• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Władza dla układu

Sobota, 21 października 2023 (12:33)

Rozmowa z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL i AKSiM

Jak należy odczytywać słowa prezydenta
Joe Bidena, który mówi wprost, że jeśli nie powstrzymamy Władimira Putina, to on nie zatrzyma się na Ukrainie, co więcej – władca Kremla już zagroził i przypomniał Polsce, że jej zachodnie ziemie są „darem” od Rosji?

– Słowa te trzeba czytać dosłownie. To są dość oczywiste rzeczy, z których być może nie do końca zdajemy sobie sprawę lub idąc na wybory, nie rozważaliśmy wszystkich kontekstów, tylko wielu głosujących patrzyło na wybór przez pryzmat kwestii lgbt, otwartości, wolności seksualnej, tolerancji itd. Niestety zapominamy, że żyjemy w otoczeniu wojny i ta wojna nam bezpośrednio zagraża.

Niektórzy słowa Bidena odczytują jako próbę wywarcia presji na amerykańskim Kongresie odnośnie do dalszego finansowana walki Ukrainy z Rosją,
ale czy tylko?

– Sprawa jest zero-jedynkowa, bo jeśli Stany Zjednoczone, jeśli Zachód odda Ukrainę, to Rosjanie znajdą się na Bugu, a jeśli będą na Bugu, to co stoi na przeszkodzie, żeby zdestabilizować Polskę, która stoi na drodze relacji
z Niemcami i ułożenia na nowo stosunków na linii Berlin – Moskwa. Dlatego tu nie chodzi tylko o wypowiedź i słowa prezydenta Joe Bidena, ale o to, jakie są cele strategiczne Rosji. Każdy, kto choć trochę czyta i zna tę tematykę, doskonale zdaje sobie sprawę, że to nie jest straszenie, lecz że takie są realia.

Jak te słowa amerykańskiego prezydenta brzmią w perspektywie ewentualnej zmiany rządu w Polsce?

– Źle. Po wyborach parlamentarnych w Polsce zwycięża układ niemiecki. Chodzi o układ, który stawia na strategiczną współpracę z Niemcami, przy czym jaką grę prowadzą władze w Berlinie wobec Ukrainy, jakie mają interesy i jak postrzegają swoje kontakty z Rosją, to każdy zdroworozsądkowo myślący człowiek widzi. Dlatego fakt, że taka, a nie inna opcja zwyciężyła w Polsce, wygląda po prostu źle. Pamiętajmy, że to jest ta sama opcja, która broni „zielonej granicy”, a co za tym idzie – obniżenia morale polskich żołnierzy, którzy bronią naszych granic.
To jest ta sama opcja, która już przebąkuje, a za chwilę pewnie wyartykułuje to wprost, że Centralny Port Komunikacyjny, który wiemy, że ma strategiczne znaczenie, że jest to projekt niepotrzebny, że w zamian trzeba dać pieniądze na chore dzieci, ale idąc tym tropem, dróg też nie budujmy, nie remontujmy itd.

Patrząc na to wszystko, oceniam to bardzo źle, zwłaszcza że nowy rząd będzie raczej pokłócony, niespójny wewnętrznie, słaby i co gorsza uzależniony od czynnika zewnętrznego – niemieckiego, bez własnych celów
i ambicji, które byłby w stanie i powinien realizować
w dłuższej perspektywie. Do tego ze skompromitowanym
i uzależnionym od szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen Donaldem Tuskiem. Wygląda to zatem niedobrze.

Summa summarum, czy taki, a nie inny wynik opozycji z Tuskiem na czele
i najprawdopodobniej możliwość sformowania rządu nie rozochociły Putina, zachęciły go do wypowiedzenia tezy, że część Polski jest „darem Rosji”?

– Moskwa z całą pewnością cieszy się z takiego rozstrzygnięcia w Polsce. Putin pamięta wcześniejsze relacje ze słabym Tuskiem i wie, że rząd, jaki ma powstać, obiektywnie będzie dla Rosji bez wątpienia lepszy niż rząd Zjednoczonej Prawicy. Co więcej – Putin się cieszy, mając świadomość, że ten rząd będzie przedłużeniem opcji niemieckiej, więc nie będzie się musiał już martwić, co Warszawa wykombinuje w Europie Środkowej, tylko
będzie patrzył, co będzie robił Berlin. I to rozwiązanie
z rosyjskiego punktu widzenia jest dużo korzystniejsze.

Swoją drogą Ameryka nie jest mile widziana przez Niemców w Europie, a że Tusk działa w zgodzie z Berlinem, więc kto wie, jak będą wyglądały nasze przyszłe relacje transatlantyckie?

– Nasze przyszłe relacje transatlantyckie formalnie będą wyglądać dobrze, natomiast realnie będą pod dyktando Berlina, który – jak wiemy – dużo mówił o pomocy Ukrainie, a faktycznie nie robił niczego lub niewiele. Obawiam się o naszą strategiczną współpracę
z Waszyngtonem pod rządami ekipy Tuska. Pamiętajmy,
że my swoją energetykę, która jest ważną sferą bezpieczeństwa, przestawiamy na atom, tymczasem Niemcy odchodzą od atomu całkowicie. Dlatego w tej materii mogą się pojawić i pewnie będą sprzeczności.

Jest zatem pytanie, czy tej niemieckiej presji nowa władza potrafi się przeciwstawić. Faktem jest, że w interesie Niemiec nie jest podmiotowa Polska w Europie Centralnej. W interesie Niemiec potrzebna jest Polska słabo reagująca, potulna, przyjmująca wszystko, co ustalą władze w Berlinie. Natomiast jeśli mówimy o współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, to z pewnością za nowych rządów nie będzie to ten sam poziom myślenia o kwestiach strategicznych, jaki był za rządów Zjednoczonej Prawicy.

Prezydent Joe Biden zapewnił, że Ameryka będzie bronić każdego centymetra terytorium NATO…

– Zapewnienia, owszem, są, ale patrzmy na to, co my powyborczo realnie będziemy robić, jakie kroki będziemy podejmować, aby te relacje nie osłabły. Czy będziemy kontynuować rozwój polskiej armii, podnoszenia naszego bezpieczeństwa w oparciu o sprzęt wojskowy i realizację już podpisanych kontraktów zbrojeniowych ze Stanami Zjednoczonymi, czy może – jak mówi jeden z ekspertów Polski 2050 – trzeba je na nowo przemyśleć. Zamiast kontynuować mądrą i korzystną dla nas politykę bezpieczeństwa, zamiast szybko działać, będą weryfikować, być może ograniczać zakupy czy też odstępować od rozwijania także liczebnego naszej armii
i potencjału obronnego.

Ponadto jeśli się twierdzi, że obrona polskich granic to zbrodnia, bo takie przecież słowa padały z ust polityków opozycyjnych – jak pamiętamy, biegających po granicy
z reklamówkami czy próbujących dostarczyć śpiwory
i pizzę nielegalnym imigrantom zatrzymanym przez funkcjonariuszy Straży Granicznej – to jest to nic innego jak obniżanie morale polskiej armii, polskich pograniczników. I jeśli ci, którzy twierdzą, że są dogadani co do przejęcia władzy w Polsce, mają takie podejście
do spraw bezpieczeństwa państwa, to pozostaje tylko zapłakać.     

Skoro Pan Profesor wspomniał Polskę 2050, to co sądzi Pan o planach czy ambicjach przejęcia przez Szymona Hołownię resortu obrony?    

– Ciężko mi powiedzieć, co to ma znaczyć, czy Szymon Hołownia chce zaimponować swojej żonie, która – jak wiadomo – jest pilotem wojskowym, czy chce pokazać, że zna się na kwestiach związanych z obronnością państwa – chyba tak jak ja na gwiazdach. No cóż, widać, że chce,
ale czy chcieć w tym wypadku znaczy móc – w sensie kompetencji – to mam co do tego duże wątpliwości.

Ten przykład pokazuje, że po stronie opozycyjnej, która sumarycznie ma lepszy wyborczy wynik, panuje kompletny miszmasz. Co krok pojawiają się sprzeczności i patrząc na dotychczasowe wypowiedzi polityków poszczególnych formacji trudno wywnioskować, o co tam może chodzić, jaki program ma temu wszystkiemu towarzyszyć. Jesteśmy po wyborach i krytyka Prawa i Sprawiedliwości już nie chwyta, ileż można też posługiwać się ośmioma gwiazdkami, które stały się symbolem totalnej opozycji. Przyszedł czas zabrać się do roboty i za rządzenie państwem.

Czy nie przypomina to wszystko zabawy
w rządzenie chłopców w krótkich spodenkach?   

– To, owszem, brzmi prześmiewczo i gdyby nie to, że chodzi o sprawy poważne, dotyczące państwa polskiego,
to można byłoby się roześmiać. Oczywiście ma pan rację, że tak to wygląda, ale jednocześnie, a może przede wszystkim mamy dochodzenie do władzy opcji niemieckiej w Polsce, a co za tym idzie – przełożenie interesów niemieckich na nasz kraj. Niestety wśród tych, którzy mają rządzić, dominuje przekonanie czy też wizja, że przy Niemcach będzie nam najlepiej, że będziemy współtworzyć jedno superpaństwo europejskie itd. Tymczasem dla przypomnienia superpaństwo europejskie ma być budowane na ideologicznej dyrektywie „Fit for 55”,
na tzw. Zielonym Ładzie, co oznacza ogromne obciążenia dla polskiej gospodarki oraz miliardy złotych, które jako Polacy będziemy musieli zapłacić w postaci wyższych cen energii elektrycznej, ciepła, rezygnacji z samochodów spalinowych i zamiany na elektryczne itd. To jest ogromne zagrożenie, które stawia Europę w tyle za takimi państwami jak Stany Zjednoczone, Chiny czy Indie, a nas uczyni ubogimi. Taki, niestety, jest wybór polskich obywateli – mam na myśli wybory parlamentarne – 
i w takim kierunku, zdaje się, będziemy teraz szli.    

W tym politycznym tyglu po stronie zwycięskiej opozycji możemy się spodziewać jakiegoś potknięcia, skoro słyszymy, że PSL i Polska 2050, jeśli chodzi o aborcję, próbują wyautować z gry Lewicę. Jest szansa, że ta różnorodność
i niespójność polityczna się wykolei?

– Jeśli nawet ten manewr by się powiódł, to wtedy Koalicji Obywatelskiej i Trzeciej Drodze zabrakłoby głosów do samodzielnej większości i musieliby próbować wyciągać bodajże dziewięciu parlamentarzystów z innych ugrupowań. Jeśli to by się nie udało, to w tym środowisku zacznie się wojna. Oczywiście istnieje taka możliwość, ale ja raczej przewiduję, że rząd złożony z Koalicji Obywatelskiej i Trzeciej Drogi, i Lewicy zaistnieje na polskiej scenie, ale jak przyjdzie rozwiązywać realne problemy państwa, a nie skupiać się na tym, co drugorzędne, ponadto jak przekabacić i przekonać polskie dzieci do lgbt, to okaże się, że król jest nagi, tym bardziej że wśród tej opcji, która tak pali się do rządzenia, nie ma żadnego realnego pomysłu na Polskę. Jeśli bowiem słyszymy, że aby dać studentom darmowe akademiki,
trzeba zrezygnować z budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego, to po prostu ręce opadają. Ta ich polityka polega na sprzedawaniu i likwidacji tego, co polskie, i przejadaniu pieniędzy.

Rząd z Tuskiem jako premierem, czy może
z Tuskiem jako patronem tego politycznego układu zarządzającym z Brukseli
i piastującym w instytucjach unijnych
jakieś intratne stanowisko w nagrodę
za pozbawienie PiS władzy?  

– Odpowiedzialność za rządzeniem państwem i tak będzie spoczywać na opcji rządzącej, w tym na Tusku.

Ale niekoniecznie musi tę odpowiedzialność ponosić jako premier?

– To prawda, ale chyba jednak Tusk będzie chciał być premierem – przynajmniej przez jakiś czas, a kiedy nadarzy się okazja, to może zrezygnować z tej funkcji
i udać się do Brukseli.

Jeszcze nie był komisarzem unijnym, pracy niewiele, a uposażenie godne…

– Tusk w polskiej polityce rzeczywiście spełnił ważną funkcję – z punktu widzenia Niemiec – w związku z czym może oczekiwać nagrody i ją otrzymać. Trudno jednak powiedzieć, jak to może wyglądać. Nie ulega jednak wątpliwości, że taki scenariusz trzeba brać pod uwagę
i że może on być bardzo realny.

Zanim uda się do „pracy” w Brukseli,
to ma – jak słyszymy – jechać tam, aby odblokować środki z Krajowego Planu Odbudowy dla Polski. Zapowiadał, że zrobi to na drugi dzień po wyborach.

– Tu są dwie rzeczy: mianowicie jeśli tak rzeczywiście będzie, że pojedzie teraz, nie będąc jeszcze formalnie premierem rządu, to będzie to potwierdzenie, że środki Krajowego Planu Odbudowy dla Polski nie były blokowane ze względu na przeszkody prawne, kamienie milowe itp., tylko ze względów politycznych, a Bruksela w sposób nieuprawniony ich nie chciała nam dać, bo rządziło PiS,
co więcej – robiła to w sposób bezczelny, wpływając na wybory w kraju członkowskim. Jeśli z kolei Bruksela nie da teraz Tuskowi tych należnych przecież Polsce pieniędzy
i powie, że trzeba zmienić prawo w takim i takim zakresie, to Tusk musiałby dokonać zmiany prawa w ustroju sądowym w Polsce, ale tu na drodze może mu stanąć
weto prezydenta. I to nie jest takie proste.

Zwłaszcza że do odrzucenia weta prezydenta też musi mieć odpowiednią liczbę szabel w Sejmie, co wcale nie jest pewne?

– Odpowiedniej większości, zdaje się, nie ma, w związku
z czym weto prezydenta go hamuje.

     Dziękuję za rozmowę. 

Mariusz Kamieniecki