• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

To będą rządy wielkiego chaosu

Czwartek, 2 listopada 2023 (10:26)

Rozmowa z dr. Bogdanem Więckiewiczem,
socjologiem z Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie

Jak poważna jest zależność Donalda Tuska od Berlina i Brukseli? Nikt racjonalnie myślący, obserwujący scenę polityczną
nie ma co do tego wątpliwości.

– Trudno jednoznacznie powiedzieć, natomiast trzeba stwierdzić bardzo wyraźnie, co nie jest żadną tajemnicą,
że Donald Tusk miał bardzo mocne wsparcie ze strony instytucji unijnych, które go niejako delegowały do Polski
i robiły wszystko, żeby wygrał i został premierem. Pamiętamy słynne słowa szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen o „premierowaniu” skierowane
do Tuska podczas zjazdu Europejskiej Partii Ludowej
w czerwcu 2022 roku. Tak czy inaczej wsparcie Berlina
i Brukseli było bardzo mocne, pojawił się też szereg nieprawdziwych zarzutów wobec rządu Prawa
i Sprawiedliwości o rzekomy brak demokracji, praworządności, tolerancji itd. Ta metoda zakłamywania rzeczywistości okazała się skuteczna. Zjednoczona Prawica wprawdzie wygrała wybory parlamentarne, ale nie ma samodzielnej większości. W związku z tym koalicjanci
z opozycji mogą, bo wcale nie jest to jeszcze przesądzone, utworzyć rząd z Tuskiem na czele – tak jak życzyła sobie tego Bruksela.

Wsparcie ze strony Brukseli nie było jednak bezinteresowne?  

– Dlatego Donald Tusk będzie musiał za nie zapłacić – i to wysoką cenę. Tyle tylko, że nie z własnej kieszeni, ale niestety zapłacimy za to wszyscy, zapłaci za to Polska.
Jaka to będzie cena, możemy się już dzisiaj domyślać. Widzimy, jak instytucje unijne przyspieszają z pracami
na rzecz utworzenia federacji państw, które po zmianie traktatów o Unii Europejskiej niewiele będą miały wspólnego z suwerennością. Przedstawiciele unijni, brukselskie elity mają zapewne świadomość, że zbliża się fala zmian, jeśli chodzi o podejście do funkcjonowania Europy, także Unii Europejskiej. W związku z tym ci, którzy obecnie są przy władzy w Brukseli, niekoniecznie muszą
ją nadal sprawować. Dlatego, żeby utrzymać się na stołkach, robią i zrobią wszystko, aby przekształcić Unię Europejską w instytucję, która zagwarantuje im trwanie, korzystanie z synekur, z rozmaitych przywilejów. Warunkiem jest to, że część państw unijnych pozbawi się suwerenności na rzecz tych, którzy będą dominować
w nowej Unii Europejskiej. Mam na myśli przede wszystkim Niemcy, a także, choć w nieco mniejszym zakresie, Francję, które będą głównymi beneficjentami tych przemian, będą mogły podejmować decyzje i rządzić
w sposób autokratyczny. Można powiedzieć z dużym prawdopodobieństwem, że będą to rządy dyktatorskie.

Szykowanych zmian jest bardzo dużo,
m.in. narzucenie państwom narodowym waluty euro, przy czym Tusk od dawna jest za likwidacją złotówki. Przygotowania idą pełną parą, co może wynikać z wypowiedzi szefowej Europejskiego Banku Centralnego, która mówi, że projekt pod nazwą cyfrowe euro właśnie rusza?    

– To kolejny przejaw utraty suwerenności państw narodowych. Obowiązkowe przyjęcie waluty euro spowoduje, że funkcjonowanie polskiego Banku Centralnego nie będzie miało żadnego znaczenia,
bo instytucja ta zostanie pozbawiona jakichkolwiek prerogatyw. O wszystkim będzie decydować Europejski Bank Centralny we Frankfurcie. Ponadto można się spodziewać procesu prywatyzacji polskich rodowych sreber, które przynosiły olbrzymie zyski dla Skarbu Państwa. Wystarczy wspomnieć o Orlenie, który jest belką w oku Tuska i może trafić w obce ręce. Mówi się, że stocznie
i wiele innych zakładów przemysłowych może trafić do zagranicznych inwestorów, kto wie, co będzie z LOT-em
czy innymi zakładami, których sprzedaż była planowana za poprzednich rządów koalicji PO – PSL, a zamiar ten został unicestwiony przez rząd Zjednoczonej Prawicy. Czas pokazał, że przynosiły one olbrzymie wpływy do budżetu państwa, z czego jako obywatele możemy korzystać
w formie programów socjalnych, prorodzinnych itd. Poważnym zagrożeniem jest także plan wstrzymania dużych inwestycji, jak Centralny Port Komunikacyjny.
Kto wie, jaki los czeka inwestycje w elektrownie atomowe, i co z innowacyjnością. Poważnym problemem jest także to, co dalej będzie z polską armią, którą rząd PiS rozwija. Czy teraz ponownie armia będzie redukowana, co już zapowiedział Tomasz Siemoniak. Co z zakupami uzbrojenia i planem modernizacyjnym, co z ochroną granic i polityką migracyjną? Jak widać, zagrożonych płaszczyzn – które za rządów Tuska mogą zostać cofnięte w rozwoju, które może czekać stagnacja bądź w ogóle utrata polskich wpływów nad nimi na rzecz obcych – jest bardzo wiele.

Wachlarz zmian, jakie zapowiadają poszczególni przedstawiciele większości opozycyjnej, jest szeroki, ale od
15 października minęło już ponad
2 tygodnie, a pretendenci do rządzenia wciąż nie mogą się dogadać. Zdaje się,
że chodzi o stanowiska i ambicje poszczególnych polityków. Jak zatem chcą rządzić Polską, skoro w tak podstawowych sprawach nie mogą się porozumieć?

– Pretendujących do władzy jest wielu, duże są też rozbieżności. Opozycja przebiera nogami, żeby przejąć władzę, mamy ponaglanie prezydenta Andrzeja Dudy,
żeby powierzył misję tworzenia rządu Tuskowi, ale nikt
jak dotąd nie ma pojęcia, jaka będzie ta władza. Czy tu
nie chodzi tylko o stanowiska, synekury, obsadzenie stanowisk, spółek Skarbu Państwa i czerpanie z tego partykularnych korzyści dla siebie i swoich znajomych. Natomiast powinno chodzić o dobro państwa polskiego.
W tym chaosie rozbieżności programowych trudno jest
w ogóle mówić o jakimś dobru państwa i korzyściach
dla Polaków. Widać, że chodzi tu jedynie o stanowiska,
o wpływy, a być może też o ochronę swoich ludzi, dlatego jeśli mowa o powstaniu rządu opozycyjnego – patrząc na to, co się dzieje – byłbym bardzo ostrożny, a już na pewno jeśli chodzi o skuteczność rządzenia nowej ekipy. Nawet jeśli taki rząd uda się skonstruować, to tarcia wewnętrzne będą bardzo mocne. Może więc dochodzić do dużych rotacji, a to z całą pewnością nie będzie służyć rozwojowi państwa polskiego. Co więcej, ten stan mogą wykorzystać przeciwnicy Polski, bo wiadomo, że niestabilny, słaby, myślący jedynie o sobie rząd łatwo ograć na arenie międzynarodowej. Można mieć zatem poważne wątpliwości co do korzyści z rządzenia Tuska i spółki. Chciałbym też zwrócić uwagę, że wygląda to słabo, zwłaszcza że ta ekipa ma przede wszystkim cel polegający na likwidowaniu wszystkich albo większości programów, które wprowadził rząd Zjednoczonej Prawicy, lub na ich zmianie. Obawiam się, czy będą korzystne. Można się zatem spodziewać,
że będą to rządy wielkiego chaosu, dużej niestabilności
i braku korzyści dla Polski.   

Jaką rolę w przeciwstawianiu się rozbijaniu Polski może odegrać prezydent Andrzej Duda, któremu do zakończenia kadencji zostało jeszcze półtora roku?

– Prezydent ma do dyspozycji prawo weta, więc może blokować niekorzystne dla Polski projekty, jakie chciałby wprowadzić w życie nowy, przyszły rząd Tuska. Ponadto pamiętamy, jak jego rząd traktował prezydenta Lecha Kaczyńskiego, więc możemy mieć do czynienia z podobną strategią. Opozycja w kampanii – i nie tylko – głosiła 
i wciąż głosi wzniosłe hasła o tolerancji, o demokracji,
o szacunku do prezydenta, ale poza hasłami niewiele można się spodziewać, także jeśli chodzio współpracę
z prezydentem. Z całą pewnością będą próby marginalizowania jego pozycji, w czym zapewne będą pomagać Tuskowi zaprzyjaźnione media i – jak to zapowiadają – chyba wszystkie ważniejsze media,
bo obecna opozycja choć nie zaczęła rządzić, już straszy likwidacją TVP Info. W związku z tym możemy się spodziewać działań – z jednej strony podważających autorytet głowy państwa, a z drugiej, biorąc pod uwagę nieudolność rządzenia i pomysłu na Polskę ekipy Tuska, możemy mieć do czynienia z próbami zrzucenia odpowiedzialności za to wszystko na prezydenta, że coś blokuje itd. Z pewnością będą się prześcigać w wymyślaniu rozmaitych haseł, ale trzeba będzie do tego przywyknąć.
W tej sytuacji rzeczywiście relacje na linii rząd – prezydent mogą nie być najlepsze. Donald Tusk, Platforma, ale też Lewica będą robić wszystko, żeby podważyć autorytet prezydenta oraz obozu politycznego, z którego się wywodzi, aby w ten sposób przygotować grunt pod następne wybory prezydenckie. Pewnie będą to standardowe działania i hasła, żeby wybrać prezydenta
z obozu rządzącego obecnie Polską, że wtedy to współdziałanie wszystko zmieni, że Polska będzie rosła
w siłę itd. Zatem nie wydaje mi się, żeby współpraca między prezydentem i rządem była dobra za sprawą opozycji, która zrobi wszystko, żeby obniżyć rangę urzędującego prezydenta.

Jeśli nastanie chaos, bezwład rządzenia,
paradoksalnie, w kontekście wyborów prezydenckich w 2025 roku może to działać na niekorzyść obozu Tuska?

– I tak też będzie. Proszę sobie przypomnieć, jaka była narracja Donalda Tuska i ugrupowań opozycyjnych, że są doskonale przygotowani do władzy i gotowi natychmiast
po wyborach zacząć rządzić Polską, poprawiać sytuację
w kraju, naprawiać to, co rzekomo zepsuła władza Zjednoczonej Prawicy. Miały być znakomite programy,
o których teraz cisza totalna. Wprawdzie kompromis
ma się opierać na 20 punktach programowych
w najważniejszych obszarach, ale tak naprawdę poziom ogólności, jaki tam występuje, jeśli chodzi o środowiska pretendujące do objęciach rządów w państwie, jest bardzo duży i de facto żenujący. Widać, że doprecyzowanie tego „programu” oraz jego realizacja będą wymagały czasu 
– i to może być zarzewie nieporozumień, niesnasek, konfliktów wewnętrznych, rozbieżności na wielu płaszczyznach. Szybko może się okazać, że tak naprawdę ta koalicja ma problemy ze sprawowaniem władzy, nie mówiąc już o skuteczności działań. Mam na myśli realizację programu na rzecz dobra wspólnego, na rzecz Polski. To może spowodować, że dosyć szybko będziemy obserwować spadek notowań ekipy Tuska. To może być poważny dylemat dla nich, zwłaszcza że w przyszłym roku czekają nas wybory samorządowe, następnie wybory do Parlamentu Europejskiego, a dalej wybory prezydenckie. Zobaczymy, czy zmiana, jaka się dokonuje w Polsce, nie będzie krótkotrwała, i czy PiS dosyć szybko nie powróci do rządzenia Polską, nie zwycięży – i to w większym wymiarze niż w wyborach 15 października.   

           Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki