiłoby polską gospodarkę, a następnie uzależniało ją od decyzji finansjery europejskiej.
To powodowałoby również, że musielibyśmy transponować do polskiego porządku prawnego europejskie akty prawne. Innymi słowy, pozbawiając się własnych instrumentów, stracilibyśmy władztwo i kontrolę nad zjawiskami gospodarczymi zachodzącymi w Polsce i nie tylko. Dobrze, że znalazły się osoby, jak szefowa Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde, która sprzeciwiła się agresji wymierzonej w prezesa Glapińskiego, i jest to sygnał, że nie można przypuszczać ataków na niezależność prezesa NBP. Pamiętamy, jak w latach 90. dławiono inflację, pozostawiając ludzi samych sobie, co skutkowało potężnym wzrostem bezrobocia, które do dzisiaj w wielu miejscowościach odbija się bardzo niekorzystnymi zjawiskami.
I kiedy w ostatnich latach znów pojawiła się inflacja jako skutek kryzysu covidowego i wojny na Ukrainie, prezes Glapiński, wiedząc, że sytuacja jest trudna, jednocześnie ważąc decyzje dotyczące np. stóp procentowych, robił wszystko, żeby Polaków uchronić przed bezrobociem, które jest beznadzieją i uderzeniem w podstawy ekonomiczne polskiej rodziny. Jego przekaz, spokojny i wyważony, mówiący, że sytuacja jest przejściowa, że zwalczymy inflację i wszystkie niedogodności z czasem miną, był niezwykle ważny. Ci, którzy dzisiaj przejęli władzę w Polsce, tym nie chcieli się przejmować, bo dla nich zawsze ważniejszy był pieniądz, a nie człowiek. Ponadto wzrosły dochody NBP, mamy nienotowane dotychczas zapasy złota, i to są kolejne sukcesy prezesa Glapińskiego, który pilnuje przede wszystkim interesów Polski. Ten atak na jego osobę jest podły, nieuprawniony. To dzięki mądrej polityce NBP
w okresie szczytu kryzysu polskie rodziny miały zapewnione bezpieczeństwo finansowe.