Triumf polskiego oręża
Sobota, 11 listopada 2023 (10:49)350 lat temu, 11 listopada 1673 r., wojska Rzeczypospolitej odniosły przygniatające zwycięstwo pod strategicznie położoną twierdzą chocimską. „Myśl pracowała ściśle,
wola panowała nad nerwami” – pisał Paweł Jasienica
o dowódcy wojsk sprzymierzonych hetmanie Janie Sobieskim.
Latem 1672 r., wykorzystując wewnętrzną słabość Rzeczypospolitej, Turcy zajęli należące do Polski Podole
z potężną twierdzą w Kamieńcu Podolskim, a hetman kozacki Piotr Doroszenko uznał zwierzchnictwo Turcji
nad Ukrainą. Pogrążona w wewnętrznych konfliktach Rzeczpospolita została zmuszona do zawarcia skrajnie niekorzystnego pokoju w Buczaczu. Polska nie tylko utraciła Podole, lecz zobowiązała się także do płacenia Turcji 22 tys. talarów rocznego haraczu, co formalnie czyniło z niej lennika. Było oczywiste, że poniżający
pokój zostanie niebawem odrzucony, a działania
wojenne wznowione.
Pierwszym krokiem w kierunku wznowienia wojny
z Turcją było zażegnanie sporu pomiędzy królem Michałem Korybutem Wiśniowieckim a stronnictwem, do którego należał Sobieski. Zawarte wczesną wiosną 1673 r. porozumienie świadczyło o wielkich talentach politycznych hetmana wielkiego koronnego i jego rosnącym autorytecie. Wobec słabości politycznej króla Sobieski przedstawił obszerny memoriał dotyczący polityki zagranicznej
i obronnej. Postulował stworzenie szerokiej koalicji antytureckiej oraz szybkie powołanie niezbyt licznej,
ale dobrze przygotowanej armii zdolnej do działań przeciwko Turkom.
„Wojsko małe nie może wojować tylko modo defensivo
[w sposób obronny – przyp. PAP]” – podkreślał. Argumenty Sobieskiego przekonały szlachtę. Udało się wystawić armię liczącą ok. 45 tys. żołnierzy. Co równie istotne, morale powstającej armii było bardzo wysokie. „Ten hetman koronny umiał prowadzić do sławy i młodych, i starych wojowników, nie zrażając się opieszałością, bezładem
i niesfornością narodową. Umiał jednoczyć i skupiać rozprzężone popędy i wytwarzać z nich siłę czynu zbiorowego przez szczęśliwe łączenie energii żołnierskiej
z bezinteresownością, delikatnością i wyrozumiałością wolnego obywatela Rzeczypospolitej” – pisał klasyk polskiej historiografii Tadeusz Korzon w monumentalnym dziele „Dola i niedola Jana Sobieskiego”.
„Talent wojskowy Jana Sobieskiego osiągnął swój szczyt. Myśl pracowała ściśle, wola panowała nad nerwami”
– podsumowywał Paweł Jasienica w „Calamitatis Regnum”. Tej wielkiej zmiany, jaką było zebranie przez Sobieskiego potężnej i dobrze zorganizowanej armii, nie dostrzegali Turcy. Latem 1673 r. postrzegali Polskę jako słabego wasala rządzonego przez zupełnie pozbawionego talentów króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego.
Turcy podzielili swoją armię na dwa wielkie korpusy operujące w odległości 160 km od siebie. Ich połączenie byłoby śmiertelnym niebezpieczeństwem dla Polski.
Pod murami twierdzy chocimskiej na granicy
z Rzecząpospolitą stanęły wojska Husseina Paszy.
Pod Jassami na rozkazy oczekiwał Kapłan Pasza.
6 listopada Sobieski odbył naradę wojenną. Zdecydował,
że Polacy i Litwini pomaszerują na Jassy. Szybko jednak doniesiono, że Turcy nie zamierzają dołączyć do 30 tys. żołnierzy stojących pod Chocimiem. Oznaczało to, że wojska polsko-litewsko-mołdawsko-wołoskie posiadają znaczącą przewagę liczebną. Mimo to część dowódców polskich opowiadała się przeciwko szybkiemu rozstrzygnięciu starcia. Sobieski argumentował,
że jego opóźnienie doprowadzi do spadku morale.
9 listopada armia chrześcijańska dotarła pod Chocim.
Turcy znaleźli się między nieprzyjaciółmi a Dniestrem.
Ich sytuację pogarszała fatalna pogoda. Wojska tureckie nie były przygotowane do wczesnej zimy. 10 listopada padał deszcz ze śniegiem. Na obóz zmarzniętych Turków
o poranku wyruszyły z trzech stron siły Sobieskiego. Wojska tureckie zamknęły się w obozie i nie doszło
do większych starć. W zamieszaniu na polską stronę postanowiły przejść siły wołoskie liczące około
500 żołnierzy. Sobieski obawiał się zdrady i podstępu,
więc w rozstrzygających godzinach starcia nakazał
siłom wołoskim nie przystępować do bitwy.
Noc z 10 na 11 listopada wojska spędziły, stojąc w polu. Wśród artylerzystów, mimo zimna, całą noc spędził Sobieski. O poranku Turcy nie spodziewali się szybkiego ataku. Zakładali, że 11 listopada nie przyniesie rozstrzygnięcia. O ósmej przemówiła artyleria Rzeczypospolitej, a następnie do szturmu ruszyła niemal całość sił dowodzonych przez Sobieskiego. Wraz z nimi
na pozycje tureckie biegł Sobieski. „Sam z gołą szablą pieszo przed swoją partią idąc, krzyczał, aby dla miłości Bożej, dla wiary i kościołów – dla Ojczyzny miłej, w Bogu mając nadzieję, odważnie następowali” – pisał jeden
z uczestników bitwy. Żołnierze powstrzymali hetmana
tuż przed wbiegnięciem na tureckie szańce. W ciągu
15 minut wały obozu zostały zdobyte. Piechurzy przystąpili do zasypywania fosy. Pracę tę wykonywali pod ogniem tureckiej artylerii i strzelców. Gdy przeciwko piechocie ruszyła turecka jazda, droga dla odsieczy polskiej husarii była gotowa. Wpadnięcie polskich husarzy do tureckiego obozu rozstrzygało bitwę. Uciekający Turcy spadali
z wysokich skał nad Dniestrem. Wielu zginęło też
w nurtach Dniestru po zawaleniu się mostu. Z pola
bitwy umknął turecki dowódca, ale śmierć dosięgnęła
go na rozkaz sułtana w Stambule.
Zwycięstwo chocimskie sprawiało, że Sobieski trafił
na karty dziejów wojskowości. Słynny pruski teoretyk wojskowości Carl von Clausewitz po 150 latach oceniał je jako „jedną z najpiękniejszych operacji przeprowadzonych po wewnętrznych liniach przeciwnika”. Pod wrażeniem
była także opinia publiczna ówczesnej Europy. W jednej
z francuskich relacji z pola bitwy pisano, że triumf „zawdzięcza się całkowicie Bogu, dobremu wodzowi
i nadzwyczajnym walorom żołnierzy”.
W czasie gdy na polach Chocimia rozpoczynała się wielka bitwa, we Lwowie zmarł król Michał Korybut Wiśniowiecki. Triumf nad armią turecką otwierał więc Sobieskiemu drogę do tronu Rzeczypospolitej, na który został wybrany
w maju następnego roku.