• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Czy potrafią zadbać o polskie interesy i naszą suwerenność?

Wtorek, 14 listopada 2023 (08:54)

Rozmowa z dr. Bogdanem Więckiewiczem,
socjologiem z Instytutu Filozofii i Socjologii
Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie

Wczoraj zainaugurowano X kadencję Sejmu.
Za nami przemówienia prezydenta
Andrzeja Dudy oraz premiera Mateusza Morawieckiego. Jaki wspólny mianownik wyłania się ze wskazań, które usłyszeli
nowi parlamentarzyści?

– Prezydent Andrzej Duda w swoim wystąpieniu miał
na uwadze przede wszystkim dobro Polski. Apelował do wszystkich sił politycznych o współpracę ponad podziałami, zwłaszcza że czas jest wyjątkowo trudny, niebezpieczny,
a przed Polską, Europą i światem wiele wyzwań. Dla dobra Polski trzeba robić wszystko, żeby zawężać pole konfliktów. I to wydaje się być słuszna droga, ponieważ nie jest
to czas na podziały. Różnice pod względem programowym w polityce są zrozumiałe, ale nie czas dzisiaj na spory polityczne, tym bardziej podszyte dużym zacietrzewieniem, które mogą zostać wykorzystane przez wrogów Polski. Takich sił nie brakuje chociażby na Wschodzie – Putin
i Rosja, które liczą na destabilizację nie tylko na Ukrainie, ale też w całej Europie, w szczególności w Polsce, która 
– stając się jedną z potężniejszych potęg militarnych
w regionie – jest istotną przeszkodą w ekspansji rosyjskiej na całą Europę. Dlatego prezydent jasno wyraził oczekiwanie czy życzenie, że każdy, komu leży na sercu dobro Ojczyzny, potraktuje poważnie największe inwestycje, jak Centralny Port Komunikacyjny – inwestycję strategiczną, czy tworzenie i rozwój silnej armii zdolnej przeciwstawić się agresji zewnętrznej. Wydaje się,
że prezydent starał się zaproponować siłom politycznym ton pojednania, współpracy.

Po politykach Koalicji Obywatelskiej
wcale nie było widać powagi i chęci
do współpracy?  

– To prawda. Wydaje się, że niektórzy, doświadczeni politycy nie dorośli do roli czy powagi parlamentarzysty. Jakieś śmiechy, drwiny podczas wystąpienia prezydenta, po pierwsze, nie licują z powagą każdej kulturalnej osoby, a po drugie, co gorsze, wydaje się, że niektórzy politycy jakby w sposób lekceważący podchodzą do bezpieczeństwa państwa polskiego. Jeśli takie było zamierzenie niektórych parlamentarzystów, powinno to budzić niepokój. Miejmy jednak nadzieję, że zdrowy rozsądek zwycięży i w aspekcie bezpieczeństwa państwa wszystkie ugrupowania będą mówić jednym głosem. Chodzi o to, żeby nie doszło
do tego, co obserwujemy w Izraelu, gdzie poszczególne frakcje były tak mocno skoncentrowane na sobie,
że konflikt zbrojny powstał i szybko postępował. Sytuacja jest w tym momencie dramatyczna, niebezpieczna ze szkodą dla Palestyny i Izraela. Jak wiemy, ognisk zapalnych i sytuacji konfliktowych w świecie jest dużo, dlatego tak ważne jest bezpieczeństwo Polski, które było podkreślane przez Andrzeja Dudę. Oczywiście niemniej ważne są kierunki rozwoju gospodarczego Polski i należy robić wszystko, żeby proces rozwoju naszego kraju postępował. Prezydent podkreślał też, że ważna jest kontynuacja
w najważniejszych obszarach, które jedna partia rozpoczyna, a druga ma kontynuować i finalizować.
Niech to będzie wspólne dzieło, wspólne dobro Polski,
bo osiągnięć, jakie zostały już uzyskane, które trzeba kontynuować, nie wolno nam zmarnować. Andrzej Duda zapowiedział też, że nie zgodzi się na żadne próby ograniczania konstytucyjnych uprawnień prezydenta.

Premier Morawiecki niejako powtórzył to,
o czym mówił prezydent, dodając, że szczególnym zagrożeniem dla Polski są zmiany traktatowe w Unii Europejskiej, które są szykowane, co także jest zagrożeniem dla polskiej wolności.

– Premier Morawiecki przede wszystkim podsumował
rządy Zjednoczonej Prawicy, które miały miejsce 
w trudnym czasie pandemii koronawirusa, wynikającego
z tego kryzysu finansowego, a także wspomnianego konfliktu zbrojnego za naszą wschodnią granicą.
Wskazał też na zagrożenia, jakie się pojawiają w związku
z majstrowaniem unijnych elit nad traktatami o Unii Europejskiej, co może spowodować nasze uzależnienie od woli silniejszych, mocniejszych państw, takich jak Niemcy czy Francja. Wskazał też, że jest niezwykle istotne, aby projekty, które zostały rozpoczęte, kontynuować i rozwijać, być może modyfikować, ale w żadnym wypadku nie wolno z nich rezygnować, bo o takich pomysłach też już słyszymy z ust polityków koalicji pretendującej do władzy. Swoją drogą już po głosowaniu na marszałka Sejmu widać,
że Zjednoczonej Prawicy będzie raczej trudno stworzyć rząd większościowy.

Sejm wybrał marszałka Sejmu, którym został Szymon Hołownia, ale pewnym skandalem było przemówienie posła Konfederacji Grzegorza Brauna, który totalnie skrytykował kandydaturę Elżbiety Witek, wręcz oskarżając ją o podżeganie
do wojny, stwierdzając, że uosabia standardy pogardy i lekceważenia prawa?   

– Poseł Grzegorz Braun znany jest z tego, że jedno mówi, a drugie robi. Jego niektóre wystąpienia są bardzo dziwne, niezrozumiałe, dotyczące chociażby agresji rosyjskiej
na Ukrainie i sytuacji w Rosji. Jeśli chodzi o Konfederację, jest to ugrupowanie w dużym stopniu zróżnicowane, gdzie zasiadają politycy, dla których dobro Polski jest ważne,
ale są też tacy, których wypowiedzi należy uznać 
– delikatnie rzecz ujmując – za bardzo kontrowersyjne
i niegodne parlamentarzysty. Jeśli zaś chodzi o marszałek Elżbietę Witek, to trudno jej zarzucać brak obycia, kultury osobistej, otwartości czy chęci współpracy. Jest to raczej osoba o łagodnym usposobieniu, aczkolwiek stanowcza, która starała się jak najlepiej prowadzić obrady Sejmu
i panować nad mocno rozemocjonowanymi posłami. Nie wiem, czy nowy marszałek Sejmu będzie potrafił sobie
z tym poradzić. Marszałek Sejmu to bardzo ważna funkcja. Druga osoba w państwie i piastowanie tej funkcji wymaga sporo doświadczenia i umiejętności zażegnania wielu konfliktów, które podczas obrad powstają na sali sejmowej. Wreszcie potrzebna jest umiejętność sprawnego prowadzenia obrad. Obawiam się, że nowo wybrany marszałek Szymon Hołownia może mieć z tym duże problemy. Oby sobie poradził dla dobra kraju, ale mam wątpliwości, czy będzie w stanie robić to tak, jak to robiła marszałek Elżbieta Witek.

Wydaje się, że elokwencją czy obyciem
w mediach nie da się przykryć braku doświadczenia parlamentarnego?

– To prawda. W przypadku Szymona Hołowni widoczny jest przerost formy nad treścią. Piękne, gładkie lekko brzmiące słowa czy wypowiedzi nie zawsze znajdują pokrycie
w czynach. Myślę więc, że dla Szymona Hołowni to
będzie bardzo trudna próba. Może to być trudny orzech
do zgryzienia dla niedoświadczonego zupełnie parlamentarzysty, który został od razu, na starcie, rzucony na głębokie wody. Marszałek Sejmu to funkcja bardzo ważna i odpowiedzialna, czy Hołownia sobie z tym wyzwaniem poradzi, zobaczymy, będziemy obserwować jego poczynania.           

Jeśli chodzi o podział funkcji, to chyba
nic innego Hołowni nie mogło przypaść
w udziale i o nic innego sam nie mógł zabiegać, o żaden resort – nie mając doświadczenia i potrzebnej wiedzy?

– Obserwujmy, czy funkcja, którą mu powierzono, go nie przerośnie. Wydaje się, że Hołownia sam jest zaskoczony tym zbiegiem okoliczności, że obejmuje tak ważną funkcję w państwie – drugą po prezydencie RP. Na premiera
nie miał najmniejszych szans, nie bardzo też wiem, jakie ministerstwo mógłby objąć, bo jak pan redaktor zauważył, nie ma żadnego doświadczenia W tej sytuacji marszałek Sejmu to chyba najlepsze co mu się mogło przytrafić,
co mógł zdobyć. Czy przy braku doświadczenia wywiąże
się z tej roli, tego nie wiem.   

Czy Hołownia tym samym nie rozpoczął kampanii na prezydenta RP, do której funkcja marszałka ma go przygotować.
Czy nie został 
wpuszczony w przysłowiowe maliny przez cwanego Donalda Tuska? Półtora roku dla niedoświadczonego
polityka to wystarczający czas, żeby się skompromitować, otwierając czy ułatwiając drogę do prezydentury kandydatowi Platformy?

– Z jednej strony funkcja marszałka Sejmu może być trampoliną, aby kandydować na prezydenta RP, bo daje wielkie możliwości. Z drugiej strony łatwo o błędy,
jakieś gafy. Dlatego bardzo szybko można się skompromitować i przegrać wszystko, na co się liczyło.
Kto wie, czy wystawienie niedoświadczonego Hołowni
na marszałka Sejmu nie było zabiegiem socjotechnicznym ze strony Tuska i Platformy, którzy pozwolili mu objąć funkcję drugiej osoby w państwie, licząc na to, że nie podoła. Warto przypomnieć, że w debacie Hołownia wypada lepiej niż Tusk – i to też może być zagrożeniem
dla KO w kampanii prezydenckiej. Dosyć swobodnie radzi sobie, jeśli chodzi o wystąpienia, jest niezłym mówcą, dlatego może być zagrożeniem dla kandydata czy kandydatów innych formacji, którzy nie mają aż tak dużego doświadczenia medialnego. Dlatego nie można wykluczyć, że wystawienie Hołowni na funkcję marszałka jest celowym zabiegiem.

Cytując śp. premiera Jana Olszewskiego 
– wobec istniejących zagrożeń, o których mówił w Sejmie prezydent Duda 
– militarnym na Ukrainie, a także na Bliskim Wschodzie – aż chce się zadać pytanie: 
czyja będzie Polska? Jeden z „bohaterów” wydarzeń z 4 czerwca 1992 r. i słynnej „nocnej zmiany” był na sali sejmowej. Czy ma ochotę na tworzenie kolejnego rządu?

– To pytanie jest dzisiaj chyba bardziej aktualne niż kiedykolwiek wcześniej, dlatego że jest bardzo dużo sytuacji niebezpiecznych z geopolitycznego punktu widzenia. Pan redaktor wspomniał o Ukrainie i Bliskim Wschodzie, ale warto też przytoczyć to, co mówił
premier Morawiecki, jeśli chodzi o zakusy federalizacji
czy centralizacji Unii Europejskiej, a tak naprawdę pozbawienie suwerenności państw narodowych. Doskonale wyłuszczył to niedawno wicepremier Jarosław Kaczyński
w Krakowie, kiedy mówił, że jeśli się tego szaleńczego trendu nie powstrzyma, to Polska może być jedynie obszarem zamieszkałym przez Polaków, ale zarządzanym
z zewnątrz. Dzisiaj te wszystkie zagrożenia dla naszej suwerenności, które mogą wystąpić po ewentualnych zmianach, do których dążą Berlin i Paryż, wypunktował premier Mateusz Morawiecki. Te zmiany dotyczą najważniejszych aspektów funkcjonowania państwa: ochrony granic, wojska. Ale oprócz zagrożenia bezpieczeństwa militarnego są także zagrożenia gospodarcze, jeśli chodzi o rozwój, bo ważne z naszego punktu widzenia inwestycje mogą zostać wstrzymane.
O tych kwestiach już nie my będziemy decydować,
ale będą decydować za nas najważniejsze państwa UE. Przecież nawet małe dziecko wie, że każdy dba o własny interes, a nie interes i dobro np. Polski. Należy się tylko dziwić postawie, jaką zaprezentował poseł Kierwiński z KO, który wręcz próbował ośmieszać wypowiedź prezesa Kaczyńskiego. To są postawy nieodpowiedzialne,
bo tendencje, o których mowa, są bardzo niebezpieczne, bo raz utraconą suwerenność nie będzie łatwo odzyskać,
o czym my, Polacy, bardzo dobrze wiemy z własnego doświadczenia. Nie chcę być złym prorokiem, ale jeśli jakieś państwo na skutek działań UE utraci suwerenność, to jedyną drogą, żeby ją odzyskać, będzie tylko droga militarna. Tak uczą doświadczenia z historii, z ubiegłych stuleci. Innej możliwości nie będzie, jeśli w porę się nie opamiętamy. Raz oddana suwerenność będzie trudna
do odzyskania.

Wizja straszna, ale chyba uzasadniona, biorąc pod uwagę zapędy chociażby niemieckie?

– Oczywiście jest rozwiązanie, żeby to zastopować,
wyjść ze struktur UE, albo je zmienić, zreformować,
ale to też nie będzie łatwe. Zwłaszcza że widzimy,
iż procesy federalistyczne przyspieszają. Liderzy unijni zdają sobie sprawę, że przyszłoroczne wybory do europarlamentu mogą być trudne do wygrania, w związku z tym robią wszystko, żeby dokonać zmian jak najszybciej, wbrew woli państw narodowych. Te działania osłabiają poszczególne państwa, co może być bardzo niebezpieczne także w kontekście wspomnianych wcześniej zagrożeń militarnych.  

             Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki