Unijny przymus i sankcje coraz bliżej
Wtorek, 24 października 2023 (22:11)Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości
W Komisji Konstytucyjnej Parlamentu Europejskiego ma być jutro głosowana wstępna propozycja, projekt raportu dotyczący zmiany traktatów o Unii Europejskiej. Mamy pierwszy krok do stworzenia europejskiego państwa federalnego?
– Tak, cała ta procedura nie ma innego celu, jak tylko stworzenie z Unii Europejskiej państwa federalnego. To jest w tej chwili priorytet Niemiec i Francji. I cokolwiek w polskiej przestrzeni publicznej będą mówić politycy z Platformy, z PSL-u czy Lewicy, to oni doskonale zdają sobie sprawę z tego, jaki jest cel działań kanclerza Olafa Scholza i prezydenta Emmanuela Macrona. Sprawa jest jasna. Chodzi o pozbawienie państw narodowych szeregu kompetencji, które stanowią o ich suwerenności i niezależności. Czym innym jest bowiem wśród proponowanych zapisów m.in. rezygnacja z jednomyślności, likwidacja prawa weta w 65 przypadkach z wyjątkiem decyzji o przyjmowaniu nowych członków, przekazanie kompetencji w 10 ważnych obszarach Unii Europejskiej, euro jako obowiązkowa waluta, odchudzenie do 15 komisarzy składu Komisji Europejskiej? Ponadto przyszłe traktaty mają być zatwierdzane w Radzie Europejskiej głosami nie wszystkich, ale 4/5 państw członkowskich. Ma też obowiązywać logika przymusu i sankcji. Przykłady można mnożyć, ale jedno jest pewne: zmiany w traktatach po prostu wywracają do góry nogami całą Unię Europejską. Jeśli uda się to przeforsować, to będziemy mieli do czynienia z nieodwracalnymi zmianami, które po wdrożeniu spowodują, że stracimy bardzo duży obszar naszej suwerenności.
Wydaje się, że federalizacja, czy wręcz centralizacja Europy jako superpaństwa – jak chcą Bruksela i Berlin – może stać się faktem. A co z Europą ojczyzn i pierwotną koncepcją założycielską Roberta Schumana?
– Lewica europejska, proponując pakiet migracyjny, politykę multi-kulti robi wszystko, żeby Europy ojczyzn nie było. Celem jest zniszczenie dziedzictwa chrześcijańskiego Europy, a Unia Europejska w wydaniu liberałów, socjalistów, pseudochadeków z Europejskiej Partii Ludowej, w której to grupie są także Platforma i PSL, po prostu zaprzecza dziedzictwu kulturowemu Europy, całemu dorobkowi pokoleń. Tymczasem jest trend, żeby zbudować nowego człowieka, nowego Europejczyka. Patriotyzm, kwestie narodowe odrzucane są w całości, a w to miejsce pojawia się nowe pojęcie Europejczyka patrioty, gdzie nie ma miejsca na ojczyznę, pojawia się za to Unia Europejska. Innymi słowy, pachnie to Związkiem Sowieckim, wodzostwem, które będzie płynąć z Brukseli w kierunku państw, które chcą dalej być w Unii, ale będą musiały się zgodzić i realizować tę oto politykę terroru.
Skoro poruszył Pan wątek wschodni, to chyba nic w tej sytuacji nie będzie stało na przeszkodzie, aby w myśl planów także Rosji oraz z woli Berlina i Paryża powstała, ziściła się wreszcie przestrzeń geopolityczna od Lizbony po Władywostok?
– To jest bardzo widoczne. Ten przekaz rewolucyjny, wręcz bolszewicki jest krok po kroku realizowany i wcielany w życie. Nic więc dziwnego, że Wielka Brytania wyszła z Unii Europejskiej, nie mogąc znieść tej odrażającej polityki. Trzeba też zauważyć, że ten przekaz jest także po to, żeby przykryć poważne problemy gospodarcze, z jakimi boryka się Unia Europejska, problemy, których do tej pory Unia nie miała i o których zwykły mieszkaniec Unii nawet nie słyszał. Jeśli bowiem słyszymy, że Unia Europejska może się zadłużać, bo jedna z reform Traktatu o Unii Europejskiej zakłada stworzenie mechanizmu zadłużania, co – dla przypomnienia – zdarzyło się tylko raz: w związku z covidem. Jeśli więc ten mechanizm ma powstać, ma być stałą podstawą funkcjonowania nowego państwa europejskiego, to kraje członkowskie będą jedynie realizować przedsięwzięcia niemiecko-francuskie i spłacać zaciągnięte długi. Jeśli bowiem dojdziemy do tego typu zmian, to pozostanie nam jedynie obserwowanie polityki dużych państw, bo mniejsze kraje nie będą miały nic do powiedzenia.
Co to może oznaczać dla zwykłego Polaka?
– Chcę podkreślić bardzo wyraźnie: polscy przedsiębiorcy, którzy płacą dzisiaj podatki, niech zwrócą uwagę, w jakiej są sytuacji, czy są właścicielami firm, którzy chcą zakładać firmy, bo za chwilę pod dodatkowym pręgierzem Unii Europejskiej, pręgierzem kredytowym, jako przedsiębiorcy będą realizować agendę Europejskiego Zielonego Ładu, a ta agenda już dziś kosztuje bardzo dużo wyrzeczeń, stawiając pod znakiem zapytania opłacalność bardzo wielu inwestycji. Swoją drogą inwestycje w tzw. zielony ład to woda na młyn dla Niemców, którzy produkują urządzenia związane z farmami wiatrowymi, z fotowoltaiką. Dlatego warto, aby przedsiębiorcy szczegółowo zapoznali się z tą propozycją – być może wielu z nich głosowało w referendum przeciw, a teraz, jeśli ten niemiecko-
-francuski plan wejdzie w życie, będą musieli realizować jego założenia, które przewidują zmianę traktatów o Unii Europejskiej.
W tej nowej sytuacji, jeśli traktaty ulegną zmianie, to mniejsze państwa nie będą miały nic do powiedzenia. Jakie zatem jest stanowisko tych krajów wobec takich planów? Co mówią w Brukseli właśnie przedstawiciele tych mniejszych państw przed jutrzejszym głosowaniem w Komisji Konstytucyjnej Parlamentu Europejskiego?
– To jest temat dość nośny w Brukseli, także wizyta Donalda Tuska nie jest przypadkowa – ten jego przyjazd po głosowaniach w Komisji Konstytucyjnej Parlamentu Europejskiego, które – jak wynika z arytmetyki – będą pomyślne dla socjalistów oraz liberałów, i kiedy ma nastąpić proces ocieplania relacji Polski z Unią Europejską. Przypomnę, że Tusk jeszcze przed wyborami zapowiedział, że jeśli on obejmie rządy, to niemal natychmiast odblokuje środki z Krajowego Planu Odbudowy. Tylko że nawet jeśli w jakimś czasie otrzymamy te zapowiadane 24 mld euro, to i tak będziemy musieli zrealizować wyznaczone przez Brukselę tzw. kamienie milowe. W rezultacie stracimy dużo, dużo więcej, jak chociażby to, że nie będziemy mogli prowadzić własnej polityki obronnej, bo jeśli plan zmiany unijnych traktatów się powiedzie, to kompetencje ministra obrony zostaną scedowane na Brukselę. Co więcej, stracimy też władztwo nad sprawami wewnętrznymi, bo tym obszarem też będzie zarządzać Bruksela, ponadto nie będziemy odpowiadać za granice Unii Europejskiej, bo za to też będzie odpowiadać Bruksela. Zatem z jednej strony będzie dyskusja i zapowiedzi, że otrzymamy 24 mld euro, a z drugiej jako państwo stracimy większość swojej suwerenności i praw decydowania o sprawach Polski. Nie jest żadną tajemnicą, że Polska ma newralgiczne położenie w Unii Europejskiej, że mamy też inne spojrzenie na politykę niemiecką w stosunku do Rosji, bo wiemy, że ta niemiecka polityka jest bardzo ustępliwa wobec Rosji, a nasza polityka jest pronarodowa. Natomiast targi, jakie z Moskwą będą dobijać Bruksela i Berlin, mogą po prostu wyjść na szkodę Polakom, polskim przedsiębiorcom i w ogóle Polsce.
Jaki jest cel wizyty Donalda Tuska w Brukseli oprócz „załatwienia” odblokowania środków z Krajowego Planu Odbudowy dla Polski?
– Ta wizyta jest planowana podobno na czwartek, ale niewykluczone, że Tusk w Brukseli pojawi się już jutro, i ma to być wielka pompa właśnie na temat pieniędzy w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Spełnia się też życzenie szefowej Komisji Europejskiej, Ursuli von der Leyen, która chciała mieć swojego człowieka w polskim rządzie. A jak słyszymy, dzisiaj szefowie formacji opozycyjnych ogłosili, że ich kandydatem na premiera ma być właśnie Tusk. Swoją drogą jak tak dalej wszystko się będzie toczyć, to mimo iż PSL w ramach Trzeciej Drogi dostał się do Sejmu z dość dobrym wynikiem, to poprzez swoje działania liderzy tej partii mogą – dajmy na to po roku – doprowadzić do końca PSL-u. Chodzi o to, że Donald Tusk jako ewentualny premier, mając – jak pamiętamy – przemożny wpływ na Władysława Kosiniaka-Kamysza, będzie tak przyciskał swoich koalicjantów i tak prowadził politykę, że zostaną oni zupełnie zmarginalizowani, bez wyjścia. Dlatego jedyna nadzieja dla PSL-u, aby zachować twarz i tożsamość, to próbować jeszcze zastanowić się nad tym, czy i na ile opłaca się im koalicja z Tuskiem, czy może z Prawem i Sprawiedliwością.
Jest Pan przekonany, że Tusk tak od ręki załatwi środki z Krajowego Planu Odbudowy dla Polski?
– Nie, oczywiście, że ich od razu nie otrzyma. On tylko ogłosi, że te środki załatwił, odblokował, a jednocześnie usłyszymy, że proces wdrażania Krajowego Planu Odbudowy będzie długi itd. Natomiast ten jego przyjazd do Brukseli to jest swego rodzaju zasłona dymna po tym, jak zagłosują jego koledzy w Komisji Konstytucyjnej Parlamentu Europejskiego, opowiadając się za projektem raportu dotyczącym zmiany traktatów o Unii Europejskiej.
Jak powinna zachować się Polska, kiedy zmiana unijnych traktatów nie ma umocowania w prawie unijnym? Jest sprzeczna z pierwotnym prawem Unii Europejskiej, także z Konstytucją RP, ponadto chyba nie do takiej Unii wstępowaliśmy?
– To prawda, że nie do takiej Unii Europejskiej, jaką chcą nam urządzić Niemcy, wstępowaliśmy. Dlatego wobec prób wykolejenia Unii ojców założycieli, dostrzegając zagrożenia, musimy chronić własnej Konstytucji, jej zapisów, musimy też uświadamiać Polakom, co zrobili, nie biorąc udziału w referendum w zakresie wystarczającym do jego ważności. Szkoda, że Polacy dali się zwieść opowieściom, bajkom o Unii Europejskiej, która tak naprawdę znajduje się w potwornym kryzysie gospodarczym i przegrywa konkurencję m.in. ze Stanami Zjednoczonymi czy z Chinami. Unia nie ma takich zasobów finansowych, jakie mają Stany Zjednoczone, więc potwornym błędem rządu Donalda Tuska – jeśli taki rząd powstanie – będzie współpraca z Niemcami i z Rosją, co oznacza wypychanie Ameryki z Europy. Jeśli tak się stanie, to będzie to kolosalny błąd, który będzie miał ogromne konsekwencje na przyszłe pokolenia, jeśli Polacy się w porę nie otrząsną po tym, co zrobili, w czyje ręce oddali władzę we własnym kraju. Wracając jednak do Brukseli, to przypuszczam, że pojawi się cała masa nowych podatków, aby móc realizować politykę klimatyczną Unii Europejskiej. Jestem więc pewien, że potrzeba będzie dodatkowej składki na pomoc dla Ukrainy. Podejrzewam też, że 27 krajów złoży się na ten cel, a Ursula von der Leyen zawiezie do Kijowa pieniądze i ogłosi z dumą, że to Unia dała. Biorąc to wszystko pod uwagę, widząc, co się kroi, nie mamy wyjścia. Mamy Konstytucję RP, mamy własne priorytety, mamy swoje granice, mamy dobre relacje z Koreą Południową, świetne relacje ze Stanami Zjednoczonymi, więc nie zmarnujmy tego. Wielu inwestorów zagranicznych chce inwestować w Polsce, więc biorąc to pod uwagę, warto dziś zadać pytanie Polakom, dlaczego nie chcieli utrzymania tej suwerenności, którą gwarantuje rząd Zjednoczonej Prawicy, a opowiedzieli się de facto za superpaństwem europejskim, które będzie mocno zadłużane i sztucznie podtrzymywane jako jedność.
Po rozmowach Tuska w Brukseli dla rozwoju Polski zostanie zaciągnięty hamulec ręczny, a może nawet wrzucony bieg wsteczny?
– Donald Tusk z PSL-em, cokolwiek by zrobił, to nie otrzyma od Brukseli i Berlina zgody, aby umacniać Polskę i rozwijać polską gospodarkę: będzie musiał realizować politykę niemiecką. Innymi słowy, będzie służył tym najsilniejszym krajom, którym Polska jest potrzebna, którym Polacy są niezbędni jako tania siła robocza – np. do zbierania szparagów, a nie jako partner do współrządzenia Unią Europejską. W Unii dominują interesy niemieckie i Donald Tusk ma być tym, który zadba o to, żeby Polska w rozwijaniu interesów i gospodarki niemieckiej czy francuskiej nie przeszkadzała, rozwijając się i konkurując z najlepszymi. Polacy prędzej czy później się o tym przekonają i może dopiero kiedy – nie daj Boże – maczeta użyta przez jakiegoś nielegalnego imigranta muzułmańskiego przemknie im koło głowy, zreflektują się i zrozumieją, co proponowaliśmy i o co chcieliśmy zadbać w referendum 15 października. Oby jednak nie było za późno.