• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Wielu Polaków dało się zwieść obietnicom Tuska

Sobota, 21 października 2023 (19:57)

Rozmowa z dr. Bogdanem Więckiewiczem, socjologiem z Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie

Czy jeśli chodzi o rozstrzygnięcie wyborów parlamentarnych – w sensie przejęcia władzy w Polsce – sytuacja jest już rozstrzygnięta? Chodzi o to, że wygłodzona, spragniona władzy opozycja, którą więcej dzieli niż łączy, żąda od prezydenta natychmiast powierzenia jej misji tworzenia rządu, ale koalicji formalnie jeszcze nie założyli.

– Po stronie opozycyjnej sytuacja rzeczywiście jest skomplikowana. Prezydent Andrzej Duda formalnie nie powierzył jeszcze nikomu misji tworzenia rządu, natomiast opozycja jest – jak widać – bardzo roszczeniowa. Wydaje się, że wcale nie jest w tak dobrej sytuacji, jak próbuje
to przedstawiać. Wprawdzie sumarycznie licząc wszystkie ugrupowania antypisowskie zdobyła większość, ale
w każdej z tych formacji są bardzo duże rozbieżności światopoglądowe, programowe w rozmaitych kwestiach, więc należało założyć już od początku, że tarcia się pojawią.

Choć jeszcze nie zaczęli rządzić, to już zaczynają się spierać, wypowiedzi dotyczące kwestii zasadniczych dla państwa są rozbieżne, nie wiadomo więc, co znajdzie się
w umowie koalicyjnej, jeżeli taka w ogóle powstanie. Stąd nawet jeśli uda im się stworzyć rząd i przejąć władzę
w Polsce, to będą to rządy trudne dla Polski, ale też trudne dla rządzących. Jeśli do tego wszystkiego dołożymy ambicje poszczególnych liderów w kwestii przejęcia władzy, sformowania rządu, obsadzenia poszczególnych resortów
i rządzenia, to już widać kość niezgody. Co więcej – obecne podziały mogą być przeszkodą w trakcie rządzenia. Już widzimy, że PSL w kwestiach światopoglądowych, jak temat aborcji, nie dogaduje się z Lewicą, co pokazuje,
że są to formacje będące na dwóch różnych biegunach. Dlatego ta radość, euforia wręcz jest – moim zdaniem – przedwczesna. I na tym wszystkim traci polskie społeczeństwo. Więc przed nami mogą być naprawdę trudne czasy, wiele pytań wciąż pozostaje bez odpowiedzi, nie wiemy, co chociażby z programami socjalnymi, czy zostaną podtrzymane, bo jedni chcą, inni mówią, że trzeba wydatki radykalnie ciąć, czy – jak PSL – mają inne pomysły. Kwestii spornych jest wiele i chyba za wcześnie, żeby opozycja otwierała szampana i ogłaszała sukces.

Rząd oparty na różnicach, nawet jeśli powstanie, będzie rządem trwałym?   

– Na pewno nie będzie to rząd stabilny. Tarcia wewnętrzne z pewnością będą miały miejsce i kto wie, co się wydarzy po kilku miesiącach takiego rządzenia.

Zobaczymy, czy do utworzenia rządu
w ogóle dojdzie, bo wygląda na to, że PSL próbuje wyrolować Lewicę. Są głosy,
że byłoby nawet lepiej, gdyby formacja Czarzastego, Biedronia i Zandberga do tego rządu nie weszła. Wtedy do samodzielnego rządzenia zabrakłoby kilku, bodajże dziewięciu szabel…

– To tylko pokazuje, że wszystko może się jeszcze zdarzyć i wszystko będzie zależało od PSL, ile w konsekwencji otrzyma stanowisk ministerialnych i czy te stołki rządowe dla głodnych władzy ludowców będą satysfakcjonujące. Jeżeli nie, to PSL może grać na zwłokę, a ostatecznie może nawet nie wejść w tę koalicję, mając świadomość, że niewiele na tym skorzysta. Tymczasem w momencie kiedy trwają nieporozumienia i dzielenie stołków, sytuacja gospodarcza Polski jest trudna i będzie trudna, biorąc
pod uwagę stanowisko Platformy, która co potrafi, przekonaliśmy się już podczas ośmiu lat rządzenia tej formacji.

Także dzisiaj istnieją między formacjami opozycyjnymi duże rozbieżności odnośnie do programu gospodarczego, więc nie będzie łatwo. Ponadto pozostaje też kwestia pozyskania środków z Unii Europejskiej, która sama ma problemy finansowe i pieniędzy brakuje. Jeśli do tego dodamy wprowadzenie programów „Fit for 55” czy Zielonego Ładu, to są to sprawy bardzo kosztowne dla Europy, dla wielu państw i z pewnością przyniosą więcej strat niż korzyści. To z kolei pokazuje, że nie wiadomo,
jak to się odbije na następnych wyborach – czy to samorządowych, czy do Parlamentu Europejskiego,
czy też na wyborach prezydenckich.

Ze środkami z Krajowego Planu Odbudowy też może być różnie, bo choć Tusk, który wcześniej zapowiadał, że na drugi dzień
po wyborach uda się do Brukseli i odblokuje pieniądze dla Polski, uda się tam w przyszłym tygodniu, ale nawet jeśli to
się powiedzie, to byłby dowód, że Komisja Europejska, wstrzymując pieniądze dla Polski, robiła to ze względów politycznych
i bezprawnie.     

– To, że Komisja Europejska działała na rzecz Platformy
i Tuska, a na szkodę rządu Zjednoczonej Prawicy i de facto Polski, to jest kwestia oczywista, że nie chodziło tu o żadne kamienie milowe itd. Zatem jasne jest, że Komisja Europejska działała stronniczo na rzecz opozycji. Swoją drogą to zaangażowanie przeciwko legalnie wybranej władzy w Polsce było oczywiste, pamiętamy wypowiedzi chociażby szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, która wręcz życzyła sobie, aby Tusk kończący swą misję w Brukseli powrócił tam w roli premiera polskiego rządu. Drugą kwestią jest to, że nie ma wcale pewności,
że środki z Krajowego Planu Odbudowy teraz trafią do Polski na pstryknięcie palcami, bo – jak wspomniałem wcześniej – tych środków w unijnym budżecie za wiele nie ma. Tym bardziej że wydatków jest cała masa, mówi się chociażby o przyjęciu migrantów, co pochłonie z całą pewnością ogromne środki. Problemów, jak widać,
jest cała masa, natomiast nie ma recepty czy pomysłów
na ich rozwiązanie. Ponadto Donald Tusk znany jest
z niedotrzymywania słowa. Pamiętamy, jak obiecał, że nie podniesie wieku emerytalnego, a podniósł, więc wcale nie ma pewności, że teraz, choć zapowiada, że uda się do Brukseli i odblokuje środki finansowe, czy w ogóle pojedzie, a jeśli już, to jaki będzie skutek tej jego eskapady. Nie wiem, czy będzie jakikolwiek.

Biorąc pod uwagę brak zgodności programowej wewnątrz opozycji,
czy na bazie tych wszystkich nieporozumień jest jeszcze możliwa inna koalicja, gdzie rolę odgrywać będzie PiS, że uda się stworzyć rząd?

– Z całą pewnością nie będzie to łatwe zadanie, ale takiej ewentualności też nie można wykluczyć. Wszystko zależy od postawy PSL, które jest chyba w tej chwili kluczowym graczem. Jeśli bowiem wejdzie do rządu tworzonego pod patronatem Tuska, to wiadomo, że PiS nawet w połączeniu z Konfederacją tych głosów będzie brakowało całkiem sporo. Przy takim rozstrzygnięciu opozycja będzie rządziła. Natomiast jeżeli propozycje ze strony Tuska nie będą dla PSL i Władysława Kosiniaka-Kamysza wystarczająco korzystne, to nie można wykluczyć, że PiS zaoferuje ludowcom lepsze warunki. Pamiętajmy, że w grę wchodzą nie tylko stanowiska w resortach, ale też spółki Skarbu Państwa, a jak wiadomo, PSL jest formacją łasą na rozmaite frukty.

Wszystko jest zatem jeszcze możliwe, szczególnie że część polityków PSL nie mówi „nie” współpracy ze Zjednoczoną Prawicą. Oczywiście nie mówią tego wprost, ale wiadomo, że takie rozmowy już trwają, a ich efekt pewnie za jakiś czas poznamy. Polityka i układanki rządowe lubią ciszę
i kto wie, jakie ustalenia zapadną jeszcze w ciszy gabinetów. To wszystko będzie zależało od tego, jakie propozycje padną pod adresem PSL, który – jak się wydaje – ma obecnie dość mocną pozycję przetargową. Wprawdzie to koalicja PSL – Polska 2050, a więc Trzecia Droga uzyskała trzeci wynik, ale ludowcy na pewno mają mocną kartę w tej rozgrywce i z pewnością będą chcieli ją wykorzystać.

Zakładając, że opozycji uda się sklecić rząd, to z Tuskiem jako premierem, czy może raczej jako patronem tego układu zarządzającym z tylnego, brukselskiego fotela?

– Obecnie wydaje się, że Donald Tusk będzie chciał być premierem – przynajmniej przez jakiś czas – i to jest wariant prawdopodobny. Pytanie brzmi, jak długo, bo to, że potrafi mówić jedno, że chce być polskim premierem, jest dla niego po stokroć ważniejsze niż jakieś brukselskie stanowiska, po czym zrobił dokładnie coś odwrotnego, to wszystko znamy. Dlatego jeśli otrzyma jakąś intratną propozycję z Unii Europejskiej, to pewnie z ochotą zrezygnuje z bycia premierem Polski, co wiąże się
z tytaniczną, ciężką pracą, odpowiedzialnością,
rozwiązywaniem spraw, problemów, które są i będą się pojawiać na bieżąco. Tych problemów z całą pewnością będzie coraz więcej, bo sytuacja geopolityczna jest dosyć niepokojąca i trudna, biorąc pod uwagę wojnę na Ukrainie czy konflikt na linii Izrael – Palestyna, poza tym jest też kwestia nielegalnych migrantów i pakietu migracyjnego, który forsuje Bruksela. Tu będą potrzebne mądre, przemyślane decyzje, łatwo popełnić też błędy. Problemów jest zatem dużo, a jak wiadomo, Donald Tusk nie należy
do tytanów pracy, więc może szukać wygodniejszej i lepiej płatnej, lukratywnej posady w Unii Europejskiej, która przyniesie mu więcej korzyści i splendoru. Skoro zrobił to raz, to nie widzę przeszkód, żeby powtórzył ten manewr
po raz kolejny i chętnie porzucił Polskę dla Brukseli.

Był już szefem Rady Europejskiej, piastował też funkcję przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej, ale nie był jeszcze komisarzem unijnym, a to praca na pewno lżejsza niż funkcja premiera Polski, lepiej płatna i mniej absorbująca, co dla polityka, który nie należy do najbardziej pracowitych, jest chyba istotne?        

– Wszystko więc przed nim. Pracę na rzecz Brukseli
i Berlina, którą powierzyli mu Manfred Weber czy Ursula von der Leyen, wykonał, a zatem ma prawo liczyć na wdzięczność. Jeśli otrzyma taką bądź podobną propozycję, to z pewnością z niej skorzysta.

Spodziewał się Pan tak szybkiej, bo jeszcze przed objęciem władzy, rezygnacji z wielu obietnic złożonych przez Tuska i formacje opozycyjne, że tak prędko, bo zaledwie parę dni po wyborach, będą się wycofywać,
co więcej – mówić o przykręcaniu śruby Polakom?

– Muszę przyznać, że patrzę na to z dużym zaskoczeniem, że te formacje tak szybko się wycofują. Wiele propozycji, które przedstawiali, było nierealnych do zrealizowania, chociażby kredyty mieszkaniowe zero procent czy wspomniana już obietnica Tuska na drugi dzień po wyborach odblokowania środków z Krajowego Planu Odbudowy i wiele innych. To była zwykła kiełbasa wyborcza. Można się było spodziewać wycofania z tych obietnic po jakimś czasie, ale nie w momencie, kiedy
kurz wyborczy jeszcze dobrze nie opadł. To świadczy
o wiarygodności ugrupowania czy polityków, ale też
o naiwności wyborców, którzy oddawali głosy przeciw Zjednoczonej Prawicy, dając się nabierać na obietnice Tuska i spółki. Jest to, w mojej ocenie, tym dziwniejsze,
że przecież polskie społeczeństwo znało zachowania gospodarcze czy społeczne tych polityków i ich plany. Tymczasem większość nie interesuje się na co dzień polityką, nie śledzi na bieżąco wydarzeń i kieruje się raczej narracją medialną stacji, które sprzyjały Tuskowi. I takich wyborców łatwiej jest oszukać. Tak czy inaczej można się było spodziewać większej rozwagi, przemyślanych wyborów, ale – jak widać – były to płonne życzenia.

Szczególnie jeśli chodzi o młodzież, która wyraźnie postawiła na opozycję i Tuska.  

– Młodzi w ogóle są bardziej plastyczni, jeśli chodzi
o poglądy, szybko je też zmieniają pod wpływem emocji. Ta plastyczność powoduje, że pewne hasła dotyczące wolności, tolerancji, praw kobiet w ogóle niezdefiniowane, a tylko rzucone w przestrzeń, są przyjmowane z dużym entuzjazmem. Na ogół ludzie młodzi są bardziej liberalni, są za wolnością, ale udając się 15 października do lokali wyborczych, chyba nie do końca wiedzieli, na czym ta wolność i tolerancja w wydaniu formacji opozycyjnych
ma polegać.

           Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki