Nowa władza będzie chciała dokręcić Polakom śrubę
Środa, 18 października 2023 (17:48)Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości
Jak Bruksela reaguje na oficjalne już wyniki wyborów do Sejmu i Senatu w Polsce?
– Bardzo entuzjastycznie, ale to przecież nic dziwnego. Wszyscy są bardzo zadowoleni, szczęśliwi, że Brukseli udało się stworzyć w Polsce koalicję, która według nich będzie koalicją demokratyczną – oczywiście z Lewicą, z liberałami, z Platformą oraz zielonymi, którzy – jak wiadomo – wiodą prym na politycznym brukselskim rynku i mają tu dużo do powiedzenia. Zatem jest radość, że na tyle udało im się wpłynąć na to, co dzieje się w Polsce, stąd rezultat wyborów – mimo wygranej po raz trzeci z rzędu Prawa i Sprawiedliwości – sumarycznie jest taki, jakiego oczekiwali.
Brukselski portal Politico pisze, że szczególne powody do zadowolenia mają politycy niemieccy?
– Unia Europejska i Niemcy nie ukrywają, że wynik wyborów w Polsce jest na ich korzyść i że liczą na Donalda Tuska. Szef Europejskich Demokratów, Niemiec, Manfred Weber, już w poniedziałek w sali plenarnej europarlamentu ogłosił zwycięstwo opozycji w Polsce. Co tu dużo mówić: Berlin będzie miał swoich ludzi w Polsce – tak wygląda to na obecną chwilę – ludzi, którzy będą się mu odpłacać i wykonywać wszystkie polecenia. Mam tu na myśli Tuska i jego ludzi, którzy będą się odpłacać Berlinowi takimi decyzjami, które będą korzystne dla liberałów, ale bardzo złe dla Polski i dla Polaków, którzy szybko odczują zmiany, jakie będą zachodziły w kraju pod batutą Donalda Tuska. Te zmiany będą bardzo niekorzystne z punktu widzenia ustrojowego, gospodarczego, a także społecznego. Ta nowa ekipa będzie hołdowała zasadzie, żeby Polska się nie bogaciła, a zatem będą utrzymywać stan niepewności w grupach społecznych, chcąc wzbudzić strach i obawy, aby ludzie bali się podnosić głos. Będzie więc szantaż. Możemy się też spodziewać głosów o oszczędnościach budżetowych. Już słyszymy o końcu rozdawnictwa, co przyznał Szymon Hołownia. Mowa jest też o likwidacji 13. i 14. emerytur, które mają zastąpić emerytury bez podatku, a to oznacza, że tym, których emerytury dzisiaj wynoszą 15 tys. zł, uposażenia wzrosną do 20 tys., a ci, którzy mają 2,5 tys. zł emerytury, dalej będą mieć świadczenie w tej wysokości, bo już dzisiaj do tego pułapu one są bez podatku. To jest gest Władysława Kosiniaka-
-Kamysza w stronę emerytów z wysokimi uposażeniami emerytalnymi, niejednokrotnie z rodowodem esbeckim, komunistycznym, którzy znów będą się mieć dobrze.
Spodziewał się Pan takiego rozstrzygnięcia w wyborach parlamentarnych i tego, że to w dużej mierze młodzież oddała głosy przeciwko PiS-owi? Czy nie popełniliście błędu, jeśli chodzi o dotarcie do tej grupy? A może jest jakiś inny powód, że młodzi oddali głosy na liberałów i Lewicę?
– Ewidentnie mamy problem. To znaczy opozycji totalnej udało się wśród młodego elektoratu obudzić nienawiść czy wrogość wobec Prawa i Sprawiedliwości. Bo nie sądzę, żeby ludzie, którzy rzeczowo, obiektywnie analizują sytuację, oddali głosy przeciwko PiS-owi. Sam się zastanawiam, dlaczego ludzie młodzi dali się omamić pustym obietnicom Tuska. Przecież korzystnych decyzji społecznych, inwestycyjnych, na rzecz wzmocnienia polskiego bezpieczeństwa, obronności za naszych rządów było bardzo dużo. Okazuje się jednak, że ludzie często myślą obrazami telewizyjnymi, ulegają propagandzie, ale sami nie potrafią oceniać rzeczywistości w sposób analityczny. Nie zmienia to faktu, że trzeba do tego podejść na spokojnie, zrobić analizę, wyciągnąć wnioski i zrobić wszystko, żeby odzyskać i utrzymać przy sobie młodzież, młody elektorat. Jest to ważne, bo to ludzie młodzi będą decydować o losach Polski, której nie wolno nam utracić. Wybory w Polsce pokazały, że mimo krzyków totalnej opozycji i Tuska z demokracją w Polsce jest dobrze, każdy wybiera zgodnie ze swoimi przekonaniami. Liderzy partyjni i sztaby prowadzą kampanie według własnego uznania. Potrzebne są głębsze analizy. My chyba zbyt wprost, jednoznacznie formułowaliśmy swój przekaz, a za mało szukaliśmy centrum i to centrum zagłosowało przeciwko nam.
Uważa Pan, że wszystko jest już pozamiatane, że liczba uzyskanych przez Zjednoczoną Prawicę mandatów w Sejmie jest zbyt niska, żeby można było dobudować i stworzyć większość parlamentarną potrzebną do rządzenia?
– To jest polityka, a w polityce nigdy nie wolno mówić „nigdy”. Jakieś gry są prowadzone, słyszymy też o tarciach ideologicznych wewnątrz formacji, które chcą stworzyć przyszłą koalicję rządową, dlatego myślę, że wiele może się jeszcze wydarzyć. Apetyty trzech partii, a tak naprawdę w sumie chyba 11, które tworzyły bloki wyborcze, są i będą tak duże, że może być problem z dogadaniem się i podzieleniem łupów. Do tego mamy bardzo trudną sytuację na świecie, wojny na Ukrainie oraz na Bliskim Wschodzie, co może się rozlać na inne regiony, więc konflikt bliskowschodni może mieć konsekwencje dla bezpieczeństwa Europy. To pokazuje, że sytuacja geopolityczna jest trudna. Ponadto dzisiaj w Parlamencie Europejskim będziemy głosować nad budżetem na rok 2024, gdzie są twarde zapisy i duże zagrożenie gospodarcze dla Europy. To wszystko sprawia, że rządzący nie będą mieć łatwo zarówno u siebie, w Polsce, ale też nieciekawie może być w Europie. Tymczasem oczekiwania społeczne będą rosnąć, bo Tusk obiecał np. nauczycielom, że ich uposażenia wzrosną o 1500 zł, że będą decyzje, które mają pomóc przedsiębiorcom itd. Dlatego oczekiwania co do złożonych obietnic są, ale na razie pieniędzy na ich realizację nie ma, podobnie jak na wszystkie postulaty, które zgłaszała opozycja, która chce sformować przyszły rząd. Nie sądzę też, żeby od razu wycofali się z programu 800 Plus, a tylko realizacja tego zadania to jest 20 mld euro. Dlatego nie wiem, gdzie znajdą pieniądze na swoje obietnice, jak będą postępować i czy hasło rzucone przez Hołownię: „Dość rozdwnictwa”, nie jest zapowiedzią i nie będzie oznaczać ograniczania programów społecznych. Dlatego uważam, że nowa władza, jeśli powstanie, to szybko się zużyje.
Donald Tusk premierem, czy może ma inne plany związane z powrotem na jakąś intratną posadkę w Brukseli, aby odebrać nagrodę za to, co zrobił w Polsce?
– Jakiś czas – może pół roku, może więcej – pewnie będzie premierem. Przed nami wybory samorządowe, a dalej do Parlamentu Europejskiego, więc pewnie będzie w kraju, a potem przeniesie się do Brukseli pod pozorem pilnowania polskich spraw. Brukselskie salony i lenistwo, które Tusk uwielbia, to jest – zdaje się – jego marzenie. Zatem znów porzuci Polskę.
Tusk zapowiadał, że jeśli jego obóz zdobędzie władzę, to na drugi dzień pojedzie do Brukseli i odblokuje środki z Krajowego Planu Odbudowy. Z kolei Trzaskowski mówił o mrożeniu tych środków, a kiedy oni powrócą do władzy, to pieniądze te zostaną odmrożone. Mamy klika dni od wyborów i cisza w tym temacie?
– To była wyborcza kiełbasa Tuska. Tymczasem to nie będzie łatwe i nie będzie to tak, jak opowiadali wyborcom liderzy Platformy. Problem ze środkami z Krajowego Planu Odbudowy, problem z tzw. kamieniami milowymi, dotyczy wielu krajów. Nieudolna biurokracja unijna strasznie sprawę zagmatwała, więc nie sądzę, żeby dla poklasku, nagle Polsce otworzyli źródło z pieniędzmi tylko dlatego, że Tusk tego chce. Myślę, że zanim Polska otrzyma te środki, to upłynie jeszcze trochę wody i rząd – jakikolwiek powstanie – będzie się musiał z tym liczyć, zmierzyć, bo załatwienie tych środków nie będzie łatwe. Pewnie niektórzy będą próbowali ludziom wmówić, że jeśli wykonamy polecenia Brukseli, to szybciej te pieniądze popłyną do Polski. I za jakiś czas te pieniądze mogą się pojawić, tylko że w zamian za to spełnienie oczekiwań Unii Europejskiej nie zawsze jest korzystne dla Polski. Mam na myśli politykę klimatyczną i decyzje związane z nowymi podatkami czy nowymi normami. Możemy się spodziewać nowych podatków od paliw samochodowych, są problemy z ocieplaniem budynków, co będzie kosztowało bardzo dużo przeciętnego Polaka, a pieniądze, jakie daje Unia Europejska, są raczej na zachętę, na pokrycie kosztów przygotowania dokumentacji, natomiast większość wydatków spoczywa zawsze na inwestorze, a idąc dalej – na konsumencie. To wszystko może powodować wzrost nastrojów społecznych i niezadowolenia w stosunku do rządzących. I ekipa Tuska może mieć takie problemy, z jakimi obecnie boryka się w Niemczech ekipa Olafa Scholza, która coraz bardziej traci popularność. Tak samo może być w Polsce, gdzie nowa władza – podległa i wykonująca wszystkie polecenia Brukseli – będzie tracić popularność, i to szybko.
A co z paktem migracyjnym? Ekipa Tuska przyklepie dokument, tak jak życzą sobie tego Berlin i Bruksela?
– Myślę, że tak. Natomiast zostaną stworzone pozory, że Unia Europejska nas zwalnia z przyjmowania pierwszej transzy nielegalnych imigrantów, natomiast za parę miesięcy uzupełnią pakiet i każą nam przyjąć – dajmy na to – nie tysiąc osób, a – powiedzmy – 5 czy 10 tys. Takiej gry pozorów się spodziewam: małych oszustw, małych kłamstw, żeby pokazać, że Donald Tusk niby coś wywalczył dla Polski. Tymczasem konsekwencje tych działań dla Polski i Polaków mogą być ogromne.
Rząd Zjednoczonej Prawicy stawia na Stany Zjednoczone, a Donald Tusk z opozycją – na Niemcy. Co zmiana władzy może oznaczać dla relacji transatlantyckich i dla Polski, zważywszy że Berlin prędzej czy później i tak wróci do relacji z Rosją?
– Reset z Rosją ze strony Donalda Tuska oraz próba ułożenia sobie relacji z władzami na Kremlu jest bardziej niż pewny. Oczywiście wszystko to będzie się odbywało kosztem relacji, współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. I to z pewnością nie będzie się podobało Polakom. Dlatego nawet jakieś ciche układy z Rosjanami nie przysporzą sympatyków Donaldowi Tuskowi i jego ekipie. Natomiast odejście od Stanów Zjednoczonych i próba stawiania na Berlin, który był, jest i zawsze będzie prorosyjski, jest bardzo niedobra dla bezpieczeństwa Polski. My musimy być związani sojuszem ze Stanami Zjednoczonymi, bo to jest gwarancja naszego bezpieczeństwa. Myślę, że ten przekaz dotarł czy dociera coraz bardziej do polskiego społeczeństwa, choć na chwilę został uśpiony, bo ludzie młodzi, którzy postawili na ekipę Donalda Tuska, młodzi, którzy swoje poglądy opierają na internecie, a nie na realiach życia, nie potrafili tego właściwie odczytać i stąd takie, a nie inne ich wybory. Krótko mówiąc, jeśli chodzi o władze stare – nowe w Warszawie, to będzie budowa sojuszu z Moskwą kosztem relacji ze Stanami Zjednoczonymi. Tak musi być, bo tego sobie życzą Niemcy, którzy będą jak zawsze mieć przemożny wpływ na działania Donalda Tuska. To spowoduje spadek popularności i poparcia dla Tuska i jego ekipy, ale koszty, jakie w międzyczasie może ponieść Polska, co później trzeba będzie odkręcać, mogą być bardzo duże.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki