Tusk kocha wszystkich, a najbardziej siebie
Środa, 13 grudnia 2023 (11:15)Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości
Donald Tusk podczas swojego exposé zaczął od hołdu dla KOD-u i innych organizacji, które – jak pamiętamy – występowały przeciw legalnie wybranej władzy Prawa i Sprawiedliwości, zapowiedział też realizację wszystkich stu konkretów z kampanii. Czy z exposé Tuska można wnioskować, że nowa władza ma pomysł na Polskę?
– Żadnego pomysłu, żadnej nowości, za to byliśmy świadkami odświeżania znanych, a jednocześnie bardzo starych formułek. To wszystko, co mówił Donald Tusk było obarczone bardzo wysokim stopniem ogólności, okraszone powiedzonkami w rodzaju: wszystko jest wspaniale, wygraliśmy i będzie znakomicie. Natomiast nie było odniesień do najważniejszych problemów, z którymi mamy do czynienia na co dzień jako państwo, jako naród, jako Polska. W tym wystąpieniu mieliśmy duży poziom ogólności zapewnienia, że będzie dobrze, jeśli chodzi o nasze relacje z Unią Europejską, ze Stanami Zjednoczonymi i z Ukrainą. Krótko mówiąc – wszyscy będą zadowoleni: nauczyciele, którzy otrzymali zapewnienie podwyżki płac podobnie, jak sfera budżetowa. Po za słowami, że będzie fajnie, zabrakło merytoryki, a więc skąd na to wszystko wziąć pieniądze. Zabrakło mi też czy w dalszym ciągu Polska będzie opierać swoje bezpieczeństwo o NATO, o zamówienia zbrojeniowe ze Stanów Zjednoczonych i Korei Południowej. Czy na forum Unii Europejskiej będziemy w sposób jednoznaczny opowiadali się przeciw budowie jednej wspólnej armii europejskiej pod przywództwem Niemiec? Czy oznacza to, że nadal będziemy opierać swoje bezpieczeństwo o sojusz z Ameryką, którą Niemcy chcieliby wypchnąć z Europy? Sama formułka, że będzie dobrze ze Stanami Zjednoczonymi jest – w moim odczuciu – pustym frazesem.
Jakie zatem było to exposé?
– Płytkie i absolutnie nie na ten czas, bez konkretnych propozycji rozwiązań problemów, z którymi się mierzy świat i Polska. Premier Tusk wspomniał też o uchodźcach, z tym, że to nic odkrywczego, bo wiemy, że z nielegalnymi imigrantami są tylko problemy, i to poważne, bo zagrażające bezpieczeństwu Europy i Polski również. Tymczasem dla przypomnienia, to przecież Donald Tusk jako szef Rady Europejskiej, straszył, że za nieprzyjęcie wyznaczonych przez Unię Europejską kwot uchodźców będą kary, podkreślając, że takie są zasady w Europie.
Pan obserwował to exposé z perspektywy Brukseli, ale wcześniej był Pan też posłem na Sejm RP i miał okazję wysłuchać poprzednie exposé Tuska na sali sejmowej. Czy przez te wszystkie lata, włączając w to także karierę na brukselskiej scenie, Donald Tusk się rozwinął?
– To jest ten sam Tusk, który ani się nie zwinął, ani nie rozwinął. Jest taki sam, służalczy, taki sam bez wyrazu, daleko mu do męża stanu, który potrafi powiedzieć tylko jedno: tu skończymy, a tam zaczniemy. Jego polityka, jego postawa to nic innego jak pływanie na uwięzi w przeręblu od brzegu do brzegu, na zasadzie może tu się uda zakotwiczyć, a jak nie to może z drugiej strony. Dla niego nie liczy się Polska, ale liczy się on sam. Ale z takiego pływania 38-milionowy Naród nie wyżyje i albo będziemy mieć silną gospodarkę, dobrze chronione i bezpieczne granice państwa, albo będziemy mieć silny system wychowawczy i będziemy silnym podmiotowym państwem, albo będziemy przy stole, ale nie jako podmiot, tylko jako przystawka. Gdyby Tusk to wszystko, co padło z mównicy sejmowej powiedział na sali Parlamentu Europejskiego, to też biliby mu brawo.
Proszę o uściślenie myśli?
– Chodzi o to, że Donald Tusk jest mało wyrazisty, mało podmiotowy. On kocha wszystkich, ale najbardziej siebie i toleruje tylko tych, którzy biją mu brawa. Tylko że jeśli to wszystko przełożymy na gospodarkę, kwestie energetyczne, ochronę granic, na armię, bezpieczeństwo wewnętrzne, na codzienne życie Polaków, to okaże się, że te jego słowa są pozbawione wartości merytorycznej. Tusk nic nie powiedział, czy będzie kontynuacja i rozwój polskiego przemysłu zbrojeniowego w oparciu o najnowocześniejsze technologie, czy na przykład będzie – tak jak się dzisiaj mówi w Brukseli – raczej potrzebna armia europejska, która będzie kupować broń wyłącznie tam, gdzie zezwoli na to Komisja Europejska, czytaj: od Niemców czy od Francuzów, a Stany Zjednoczone zgodnie z wolą Berlina będą odstawiane na bok. Uważam też, że odwołanie się czy też uzasadnianie swojej polityki listem samobójcy Piotra Szczęsnego, który w 2017 roku – podpalił się w centrum Warszawy, było po prostu pozbawione taktu. Jest tyle autorytetów, ekspertów na świecie, że można było się na kimś wzorować, a zostawić w spokoju osobę, która bez dociekania dlaczego, odebrała sobie życie. Dla mnie wykorzystywanie dramatu człowieka i próba grania na uczuciach wyborców było pozbawione przyzwoitości etycznej, moralnej.
Czy w Brukseli już trwa ładowanie euro na ciężarówki? Wszak wybiera się tam Donald Tusk, który zapowiedział z mównicy sejmowej, że wreszcie przywiezie do Polski te upragnione przez przedsiębiorców miliardy euro z Krajowego Planu Odbudowy…
– Być może droga do otwarcia tych środków zostanie skrócona. Tymczasem podczas poniedziałkowego posiedzenia Komisji Budżetowej Parlamentu Europejskiego, w którym uczestniczyłem i zabierałem głos, padło pytanie, jak wygląda kwestia polskiego Planu Odbudowy i uruchomienia środków finansowych. Odpowiedzi wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Valdisa Dombrovskisa oraz komisarza do spraw gospodarki Paolo Gentiloniego były jednoznaczne, mianowicie należy spełnić określone warunki, kamienie milowe związane z tzw. praworządnością. Padły też dość mgliste informacje, że być może za dwa, trzy miesiące możemy coś uzyskać. Natomiast w mojej ocenie, jeśli będą jakieś skróty w przyznawaniu tych pieniędzy, będzie to tylko dowód, że kamienie milowe były jedynie wymówką, żeby te należne nam środki nie trafiły do Polski. Miało to utrudnić wygraną Zjednoczonej Prawicy w kolejnych wyborach parlamentarnych, a ułatwić drogę do władzy spolegliwemu wobec Berlina i Brukseli Donaldowi Tuskowi. Osobiście nie wierzę, żeby Komisja Europejska zadziałała natychmiast, bo do Brukseli w roli premiera przyjeżdża Donald Tusk. Myślę, że nawet unijni biurokraci baliby się robić wyjątki, zwłaszcza że narracja o kamieniach milowych cały czas jest obowiązująca, a więc te reguły powinny być przestrzegane. Jeśli więc Donald Tusk z mównicy sejmowej używał argumentu, że będą pieniądze, i to szybko, w mojej ocenie – i mówię to także do ewentualnych beneficjentów tych środków – że dwa, trzy miesiące będą musieli jeszcze poczekać.
Kilka tygodni temu mówił Pan, że te środki mogą zostać uruchomione dopiero w czerwcu przyszłego roku…
– To prawda, ale to wynika z pewnego kalendarza, który obowiązuje przy przyznawaniu tych środków. W tej materii nie zadzieje się nic na pstryknięcie palca czy ze względu na sympatię do Donalda Tuska. Urzędnicy brukselscy będą badać realizację tzw. kamieni milowych, od których uzależniali wypłatę tych środków. Chcę też powiedzieć, że na wspomnianym wcześniej posiedzeniu Komisji Budżetowej Parlamentu Europejskiego wyszła sprawa przyznania Hiszpanii bardzo dużych pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy, które beneficjenci przeznaczyli w 65 procentach na dziwne inwestycje, które nie mają nic wspólnego z wolnym rynkiem, z pomocą przedsiębiorcom. Prawdopodobnie zdecydował o tym polityczny układ. To pokazuje, że Unia będzie się zabezpieczać przed tego typu działaniami.
Donald Tusk prawdopodobnie w środę, już jako zaprzysiężony premier, uda się do Brukseli, gdzie w dniach 14-15 grudnia weźmie udział w posiedzeniu Rady Europejskiej. Czego możemy się po nim spodziewać, zwłaszcza że w Unii trwa debata na temat federalizacji?
– Owszem, trwa dyskusja na temat zmiany traktatów o Unii Europejskiej, w tym rezygnacji z zasady jednomyślności w głosowaniach w Radzie Unii Europejskiej w 65 obszarach i przeniesienie kompetencji z poziomu państw narodowych na poziom Unii. Nie jestem pewien, czy Tusk – w odróżnieniu od rządów Zjednoczonej Prawicy – nie zgodzi się na reformy Unii Europejskiej. Słowa, które wygłasza z mównicy sejmowej to jedno, a jak zrobi, to się okaże. Myślę, że twarda rzeczywistość dopadnie również Tuska i całą tę jego koalicję, a wszyscy showmani, którzy chcą szybko zbić kapitał polityczny – łącznie z marszałkiem Hołownią, w obliczu wydarzeń związanych z wojną na Ukrainie czy innymi kwestiami, chociażby klimatycznymi, po prostu się nie sprawdzą. Zweryfikuje to życie i wybory przyszłoroczne do Parlamentu Europejskiego. Donald Tusk mimo dobrej miny wcale nie jest szczęśliwy z faktu, że jest premierem, owszem, może się cieszy z porażki PiS-u i na myśl o rozliczaniu przeciwników politycznych, ale te igrzyska mogą się skończyć, zanim na dobre się rozpoczęły. Twarda rzeczywistość jest przed tą ekipą, która dzisiaj rozpływa się w zachwycie, że będzie rządzić Polską. Jednak same chęci i ambicje to za mało.
Donald Tusk w czasie swojego exposé dość buńczucznie zapowiedział, że „żadne próby gier dotyczące zmiany traktatów nie wchodzą w rachubę… Mnie nikt nie ogra w Unii Europejskiej” – stwierdził.
– Wszystko byłoby fantastycznie, gdyby na zapowiedziach i obietnicach świat się kończył. Tymczasem mamy tu do czynienia z wiarygodnością, której Tuskowi brakuje. Wszyscy wiemy, jaki jest i co znaczą jego deklaracje. W Brukseli sam może się przekonać, że wcale nie jest tak oczekiwany, jak mu się wydaje i że wszyscy będą go nagle słuchać – bo nie będą. To raczej on będzie musiał słuchać swoich mocodawców, do czego zresztą przyzwyczaił już wszystkich Polaków, kiedy był poprzednio premierem i szefem Rady Europejskiej. Nie sądzę też, żeby na zbliżającym się posiedzeniu Rady Europejskiej zapadły jakieś wiążące decyzje. Myślę, że to wszystko jest obliczone, przygotowywane pod kalendarz wyborczy w Polsce, bo wkrótce czekają nas wybory samorządowe, a następnie w czerwcu do europarlamentu. I do tego czasu będziemy świadkami działań zwodzących, symulowanych, będzie unikanie ciosów, sugerowanie, że PiS mija się z prawdą itd. Później będą wakacje, a po letnim wypoczynku możemy się obudzić w zupełnie innej rzeczywistości. Na całe szczęście jest jeszcze w Polsce prezydent, mamy też odpowiednio liczną reprezentację w parlamencie RP i póki, co nie uda się im realizacja planów podporządkowania Polski. Myślę, że prędzej czy później wyjdzie szydło z worka i po wymuszonych, nieszczerych uśmiechach, po słowach o przyjaźni, miłości, mimo zapewnień o trosce o polskie interesy, okaże się, że Donald Tusk pilnuje interesów europejskich. Co do tego jestem absolutnie przekonany.