• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Zełenski nie mógł dać Putinowi lepszego prezentu

Poniedziałek, 18 września 2023 (08:26)

Rozmowa z Andrzejem Maciejewskim, politologiem

Polska nie zgadza się z decyzją Brukseli i przedłuża zakaz wwożenia ukraińskiego zboża do Polski. Podobnie zrobiły już Węgry i Słowacja, a Rumunia ma zdecydować do 18 września. Jak rozumieć stanowisko Komisji Europejskiej?

– Zacznijmy od tego, że ta decyzja i embargo dotyczą zakazu wwożenia ukraińskiego zboża do Polski, ale nie dotyczy tranzytu, który może się swobodnie odbywać przez tzw. korytarze solidarnościowe. To jest istotna różnica, o której się często nie mówi, tym samym próbując atakować polski rząd, odsądzając go od czci i wiary. Zatem tranzyt monitorowany w sposób rygorystyczny był sprawdzany i jest utrzymany. Jeśli ktoś przeinacza ten fakt, to po prostu kłamie. I to jest pierwsza rzecz, którą podnosząc ten temat, należy podkreślić. Importerzy, którzy mają potrzebę wspierać głodujące kraje Bliskiego Wschodu czy Afryki, mogą to bez przeszkód dalej czynić. Natomiast przemilczenie tego faktu ma na celu zrobienie z Polski wroga numer jeden Ukrainy, co nie jest prawdą. Polska na dzisiaj powiedziała jedno: nie ma zgody na handel i sprzedaż na terenie naszego kraju ukraińskiego zboża. To jest obrona interesów polskich rolników.

Zełenski z takim zapałem walczy o prawa Ukraińców, może więc warto przypomnieć w czyich rękach w ogromnej większości jest ukraińska ziemia i uprawy zbóż? Przecież wcale nie chodzi tu o rolników, jakich znamy z naszego krajowego podwórka?

– Dokładnie tak. Mówiąc o rolnictwie na terenie Ukrainy, warto pamiętać, że nie jest to rolnictwo, jakie znamy z Polski. U nas największe gospodarstwo rolne ma bodajże około 12 tys. ha, a na Ukrainie gospodarstwa rolne są w rękach miliarderów, którzy mają dziesiątki tysięcy, a nawet setki tysięcy hektarów ziemi. Ukraina – owszem –stoi rolnictwem, stoi zbożem, ale stoją za tym potężne firmy holenderskie, francuskie, niemieckie, obszarnicy, a także oligarchowie ukraińscy obracający wręcz miliardami, co więcej – niejednokrotnie wciąż powiązani z Rosją. I to jest clou problemu, o którym nie wolno zapominać.

Zatem w czyim interesie działa Komisja Europejska, zdejmując unijne embargo na ukraińskie zboże?  

– Na pewno nie w interesie zwykłych Ukraińców. Zresztą tu nie ma mowy o interesach ukraińskich, ale są to dobrze pojęte interesy lobbystów i firm zagranicznych – unijnych, które masowo ściągają zboże także na teren Unii Europejskiej. To jest dla nich wygodne choćby z tego względu, że na terenie Ukrainy nie obowiązują normy i obostrzenia unijne. Zatem to, z czym muszą się zmagać np. polscy rolnicy, co wynika z norm unijnych, to na terenie Ukrainy nie obowiązuje. I teraz cała rzecz polega na tym, że jeśli załóżmy Polska wpuszcza przez swoje terytorium ukraińskie zboże i jeśli badania wykażą, że do jego produkcji zostały zastosowane niedozwolone na terenie Unii środki ochrony roślin itd., to wówczas takie zboże jest cofane na terytorium kraju, które to zboże wpuściło, czyli do Polski, i to my zostajemy z problemem. Należy o tym pamiętać i nie podchodzić do tematu lekko, bo – jak widać – sprawa jest bardzo niejednoznaczna, a konsekwencje są poważne. Zatem sprawa jest bardziej złożona, niż nam się to może wydawać, zwłaszcza że przedłużając embargo, stawiamy się nie tylko Brukseli, ale bardzo silnemu lobby.

Niestety, dostało się polskiemu rządowi i komisarzowi do spraw rolnictwa Januszowi Wojciechowskiemu…

– To jest kolejne przekłamanie, bo decyzja o zniesieniu embarga na ukraińskie zboże była zależna nie od komisarza do spraw rolnictwa, ale od komisarza do spraw handlu – łotewskiego polityka Valdisa Dombrovskisa, w którego kompetencji leży inicjatywa prawodawcza, jeśli chodzi o handel w ogóle, w tym także handel produktami rolnymi. Natomiast komisarz Wojciechowski zwrócił się do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen o ponowną analizę sytuacji i przywrócenie zakazu wwożenia ukraińskiego zboża na terytorium pięciu państw Unii: Polski, Słowacji, Węgier, Rumunii i Bułgarii. Dlatego również w tym wypadku nie należy ulegać sugestiom i przekłamywaniu faktów przez opozycję totalną. Utarło się też, że ukraińskie zboże to żywność dla głodującej Afryki, tymczasem – jak Pan Redaktor wspomniał – jest to potężny biznes, co więcej – wcale nie nastawiony na „karmienie głodujących ludzi”, bo głównymi odbiorcami tych płodów ziemi są Chiny, pasze trafiają do Hiszpanii i Włoch, a ukraiński rzepak walczy z polskim o rynek niemiecki. Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt – mianowicie agresorem jest Rosja, która zablokowała ukraińskie porty i dawne szlaki dostaw ukraińskich płodów ziemi, a całą winę próbuje się dzisiaj zrzucić na państwa trzecie – w tym na Polskę. Wygląda to tak, że im dłużej trwa wojna na Ukrainie, to nie jest winny Putin, który totalnie sparaliżował wywóz zboża drogą morską, ale winne są państwa graniczące z Ukrainą, w tym Polska, Słowacja czy Węgry. Tym samym zaczyna się nas ubierać w buty rosyjskie i obarczać winą, a to już jest nadużycie i de facto wpisywanie się w narrację i marzenia Putina.

Tusk z Kołodziejczakiem mieli załatwić sprawę przedłużenia embarga. Kołodziejczak biegał po korytarzach europarlamentu w Strasburgu, przy wsparciu europosłów opozycji robił szum wokół siebie, ale na słowach się skończyło. Jaką zatem pozycję w Unii ma Donald Tusk?

– Donald Tusk, wysyłając swoje odkrycie polityczne: Kołodziejczaka do Strasburga, miał ośmieszyć rząd Zjednoczonej Prawicy i pokazać, że to nie polski premier, nie polski komisarz do spraw rolnictwa, ale właśnie Kołodziejczak, nowy jego nabytek, załatwi przedłużenie embarga na ukraińskie zboże. Tymczasem skończyło się totalną kompromitacją Kołodziejczaka i de facto Tuska. Nic z tego, co zakładali, się nie wydarzyło, a jednocześnie mieliśmy okazję zobaczyć i przekonać się po raz kolejny, jakie realnie wpływy w Unii Europejskiej ma Donald Tusk. Przypomnę tylko jego szumne zapowiedzi, że jest w stanie odblokować pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy dla Polski, gdzie nic z tego nie wyszło, a teraz mamy kolejne zapowiedzi z jego ust, że kiedy Platforma dojdzie do władzy, to pojedzie do Brukseli i od ręki odblokuje te fundusze. Powiem wprost: panie Donaldzie, gdzie pana wpływy, jeśli chodzi o ratowanie polskiego rolnika? Cała wyprawa Kołodziejczaka po sukces okazała się klęską polityczną jego promotora Tuska, który – jak mawia młodzież – sam się zaorał. Tymczasem opozycja totalna, próbując obrócić kota ogonem, wmawia społeczeństwu, że winny wszystkiemu jest polski rząd. A więc nie Unia Europejska, nie Komisja Europejska, nie naciski lobbystów, ale winny jest rząd Zjednoczonej Prawicy. Swoją drogą błędem jest, że nie pokazujemy, jakiej narodowości są firmy zajmujące się importem ukraińskiego zboża. Uważam, że powinniśmy nazwać rzecz po imieniu i opublikować listę tych firm oraz ilości zbóż, bo wtedy będzie jasne, kto za tym stoi i czyje są to interesy. Nie rozumiem, dlaczego te fakty są wciąż zakryte. Niech Polacy zobaczą i sami ocenią. Potrzeba klarowności, żeby nie dochodziło do manipulacji faktami, tym bardziej że za naszą granicą wciąż trwa wojna, która przed wyborami nabiera innych wymiarów: jest jeszcze bardziej agresywna i należy się spodziewać, że im bliżej wyborów, tym bardziej będzie obfitowała w podskórne działania propagandowe.

Gdzie w tym wypadku jest solidarność unijna, którą Ursula von der Leyen tak często ma na ustach? Słyszymy też, że Wołodymyr Zełenski miał naciskać na szefową Komisji Europejskiej, aby ta zablokowała 40 mln euro zadośćuczynienia dla polskich rolników z budżetu Unii…

– To pokazuje, że diabeł tkwi w szczegółach, że naciski ze strony ukraińskiej, aby odblokować embargo, były – i jak widać: okazały się – skuteczne. Zresztą pojęcie solidarności unijnej od pewnego czasu przechodzi poważny kryzys, bo gdzie jest solidarność chociażby w momencie, kiedy Włosi borykają się z rosnącą falą nielegalnej imigracji, a Niemcy, którzy wprowadzali i narzucali innym mechanizm solidarności, dzisiaj zawieszają procedurę dobrowolnej solidarności, a Francuzi – w obawie przez falą imigrantów – zamykają granicę z Włochami? W sytuacji kiedy nielegalni imigranci każdego dnia wpływają na wody terytorialne Europy, a państwa, które – jak pamiętamy – pouczały Polskę, która mówiła wyraźne „nie” dla nielegalnej imigracji, dzisiaj same się cofają, pozostawiając Włochów samych z tym narastającym problemem. To pokazuje, że kiedy chodzi o niemiecki interes, to forsuje się wygodne dla nich rozwiązania, stawia innym wymogi, a kiedy sami zostają dociśnięci do muru, to się cofają. Taka jest właśnie niemiecka solidarność, co widać także na przykładzie środków z Krajowego Planu Odbudowy – mianowicie jak wygląda odbudowa gospodarki po odwołanym covidzie. Widać to zresztą od momentu wybuchu wojny na Ukrainie, gdzie Niemcy i Francja były z tyłu i tak naprawdę trzymały stronę Putina, licząc na szybką porażkę Ukrainy i powrót do robienia interesów gazowych, czy w ogóle energetycznych z Moskwą. To wszystko pokazuje, że Unia Europejska coraz bardziej staje się fikcją, elity brukselskie – kompletnie oderwane od rzeczywistości – tworzą karłowate, do niczego nieprzystające prawo i ustalają normy z kapelusza, każą je przestrzegać, a za wyłamanie się grożą karami finansowymi. To wszystko ośmiesza Unię Europejską, która działa wybiórczo i pokazuje, że jest to instytucja niewydolna. Prawo jest ustalane pod konkretnych członków i ich interesy, a pozostałe państwa się pomija – żeby nie powiedzieć: dyskryminuje.

Jak odczytuje Pan słowa premiera Ukrainy, Denysa Szmyhala, który zapowiedział, że Ukraina zaskarży Unię Europejską bądź Polskę w zależności od tego, kto nie odblokuje embarga na ukraińskie zboże – do arbitrażu Światowej Organizacji Handlu w celu uzyskania odszkodowania?

– Warto zadać pytanie, czy prezydent Zełenski, premier Szmyhal założyli sprawę Putinowi o to, że sparaliżował całą gospodarkę Ukrainy i w biały dzień terroryzuje cały świat. Mam wrażenie, że Ukraina znalazła się w krytycznym punkcie, i to na własne życzenie. Słyszymy o dymisjach w obozie władzy prezydenta Zełenskiego, wybuchają afery i to – jak się wydaje – jest punktem zwrotnym. Ta wojna trwa już długo, droga – na ogromną skalę – pomoc międzynarodowa też ma swoje uwarunkowania i granice, podobnie jak granice ma cierpliwość sojuszników, zwłaszcza że Zełenski stawia coraz to nowe żądania. Nie wiem, czy Wołodymyr Zełenski na dzisiaj nie przelicytował, czy nie zaczyna tracić gruntu pod nogami, bo taka butna postawa jego czy członków ukraińskiego rządu jest niedopuszczalna. Na miejscu władz Ukrainy ugryzłbym się w język – zwłaszcza jeśli chodzi o adresowanie takich gróźb czy przytyków wobec Polski. Przypomnijmy sobie, jak wyglądała solidarność z napadniętą przez Rosję Ukrainą na początku wojny, gdzie wiele państw stanęło właściwie z boku, a Polska i Polacy zaangażowali się całym sercem. Wojna się nie zakończyła i nikt dzisiaj nie wie, ile może jeszcze potrwać. Nie ma też nikogo, kto mógłby zastąpić Polskę, która stała się swoistym hubem, jeśli chodzi o pomoc humanitarną i militarną dla walczącej Ukrainy. Dlatego Zełenski powinien zejść z obłoków na ziemię, zacząć kalkulować i prowadzić realną politykę.

Biorąc pod uwagę zachowanie Kijowa wobec Polski, może warto skończyć z bezwarunkowym wsparciem dla Ukrainy i pomaganiem im niezależnie od postawy, jaką przybierają coraz częściej wobec nas? Pamiętam głosy, żeby wymóc na Ukrainie rozliczenia za ludobójstwo na Wołyniu i wznowienie ekshumacji ofiar zbrodni, bo jeśli nie teraz, to już nigdy tego nie zrobią. Jednak polskie władze uważały, że przyjdzie na to czas. Zdaje się, że niekoniecznie…

– Nie ulega wątpliwości, że na samym początku tej wojny został popełniony błąd odnośnie do postawienia pewnych jasnych reguł stronie ukraińskiej, jeśli chodzi o współpracę, pomoc i relacje – także w obszarach dla Kijowa niewygodnych, dotyczących spraw historycznych. Poszliśmy szerokim słowiańskim gestem, otwierając dla Ukrainy wszystko, co tylko można było otworzyć, a za to wszystko nie tylko brak wdzięczności, ale też dostajemy od Ukrainy czarną polewkę. I to jest zły sygnał, bo społeczeństwo polskie, które we wsparcie Ukraińców zaangażowało się jak żadne inne, widzi to wszystko i mu się to nie podoba. Tak czy inaczej, biorąc pod uwagę postawę władz ukraińskich, trzeba powiedzieć, że jest to też spełnienie marzeń Putina. Zełenski nie mógł dać Putinowi lepszego prezentu.

             Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki