Wraca stare?
Czwartek, 7 grudnia 2023 (21:17)Rozmowa z Beatą Kempą, posłem Suwerennej Polski
do Parlamentu Europejskiego
Wciąż nie wiemy, kto był autorem nowelizacji ustawy wiatrakowej,
która wyrasta na poważną aferę?
– Kwestia zamrożenia cen energii to jest ważna sprawa
dla polskiego społeczeństwa. Jednak to, co się dzieje wokół ustawy zawierającej lobbystyczne przepisy wiatrakowe, którą próbowano przepchnąć kolanem, to jest wielki skandal. Najpierw słyszeliśmy, że to poseł Paulina
Hennig-Kloska miała być autorką tej ustawy,
ale w momencie, kiedy zrobił się szum, stwierdziła,
że to poseł Borys Budka przyniósł jej tę ustawę.
W końcu na posiedzeniu połączonych Komisji ds. Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych oraz Komisji Finansów Publicznych pojawiła się jakaś tajemnicza osoba zaproszona przez koalicję Donalda Tuska, biegle znająca ustawę, którą – jak się później okazało – był prawnik kancelarii adwokackiej doradzającej koncernom energetycznym.
Ten człowiek odpowiadał na merytoryczne pytania kierowane pod adresem posłów wnioskodawców, którzy rzekomo są autorami tej ustawy, a de facto nie potrafili odpowiedzieć na szczegółowe pytania. Sytuacja niecodzienna, co więcej, potencjalni autorzy tej ustawy mylą się w zeznaniach, cedują odpowiedzialność jeden
na drugiego. Widać, że sprawa ma absolutnie charakter aferalny.
W prokuraturze jest już wniosek, który
– jak słyszymy – ma zostać rozszerzony, sprawą ma też się zająć CBA?
– Dobrze się stało, że Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo w tej sprawie. Należy zbadać, kto im napisał tę ustawę, bo na razie wiele wskazuje na to,
że jej autorami są lobbyści. To, co się działo wczoraj
na posiedzeniu sejmowych komisji, czyli dalsze procedowanie nad tymi zapisami, zaczyna być bardzo niepokojące. Chodzi o to, że ci, którzy podają się za autorów ustawy i powinni odpowiadać na pytania innych posłów, rozwiewać wątpliwości odnośnie do tej ustawy,
nie znają i cedują ją na inną osobę z zewnątrz, która nie bardzo wiadomo, w jakim zakresie działa i przez kogo
jest umocowana.
Tym bardziej wymaga to bardzo szczegółowego wyjaśnienia przez odpowiednie organy. Moim zdaniem materiał z posiedzenia tych komisji powinien zostać przesłany również do prokuratury i być dołączony do tej sprawy. Koalicja stołków – jak ją określam – jeszcze nie powstała, a już się potknęła o własne nogi. W tej sytuacji widać, że będą podatni na tego rodzaju działania lobbystyczne, tym bardziej uważnie trzeba będzie patrzeć na ręce nowej władzy. Znamienne było też wielodniowe milczenie Tuska w tej sprawie. Swoją drogą zawsze tak robił, przyglądał się sytuacji wtedy, kiedy była ona bardzo groźna, i milczał. Dzisiaj, kiedy słyszę, że nie ma konsekwencji, że nadal na stanowisko ministra będzie forowana poseł Polski 2050 Paulina Hennig-Kloska, która dziwnym trafem kluczy przy sprawie wiatraków, co więcej, ma być ministrem klimatu, a więc resortu, gdzie mogą się ścierać absolutnie potężne interesy, gdzie lobbyści, jeśli się ich nie przypilnuje, mogą biegać po korytarzach, jest to szalenie groźne dla państwa polskiego.
Kontrowersyjne i groźne jest także to,
że pod pozorem zamrożenia cen energii nakłada się na haracz na narodowego championa PKN Orlen, a zwalnia się inne firmy?
– Dokładnie. Jeżeli widzimy, że w tej ustawie
– co powiedzieli posłowie, którzy brali udział w posiedzeniu wspomnianych komisji – jest również zapis,
który uwalnia potencjalnych wytwórców energii z danin solidarnościowych, a obciąża koncern paliwowy, energetyczny, jakim jest PKN Orlen, co więcej,
dzieje się to w sytuacji, kiedy spółka jest gwarantem bezpieczeństwa energetycznego w obliczu wojny, jaką mamy za naszą wschodnią granicą, to jest to naprawdę bardzo groźne, bo to zagraża bezpieczeństwu państwa polskiego. Moim zdaniem mamy do czynienia z potężną aferą, dlatego trzeba ustalić, czy nie mamy do czynienia
z jakimiś nowymi mafiami.
Łatwo sobie wyobrażam, że aferzyści, kombinatorzy zacierają w tej chwili ręce. Nie mam wątpliwości co do tego, że powrócą rozmaite mafie paliwowe, VAT-owskie, być może też lekowe, bo do władzy wraca stare.
W związku z tym dla nich otwiera się nowe okno,
wraca eldorado, co oni wyczuwają natychmiast.
Jest prokuratura, która jeszcze działa niezależnie, ale za chwilę może być różnie, słyszymy też o planach likwidacji CBA.
Czy afera wiatrakowa to nie jest temat
dla sejmowej Komisji Śledczej?
– Z całą pewnością większość sejmowa będzie próbowała tę sprawę szybko zamieść pod dywan. Widać, że próbują
ją bagatelizować, ale w oczach mają strach. Mają też świadomość, że to potężny błąd. Jednak zważając, że jest to środowisko niezdolne do refleksji, nie będą wyciągać
z tego wniosków, a tym bardziej konsekwencji.
Nie miejmy co do tego żadnych wątpliwości. Tymczasem konsekwencje powinny zostać wyciągnięte – i to jak najszybciej, żeby uciąć różnego rodzaju potencjalne groźne zjawiska, które mogą mieć miejsce przy tak słabej władzy. Uważam, że mając większość w Sejmie, będą się starali bardzo mocno tę sprawę schować, bo jest to potężna afera i wielki błąd, w dodatku mający miejsce zanim jeszcze przejęli rządy w Polsce.
Należy się też spodziewać, że ta ekipa będzie się starała tworzyć rozmaite zasłony dymne. Przykładem jest skandaliczne – w mojej ocenie – zachowanie marszałka Sejmu. Szymon Hołownia – zdaje się – zapomniał, że Sejm to nie są kulisy talent show, gdzie można mówić, co ślina na język przyniesie, recenzować posłów, czy wręcz ich obrażać. Owszem do tej pory bywały różne wymiany zdań, bywało też ostro w Sejmie, ale coś takiego się nie zdarzało. Od marszałka Sejmu wymagało się, żeby trzymał styl
i poziom, tymczasem Hołownia wciąż wydaje się być
w konwencji talent show. To jest na rękę Tuskowi, który tego typu działania będzie pochwalał, ponieważ to będzie odwracało uwagę od fatalnych skutków decyzji podejmowanych przez jego rząd.
Może to jednak zamknąć Hołowni drogę
do Pałacu Prezydenckiego...
– Myślę, że to już się stało, bo wszyscy widzą, że Hołownia nie ma żadnych kwalifikacji, żeby być prezydentem Polski. W mojej ocenie to, co Hołownia czyni, jest groźne.
Jako marszałek powinien pilnować przede wszystkim procedowania ustaw, regulaminu Sejmu, tymczasem widać już na starcie, że jego polityczni kompani – jak się to mówi – już go mają. Wykorzystuje to także sam Tusk, bo Hołownia załatwia za niego całą tzw. brudną robotę, podczas gdy on siedzi w poselskich ławach i zaciera ręce,
i skrzętnie wykorzystuje to, że marszałek jest nowicjuszem w Sejmie. Szkoda że sam Hołownia tak bardzo się zachłysnął funkcją marszałka i nie dostrzega tego, że ten
– co tu dużo mówić – infantylizm wykorzystują jego koalicjanci, a popisy z fotela marszałka są im na rękę.
Ta postawa Hołowni zaszkodzi jemu samemu. Warto,
żeby wyborcy zobaczyli, również jego wyborcy, jak bardzo jest to słaby człowiek, jeśli chodzi o odpowiedzialność
za państwo. Hołownia jest nowicjuszem w Sejmie i do tego marszałkiem, gdzie potrzebne są doświadczenie i klasa,
nie wystarczy to, że jest wygadany, że się popisuje.
Przez Sejm będą się przetaczały potężne decyzje legislacyjne, które będą rzutować na przyszłość
i skutkować np. tym, że podstawy ekonomiczne państwa polskiego mogą być zagrożone, jeśli będzie wygrywał gospodarczy, zagraniczny lobbing.
Gorsze notowania Hołowni są chyba
na rękę Tuskowi, który – zdaje się
– marzy o prezydenturze?
– To prawda. Moim zdaniem Tusk będzie tolerował Hołownię tak długo, jak ten będzie zasłoną dymną dla indolencji nowego aparatu rządzącego Polską. Również do momentu, kiedy Hołownia będzie szkodził sobie samemu. Może się zdarzyć, że notowania zaczną spadać nie tylko Hołowni, ale wszystkim, całej tej ekipie silnie powiązanej nie z interesami państwa polskiego, ale z interesami zagranicznymi. Jeśli tak się zdarzy, to kompani koalicyjni szybko ściągną go na ziemię. Jestem prawie pewna,
że Tusk będzie chciał startować w wyborach prezydenckich. Dlatego wzmacnia dzisiaj Hołownię kosztem Rafała Trzaskowskiego.
Tusk ciągle ma w tyle głowy, wciąż nie pogodził się
z porażką w wyborach prezydenckich z Lechem Kaczyńskim w 2005 roku. W mojej ocenie ta przegrana odbiła się również na nim samym w sensie jego kondycji, bo klęski, którą wówczas poniósł, do dzisiaj nie przepracował. Tak czy inaczej Lech Kaczyński był patriotą, wizjonerem, a przede wszystkim miał klasę, której brakuje Tuskowi. Myślę, że dążąc do prezydentury, po drodze będzie chciał zostać unijnym komisarzem, a następnie powrócić do Polski na białym koniu, ograć wszystkich
i wystartować w wyborach prezydenckich za dwa lata. Jednak już dzisiaj widać, że na starcie tworzenia rządu jego ekipa ma na karku afery i Tusk nad tym nie panuje, co go dyskwalifikuje. Co więcej, ogłosił się przywódcą zjednoczonej opozycji tzw. demokratycznej, która
w jego ocenie zwyciężyła – ale ani to żadna koalicja demokratyczna, ani Tusk tych wyborów nie wygrał,
bo wybory parlamentarne wygrała Zjednoczona Prawica. Tusk dobrze o tym wie, i to go również boli.
Europoseł Marek Belka twierdzi, że
w przyszłym roku należy ograniczyć
wzrost deficytu, w związku z czym niektóre obietnice wyborcze Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi i Lewicy należy odłożyć
w czasie. Poza tym – jak dodaje – „nie należy dalej rozkładać czerwonego dywanu przed emerytami”.
– To jest wypowiedź skandaliczna, bezczelna. To jest polityk, który nie ma kłopotów finansowych, ubóstwo,
a tym bardziej bieda go nie dotyczą. Warto jednak przypomnieć, że to jego formacja spowodowała, że polscy emeryci przez lata byli oszukiwani, choć ciężko pracowali dla Polski. Dlatego Belka powinien dzisiaj zamilknąć, zwłaszcza że nie jest to żaden ekspert. Można powiedzieć, że to Tusk wskrzesił z niebytu Belkę, Leszka Millera
i Włodzimierza Cimoszewicza, wziął na swoje listy
i ci ludzie w ten sposób dostali się do Parlamentu Europejskiego. Tusk ponosi za to odpowiedzialność.
Jeśli ma takich ekspertów, to wszystkie obietnice wyborcze na pewno zamiecie pod dywan i nic z tego nie zrealizuje. Przede wszystkim miejmy pewność, że będą likwidować tak bardzo potrzebne programy społeczne, które zostały wprowadzone przez ZP. Proszę nie mieć złudzeń co do tego, że tak będzie, a Belka tylko wyraża opinię, jest zwiastunem tej złej nowiny dla Polaków – nie on pierwszy.
Warto przypomnieć wszystkim, którzy głosowali na Hołownię, że tak naprawdę głosowali na Tuska, a głosując na Tuska głosowali na Belkę. To jest towarzystwo, które miało się świetnie w postkomunie, i świetnie ma się dzisiaj.
Chcę zapytać o sprawę zmiany unijnych traktatów i dążeń do centralizacji UE,
bo mimo zapowiedzi ta kwestia nie pojawi się w przyszłym tygodniu podczas obrad Rady Europejskiej?
– To było do przewidzenia. Myślę, że cała liberalno-
-lewicowa ekipa przeliczyła się, sądząc, że w PE ich projekt zyska miażdżącą przewagę. Tak się jednak nie stało,
bo sprawa ta przeszła – i to głosami m.in. wspomnianych przed chwilą europosłów. Malutka przewaga, która pozwoliła im dalej iść z procedowaniem zapisów szkodliwych dla wszystkich państw europejskich, dała
im chyba do myślenia. U nas, w Polsce, trwa dyskusja
na ten temat, podczas gdy w innych krajach się milczy,
co jest oszukiwaniem ludzi. Jeśli te propozycje w końcu
by przeszły, to oni obudzą się w zupełnie nowej rzeczywistości, bez własnej suwerenności.
To jest pierwsza sprawa – mianowicie unijne elity widzą,
że w tym momencie projekt może przepaść na RE.
Z drugiej strony dają sobie czas na łamanie kręgosłupów tym wszystkim, którzy chcieliby te kwestie wetować.
A to – jak już nie raz pokazali – potrafią robić doskonale. Skoro potrafili ingerować w wybory w Polsce, mogą też szantażować premier Giorgię Meloni, że Włochy nie dostaną środków unijnych w sytuacji, gdy ten kraj przeżywa potężny kryzys migracyjny. Czekają na utworzenie rządu w Holandii, a także rządu w Hiszpanii
i oczywiście w Polsce – rządu Tuska, który jest im potrzebny, a który tylko taktycznie zakazał swoim europosłom zagłosować przeciw.
Nie jest jednak powiedziane, że Tusk jako premier tego nie poprze, a Polakom sprzeda jakąś papkę, że to konieczność, bo w innym wypadku Polska nie otrzyma pieniędzy z Unii. Tusk ze swoim doradcami jest sprawny, więc jakoś sobie
z tym poradzi, tylko ze szkodą dla Polski. Unijni decydenci dają sobie czas na pracę nad przywódcami państw unijnych, a kiedy będą mieli pewność, że ten projekt uda się im przeforsować i że Polska (Tusk) tego nie zawetuje, to powrócą do sprawy. Taka jest moja ocena sytuacji.