• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Siłowe próby zmiany traktatów o Unii Europejskiej

Czwartek, 12 października 2023 (21:26)

Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości

Dzisiaj Komisja Konstytucyjna Parlamentu Europejskiego miała głosować nad wstępnym raportem w sprawie przyjęcia zmian traktatowych o Unii Europejskiej. Głosowania jednak nie było, dlaczego?

– Głosowania rzeczywiście dzisiaj nie będzie, zostało
przesunięte na 25 października. Powodem są spory
i kłótnie, a także duże rozbieżności w podejściu do wielu kwestii zawartych w tym raporcie. Sprawa się komplikuje
i widać, że nie jest to takie proste, jak życzyłyby sobie tego Niemcy i Francja, które najbardziej prą do zmiany traktatów o Unii Europejskiej. Zdaje się też, że niektóre państwa budzą się, chcą dyskusji, rozmów i stąd
to odroczenie głosowania w Komisji Konstytucyjnej Parlamentu Europejskiego.      

Porozmawiajmy o tym, co szykują Bruksela z Berlinem i Paryżem, jakie zmiany w traktatach o Unii Europejskiej
są przygotowywane?

– Jest kilka spraw. Jako przedsmak szykowanych zmian odbyła się konferencja w sprawie przyszłości Europy, której efektem jest raport z maja 2022 roku dotyczący tych kwestii. Nasza Grupa Europejskich Konserwatystów
i Reformatorów w pewnym momencie wycofała się z tej konferencji, gdzie reprezentował nas prof. Zdzisław Krasnodębski. Chodziło o to, że dobór uczestników był wyraźnie tendencyjny, niereprezentatywny. Co więcej,
z góry założono, że konkluzje będą takie, jak życzy sobie tego lewica europejska, ideowo powiązana z włoskim radykałem komunistycznym Altiero Spinellim. Tak czy inaczej raport został przyjęty i zaczęła się rozmowa
o tym, jakich zmian należy dokonać w Unii Europejskiej
i czego miałyby one dotyczyć. Zapisy tego
120-stronicowego raportu dotyczące zmian traktatów
o Unii Europejskiej, nad którymi trwa dyskusja, de facto zmierzają do pozbawienia suwerenności państw członkowskich. Naszym reprezentantem w tej komisji był europoseł Jacek Saryusz-Wolski, który też zrezygnował
z prac nad zmianami traktatowymi, uznając, że jest to
nic innego, jak próba stworzenia oligarchiczno-
-centralistycznego superpaństwa pod hegemonią Berlina
i Paryża. Celem jest stworzenie Unii Europejskiej, która będzie karać, karcić poszczególne państwa, narzucać im swoją wolę, która będzie deprecjonować mniejsze kraje. Ma to być Unia, gdzie następuje odchodzenie od konsensusu.

Propozycji związanych ze zmianami traktatowymi w nowej Unii jest jednak więcej?      

– Zmiany traktatów należy podzielić na kilka obszarów,
ale wspólną ideą łączącą, melodią przyszłości, mają być zmiany prowadzące do tego, że kwestie, które do tej pory są we władztwie państw narodowych, mają zostać
tym państwom odebrane. Dotyczy to m.in. kwestii bezpieczeństwa, podatków, środowiska naturalnego,
w tym np. kwestia przejęcia Lasów Państwowych w Polsce, a więc odebranie na mocy nowych traktatów państwom narodowym przynależnych im kompetencji. I to jest bardzo groźne, bo nie ma to nic wspólnego z solidarnością. Mowa jest także o ograniczeniu liczby komisarzy do 15, a to się wiąże z tym, że nie wszystkie państwa członkowskie miałyby swoich przedstawicieli – komisarzy w Komisji Europejskiej. Co więcej, jest propozycja wprowadzenia podsekretarzy, którzy będą zajmować się głównymi sprawami. Mamy więc kolejną próbę ograniczenia roli mniejszych państw, które nie będą miały swojego przedstawiciela w tym gremium decyzyjnym, a co za tym idzie wpływu na podejmowane decyzje. Jest także propozycja, aby w tych nowych traktatach znalazł się zapis o Unii różnych prędkości. Mamy dzisiaj Unię, gdzie są państwa strefy euro i państwa z własną walutą, ale jest propozycja, żeby te prędkości rozdzielić szerzej również
na inne obszary. I tak np. jeśli jakieś państwo chce się bardziej integrować, to będzie taka możliwość, a jeśli jakiś kraj się na to nie zgodzi, to będzie na niższym poziomie
w Unii, co z kolei będzie się wiązało z brakiem dostępu
do wszystkich środków strukturalnych itd., którymi Unia Europejska dysponuje. W ramach tego raportu jest też omawiana kwestia poszerzenia Unii Europejskiej, gdzie proponuje się wprost, które kraje będą w Unii, ale nie
na zasadzie pełnego członkostwa.

Chodzi oczywiście o Ukrainę?            

– Tak chodzi o to, co w tym momencie proponuje się Ukrainie, która ma niby być w Unii Europejskiej, ale nie
ze wszystkich przywilejów państwa członkowskiego będzie mogła korzystać i nie do wszystkiego będzie miała dostęp. Mamy więc próby dzielenia państw z przesłaniem,
że, owszem, dany kraj może być członkiem Unii,
ale z ograniczeniami, z brakiem możliwości korzystania
z przywilejów. Natomiast jeśli ktoś będzie chciał być
w grupie korzystającej ze wszystkich przywilejów i praw,
to będzie musiał zgadzać się na wszystko i działać pod dyktando Niemiec i Francji. Jak widać, jest to skomplikowany mechanizm, myślę, że trudny do wprowadzenia w życie, bo jest to nic innego, jak próba wypaczenia idei Unii Europejskiej, która była w zamyśle ojców założycieli. Jak bowiem ma wyglądać solidarność, kiedy jedne państwa będą miały swoich komisarzy, a inne nie. Co więcej, są też propozycje, pomysły, żeby niektóre państwa nie miały nawet swoich przedstawicieli
w Parlamencie Europejskim.

Na jakim etapie są prace związane
z procedowaniem zmian traktatowych
i de facto z ideologicznym, wiernopoddańczym pomysłem
stworzenia nowej Unii Europejskiej?

– Tak jak wspomniałem, posiedzenie, głosowanie w Komisji Konstytucyjnej Parlamentu Europejskiego, zostało odroczone do 25 października i zobaczymy, jakie będą jego wyniki. Natomiast procedura zmiany traktatów o Unii Europejskiej wymaga zwołania Konwentu, a następnie Konferencji Międzyrządowej w sprawie zmiany traktatów
o Unii Europejskiej, gdzie przedstawiciele wszystkich
27 państw członkowskich będą nad tym debatować.
Jest też przewidywana uproszczona procedura, zgodnie
z którą powstanie oddzielny dokument pod nazwą
Traktaty Europejskie – rzec można – oddzielny traktat 
– wiadomo, że przygotowany w Berlinie i w Paryżu. Tylko ten dokument będzie dyskutowany. Nie wiemy, jak się to zakończy, dlatego widząc, co jest grane, jesteśmy pełni obaw. Uważam, że niczego dobrego to nie wróży. Natomiast fakt, że dzisiaj nie odbyło się głosowanie
w Komisji Konstytucyjnej Parlamentu Europejskiego,
to dobry sygnał, który pokazuje, że niektóre kraje członkowskie zaczynają się głębiej zastanawiać nad tym, co się dzieje w Unii Europejskiej.

Czy można szukać zbieżności między odroczeniem terminu tego głosowania a wyborami w Polsce? 

– W jakimś sensie być może też, bo gdyby dzisiaj odbyło się głosowanie i przedstawiciele Platformy czy Lewicy głosowaliby za zmianami w traktatach o Unii Europejskiej, za pogłębieniem integracji europejskiej, to z pewnością
w ostatnich godzinach przed wyborami odbiłoby się to echem w Polsce i spotkaliby się z krytyką dużej części Polaków, co z kolei mogłoby jeszcze bardziej osłabić ich wynik wyborczy. Dlatego to odroczenie głosowania można uznać za próbę uniknięcia dyskusji na ten temat, choć
ta dyskusja musi być wywołana i jak sądzę właśnie za pośrednictwem polskich mediów, „Naszego Dziennika”, sprawa ta zostanie odnotowana.

Jeśli celem Berlina i Paryża jest Unia
pod dyktando tych stolic – tak jak Pan to zarysował, to czy uzasadnione nie jest pytanie o sens uczestniczenia w projekcie, mechanizmie, gdzie pozostałe państwa członkowskie są kwiatkiem do kożucha
dla Niemiec i Francji?

– To jest dobre pytanie, dlatego że po cichu, na zapleczu cały czas trwa proces kuszenia mniejszych państw, aby współdziałały z Niemcami, bo to zagwarantuje im jakieś profity. Dlatego bardzo się obawiam tej podskórnej, nieoficjalnej polityki Berlina i Paryża, bo istnieje zagrożenie, że mniejsze państwa członkowskie mogą być kupowane. Oczywiście zobaczymy, jak się to zakończy.
Są jednak także inne kwestie, które myślę, że też ujrzą światło dzienne – mianowicie faktem jest, że Unia Europejska jest dzisiaj mocno zadłużona, potęguje to też bardzo skomplikowana sytuacja geopolityczna na świecie. Mamy wojnę na Ukrainie, ale też nowy konflikt na linii Izrael – Palestyna, o czym bardzo mocno się dyskutuje także na korytarzach brukselskich. Do tego dochodzi
w dalszym ciągu rosnąca inflacja w Unii Europejskiej, drożyzna żywnościowa i energetyczna. Są też pierwsze symulacje na temat tego, ile Unia będzie musiała spłacić
ze swojego długu, który został zaciągnięty. Chodzi
o to, że w nowych, proponowanych traktatach jest jeszcze jeden warunek, że Unia Europejska będzie mogła się zadłużać. Do tej pory nie było to możliwe, a wyjątkiem był kryzys covidowy. Generalnie Unia nie mogła zaciągać kredytu i żyć z długu. Jednak teraz w tych nowych traktatach pojawia się propozycja, żeby dług można było zaciągać. Tym samym chce się wpisać dług – i go urzeczywistnić – który został już zaciągnięty po covidzie jako stałe rozwiązanie w Unii Europejskiej. Zatem dług
jest zaciągany przez Komisję Europejską, a z tej puli będą mogły korzystać pokorne, uległe kraje, tak jak to ma miejsce w tej chwili w związku z Krajowym Planem Odbudowy.

Zatem to nic innego, jak system korupcyjny, który ma zostać ubrany w nowe traktatowe szaty?      

– Nie inaczej. Zapis o praworządności, zgodnie z którym jeśli Unia uzna, że jakiś kraj jest niepraworządny, to od razu straci on pieniądze, ma być podniesiony do wysokiej rangi. Zatem nie tak jak teraz, że jest dyskusja na Radzie Europejskiej, ale automatycznie – Unia będzie mogła uznać, że w danym kraju nie ma praworządności – czytaj nie rządzi lewica. Taki kraj nie otrzyma środków i koniec. Jak widać, przygotowywany, budowany jest unijny walec, który ma zmusić państwa członkowskie do wyborów rządów lewicowych. Jednak to może się nie udać. Otóż
w poniedziałek na posiedzeniu Komisji Budżetowej była dyskusja o długu Unii Europejskiej, który na koniec 2058 roku może sięgnąć 220 miliardów euro – i to są same odsetki. Przypomnę też, że od 1 stycznia 2027 roku rozpocznie się spłata 750 miliardów euro zaciągniętych na Krajowe Plany Odbudowy po covidzie. Zwracam uwagę,
jak ogromny jest dług i rodzi się pytanie, kto to spłaci,
kto to wytrzyma. Trwa też dyskusja, skąd wziąć pieniądze na pomoc Ukrainie. Jeśli Stany Zjednoczone wycofałyby się ze wsparcia militarnego i finansowego Ukrainy, byłby
to prawdziwy dramat. Co więcej, trwa presja, żeby te plany, także prace nad projektem zmian traktatowych,
nad kształtem instytucji unijnych zostały zakończone jeszcze w tej kadencji. Stąd pośpiech, bo po przyszłorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego, a wcześniej po wyborach krajowych układ sił może się zmienić i może być różnie. Jest wiele powodów, m.in. afera Katargate, rosnąca pozycja sił prawicowych w Europie,
i to wszystko może spowodować, że inna może być reprezentacja sił w Parlamencie Europejskim i nikt już nie będzie chciał słuchać liberalno-lewicowych mrzonek. Dlatego trwa tak mocny napór na przyjęcie rozwiązań, które tu i teraz trwale zmieniłyby Unię Europejską.      

                 Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki