Przesłanie Michała Archanioła
Piątek, 29 września 2023 (19:31)W przedostatnim dniu września Kościół obchodzi święto Świętych Archaniołów Michała, Gabriela i Rafała.
Wybrał tak niezwykle
Początki kultu św. Michała Archanioła w Polsce sięgają zarania chrześcijaństwa, o czym świadczy pierwszy tekst liturgiczny datowany na 1027 rok. Za sprawą św. Jana Pawła II, który podczas środowych audiencji w roku 1986 wygłosił cykl katechez o „prawdzie należącej do Objawienia Bożego: o stworzeniu istot czysto duchowych, które Pismo Święte określa mianem «aniołów»”, oraz o trwającej ponad dziesięć lat peregrynacji figury św. Michała Archanioła z jego najstarszego sanktuarium na Gargano we Włoszech, nastąpiło nagłe i niespodziewane ożywienie, pogłębiła się też świadomość, że „aniołowie są wśród nas”.
To nagłe i niespodziewane ożywienie kultu pobudza do refleksji i postawienia zasadniczego pytania: Czy ten „starosta nieba, przesławny w bojach Michał”, ma coś do powiedzenia ludziom współcześnie żyjącym? A jeżeli tak, to co nam mówi?
Dobro albo zło
Uwzględniając nauczanie wielu świętych Kościoła, szczególnie św. Tomasza z Akwinu, nazywanego „Doktorem Anielskim”, i św. Jana Pawła II, a także odczytując znaki czasu, można być pewnym, że św. Michał Archanioł mówi to samo, co na początku stworzenia powiedział aniołom. W traktacie poświęconym aniołom Doktor Anielski stwierdza, że „poznanie anioła jest nieodwracalne. […] a wola jego lgnie do przedmiotu stale i niezmiennie”. Archanioł Michał jednym aktem rozumu poznał dobro, jednym aktem woli wybrał dobro i w jednej chwili jego wola została na zawsze i niezmiennie utrwalona w dobru. Swój wybór wyraził zawołaniem, które stało się jego własnym imieniem: „Michael – Któż (mi) jak (cha) Bóg (El)!”. To jedno zdanie, uznające Boga ponad wszystko i ponad wszystkich, jest dla niego najważniejsze. Wypowiedział je w momencie pierwszego sprzeciwu wobec Boga innego anioła, wołającego: „Nie będę służył!”. Opowiadając się za Bogiem i wołając „Któż jak Bóg!”, archanioł Michał w sposób pełniejszy wyraził i uzasadnił swój sprzeciw wobec pierwszego buntownika: „Ja będę służył!”. Ta postawa stała się wzorem dla jego aniołów: „Jestem sługą Boga i wy bądźcie tak jak ja jestem”.
W kontekście tamtego wydarzenia i tamtego wyboru nasuwa się pytanie, czy łatwo było dokonać wyboru i powiedzieć „Któż jak Bóg!”. Czy archanioł Michał nie miał żadnych trudności i oporów by stać się sługą Boga? Wszak do niego również była skierowana propozycja buntu. Tym bardziej że propozycja ta pochodziła od najwspanialszego ducha, pierwszego wśród wszystkich stworzonych duchów, najważniejszego, najwyższego między nimi. Przecież inni aniołowie, i to w niemałej liczbie, chętnie to uczynili. Mamy prawo do takich pytań, mamy obowiązek przyjrzeć się dokładniej nawet wówczas, „jeśli z powodu wzniosłości tajemnicy nie zdołamy jej w pełni objaśnić”.
Jak wyglądała próba wierności aniołów decydująca o całej ich szczęśliwości wiecznej? Jak przedstawiał się „tajemniczy, niemniej realny dramat, jaki dotknął anielskie stworzenia poddane całkowicie owej odwiecznej Mądrości miłującej, która z mocą (fortiter), a równocześnie z dobrocią (suaviter) wszystko prowadzi do spełnienia w królestwie Ojca, Syna i Ducha Świętego”? Czy coś o tym wiemy, skoro to było tak dawno, u początku stworzenia „rzeczy [istot, bytów] widzialnych i niewidzialnych”, jak wyznajemy w Credo?
Bóg jest dobrem najwyższym i nieskończonym. Widzieć Boga w Jego istocie, uczestniczyć w Jego Boskiej naturze – to ostateczna szczęśliwość stworzeń myślących. Święty Tomasz naucza, że „aniołowie nie posiadali od pierwszej chwili swego istnienia tej ostatecznej szczęśliwości, która przekracza zdolności natury” – tak anielskiej, jak i ludzkiej. „Dlatego zarówno człowiek, jak i anioł mają zasłużyć sobie na ową szczęśliwość”. I dalej uroczyście stwierdza, że „anioł stał się szczęśliwy po tym pierwszym akcie miłości (nadprzyrodzonej), którym zasłużył sobie na szczęśliwość”. Tak więc szczęście wieczne stworzonych duchów czystych zależało od tego „pierwszego aktu miłości”, który powinien być skierowany ku pierwszej przyczynie ich istnienia, ku Bogu Stwórcy. Tymczasem tak się nie stało. Anioł zgrzeszył pragnieniem, by być takim jak Bóg. W pierwszej chwili swojego istnienia aktem wolnego i nieodwracalnego wyboru nie uznał Boga za dobro najwyższe, lecz zwrócił się ku sobie. W „Contra gentes” św. Tomasz wyjaśnia, że „w aniołach grzech polegał na tym, że tak przylgnęli do własnego dobra, iż w nim widzieli swój cel ostateczny”. Święty Jan Paweł II niejako uzupełnia wypowiedź św. Tomasza, mówiąc: „Ojcowie Kościoła i teologowie mówią bez wahania o «zaślepieniu» doskonałością własnego bytu, które przesłoniło całkowicie wyższość Boga, wymagającą przecież aktu posłusznego oddania. W zwięzły sposób zdają się to oddawać słowa: «Nie będę służyć!» (Jr 2,20), które mówią o radykalnej i nieodwracalnej odmowie uczestnictwa w kształtowaniu królestwa Boga w stworzonym wszechświecie. «Szatan», duch zbuntowany, chce mieć własne królestwo, które nie jest królestwem Bożym, i mianuje się pierwszym «przeciwnikiem» Stwórcy, przeciwnikiem Opatrzności, antagonistą Mądrości miłującej Boga”. Święty Tomasz dodaje, że „grzech pierwszego anioła był przyczyną zgrzeszenia dla innych; nie przez ich zmuszenie, lecz przez namówienie”. A zatem archanioł Michał także był namawiany do grzechu. W jaki sposób? W trzykrotnym kuszeniu Jezusa na pustyni diabeł prowokował Go, namawiał i starał się odwieść od misji, jaką wyznaczył Mu Bóg. Posunął się tak daleko, że zażądał hołdu dla siebie! Chciał, żeby Jezus całą swoją miłość i oddanie Ojcu przeniósł na niego! Jezus nie uległ namowom, lecz pozostał wierny Prawu (za każdym razem podkreślał: „Napisane jest”) i woli Ojca, i „wtedy opuścił Go diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu” (Mt 4,1-11). Taką samą metodę przyjął szatan wobec Michała Archanioła; próbował nakłonić go do skierowania owego „pierwszego aktu miłości nadprzyrodzonej” ku sobie, nie ku Bogu. Gdyby posłuchał, gdyby uległ namowie, przyłączyłby się do grona zbuntowanych aniołów. Jednak św. Michał zwrócił się do Boga „całą wewnętrzną mocą swojej wolności, a moc ta nazywa się właśnie «miłość»”, i zwyciężył.
Pochlebstwo i pierwsze zwycięstwo
Generalnie człowiek lubi być chwalony, słuchać komplementów. Czuje się wówczas dowartościowany, lepszy. Być może szatan zaczął delikatnie od pochlebnych słów i wychwalał wspaniałość archanioła Michała: „Jesteś jak gwiazda jutrzenki. Nikt nie może zasłonić twego blasku, nawet Najwyższy, któremu my już nie służymy”. Czy słysząc taką pochwałę, ten czysty, piękny duch nie zastanawiał się? Czy w jego anielskim umyśle nie pojawiły się wątpliwości? Czy w głębi swego jestestwa nie pojawiła się iskierka buntu? Natychmiastowa była jego reakcja na zdradliwy plan Lucyfera. Archanioł Michał nie dał się „zaślepić” i ze świętym oburzeniem, silnie wymachując mieczem – jak przedstawiają to liczne obrazy i peregrynująca figura z Gargano – zdecydowanie przeciwstawił się: „Ja jestem tylko odbiciem Stwórcy, Jego piękna, Jego mądrości! Któż jak Bóg!”. To było jego pierwsze zwycięstwo. Zwycięstwo nad sobą samym: największy jest ten, kto zwycięża samego siebie. Ono przyniosło św. Michałowi Archaniołowi pierwszą zapłatę, najpiękniejszą nagrodę: uczyniło z niego na zawsze wiernego sługę Boga.
Obietnice i drugie zwycięstwo
Skoro pochlebstwem nie udało się pozyskać św. Michała, to może obietnicą? To bardzo częsty sposób na zjednanie zwolenników dla jakiejś sprawy, idei, partii. A najczęściej jest tak, jak mówił Mikołaj Rej: „Cici, pyci, będą (z tego) nici”. Bo jak przekonująca była obietnica, którą usłyszeli Adam i Ewa: „gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło”. Spożyli i „otworzyły się im obojgu oczy, i poznali, że są nadzy” (Rdz 3,1-7). Wielkie i tragiczne w skutkach rozczarowanie!
Może Lucyfer obiecał św. Michałowi jakąś nagrodę, zapłatę, stanowisko za przyłączenie się do niego? Może pokazał mu wielką rzeszę już przyłączonych do niego aniołów, którym zaimponowały jego postawa i akt sprzeciwu? Może w końcu zaproponował: „Jak do nas dołączysz, możesz nad nimi panować”?. Archanioł Michał rzucił spojrzenie na ciemne wojsko Lucyfera. To ci, którzy „zamiast pełnego miłości przyjęcia Boga – odrzucili Go w złudnym poczuciu samowystarczalności, w duchu sprzeciwu, czy wręcz nienawiści, która przerodziła się w bunt”. I znowu zadrżał. Nie z powodu słabości, lęku, ale z powodu odejścia od Boga tylu aniołów, z powodu ich zawziętości, nieufności do Stwórcy, z powodu zdrady Najwyższego. I znów przeciwstawił się: „Jak, Lucyferze, możesz dawać obietnice i przyrzekać wierność w ich spełnieniu, skoro okazałeś się niewierny?! Twoje obietnice są bez pokrycia. Jesteś ojcem kłamstwa. Dla mnie nic nad Boga! Któż jak Bóg!”. I tym razem szatan „nie przemógł” (Ap 12,8). To było drugie zwycięstwo św. Michała Archanioła. Zwycięstwo nad aniołem światła, który przez swój upadek stał się aniołem ciemności i spadł „z nieba jak błyskawica” (Łk 10,18). A nagrodą za to zwycięstwo jest władza nad Lucyferem i jego upadłymi aniołami. Wierny sługa Boga otrzymał „klucz od czeluści i wielki łańcuch w ręce” (Ap 20,1).
Wątpliwości i trzecie zwycięstwo
Są w życiu sytuacje, w których zawodzą nasze nadzieje, zaczynamy wątpić i wówczas przegrywamy. Jesteśmy podobni do uczniów idących do Emaus, którzy zwątpili, bo „się spodziewali” (Łk 24,21), a tymczasem wszystko rozwiało się jak dym. Może archanioła Michała ogarnęły wątpliwości, gdy oglądał swoje zastępy? Może po raz trzeci zadrżał nie ze słabości, ale ze smutku, gdy widział przerzedzone anielskie szeregi, gdy widział, jak wiele anielskich gwiazd spadło? A wśród nich Lucyfer, którego imię w tłumaczeniu św. Hieronima fragmentu Iz 14,12 znaczy „jaśniejąca gwiazda, syn Jutrzenki” (od łac. lux – światło, i fero – niosę). Lucyfer – ten, który był największą stworzoną inteligencją! Czy miejsce tych zgubionych na całą wieczność aniołów zostanie puste? Jaki wobec tego był sens stwórczego aktu Boga, który „widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1,31), który duchy czyste zaprosił do uczestnictwa w życiu Trójcy, do wiecznej przyjaźni ze sobą, do zjednoczenia ze sobą przez miłość? A może, kontemplując Oblicze Stwórcy, poznał przyszłość, ujrzał miejsca upadłych aniołów, miejsca, które nie będą puste, które będą zajęte przez ludzi tworzących z Synem Bożym i Człowieczym jedno Ciało Mistyczne? I niebo znowu będzie pełne, „tłum wielki […], z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem” (Ap 7,9). „I będą oni Jego ludem, a On będzie «Bogiem z nimi»” (Ap 21,3). A więc potęga szatana nie jest nieskończona, a jego królestwo to wieczne urojenie. Oto ostatnia największa cena zwycięstwa, zwycięstwa nadziei. Z ogromną radością zwyciężał po raz trzeci, pytając zarazem Lucyfera: „Czy ty mógłbyś stworzyć piękniejsze niebo, w którym ja, wierny sługa Boga, będę najwyższym wodzem wśród aniołów i ludzi – zawsze wiernych Bogu jak ja?”. A on, oniemiały, dostrzegł to, co powtórzy się na polach Betlejem, że „nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami” (Łk 2,13) pełnymi pokory, zachwytu, czci, słowami, które nigdy nie przeminą: „Któż jak Bóg!”.
Archanielskie przesłanie
Chcąc zrozumieć, co mówi nam dziś św. Michał Archanioł, trzeba mieć czujne ucho i słuch bardzo wrażliwy. Po pierwsze mówi nam, że „walka, która na niebie kiedyś się odbyła, dotąd się jeszcze w świecie Bożym nie skończyła. Ciemność walczy ze światłością, zło się ciągle sroży i chce świat opanować, znieść porządek Boży”. To walka z tym, który chce wykluczyć prawdziwego Boga ze świata ludzi i sam uczynić siebie ich bogiem. Wielu jest tego świadomych. Szatan został strącony na ziemię, a nie do piekła, „a z nim strąceni zostali jego aniołowie” (Ap 12,9). Zło weszło w ludzkość, jak niegdyś w czyste duchy, i osłabiło ludzką naturę. Walka „dzielnego w walce” archanioła jest naszą walką. „Walka ta, w miarę zbliżania się kresu, będzie stawała się poniekąd coraz bardziej gwałtowna” – mówił św. Jan Paweł II. Zwycięstwo św. Michała Archanioła jest naszym zwycięstwem. Zwycięstwo nad szatanem staje się naszym zwycięstwem za każdym razem, gdy pokonujemy zakusy złego i jego zwolenników. Nie można zapomnieć, że tak długo, jak ludzkość będzie na ziemi, będą dwa obozy: obóz Chrystusa – ze sztandarem niesionym przez św. Michała Archanioła, i obóz Lucyfera. Każdy decyduje, do jakiego obozu chce należeć: czy służyć Bogu i Jego sługom, czy Lucyferowi i jego sługom. Jak w przypadku św. Michała Archanioła, tak i nasz wybór ma być decydujący. Ale nasza sytuacja jest korzystniejsza, bo św. Michał Archanioł „nie miał przykładu w pełnieniu woli Bożej, a jednak spełnił wiernie życzenia Boże” – zapisała w Dzienniczku św. Faustyna. Patrząc na św. Michała Archanioła, który stanął po stronie Boga, mamy starać się, by „stać po stronie Chrystusa”.
Po drugie przypomina nam – przez swoje słowa i przykład – tę prawdę, że służyć Bogu to znaczy panować. Przyrzekaliśmy tę służbę przy chrzcie św. i zobowiązujemy się do niej, gdy powtarzamy każdego dnia: „Ojcze nasz, […] bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”.
Jesteśmy sługami Boga
Na czym polega nasza służba Bogu? Autor Listu do Hebrajczyków pyta retorycznie: czy wszyscy aniołowie nie są „duchami przeznaczonymi do usług, posłanymi na pomoc tym, którzy mają posiąść zbawienie?” (Hbr 11,14). Posługa aniołów jest posługiwaniem na rzecz ludzi – dziedziców zbawienia. Nie pomniejsza ich godności. Jest ich przywilejem, skoro sam Jezus stał się „Sługą Pańskim” (Iz 42,1-9), stwierdzając: „Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mk 10,45). Dlatego zachęca nas: „Kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną” (J 12,26). Chrześcijaństwo jest służbą na wzór Jezusa dla zbawienia wielu. Dobrze rozumiał to apostoł Paweł, pisząc: „stałem się niewolnikiem wszystkich, aby tym liczniejsi byli ci, których pozyskam” (1 Kor 9,19). Im wyżej ktoś stoi, tym bardziej musi być sługą: „Kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich” (Mk 10,44).
Droga służby nie jest łatwa i życie tego, kto pragnie służyć, nie jest usłane różami. Jakże aktualne są i dziś słowa Apostoła Narodów: „stajemy się sługami Boga przez wszystko: przez wielką cierpliwość, wśród utrapień, przeciwności i ucisków, w chłostach, więzieniach, podczas rozruchów, w trudach, nocnych czuwaniach i postach, przez czystość i umiejętność, przez wielkoduszność i łagodność, przez objawy Ducha Świętego i miłość nieobłudną, przez głoszenie prawdy i moc Bożą, przez oręż sprawiedliwości zaczepny i obronny, wśród czci i pohańbienia, przez dobrą sławę i zniesławienie. Uchodzący za oszustów, a przecież prawdomówni, niby nieznani, a przecież dobrze znani, niby umierający, a oto żyjemy, jakby karceni, lecz nie uśmiercani, jakby zawsze smutni, lecz zawsze radośni, jakby ubodzy, a jednak wzbogacający wielu, jako ci, którzy nic nie mają, a posiadają wszystko” (2 Kor 6,4-10).
W służbie Boga jest przy nas sam Chrystus Król, Głowa Kościoła, jest Jego i nasza Matka, Królowa niebios i Królowa Aniołów, jest św. Józef, Opiekun Kościoła, jest św. Michał, Wódz niebieskich zastępów, Książę walczącego Kościoła. Maryja i Michał są naszymi sługami i pomocnikami! Maryja, która powiedziała: „Oto ja, służebnica Pańska”, Michał, którego dewizą jest „Któż jak Bóg!”. Maryja i Michał mają pod swymi stopami „wielkiego Smoka, Węża starodawnego, który się zwie diabeł i szatan” (Ap 12,9). Maryja i Michał są obok siebie w modlitwie Kościoła. Maryja i Michał są na Jasnej Górze Zwycięstwa (przy obu wejściach na teren jasnogórskiego sanktuarium są dwa wizerunki św. Michała Archanioła: figura i mozaika). Są przy nas, zachęcając do walki, służby, codziennych zwycięstw. Czy warto? Tak! Oni wiedzą, że warto. Zbawiciel bowiem przyrzeka: „Gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec” (J 12,26).
Ks. Karol Dąbrowski
Ks. Karol Dąbrowski