Czyżby Kijów ponad naszymi głowami dogadał się z Brukselą?
Piątek, 22 września 2023 (15:46)Rozmowa z dr. Bogdanem Więckiewiczem, socjologiem z Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie
Czy postawa prezydenta Wołodymyra Zełenskiego i kontrowersyjne słowa, jakie wypowiedział podczas sesji Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych, były początkiem końca strategicznego partnerstwa Polski z Ukrainą?
– W Nowym Jorku Zełenski oświadczył, że „przyjaciele odgrywają teatr solidarności z Ukrainą, a tak naprawdę pomagają Moskwie”. I choć słowo „Polska” tam nie padło, to wygląda to bardzo źle. Sytuacja jest trudna i dla wielu niezrozumiała – choćby dlatego, że Polska była jednym z tych krajów, który od początku rosyjskiej napaści na Ukrainę niósł zaatakowanemu państwu pomoc. Chodzi o pomoc humanitarną, materialną dla milionów ukraińskich uchodźców wojennych, także o pomoc militarną, i to w momencie, kiedy inni się wahali, a Niemcy oferowali... hełmy. Polska stała się także hubem, przez który wszelka pomoc docierała na Ukrainę. Jest też oczywiste, że każdy kraj broni swoich interesów, interesów własnych obywateli, ale też nie można zapominać, że koszty, jakie poniosła i wciąż ponosi Polska – jeśli chodzi o pomoc Ukrainie – są ogromne. Natomiast postawa prezydenta Zełenskiego i Ukrainy jest mocna i niezrozumiała. Reakcja Ukraińców jest skrajnie nieuprawniona, krzywdząca, a wypowiedzi, jakie padły na forum ONZ, są niepokojące, zwłaszcza że wiele krajów, które od początku nie pomagały Ukrainie, a wprost przeciwnie: chciały ugody z Rosją, one nie spotkały się z krytyką Kijowa. Polska natomiast – kraj, który niósł jedną z największych pomocy po Stanach Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii – otrzymała policzek.
Jak to tłumaczyć?
– Z jednej strony można by to tłumaczyć polityką –Zełenski chce wzmocnić swoją pozycję na Ukrainie, chce pokazać, że jest prezydentem zdecydowanym, twardym. Jednak z drugiej strony taka postawa może dać wiele do myślenia także innym państwom – że niewdzięcznikom może nie warto pomagać, skoro zamiast wdzięczności są takie gesty jak wobec Polski. Przecież embargo nałożone na ukraińskie zboże nie dotyczy tranzytu, który w dalszym ciągu może się odbywać do krajów chociażby afrykańskich. Natomiast reakcja władz Ukrainy, i to w obliczu wojny, kiedy zagrożenie ze strony Rosji jest olbrzymie, a pomoc dla Kijowa odbywa się przez Polskę, to – w mojej ocenie – poważny błąd polityczny. Przecież jeśli to wsparcie dla Ukrainy zostałoby wstrzymane, to aż trudno sobie wyobrazić, jakie mogłyby być konsekwencje i dalszy scenariusz tej wojny.
W Nowym Jorku miało dojść do spotkania prezydentów Dudy i Zełenskiego, ale nie doszło. Z kolei Ukraina twierdzi, że takiego spotkania nie planowała, nie powiodły się też próby spotkania polskich i ukraińskich dyplomatów. To nie brzmi dobrze?
– To bardzo dziwna sytuacja, zwłaszcza po tym, co słyszeliśmy wcześniej o sojuszach, o unii, o podpisywanych umowach partnerskich między Polską a Ukrainą. To wszystko w tym momencie – zdaje się – zostało zawieszone i pewnie stoi pod dużym znakiem zapytania, jeśli sytuacja nie zostanie wyjaśniona i nie wróci do normy. Stan nie jest dobry dla Ukrainy i dla Polski, bo z pewnością zostanie to wykorzystane przez Rosję, której zależy na destabilizacji, na skłóceniu Ukrainy zwłaszcza z tymi, którzy niosą pomoc dla Kijowa. Nie wiem, czy Ukraina tego nie dostrzega, że nie tylko Polska, ale również inne państwa mogą zweryfikować swoją pomoc i wsparcie, obawiając się, że – podobnie jak Polska – mogą się spotkać z brakiem wdzięczności i krytyką, jeśli to wsparcie – w ocenie władz ukraińskich – będzie niewystarczające. Tak czy inaczej relacje polsko-ukraińskie na pewno osłabły czy zostały nadwątlone. Co więcej, pod dużym znakiem zapytania staje ich przyszłość. Decyzja Polski, jeśli chodzi o podtrzymanie embarga na zboże, jest oczywiście podyktowana racjonalnością, zwłaszcza że ukraińskie zboże jest tańsze, tańsza jest także siła robocza, inne są też warunki, jeśli chodzi o uprawę, dlatego zalew tym zbożem polskiego rynku godziłby w interesy polskich rolników, którzy w sposób oczywisty przegrywaliby konkurencję. Jest zatem zrozumiałe, że polski rząd broni interesów polskich rolników. Żaden rząd nie może sobie pozwolić w uderzenie w swoje interesy, interesy własnych obywateli. Dlatego jest niepojęte, że tego nie dostrzegają władze ukraińskie, prezydent Zełenski. Tak czy inaczej na tym polu nasze relacje zostały mocno schłodzone i póki co trudno powiedzieć, w jakim kierunku sytuacja się rozwinie.
Ostatnio Ursula von der Leyen bardzo pozytywnie wyraża się o reformach na Ukrainie – kraju oligarchicznym ogarniętym korupcją – reformach, które raczej ciężko przeprowadzać w czasie wojny, a które mają zbliżyć ten kraj do członkostwa w Unii Europejskiej. Słyszymy też, że przed decyzją Komisji Europejskiej prezydent Zełenski rozmawiał z von der Leyen, dziękując jej później za zniesienie embarga. Czy ta decyzja nie jest rozgrywką między Brukselą a polskim rządem, do której wykorzystuje się Ukrainę, bo przecież to embargo powinna przedłużyć Unia, a nie Polska?
– Rzeczywiście tak to można odczytywać, bo teraz cała wina spada nie na Brukselę, ale na Polskę. Unia Europejska – nieprzychylna Polsce – wykorzystuje każdą sytuację, żeby w nas uderzyć, także tę sytuację. I może to być pewna gra Brukseli i Berlina. Nie można też wykluczyć, że Unia obiecała coś Ukrainie, a urzędnicy brukselscy robią wszystko, żeby nie pomagać Polsce – obecnemu rządowi, a wprost przeciwnie: żeby utrudniać życie także zwykłym Polakom. To nie jest tak, że krytyka czy odmawianie nam wypłaty środków z Krajowego Planu Odbudowy uderza jedynie w rząd Zjednoczonej Prawicy. Jest to działanie na szkodę Polski i Polaków, bo za te pieniądze można by przeprowadzić szereg inwestycji infrastrukturalnych itd. Tego oczywiście nie wiemy, ale można wnioskować na podstawie zachowania chociażby prezydenta Zełenskiego, że w tę grę przeciwko Polsce Brukseli udało się wmanewrować Ukrainę. Jest pytanie o cenę, czy i co zostało Ukrainie obiecane. Być może szybsza integracja z Unią Europejską? To zachowanie Ukrainy można do pewnego stopnia usprawiedliwić brakiem doświadczenia obecnej ekipy rządzącej w Kijowie i polityków, którzy być może nie znają pewnych meandrów, kulis, również konfliktów wewnątrz Unii Europejskiej, ale to w niczym nie usprawiedliwia zachowania wobec Polski – państwa, które bezwarunkowo stanęło po stronie napadniętej Ukrainy. Tak czy inaczej nie można wykluczyć scenariusza, że Komisja Europejska wykorzystuje Ukrainę do ataku na Polskę, bo wypowiedzi prezydenta Zełenskiego czy premiera Szmyhala były chyba zbyt śmiałe i chciałbym wierzyć, że nieprzemyślane. Zełenski, który mówi, że ktoś (w domyśle: Polska) przygotowuje scenę pod aktora z Moskwy, że służy to Putinowi, to zdaje się zapominać, który spośród krajów – jak nie właśnie nie Polska, prezydent Lech Kaczyński oraz rząd Zjednoczonej Prawicy – pokazywał już wcześniej, jak niebezpieczna jest Rosja, jakie ma agresywne plany i czym może się skończyć uległość wobec Putina. I jeśli teraz ktoś mówi w domyśle, że Polska czy inne kraje, które przedłużają embargo na ukraińskie zboże, grają w orkiestrze Putina, to zachowuje się w sposób niepoważny.
Jeśli Ukraina przegrałaby te wojnę, to nie ma chyba wątpliwości, kogo obarczy winą – nas, którzy otwarliśmy nasze granice, domy, serca dla uchodźców wojennych z Ukrainy?
– Postawa Polski i Polaków nie ma precedensu. Przecież ponad 15 milionów Ukraińców od dnia napaści rosyjskiej na ten kraj przekroczyło granicę Polski, znajdując tu schronienie i pomoc. Szacuje się, że około 2 milionów z nich zostało u nas, tu znalazło dom, pracę. Zaangażowanie państwa i zwykłych Polaków było i jest przeogromne. Ponadto ambasador RP jako jedyny spośród zagranicznych dyplomatów nie opuścił Kijowa po wybuchu wojny. Również zaangażowanie prezydenta Andrzeja Dudy, premiera Mateusza Morawieckiego, cała ta ofensywa dyplomatyczna, bez której nie byłoby tak szybkiego i ogromnego wsparcia dla Ukrainy. Również jako pierwsi dostarczyliśmy Ukrainie sprzęt wojskowy. Tym bardziej postawa Kijowa, prezydenta Zełenskiego, premiera Szmyhala jest niezrozumiała. Nie chcę mówić o braku wdzięczności, bo to jest już kwestia sumienia Ukraińców, ale takie zachowanie strony ukraińskiej powinno nam dać do myślenia, jak w przyszłości może wyglądać współpraca z Ukrainą. O ile ten optymizm po naszej stronie był bardzo duży, także jeśli chodzi o odbudowę Ukrainy ze zniszczeń wojennych, w czym Polska powinna uczestniczyć, ale to, co widzimy dzisiaj, jak zachowują się ukraińskie władze wobec Polski, to musi dawać wiele do myślenia. Kto wie, czy Ukraińcy zamiast na Polskę nie postawią przede wszystkim na firmy francuskie czy na Niemców, którzy – jak pamiętamy – długo trzymali stronę Moskwy, licząc na powrót do interesów gazowych z Rosją. To zwiastun tego, jak nasza współpraca z Ukrainą może wyglądać w przyszłości.
Czy nie popełniliśmy także błędu, nie domagając się od Ukrainy przeproszenia i rozliczenia się za ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej oraz wznowienia poszukiwań i ekshumacji ofiar ukraińskich zbrodni na Polakach?
– Próby rozmów ze stroną ukraińską w tych kwestiach były, była też zgoda na pojedyncze ekshumacje, na poszukiwanie miejsc grzebania polskich ofiar ukraińskich zbrodni. Mieliśmy też drobne gesty ze strony ukraińskiej – jak chociażby symboliczne odsłonięcie słynnych posągów lwów strzegących wejścia na Cmentarzu Orląt Lwowskich, co przez wiele lat było blokowane, a na co zgodę wyraził mer Lwowa Andrij Sadowy, który wcześniej wcale nie był przyjazny Polsce.
I chyba dalej nie jest, bo z jednej strony wyraża wdzięczność za pomoc Polski dla Ukrainy, a jednocześnie rok w rok bierze udział w obchodach rocznicy urodzin przywódcy ukraińskich nacjonalistów, zbrodniarza Stepana Bandery, wychwalając go i mówiąc – jak w styczniu br. – że na jego przykładzie wyrosło nowe pokolenie Ukraińców?
– Niestety, na Ukrainie wciąż obowiązuje fałszywa narracja, gdzie część Ukraińców – zwłaszcza na zachodniej Ukrainie – uważa Stepana Banderę za swojego bohatera. Wydawało się, że wojna to zmieni, bo Ukraińcy dzisiaj mogą mieć nowych, prawdziwych bohaterów walczących o wolność z rosyjskim najeźdźcą, ale widać duch banderyzmu w narodzie ukraińskim wciąż żyje. Są Ukraińcy, którzy wciąż odwołują się do Bandery i ideologii nacjonalizmu ukraińskiego, który zaowocował zbrodniami dziesiątek tysięcy niewinnych istnień ludzkich. Rozmowy polskich władz na tematy historyczne oraz na temat wznowienia ekshumacji były prowadzone, ale widać w sposób mało przekonywujący, zbyt delikatnie podnosiliśmy te kwestie. Być może wynikało to z sytuacji wojennej i uznaliśmy, że może nie wypada zbyt eksponować tego tematu, kiedy Ukraińcy giną na froncie, więc chcieliśmy się wykazać wrażliwością. Natomiast teraz wydaje się, że sytuacja może być jeszcze trudniejsza.
Ukraińcom wojna z Rosją nie przeszkadza w atakowaniu Polski i niestosownym zachowaniu się wobec naszego kraju?
– I to może być zwiastunem problemów dotyczących wyjaśnienia spraw zbrodni ludobójstwa ukraińskiego na Wołyniu, a także jeśli chodzi o wznowienie poszukiwań, ekshumacji i godnego pochówku ofiar ukraińskich zbrodni.