Walka do samego końca
Poniedziałek, 9 października 2023 (16:11)Rozmowa z dr. Bogdanem Więckiewiczem, socjologiem z Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie
W niedzielę odbędą się wybory parlamentarne. Co na ostatniej prostej może zdecydować o wygranej bądź porażce jednego czy drugiego bloku?
– Słusznie pan redaktor zauważył, że tu chodzi o pewne bloki, bo w tej chwili, w tej głównej rozgrywce, mamy do czynienia ze starciem między Prawem i Sprawiedliwością i całą opozycją, która – przynajmniej część z nich – idzie do wyborów oddzielnie, ale tak naprawdę i wcale tego nie ukrywają, że myślą o jednym wspólnym rządzie. Ostatnie dni kampanii mogą być więc rzeczywiście decydujące. Również dzisiejsza debata przedwyborcza na antenie TVP, w której swój udział zapowiedział Donald Tusk, a także premier Mateusz Morawiecki, w zależności od tego, w jakim kierunku się potoczy, czy będzie merytoryczna, czy raczej emocjonalna, nastawiona na język agresji, z zastosowaniem technik erystycznych, to wszystko może zdecydować o tym, kto zyska bądź straci kilka punktów procentowych, które ostatecznie zaważą o wyniku. To, że w wyborach wygra Zjednoczona Prawica, wydaje się oczywiste i pewne, natomiast gra toczy się o to, czy zdobędzie samodzielną większość. Zdecyduje tu aktywność głównych ugrupowań w ostatnich dniach kampanii, ale również zdecydują media, w zależności jak będą przedstawiać oponentów politycznych oraz elektorat niezdecydowany albo tzw. elektorat miękki, czyli ten, który głosuje pod wpływem emocji. Można się więc spodziewać, że taka będzie kampania na ostatniej prostej, że będziemy świadkami gry na elektorat tzw. miękki. Możemy się więc spodziewać etykietyzacji przeciwnika, ośmieszania, dyskredytowania rywala, co ma zachęcić elektorat miękki do pójścia do wyborów lub pod wpływem negatywnej kampanii go zniechęcić.
Skoro mówi Pan o emocjach, to czy w ostatniej chwili możemy się spodziewać jakiejś wrzutki, która przeważy szalę na korzyść którejś z formacji?
– Tego zawsze można się spodziewać, zwłaszcza że w ostatnim miesiącu większość osób nie interesuje się polityką, nie śledzi wydarzeń kampanijnych na bieżąco. Natomiast w ostatnich dniach to zainteresowanie może się zwiększyć i ludzie jadąc samochodem, będą słuchać informacji wyborczych płynących z radia czy posiłkować się informacjami telewizyjnymi. Politycy mają tego świadomość, więc mogą się uciekać do tzw. wrzutek, które działając na emocje, mogą przeważyć szalę na ich korzyść. Teraz liczy się każdy głos, każdy ułamek, każdy punkt procentowy może zaważyć o tym, czy dane ugrupowanie będzie miało samodzielną większość w parlamencie, czy też nie.
Jak Pan Doktor wcześniej zauważył, mamy sporą grupę niezdecydowanych wyborców oraz osób, które na dzień dzisiejszy nie chcą głosować. Jak ich zachęcić do udziału w wyborach oraz tych, którzy decyzję o tym, na kogo oddać głos podejmują w ostatniej chwili?
– To jest właśnie główne zadanie sztabów wyborczych, aby zaktywizować tych niezdecydowanych albo tych, którzy w ogóle nie zamierzali pójść do urn. Jeśli chodzi o osoby niezdecydowane, to jest duża niepewność, bo w zależności, kto wśród niezdecydowanych będzie bardziej zmobilizowany, to może być plusem dla danego ugrupowania. Można też przypuszczać, że w dużych miastach spośród niezdecydowanych spora grupa – jeśli w ogóle pójdzie na wybory, to odda głos na opozycję. Jednocześnie jest to zadanie dla formacji opozycyjnych, jak je zmobilizować. Jest też problem z wyborcami w mniejszych miastach czy na wioskach, którzy chętnie zagłosują za formacją rządzącą. Do tego potrzeba też stworzenia odpowiednich możliwości, czyli dowiezienie do oddalonych lokali wyborczych osób starszych, dysfunkcyjnych, niepełnosprawnych. I na tym odcinku obserwowaliśmy aktywność i mobilizację rządu, aby umożliwić wszystkim uprawnionym udział w wyborach i podwozić do lokali tych ludzi. Takich zachęt jest wiele.
Czy sytuacja w Izraelu może mieć wpływ, może się jakoś przełożyć na wybory w Polsce?
– Ostatnie wydarzenia w Izraelu na pewno mogą być czynnikiem mobilizującym. Hasło Prawa i Sprawiedliwości „Bezpieczna przyszłość Polaków” ono jest dzisiaj aktualne bardziej niż kiedykolwiek. Sytuacja międzynarodowa, geopolityczna jest bardzo niepewna. Widzimy chociażby zarzewie nieporozumień między Izraelem a krajami arabskimi, bo przecież nie chodzi tu tylko o Palestynę, ale również włączył się w to wszystko Iran, podobnie prezydent Turcji Erdogan też jest aktywny i mówi o konieczności powstania państwa palestyńskiego, na co Izrael się oczywiście nie godzi. Swoją aktywność przejawiają również Stany Zjednoczone, które stoją po stronie Izraela i – jak słyszymy – wysyłają w rejon konfliktu swój okręt. Z drugiej strony za naszą wschodnią granicą toczy się regularna wojna rosyjsko-ukraińska. I w tej napiętej sytuacji bezpieczeństwo jest chyba kluczowym czynnikiem, a PiS chyba dość dobrze wyczuło ten moment, idąc do wyborów właśnie pod wspomnianym hasłem. Ważne jest bowiem zapewnienie bezpieczeństwa własnym obywatelom. To może być czynnik bardzo istotny, bardzo ważny – nawet dla tych, którzy nie do końca byli chętni czy przychylni Zjednoczonej Prawicy, ale widząc zagrożenia, jakie obecnie występują na świecie, mogą formacji rządzącej udzielić swojego poparcia, licząc na stabilizację.
Jeśli mowa o relacjach międzynarodowych i ich wpływie na wynik wyborów Polsce, to czy i jakim czynnikiem może tu być postawa prezydenta Zełenskiego i skarga Ukrainy na Polskę do Światowej Organizacji Handlu – (WTO) wprawdzie zawieszona, ale nie wciąż niewycofana?
– Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy kwestia ta może wpłynąć na wynik wyborów parlamentarnych w Polsce, ale niewątpliwie ta skarga ukraińska związana z embargiem na zboże – choć zawieszona, położy się rysą, która spowoduje, że relacje polsko-ukraińskie wejdą na zupełnie inną drogę, i staną się – mam nadzieję – bardziej realne. Wydawało się, że to będzie bardzo bliska, przyjacielska wręcz współpraca Warszawy i Kijowa oparta na wzajemnym zaufaniu, natomiast okazuje się, że nie do końca tak jest. Brak wdzięczności ze strony ukraińskich, władz z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim na czele, brak wdzięczności wobec kraju, który niósł tak olbrzymią pomoc militarną, także humanitarną Ukrainie, Polacy otworzyli swoje domy i serca dla uchodźców wojennych, i w tym świetle postawa braku wdzięczności i niezrozumienie wobec polskich interesów, to wszystko daje wiele do myślenia. I jeśli chodzi o aspekt wyborczy związany z tą kwestią, to tutaj największym beneficjentem może być Konfederacja, która od początku dosyć mocno wskazywała, że powinniśmy być bardzo ostrożni, jeśli chodzi o niesienie pomocy Ukrainie, a przynajmniej unikanie mocnego, oficjalnego wsparcia. Nie wiem, czy kwestia ta będzie miała większe przełożenie, ale tego też nie można wykluczać. Wydaje mi się, że jeśli ktoś na tym zyska, to właśnie Konfederacja.
W jakiej sytuacji Zjednoczona Prawica może odnieść taki wynik, który pozwoli jej na samodzielne rządy? Mam tu oczywiście na myśli rozstrzygnięcie, gdzie Trzecia Droga nie przekracza progu ośmiu procent i nie wchodzi do Sejmu, co premiuje zwycięzcę…
– Jeśli chodzi o wyniki wyborcze, wszelkie symulacje z tym związane, są oczywiście bardzo ciekawe i wydaje się, że póki co mało przewidywalne. Kampania wyborcza wchodzi na ostatnią prostą i może się jeszcze potoczyć w różnym kierunku. Jak widzimy, napięcie rośnie, kampania staje się bardzo ostra, momentami nawet brutalna i wszystko wskazuje, że język, jaki jest dziś używany, będzie jeszcze bardziej ostry. Ta pauperyzacja języka jest konsekwencją całej kultury dzisiaj panującej, procesu globalizacji, gdzie zanika kultura wyższa na rzecz niższej i podobnie rzecz ma się z językiem debaty. Do tego też dostosowują się politycy, którzy, aby trafić do jak najszerszego elektoratu, używają właśnie takiego języka. W związku z tym te emocje będą nam towarzyszyć do samego końca, do ciszy wyborczej.
A co z Trzecią Drogą?
– Jeśli zaś chodzi o Trzecią Drogę, a więc formacje Polskiego Stronnictwa Ludowego i Polski 2050, ale również Lewicy, to tak naprawdę żadna z tych formacji czy bloków nie może być na sto procent pewna wejścia do parlamentu. Lewica oczywiście nie idzie jako koalicja, a więc wystarczy, że przekroczy pułap pięciu procent, ale może to nie być wynik, na jaki liczą jej liderzy. Wszystko będzie zależało – jeśli chodzi o dzisiejszą debatę telewizyjną, gdzie można założyć, że Donald Tusk pójdzie vabank i stawiając wszystko na jedną kartę, może nieco zyskać. Znając go, można też z dużym prawdopodobieństwem założyć, że będzie w sposób agresywny atakował zarówno telewizję publiczną, jak i rządzących wykorzystując to, że jest w mediach publicznych. Z drugiej strony, w zależności od tego, jak ta debata będzie poprowadzona, jeśli będą dominować – a powinny – tematy gospodarcze, to tutaj na merytorycznej ścieżce osobą bardziej kompetentną jest premier Mateusz Morawiecki i na tej linii Donald Tusk może stracić. Jeśli zaś straci Tusk i Platforma, to zyska być może Lewica. Z kolei przy założeniu, że zyskuje Koalicja Obywatelska, z pewnością odbyłoby się to kosztem Trzeciej Drogi, której być albo nie być w przyszłym parlamencie będzie się wahało do samego końca. I jeżeli formacje Kosiniaka-Kamysza i Hołowni nie przekroczyłyby progu ośmioprocentowego i nie weszłyby do Sejmu, wówczas otworzyłaby się szansa dla Zjednoczonej Prawicy, aby trzeci raz z rzędu objąć rządy w Polsce. W tym całym rozważaniu nie należy zapominać, że pewnym ryzykiem dla PiS mogą być Bezpartyjni Samorządowcy, którzy w notowaniach sondażowych osiągają od dwóch do nawet trzech procent poparcia oraz Polska Jest Jedna, dla której poparcie wprawdzie jest niewielkie, bo oscyluje w granicach jednego procenta, ale ta formacja też może namieszać. W tym wypadku, w ostatecznej rozgrywce, każdy punkt procentowy jest ważny. Dlatego też końcówka tej kampanii wyborczej będzie bardzo ciekawa, interesująca i zapewne nas wszystkich trzymała będzie w niepewności do samego końca, do zamknięcia lokali wyborczych.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki