• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Nadchodzi czas odwetu i zemsty

Poniedziałek, 11 grudnia 2023 (21:20)

Rozmowa z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL i AKSiM

Po ośmiu latach żegnamy rząd Zjednoczonej Prawicy. Jak w kilku słowach można by podsumować ten czas?

– Jest to bardzo szeroki temat, który trudno zamknąć
w paru zdaniach. Na pewno po ośmiu latach rządów Zjednoczonej Prawicy Polska jest w innym miejscu, niż była za poprzednich rządów koalicji PO – PSL. Widać to chociażby po dochodach budżetowych, gdzie jest to Mount Everest w porównaniu z tym, co było osiem lat temu, kiedy PiS przejmowało władzę. Mówimy tu np. o inwestycjach infrastrukturalnych, ale też o opiece społecznej czy
o szeroko rozumianych programach socjalnych. To jest
po prostu inna Polska, co wynika z innego spojrzenia
na życie społeczne, ale też rozumienia spraw międzynarodowych i pozycji Polski w Europie i świecie.
Tym bardziej jest to godne podkreślenia, że ostatnie lata naznaczone są rozmaitymi kryzysami: covidowym,
ekonomicznym, gospodarczym, czy chociażby tym związanym z wojną na Ukrainie i wszystkimi jego konsekwencjami. W tej sytuacji Polska nie dość, że utrzymała tempo rozwoju, to jeszcze weszła do grupy
20 najbardziej rozwiniętych gospodarek światowych
z nowoczesną infrastrukturą. Myślę, że żegnamy dobry rząd. 

W swoim exposé premier Mateusz Morawiecki podkreślił, że walka o polskie sprawy, o lepszą Polskę nigdy się nie kończy. Od nas tu, na tej sali, zależy,
jaką Polskę przekażemy naszym dzieciom
i wnukom, bo Polska to wielka rzecz, największa – mówił premier.

– To podniosła retoryka. Premier Morawiecki przedstawił odpowiedzialny projekt dynamicznego rozwoju dla Polski. Mówił o wyzwaniach stojących przed Polską w związku
z zagrożeniami, jakie niesie dzisiaj świat. Szkoda tylko,
że nie spotkało się to ze zrozumieniem koalicji większościowej, która jest zainteresowana wyłącznie przejęciem władzy.

Premier Morawiecki wiedział, że jego rząd nie otrzyma poparcia większości sejmowej.

– Dlatego swoim wystąpieniem chciał zostawić Polsce
i Polakom przesłanie, bo spór polityczny, którego jesteśmy świadkami, ma wielowymiarowy charakter. Jest to też spór o to, jakiej Polski chcemy – takiej, która może być solidarna, wielka, silna, konkurencyjna i grać w pierwszej lidze europejskiej, czy też zadowolimy się drugą
czy trzecią klasą rozgrywkową, gdzie będziemy petentem
i pomocnikiem dla większych państw. Czy będziemy sięgać do wielkości I Rzeczypospolitej, czy też małości Królestwa Polskiego w czasach zaborów czy też PRL. To są jak gdyby dwie postawy, które zwracają uwagę na różne rzeczy. Czy mamy odwagę wejść w obszar konkurencji, np. budując Centralny Port Komunikacyjny, który dla jednych wydaje się oczywistością, a dla drugich jest gigantomanią.
W takim rozumieniu port lotniczy we Frankfurcie,
w Monachium czy w Berlinie to nie jest gigantomania, tymczasem gigantomania ma być w Polsce. Proszę zwrócić uwagę jak chociażby na tym przykładzie wygląda podejście różnych stron politycznych. Takich kwestii i pytań jest więcej, m.in. czy postawimy się Niemcom w sprawie reparacji czy odszkodowań wojennych, czy też będziemy się bać, że konsekwencja w dążeniach może zdenerwować Niemców i nie będą klepać Tuska po ramieniu. To są zatem także kwestie mentalne, przy czym pomijam już kwestie ideologiczne, które bardzo mocno dzielą polską scenę polityczną, tak jak w XVIII wieku podzieliły ją na obóz patriotyczny i obóz targowiczan.

I przychodzi nowa władza, która twierdzi, że „jutrzenka wolności” nadchodzi, a Barbara Nowacka z mównicy sejmowej, nawiązując do exposé premiera Morawieckiego, mówiła, że „to, co widzieliście, to przeszłość, a my was witamy w przyszłości”. Jaka to będzie przyszłość, skoro nowa sejmowa większość zaczęła od ustawy o in vitro, od odwołania członków komisji ds. wyjaśniania wpływów rosyjskich na bezpieczeństwo Polski
w latach 2007-2022 i powołania komisji śledczych, w tym ds. wyborów kopertowych?

– Mówiąc wprost: wcale nie przychodzi czas wolności, ale czas odwetu i zemsty. Tak poprzez te pierwsze decyzje sejmowej większości należałoby patrzeć na tę nową władzę koalicji czterech formacji pod wodzą Donalda Tuska. Zobaczymy, co z tego będzie. Nowy rząd startuje
z dużym opóźnieniem od wyborów, które odbyły się
15 października, ale już z aferą wiatrakową. Co więcej,
ten start nowej władzy nie spotyka się z entuzjazmem Polaków, bo wydaje się, że emocje, euforia z pokonania Prawa i Sprawiedliwości opadły i dzisiaj ten nowy, ale
w gruncie rzeczy stary rząd ma wymiar bardziej odgrzewanego kotleta i w niczym nie przypomina świeżości. Zwłaszcza że niektórzy politycy, którzy mają tworzyć rząd Donalda Tuska, to są stare zgrane płyty, postacie mocno ideologiczne, jak Barbara Nowacka, bądź znane m.in. z taśm od „Sowy”, jak Radosław Sikorski czy Bartłomiej Sienkiewicz. Jak widać, to wszystko jest
trochę nieświeże, zatęchłe, bez ambicji, za to z dużym rewanżyzmem, bo w tym środowisku jest ogromna
chęć zemszczenia się na PiS, które przy wszystkich
swoich błędach, bo te również były, rozwinęło Polskę  niepomiernie.

Ta chęć zemsty przybiera niepokojące rozmiary. Co czeka zwykłych Polaków pod rządami Tuska, którego ekipa wydaje się pogardzać zwykłymi ludźmi?

– Myślę, że przynajmniej na początku Tusk nie zdecyduje się na likwidację programów społecznych, socjalnych,
bo to położyłoby tę koalicję. Pamiętajmy też, że niedługo będą wybory samorządowe i wybory do Parlamentu Europejskiego, więc nowa władza pewnie będzie się starała to kontynuować – przynajmniej przez jakiś czas. Natomiast jeśli chodzi o dalszą przyszłość, to może być różnie. Pamiętajmy, że ekipa Tuska, gabinet jaki się wyłania, wygląda na mało ambitny rząd, który poza rozliczeniami, odwetem i zwykłą chęcią przejęcia władzy nie stawia sobie żadnych ambitnych celów, mamy za to wpisywanie się
w kontekst unijny. Tak naprawdę, patrząc na tę ekipę,
nie bardzo wiadomo, co oni chcą zrobić, jaka jest główna, przewodnia myśl, poza chęcią zemsty, która pojawia się
w wypowiedziach wielu czołowych polityków koalicji Tuska. Myślę, że nawet ci, którzy interesują się polityką, także profesjonalnie, nie rozumieją, o co chodzi tej ekipie,
a co dopiero mają powiedzieć zwykli Polacy, którzy polityką na co dzień się nie zajmują. Przekaz jest mniej więcej taki: żeby nie było tak, jak za rządów PiS, a więc żeby się pogodzić z Unią Europejską, czyli z Berlinem, i żyć z tymi ośrodkami w przyjaźni. Jak widać, taka to ma być „suwerenna” polityka rządu Tuska.

Czy zachowanie Szymona Hołowni i innych polityków występujących na mównicy sejmowej, w tym kandydatów na ministrów rządu Tuska, nie przypomina zabawy
w politykę, bo liczą się tylko stołki? Tymczasem w ogóle nie słychać
o programie, pomysłu na rządzenie
jakoś nie widać.          

– Pomysł jest… na zasadzie obsadzenia swoimi ludźmi stanowisk ministerialnych, a przyjdzie przecież także czas na spółki Skarbu Państwa itd. I wielu jest takich, którzy
już przebierają nóżkami, aby czerpać profity z władzy.
A reszta, np. emeryci, renciści, jest na szarym końcu.
Inną sprawą jest to, że nie wiadomo, jak długo Tusk będzie sprawował funkcję premiera, czy tylko do eurowyborów, czy może dłużej. Tymczasem nikt nie jest dzisiaj w stanie tego powiedzieć. Są przypuszczenia, że w związku z tym, że tęskno mu do Brukseli, po wyborach do Parlamentu Europejskiego może on trafić do Komisji Europejskiej jako komisarz. Zobaczymy, jak będzie. Tak czy inaczej wszystko wskazuje na to, że sytuacja z nowym rządem będzie mocno tymczasowa, co więcej, wskazuje na to wielopartyjność tej koalicji i rozbieżne interesy. Zatem po początkowym zachłyśnięciu się władzą nie musi to być, jak niektórzy oczekują, wielki projekt, ale projekt na chwilę. Mówi się więc, jak to Barbara Nowacka zrewolucjonizuje polską oświatę, a Bartłomiej Sienkiewicz wykończy telewizję publiczną, czy wreszcie jak Tusk odejdzie
od projektu budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego
i jak razem będą próbowali rozliczyć rządy PiS poprzez komisje śledcze. To są tematy tak płytkie, tak mało ambitne, niskiego lotu, że na dłuższą metę nikogo to nie pociąga, dlatego nie widzę tego w dłuższej perspektywie.

Ale za to są igrzyska, bo zainteresowanie oglądalnością obrad Sejmu znacząco wzrasta. Czy o to chodzi w polityce?

– To jest zainteresowanie cyrkiem sejmowym, a nie obradami sejmowymi. Posiedzenia Sejmu mają, powinny mieć charakter merytoryczny, a sprawy dyskutowane
w Sejmie mają dotyczyć spraw najważniejszych dla Polski. I jeśli zainteresowanie dotyczyłoby tego zakresu, to można by się cieszyć, ale jeśli zainteresowanie jest tym, co powie marszałek Hołownia, czy i jak komu dopiecze, czy popisze się jakimś nowym dowcipem, powie coś, jak dzisiaj,
o mocy, o energii, jaką czuć w Sejmie, nazywając wypowiedzi posłów PiS w sprawie exposé premiera Morawieckiego mowami pogrzebowymi nad tym projektem politycznym, wreszcie kiedy recenzuje wypowiedzi posłów, to w całym kontekście tego spektaklu zakrawa to na kpinę. Najważniejsza władza ustawodawcza w Polsce przez postawę obecnego marszałka, który stara się być efekciarski, mocno emocjonalny, staje się kabaretem
bądź cyrkiem. Jeśli w taki sposób będziemy budować zainteresowanie pracami parlamentu RP, to następnym razem posłowie być może będą musieli tańczyć – najlepiej na rozżarzonych węglach – żeby zachęcić masy do oglądania obrad i uczynić je jeszcze bardziej atrakcyjnymi.

Miało być podwyższenie wolnej kwoty od podatku do 60 tysięcy, ale Tusk, odnosząc się do swoich obietnic wyborczych na pierwsze sto dni rządzenia, mówi, że to
się nie zdarzy, a Ryszard Petru stwierdza wprost, że w koalicji składającej się
z czterech podmiotów nie ma możliwości realizacji 
wszystkich obietnic wyborczych. Jak czują się ci, którzy głosowali na ekipę Tuska?

– Wiemy, że przytłaczająca większość tych, którzy głosowali na Tuska czy na inne formacje opozycyjne, nie głosowała w sposób pozytywny za opozycją, ale przeciwko PiS. Ten typ wyborców z pewnością zadowolą komisje śledcze i próby rozliczania PiS. Natomiast ci, którzy uwierzyli w zapowiedzi, że Tusk przeprowadzi Polskę
przez kryzysy, że ma lepszy od PiS program dla Polski,
że poprawi ich byt materialny, byli zwyczajnie naiwni
i muszą się czuć rozczarowani. Niestety, będą mogli to rozczarowanie wyrazić i właściwie ocenić ekipę Tuska dopiero podczas następnych wyborów parlamentarnych. Wydaje się jednak, że większość wyborców Tuska i jego formacji nie wierzyła w te obietnice, a głosowała z powodu niechęci do PiS.  

Barbara Nowacka ma być nowym ministrem edukacji, tymczasem część nauczycieli jest wprost zachwycona Tuskiem i jest nawet
w stanie zrezygnować z 800 Plus, byleby tylko nie rządziło PiS…

– To świadczy o tym, że tacy nauczyciele – od uczelni wyższych począwszy po szkoły średnie i podstawowe skończywszy – są mocno zideologizowani, ukształtowani przez ZNP, będący pod wpływem liberalno-lewicowych mediów. Wydaje się, że nie potrafią oni czytać rzeczywistości, często też przemawiają przez nich kompleksy. Towarzyszy im przekonanie, że są elitą – zwłaszcza wtedy, kiedy oglądają TVN, czytają informacje
w Onecie czy słuchają Radia TOK FM.

                   Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki