Szansa czy marnotrawstwo?
Wtorek, 2 kwietnia 2013 (02:14)Podczas tzw. drugiego exposé, w październiku ubiegłego roku, premier Tusk przedstawił nowy pomysł rządu na walkę z bezrobociem oraz na wspieranie rozwoju gospodarczego. Ma nim być program Polskie Inwestycje Rozwojowe (PIR).
Jest to pewna konstrukcja z zakresu inżynierii finansowej, której celem jest zwiększenie dopływu kapitału ze środków publicznych na finansowanie dużych projektów inwestycyjnych, głównie infrastrukturalnych.
Inwestycje w infrastrukturę kolejową, drogową, sieci energetyczne, wydobycie surowców są często mało atrakcyjne dla prywatnego biznesu ze względu na długi horyzont czasowy i niepewną stopę zwrotu. Także banki niechętnie otwierają linie kredytowe na inwestycje trwające 5-15 lat, kiedy to zmienia się koniunktura gospodarcza i polityczna.
Kapitał z akcji
Źródłem kapitału na współfinansowanie takich inwestycji mają być akcje spółek będących jeszcze w posiadaniu Skarbu Państwa na kwotę niemal 20 mld złotych. Planuje się przekazać akcje o wartości 10 mld zł do Banku Gospodarstwa Krajowego. Podwyższenie kapitału w BGK da mu możliwość emisji obligacji, także na rynku międzynarodowym i zdobycia w ten sposób dodatkowych środków na działalność kredytową oraz gwarancje i poręczenia kredytowe.
Kredyt – zdaniem Ministerstwa Skarbu Państwa jako pomysłodawcy – będzie wówczas bardziej dostępny dla inwestorów na większe projekty inwestycyjne.
Drugi strumień kapitału publicznego na planowaną kwotę również ok. 10 mld zł – w postaci drugiej puli akcji polskich spółek będących dziś w rękach Skarbu Państwa – ma trafić do nowo powołanej spółki pod nazwą Polskie Inwestycje Rozwojowe. Na obecnym etapie ma ona zgodnie z prawem spółek handlowych powołane władze i jest w trakcie rejestracji w sądzie. Zadaniem spółki Polskie Inwestycje Rozwojowe będzie opracowanie projektów inwestycyjnych oraz pozyskanie gotowych już projektów od inwestorów strategicznych.
Dla każdego z takich projektów będą tworzone spółki celowe, finansowane z pieniędzy przekazanych im przez PIR oraz ewentualnie w części ze środków samych inwestorów. W spółkach celowych Skarb Państwa ma mieć przez to swoje udziały, a zatem swoich przedstawicieli w ich organach np. w radach nadzorczych. O pieniądze publiczne w postaci kredytu z BGK, jak również współfinansowania projektów z PIR będą mogły wystąpić gminy, spółki z udziałem Skarbu Państwa, podmioty prywatne, także te z udziałem kapitału zagranicznego.
Po zakończeniu budowy (bądź jakiegoś jej etapu) spółka PIR będzie mogła wycofać się z projektu poprzez umorzenie jej udziałów lub sprzedaż np. na giełdzie.
Inżynieria finansowa
Zarysowana wyżej koncepcja zaangażowania środków publicznych na cele prorozwojowe jest zbyt ogólna i rodzi wiele wątpliwości natury ekonomicznej oraz prawnej. Podobny chwyt z zakresu inżynierii finansowej zastosowała amerykańska administracja rządowa, wspierając producenta baterii słonecznych kwotą 535 mln USD w formie gwarancji kredytowych, po czym firma ogłosiła upadłość i sprawą musiało zająć się Federalne Biuro Śledcze. Instrumenty inżynierii finansowej wykorzystano również na finansowanie projektów deweloperskich w budownictwie – od czego oficjalnie rozpoczął się kryzys finansowy w świecie.
Przede wszystkim biorąc pod uwagę dekoniunkturę w gospodarce europejskiej, należy bardziej ostrożnie podchodzić do zadłużania się BGK przez sprzedaż obligacji na rynku międzynarodowym, na którym można „utopić” każde pieniądze publiczne.
Zwiększenie dostępności kredytu na duże projekty inwestycyjne z udziałem środków publicznych powoduje „wypychanie” sektora prywatnego z dostępu do kredytu, gdyż wskutek zwiększonego popytu na pieniądz kredytowy banki podnoszą stopy procentowe. Można wyobrazić sobie sytuację, że większe inwestycje publiczne spowodują spadek inwestycji w sektorze przedsiębiorstw prywatnych, a zatem brak oczekiwanych skutków w postaci spadku bezrobocia czy wzrostu produkcji.
Słabnące tempo rozwoju gospodarczego nie sprzyja korzystnej wycenie akcji spółek Skarbu Państwa przeznaczonych na omówiony program, zaś dobrze służy oligarchii finansowej kupującej je często za bezcen. Rodzi się pytanie: czy przeznaczenie do sprzedaży tak dużej puli akcji Skarbu Państwa na blisko 20 mld zł, nawet jeśli nastąpi etapami, nie pogłębi jeszcze spadku cen akcji? Zgodnie z prawem podaży i popytu, jeśli podaż rośnie, spada cena towaru, w tym wypadku cena akcji.
Upłynnienie resztek majątku?
Czy w ten sposób resztki polskiego majątku nie rozpłyną się bezpowrotnie w spółkach i spółeczkach celowych? Jakie są szanse uzyskania pożądanych społecznie skutków w postaci m.in. rozbudowy infrastruktury, skoro rząd nie potrafił wykorzystać na ten cel dostępnych środków unijnych.
Rząd PO – PSL nie jest w stanie, z powodu swej nieudolności, wygenerować z budżetu środków na wsparcie rozwoju gospodarczego. Jedno jest pewne, że będąc na krawędzi magicznej granicy zadłużenia, sięga po resztkę majątku narodowego na współfinansowanie programów unijnych.
Ponadto po sprzedaży przedsiębiorstw państwowych pilnie poszukuje atrakcyjnych posad dla „swoich żołnierzy” po to, aby zatrzymać ich przy sobie. Przedtem zawsze można było ich usadowić w spółkach Skarbu Państwa, dziś właściciele zagraniczni nie kwapią się z zatrudnieniem u siebie „fachowców” z PO – PSL.
Czy nie będzie to tak, jak ze spółką do spraw budowy elektrowni atomowej w Polsce powołanej przez obecny rząd? Zatrudnieni w niej inkasują już dzisiaj dziesiątki tysięcy złotych uposażenia. Tymczasem okazać się może (co, daj Boże), że elektrownia atomowa w Polsce w ogóle nie powstanie.
Powodzenie projektu będzie zależało głównie od prowadzonej przez PIR polityki inwestycyjnej, kryteriów dostępu podmiotów do środków na inwestycje i zwykłej gospodarskiej ręki.
Znając gospodarność tego rządu, która zaowocowała ponaddwumilionowym bezrobociem, ponaddwumilionową emigracją młodych ludzi, bezrobociem ukrytym na wsi i umowami śmieciowymi, chaosem w służbie zdrowia, w szkolnictwie, na kolei, mam uzasadnione obawy o los polskiego kapitału przeznaczonego na eksperyment rządowy w postaci programu Polskie Inwestycje Rozwojowe.
Gabriela Masłowska