• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Krokodyl w przedszkolu

Sobota, 30 marca 2013 (02:05)

Z Gabriele Kuby, niemiecką socjolog i pisarką, rozmawia Bogusław Rąpała

Od wielu lat głównym punktem Pani działalności jest uświadamianie innym przyczyn i skutków rewolucji seksualnej. Demaskuje Pani metody, jakich używają mniejszości seksualne, aby zawłaszczyć sobie przestrzeń publiczną. Jak z czasem zmieniają się te metody?

– Zaczęło się od przemarszu przez nasze miasta homoparad, w czasie których opinia publiczna była przyzwyczajana do zachowań innych niż heteroseksualne. Krok po kroku zmieniane jest prawo, począwszy od legalnego partnerstwa, a skończywszy na układach homoseksualnych z prawem do adopcji dzieci. Wszystko to uzasadnia się i forsuje pod hasłami „antydyskryminacji” i „równości”. A przecież tworzące rodzinę małżeństwo mężczyzny i kobiety nie jest tym samym, co związek dwóch osób tej samej płci, który nie może mieć dzieci. Oprócz tego ustanawia się w prawie nowe zapisy, które umożliwią nakładanie kar na osoby temu przeciwne. Celom ideologicznym podporządkowano również język, wprowadzając nowe pojęcia, np. gender lub homofobia.

Uważa Pani, że zasady odnoszące się do sfery płciowości należą do „systemu operacyjnego” społeczeństwa. Co Pani przez to rozumie?

– System operacyjny steruje komputerem. Gdy nie działa, zepsuty jest cały komputer. Zasady dotyczące najbardziej osobistych sfer życia człowieka mają ogromne przełożenie na stan całego społeczeństwa. Dlatego każde ze społeczeństw chroni się przez wartości społeczne, wychowanie oraz prawo. Wysoka kultura powstaje dzięki wysokiej moralności. Dziś dzieje się coś zdumiewającego. Społeczeństwo domaga się deregulacji norm seksualnych za pomocą takich samych sankcji, jakie kiedyś obwarowywały surowe normy monogamii, czyli poprzez pogardę i wykluczenie, przewidziane prawem kary.

Jaką rolę w tej ideologicznej walce spełnia język?

– Zmienianie rzeczywistości zawsze idzie w parze ze zmianami w języku. Nowością jest całkowicie świadome traktowanie języka jako narzędzia kulturowo-rewolucyjnego. Takim właśnie pojęciem jest „gender”, słowo wytrych, które ma dokonać kulturowego przewrotu. W języku niemieckim podejmuje się nawet próby ingerencji w gramatykę. Studentów zmusza się do pisania prac z użyciem tej „nowomowy”, w której stare pojęcia zostają wyeliminowane lub przypisuje się im nowe znaczenie, a także kreuje się całkiem nowe pojęcia.

Ale ideologia gender obecna jest nie tylko na uniwersytetach. Jest już w szkołach, a nawet w przedszkolach. Dlaczego tak się dzieje?

– Organizacje LGBT nie zadowalają się samymi „prawami”. One chcą zmienić podstawowe założenia społeczne. A to najlepiej udaje się w szkołach i przedszkolach. Rozpoczęto ten proces w latach 70., wprowadzając tzw. edukację seksualną, która potem przerodziła się w „emancypacyjną pedagogikę seksualną”. Twierdzi się w niej, że płeć społeczna jest niezależna od płci biologicznej. Człowiek miałby sam wybierać, czy chce być mężczyzną czy kobietą, oraz jaką życzy sobie mieć tzw. orientację seksualną. To dlatego w przedszkolach mali chłopcy dostają do zabawy puderniczki, a dziewczynki traktory. U podstaw takiego działania leży całkowita, zabsolutyzowana dowolność pojęciowa autonomicznej jednostki, która siebie samą stawia na równi z Bogiem. To droga do całkowitej demoralizacji. Pochłania ona coraz większe obszary szkolnej rzeczywistości i jest obecna we wszystkich klasach. Stosuje się przy tym agresywne techniki nieodwracalnego kształtowania postaw dzieci i młodzieży, które powodują rozbudzenie pożądania seksualnego, pozbawienie poczucia wstydu, uciszenie sumienia i eliminację wszelkich norm obyczajowych. Nikt tego nie widzi. Jest tak, jak gdyby w dziecinnym pokoju zagnieździł się krokodyl i nikt nie chciał go zobaczyć. Skutki są dramatyczne: wzrasta liczba nadużyć seksualnych wobec dzieci, jakich dopuszczają się młodociani.

Dlaczego swoją najnowszą książkę „Rewolucja seksualna. Niszczenie wolności w imię wolności” rozesłała Pani do parlamentarzystów i biskupów wszystkich krajów niemieckojęzycznych, w sumie 2000 osób?

– Na biskupach i politykach spoczywa duża odpowiedzialność. Mam nadzieję, że wykorzystają oni swoje polityczne znaczenie i staną w obronie wolności, którą w coraz większym stopniu ogranicza się w imię tzw. politycznej poprawności. Organizacje LGBT za pomocą środków masowego przekazu wywierają silny nacisk na to, żeby zniszczyć chrześcijański porządek świata. Niestety pod tym naciskiem ugina się także wielu biskupów, którzy nie głoszą z należytą jasnością oraz mocą podstawowych zasad moralnych wynikających z ludzkiej natury.

Niedawno w polskim Sejmie odbyło się głosowanie, które miało umożliwić zrównanie związków homoseksualnych z małżeństwami. Na szczęście większość posłów zagłosowała przeciwko. To, co do tej pory obserwowaliśmy głównie na Zachodzie, przychodzi także do nas i budzi coraz większe emocje.

– Problem polega na tym, że mniejszość na wszystkie sposoby forsuje swoje postulaty, nie dopuszczając do jakiejkolwiek rozsądnej debaty. Dobro ogółu poświęca się dla interesów małej grupy. Ta mniejszość jest tak silna, ponieważ stoją za nią ONZ i Unia Europejska z olbrzymimi nakładami finansowymi. Media reprezentują niemal jednolicie interesy organizacji LGBT. Kto jest przeciwko, zostaje wykluczony, stosuje się wobec niego mobbing, stawia go pod pręgierzem. Również w Niemczech dąży się do całkowitego zrównania związków tej samej płci z małżeństwami oraz do przyznania im prawa do adoptowania dzieci. Jest to ciężkie wykroczenie przeciw dzieciom, które straciły swoich biologicznych rodziców i jak wszystkie inne potrzebują ojca i matki, aby ich psychika mogła prawidłowo się rozwijać. Nasz nowy Papież Franciszek wyraża się w tej kwestii jasno. W 2010 r. powiedział: „Nie wolno nam być naiwnymi. Nie jest to tylko kwestia politycznego sporu, ale próba zburzenia Bożego planu. To nie tylko zmiany w prawie, ale działanie ojca kłamstwa, który pragnie zamącić dzieciom Bożym w głowach i sprowadzić je na manowce”.

W swoich wywiadach podkreśla Pani fundamentalną rolę Boga w swoim życiu. Co spowodowało, że będąc już dojrzałą osobą zdecydowała się Pani przyjąć wiarę katolicką?

– To długa historia. Katoliczką zostałam dopiero w wieku ponad 50 lat. Decyzja o tym poprzedzona została długimi poszukiwaniami. Mój ojciec był lewicowym pisarzem i dziennikarzem, a ja i czworo mojego rodzeństwa nie byliśmy ochrzczeni. Kiedy miałam osiem lat, zapytałam z płaczem mamę, czy dostanę się do Nieba, jeśli nie zostałam ochrzczona. Jakiś czas później mama ochrzciła nas w Kościele ewangelickim. Niestety, wkrótce potem utraciłam tęsknotę za Bogiem, którą odczuwałam jako dziecko. Kiedy poszłam na studia, zaangażowałam się w studencką rewoltę. Ukończyłam socjologię na uczelniach w Berlinie i Konstancji, potem jeszcze przez rok studiowałam, w końcu doszłam do wniosku, że nie uda mi się zaspokoić moich tęsknot, jeśli zostanę na uniwersytecie. Zaczęłam więc dużo podróżować. Na początku tych hippisowskich czasów doświadczyłam jednak przeżycia związanego z Bogiem, które kazało mi się zatrzymać. Był rok 1973, kiedy po raz drugi wyraźnie poczułam Jego obecność. Wówczas byłam już całkiem pewna, że to Bóg. Postanowiłam Go szukać, co zajęło mi następne 20 lat. W 1977 r. wyszłam za mąż. Moje małżeństwo trwało 18 lat. W tym czasie zostałam matką trojga dzieci. Poszukiwałam Boga głównie w obszarze ezoteryki i psychologii.

Do czego doprowadziły Panią te poszukiwania?

– W tym czasie przetłumaczyłam z języka angielskiego około 40 książek z tych dziedzin. Ezoteryka obiecuje poznanie Boga, ale w rzeczywistości odnalezienie Go dzięki niej nie jest możliwe. Znalazłam się w poważnych życiowych tarapatach. Był początek 1996 r., kiedy wraz z mężem postanowiliśmy się rozwieść i zostałam sama z dziećmi w wieku 12, 15 i 17 lat. Byłam zrozpaczona, że długie lata moich poszukiwań do niczego mnie nie doprowadziły. Wtedy do moich drzwi zapukała młoda kobieta i ze słowami: „Módl się”, wręczyła mi małą katolicką broszurkę z treścią nowenny. Do tamtej pory głównie medytowałam m.in. przed figurką Buddy. Wtedy po raz pierwszy zaczęłam modlić się do osobowego Boga. Serce mi drżało. Czułam się tak, jakbym skakała z dziesięciu metrów, nie wiedząc, czy na dole znajduje się woda. Na końcu tej dziewięciodniowej modlitwy wiedziałam już, że chcę zostać katoliczką. Wcześniej odrzucałam doktrynę Kościoła katolickiego. Wpadłam też na pomysł, żeby napisać książkę o objawieniach maryjnych. I tak zaczęła się moja nowa droga, na której praca zawodowa i moje osobiste poszukiwania stały się jednym.

 

Pani książki zmuszają do myślenia. Nie ma w nich cienia poprawności politycznej. Co chce Pani przez nie osiągnąć?

– Media mainstreamu próbują przemilczeć to, co piszę. Nie udaje im się to jednak, o czym świadczy chociażby to, że zaledwie po trzech miesiącach moja ostatnia książka doczekała się już trzeciego wydania i jest tłumaczona w takich krajach jak Węgry, Słowacja, Chorwacja i Polska. Komunistyczna dyktatura w pewnym sensie chroniła kraje europejskie przed skutkami rewolucji seksualnej z 1968 roku. To straszne, że teraz społeczeństwa tych państw myślą, że muszą jak najszybciej dogonić te kraje, w których rewolucja poczyniła największe szkody. Wierzę, że moja książka otworzy im oczy i zachęci do stawienia czynnego oporu.

Czy zwolennicy ideologii gender mogą zwyciężyć?

– Nie, ponieważ rewolucja genderowa skierowana jest przeciwko Bogu, przeciwko porządkowi stworzenia i naturze. Najwyższy czas, aby powrócić do wartości i norm, które służą kulturze życia. Jako chrześcijanie możemy zaoferować społeczeństwu wiedzę o tym, kim jest człowiek, oraz świadomość, że dzięki Bożej łasce został on powołany i uzdolniony do miłości.

Dziękuję za rozmowę.

Bogusław Rąpała