Ukraina pokazuje prawdziwe oblicze
Środa, 20 września 2023 (21:25)Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości
Prezydent Andrzej Duda uważa, że w związku z sytuacją na rynku zbóż w Europie Polska musi bronić swojego rynku, swoich rolników. Zełenski wydaje się tego nie rozumieć, a jego słowa podczas sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku, gdzie mówił, że przyjaciele odgrywają teatr solidarności z Ukrainą, a tak naprawdę pomagają Moskwie, że ktoś (w domyśle Polska) przygotowuje scenę pod aktora z Moskwy, brzmią dość niepokojąco?
– Chciałbym wierzyć, że prezydent Zełenski, wypowiadając te słowa, nie miał na myśli Polski.
Nie wypowiedział tego, ale chyba jednak myślał o Polsce?
– Miał czy nie miał, to jest pytanie dla nas, natomiast ton ostatnich wypowiedzi kilku polityków ukraińskich, bo oprócz prezydenta Zełenskiego także premiera Szmychala, nie napawa optymizmem, a ich wydźwięk jest zupełnie bezsensowny. Ktoś najwidoczniej zapomina, jak wiele Polska zrobiła dla Ukrainy w momencie, kiedy państwo to zostało zaatakowane przez rosyjskiego agresora. Nie wiem, czy nie jest tak, że ukraińscy oligarchowie, cały biznes ukraiński nie przekłada teraz wajchy na stronę niemiecką, bo słyszymy, że nagle Ursula von der Leyen zaczyna chwalić reformy na Ukrainie.
I ten wspólny ton szefowej Komisji Europejskiej oraz wypowiedzi Wołodymyra Zełenskiego, jakby nie było, współgrają ze sobą. Mam więc podejrzenia, że zaczyna wychodzić – w różnego rodzaju sytuacjach – porozumienie niemiecko-ukraińskie, co jest groźne. Jako Polska od początku konfliktu rosyjsko-ukraińskiego wyłożyliśmy bardzo dużo pieniędzy, przekazaliśmy masę sprzętu wojskowego, także pomocy humanitarnej, otworzyliśmy nasze granice, serca i domy dla uchodźców wojennych
z Ukrainy, a teraz słyszymy i widzimy, że wielu polityków ukraińskich niestety o tym zapomniało, co więcej, próbuje obarczyć Polskę winą za embargo na ukraińskie zboże. Tyle tylko, że my nie jesteśmy niczemu winni, nie jesteśmy przeciwko tranzytowi i wywożeniu tego zboża do głodujących państw Afryki, ale musimy zadbać, żeby to zboże nie pozostawało w Polsce i nie zakłócało naszego wewnętrznego rynku, bo to uderza w polskich rolników.
Niestety, te wszystkie wypowiedzi antypolskie czy paraantypolskie, jak w przypadku prezydenta Zełenskiego, powinny zostać zrewidowane, co więcej, należałoby zrobić jakieś podsumowanie tego, co Polska zrobiła dla Ukrainy. Rozumiemy, że trwa wojna, pomagamy naszemu wschodniemu sąsiadowi, ale nie możemy przez to niszczyć naszego potencjału rolniczego i działać przeciwko naszemu bezpieczeństwu żywnościowemu.
Zaplanowane na wczoraj w Nowym Jorku spotkanie prezydentów Dudy i Zełenskiego też się nie odbyło. Oficjalnie jako przyczynę podano napięty harmonogram wydarzeń. Ale czy postawa prezydenta Zełenskiego i jego słowa to nie jest początek końca strategicznego partnerstwa z Ukrainą?
– Chciałbym wierzyć, że najważniejsze osoby w państwie polskim i ukraińskim usiądą do stołu i każda ze stron pokaże, jakie są realia oraz jakie są szanse na polubowne załatwienie spraw, które nas dzielą, a niedomówienia zostaną wyjaśnione. Jednak do tego potrzeba woli dwóch stron, trzeba też stanąć w prawdzie, opierać się na faktach, a te są takie, że to Polska pomagała, pomaga Ukrainie, że to my jako pierwsi na arenie międzynarodowej zaapelowaliśmy o pomoc dla napadniętej Ukrainy, że to my byliśmy zawsze na czele koalicji i inicjatywy na rzecz wsparcia Ukrainy.
Teraz kwestia zboża i reakcja państwa polskiego spowodowała konflikt, który ktoś próbuje wygrać dla siebie. W tle są wielkie kampanie rolnicze, m.in. niemieckie, holenderskie, włoskie, które na Ukrainie zasiewają setki tysięcy hektarów, eksportują zboże,
i to one, mając na uwadze własne biznesy – a że to zboże wyprodukowane na Ukrainie jest sporo tańsze – chciałyby upłynnić je m.in. na polskim rynku. My jednak mamy swoich rolników, swoje zboże i najwyższe władze Ukrainy – prezydent czy premier – powinny to brać pod uwagę i nie podsycać złych nastrojów, tylko widzieć całość relacji polsko-ukraińskich. I do tego potrzebne jest spotkanie, na którym obie strony usiądą przy stole i powiedzą, co kto dla kogo zrobił. Natomiast Polska nie może być poszkodowana, nie może być kolejną ofiarą agresji Putina, a Ukraińcy nie mogą się do tego przyczyniać. Stąd rozumiem twarde stanowisko polskich władz i popieram także stanowisko względem Ukrainy.
Posunięcie Kijowa, który skierował skargę na Polskę do Światowej Organizacji Handlu (WTO), a także zapowiedź embarga na polskie produkty, m.in. warzywa, trudno odczytywać jako przyjacielskie gesty?
– To jest bardzo poważna sprawa, która nawet w aktach historycznych zostanie zapisana. Otóż Polska poniosła duże ofiary i wyrzeczenia na rzecz Ukrainy, a państwo, któremu pomagamy, dosłownie zaczyna nas kopać na arenie międzynarodowej. I wobec tego nie można przejść obojętnie, nie możemy milczeć, ale musimy mówić, że Ukraina w tym wypadku po prostu działa na naszą niekorzyść. Stąd uważam, że ze strony naszych władz powinna pójść bardzo zdecydowana odpowiedź, że nie wycofamy się z tego embarga i działań na rzecz polskich rolników w kierunku ochrony polskiego rynku żywnościowego. Ale możemy też podjąć kolejne kroki, które będą jednoznacznie wskazywały na to, że nie zamierzamy być kozłem ofiarnym i ofiarą ukraińskich działań na międzynarodowej arenie.
Zdaje się, że min. Przydacz mówił, iż skoro Ukraina odpycha ręce, które jej pomagają,
i będzie dalej tak działać, to powinna też pamiętać, że to Polska jest państwem tranzytowym dla Kijowa…
– Widać, że Ukraina w tej chwili nie przebiera w środkach, pewnie chcąc wejść w łaski Ursuli von der Leyen, która może jej obiecywać wcześniejszą akcesję do Unii Europejskiej. Świadczyć o tym mogą słowa szefowej Komisji Europejskiej, która wysoko oceniła reformy na Ukrainie. Osobiście tego tak nie odczuwam – być może nie jestem aż tak na bieżąco, jeśli chodzi o sprawy Ukrainy, ale wiem jedno, że w czasie wojny trudno jest przeprowadzać reformy, zwłaszcza w państwie, gdzie korupcja była posunięta bardzo daleko. Dlatego nie bardzo wiem, co miała na myśli Ursula von der Leyen, czy czasem nie chodzi o to, żeby powoli przyciągać Ukraińców w stronę Unii liberalnej, Unii lewicowej. I to też polski rząd powinien wziąć pod uwagę, i bacznie obserwować wydarzenia międzynarodowe, które w tej chwili stawiają Polskę
w trudniejszej sytuacji. Nasze stanowisko musi być zatem jasno wyartykułowane. My chcemy od Ukrainy uczciwej współpracy i rzetelnej oceny naszego zaangażowania w pomoc temu państwu walczącemu z rosyjskim agresorem, a nie donosów na nas do organizacji międzynarodowych, jak w tym wypadku do Światowej Organizacji Handlu (WTO).
Swoją drogą, jeśli Zełenski wierzy w jakiekolwiek słowa czy deklaracje Ursuli von der Leyen, to znaczy, że jest kiepskim politykiem?
– Pamiętajmy, że to jest aktor. Swoją drogą po ataku Rosji na Ukrainę podziwialiśmy jego upór, zaangażowanie, ale ile dzisiaj w nim jest polityka, a ile aktora, i czy nie ma
w zanadrzu innych sojuszów poza Polską, żeby nie powiedzieć – przeciw Polsce, to trudno wyczuć. Od tego są odpowiednie służby państwa polskiego, żeby się w ten temat wgryźć i dowiedzieć się, jakie są fakty. Tak czy inaczej ze smutkiem stwierdzam, że jego wystąpienie na sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku było pewnego rodzaju atakiem na nas, i choć nie wymienił Polski z nazwy, to ta narracja i ten ton są niedopuszczalne. Tę narrację Ukraina musi zmienić, bo w innym wypadku będziemy się domyślać najgorszych rzeczy.
Czy nie było błędem niedomaganie się od Ukrainy – już na początku tej wojny – przeproszenia i rozliczenia się za ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce? Teraz chyba nie będzie na to szans. Pana zdaniem nie był to błąd polskich władz?
– Dzisiaj, po fakcie, jesteśmy mądrzejsi. Jednak wydaje się, że w tamtych okolicznościach nie można było wyciągać tych rzeczy, zwłaszcza kiedy nikt nie wiedział, ile Ukraina przetrwa, czy się nie podda. Fakty są takie, że gdyby wsparcie dla Ukrainy nie napływało z zewnątrz, także z Polski, która – jak wiemy – stała się i jest do dzisiaj hubem wszelkiej pomocy militarnej, humanitarnej itd., gdyby nie zaangażowanie Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, to różnie mogło być. Ukraina mogła się poddać, rozpaść…
To prawda, ale jedno drugiego przecież nie wykluczało. Wsparcie, a jednocześnie oczekiwanie jasnej deklaracji w sprawach rozliczeń historycznych, decyzji
o wznowieniu ekshumacji ofiar ukraińskich zbrodni, a więc tego, co dawno powinni zrobić?
– Czas na taką presję i załatwienie tych spraw był pewnie i wcześniej, jeszcze przed napaścią rosyjską na Ukrainę, natomiast tego nie zrobiono i niestety dzisiaj wychodzi nam to bokiem. Nie chcę też za dużo gdybać, bo wiemy,
że była i jest wojna, Ukraina była zagrożona, stąd patrzyliśmy też na to, żeby Rosjanie nie poszli dalej na zachód, pod Lwów i pod Przemyśl, bo wtedy nasza sytuacja byłaby dużo gorsza. Jako Polska, Polacy zachowaliśmy się jak trzeba, ale nie spodziewaliśmy się
– i to jest dla nas nauczka na przyszłość – dzisiejszej reakcji ze strony władz Ukrainy.
Przecież jeśli już mówimy o tym zbożu, to należy pamiętać, że nie jest to zboże produkowane przez ukraińskich rolników, ale przez wielkie kampanie biznesowe, które działają na Ukrainie, i dzisiaj widać, że władze ukraińskie mogą być pod wpływem tych zachodnich koncernów i biznesów francuskich, holenderskich, niemieckich, dla których liczy się tylko pieniądz, a nie wojna i ginący ludzie czy krzywdy, jakich doznają. Nie interesuje ich też sytuacja krajów przyfrontowych, ale tylko zysk ze sprzedaży zboża. Tak czy inaczej błędy – jeśli chodzi o polską dyplomację – na pewno zostały popełnione, ale powinniśmy wyciągać wnioski i uczyć się na błędach. Oczywiście nie zatrzaskiwałbym w tej chwili drzwi, ale skupiłbym się na analizie błędów i wyciągnięciu właściwych wniosków. Dlatego teraz musimy sprawy stawiać otwarcie, twardo, bardzo jednoznacznie, a otwarte, gorące serca, umysły
i emocje ostudzić – zresztą zrobili to już sami Ukraińcy –
i zacząć dbać przede wszystkim o nasze interesy.
Na początku przyszłego roku kończą się ulgi i świadczenia dla Ukraińców i jak powiedział rzecznik rządu, na dziś nie ma decyzji o ich przedłużeniu...
– Bardzo mi się podoba to stanowisko, które ze wszech miar popieram. Nie może być tak, że będziemy w nieskończoność nadstawiać pierś, głowę czy pomocną dłoń, a ktoś będzie nas po tej dłoni bił. Tak być nie może.
Powrócę jeszcze do embarga na ukraińskie zboże, przecież powinna je przedłużyć Komisja Europejska, a nie Polska. Fakt,
że tego nie zrobiła, zostawiając to Polsce, nie jest celową zagrywką, żeby nas jeszcze bardzie skłócić z Ukraińcami?
– Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Zgadzam się z panem redaktorem, że jest to celowa zagrywka unijnych elit. Skonfliktowanie Polski z Ukrainą to jest niewątpliwie cel Komisji Europejskiej, tym bardziej że w Polsce trwa kampania przed wyborami parlamentarnymi, a Brukseli
i Berlinowi zależy, żeby do władzy powrócił Tusk ze swoją ekipą. Dlatego działają na zasadzie: im gorzej w Polsce, tym lepiej dla Komisji Europejskiej, dla Ursuli von der Leyen i dla Niemców. Dlatego nasze sojusze muszą być opierane na partnerach, którzy rozumieją naszą sytuację. Właściwe w tym względzie stanowisko zajmują – jak na razie – Stany Zjednoczone. Dlatego należy się spodziewać, że Komisja Europejska będzie dokuczać Polsce, my powinniśmy jednak robić swoje, pilnować polskich spraw
i interesów, także interesów polskich rolników.