Nie można dopuścić do paraliżu Europy i Polski
Piątek, 15 września 2023 (21:18)Rozmowa z dr. Bogdanem Więckiewiczem, socjologiem z Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie
Czy i na ile Prawu i Sprawiedliwości może zaszkodzić tzw. afera wizowa, czy to może wpłynąć na kampanię i wynik wyborów?
– Nie podejrzewam, że cała ta sprawa będzie miała jakiś znaczący wpływ, tym bardziej że tylko jedna strona – Koalicja Obywatelska – mocno eksponuje ten temat, próbując zrobić z tego aferę. Natomiast jeśli chodzi o fakty, o których słyszymy, to liczba wiz nie była duża, co oczywiście nie zmienia faktu, że każda nieprawidłowość powinna zostać zbadana, a winni ponieść kary. Zresztą są już pierwsze decyzje personalne.
Jednym z aktualnych tematów jest dzisiaj problem migracyjny i sytuacja na włoskiej wyspie Lampedusa, ale zwrócę uwagę także na problem, jaki powstał w związku z pomocą w przekraczaniu czy przerzucaniu przez białorusko-polską granicę ludzi z Bliskiego Wschodu, tzw. przemyt za łapówkę, co politycy PiS ochrzcili już mianem afery przemytniczej Platformy. Chodzi o to, że za aktywistkę podejrzaną o udział w tym procederze mieli ręczyć działacze, ludzie związani z tą formacją. To pokazuje pewien kontrast. Sytuacja związana z tzw. aferą wizową, owszem, będzie nagłaśniana przez opozycję, będą próby stworzenia z tego wielkiej afery – już słyszymy, o czym mówił bodajże Donald Tusk, że mamy do czynienia z największą aferą w XXI wieku, ale będą to raczej pobożne życzenia opozycji, żeby budować piramidę i grać tym tematem.
Wspomniana przez Pana Doktora Lampedusa i zalew imigrantów jest poważnym problemem, z którym Włosi zostali pozostawieni przez Brukselę sami sobie. Nic więc dziwnego, że kwestia bezpieczeństwa stała się elementem kampanii wyborczej i w ogóle sporu politycznego w Polsce. Ponadto wciąż są politycy – poseł Koalicji Obywatelskiej Artur Łącki, który mówi, że jeśli trzeba będzie przyjąć imigrantów, to należy to zrobić?
– Taka jest narracja opozycji. Ale jeśli opozycja dzisiaj tak się wypowiada i twierdzi, że referendum, w tym pytanie o imigrantów jest bezzasadne, bo, jak twierdzą, nikt przecież nie myśli, żeby do Polski sprowadzać nielegalnych imigrantów, że sprawa jest zamknięta, to wypowiedź posła Łąckiego pokazuje wyraźnie, że to pytanie referendalne jest bardzo zasadne i cały czas aktualne. Opozycja jest w ogóle niewiarygodna w tym, co mówi, bo za chwilę może zmienić zdanie, a na pewno to zdanie zmieni pod wpływem urzędników Unii Europejskiej, bo tak naprawdę dla tego środowiska politycznego to urzędnicy unijni są decydentami, narzucają pewną narrację, oczekując decyzji – o czym mieliśmy okazję przekonać się już wcześniej za rządów Donalda Tuska czy Ewy Kopacz.
Istnieje zatem duże ryzyko, że w przypadku wygranej Koalicji Obywatelskiej możemy w Polsce spodziewać się niekontrolowanego napływu imigrantów, dlatego że Unia Europejska nie radzi sobie z tym problemem. Lampedusa, gdzie przybywają ciągle nowe grupy imigrantów, jest tego przykładem. Wprawdzie powstał tam obóz dla uchodźców, ale to wciąż kropla w morzu potrzeb. Ponadto gros osób już z tego obozu uciekło i rozlało się po całej wyspie. Nie wiadomo, co będą robić, z czego będą się utrzymywać, co jest olbrzymim zagrożeniem. Jesteśmy zatem świadkami potężnego kryzysu humanitarnego.
Tym osobom trzeba pomagać, ale niekoniecznie wpuszczając je do Europy?
– Dokładnie. Dlatego Polska już wcześniej apelowała, żeby tym ludziom pomagać w miejscach ich zamieszkania. Dzisiaj widzimy, że sytuacja wymknęła się zupełnie spod kontroli. Unia Europejska pokazała, że jest – nie tylko zresztą w tej materii – absolutnie nieudolna, a deklaracje solidarności są jedynie pustymi hasłami, które niewiele znaczą. Widzimy, że z tej solidarności wycofują się Niemcy, którzy stworzyli problem migracyjny, a dzisiaj zawieszają procedurę „dobrowolnej solidarności” i zamykają swoje granice. Podobnie Francja, która też uszczelnia swoje granice, a Włosi zostali pozostawieni sami sobie z tym olbrzymim problemem. Jeśli nie zostanie on rozwiązany, jeśli nie będzie stanowczych decyzji, to masowy napływ nielegalnych imigrantów do Europy będzie się nasilał.
Będzie to też dramat przybyszów. Część z nich jest naiwna i stała się ofiarą mafii przemytników ludzi, którzy obiecywali im złote góry, raj, a rzeczywistość po dotarciu do Europy to wszystko brutalnie weryfikuje. Nie ma miejsca, gdzie będą mogli żyć szczęśliwie, w dobrobycie. Trzeba się zmierzyć z rzeczywistością, co dla nich też jest wyzwaniem, wręcz szokiem, bo w końcu przybywają do miejsca, którego nie znają, a życie w krajach europejskich wygląda zupełnie inaczej niż w krajach, z których przybyli. Zetknięcie z rzeczywistością inną niż się spodziewali może być przedmiotem frustracji, ale także rodzić bunt, niezadowolenie czy agresję. Rodzi to problem zarówno po stronie ich samych, a także po stronie państw, do których przybywają. Tym bardziej jest to zadanie do rozwiązania dla Unii Europejskiej. I tu okazuje się, że Polska miała rację, bo już w 2015 roku mówiła, że tym osobom dotkniętym biedą, ofiarom wojen, konfliktów trzeba pomagać, ale na miejscu, w krajach ich zamieszkania, i tam stworzyć im odpowiednie warunki do życia i rozwoju.
Niestety w wystąpieniu szefowej Komisji Europejskiej, która wygłosiła orędzie o stanie Unii, ani słowa nie było o problemie migracyjnym, o tym, co przeżywają dzisiaj Włosi, tak jakby ten problem w ogóle nie istniał…
– Wydaje się, że Unia Europejska jest nadal ślepa na wszystkie palące problemy albo też nie chce ich dostrzegać, bądź też robi to celowo, nie chcąc się przyznać do błędów, które jeśli chodzi o politykę migracyjną, są ewidentne. Tymczasem kryzys migracyjny coraz bardziej się rozpędza. To jest problem, który nie tylko nie został powstrzymany czy rozwiązany, ale wręcz się nasila. Widać, że Bruksela nie ma pomysłu, woli zajmować się tematami ideologicznymi, absurdalnymi, stawia na ekologię, zarzuca nam i Węgrom brak praworządności, natomiast pomija realne problemy. Problemem Unii Europejskiej w tej chwili jest to, że instytucja ta ma głównie charakter ideologiczny, a nie polityczny. Odchodzi więc od swoich pierwotnych założeń, a mianowicie współpracy gospodarczej, na rzecz narzucania poprawności politycznej, narzucania przez najmocniejsze państwa własnej polityki innym krajom. Te środowiska niestety nie dostrzegają realnych problemów, które obecnie występują, które mogą się rozwinąć w sposób szkodliwy i niebezpieczny dla całej Wspólnoty.
Wiele wskazuje na to, że może to być celowe działanie, co wyjawił jeden z niemieckich europosłów z Europejskiej Partii Ludowej Michael Gahler, który stwierdził, że ma nadzieję, że wybory wygra Platforma, bo wówczas zaakceptuje pakt migracyjny. To wskazywałoby, że w kręgach decyzyjnych w Berlinie i Brukseli wcale nie odżegnują się od przyjmowania imigrantów, co więcej liczą, że podzielą się tym problemem z innymi?
– Z pewnością tak, zresztą widzimy, co dzieje się w poszczególnych państwach europejskich, gdzie problem z imigrantami staje się coraz bardziej uciążliwy, a wręcz nieznośny. Są przecież państwa w Europie, gdzie pod wpływem migracji zmienia się struktura pod względem kulturowym, religijnym, etnicznym, a nasycenie ludnością, która przybyła z Afryki Północnej czy z Bliskiego Wschodu – ludźmi o innym kodzie kulturowym, religijnym – jest tak duże, że ludzie ci zaczynają narzucać swoje zwyczaje, a sytuacja wymyka się spod kontroli. W Niemczech już ok. 10 procent stanowią imigranci muzułmańscy, podobnie rzecz ma się we Francji, problem jest także w Szwecji i innych krajach. Te państwa są obciążone zarówno pod względem finansowym, socjalnym i coraz gorzej radzą sobie z tą sytuacją.
Co więcej, problemem jest także to, że ci imigranci – ich większość, nie asymiluje się z kulturą kraju, do którego przybyli, nie integruje się z lokalną społecznością, nie chcą też podjąć pracy zarobkowej i wolą korzystać z pomocy socjalnej. Są też coraz częstsze przypadki, że tworzą konflikty, organizują się w grupy przestępcze i przemoc z ich udziałem wzrasta. Niedawno pojawiły się dane statystyczne i jeśli chodzi o napady, to okazuje się, że Polska jest jednym z najbezpieczniejszych krajów w Europie, i to pod wieloma względami. Włodarze Unii Europejskiej mając świadomość, że Polska – jeden z największych krajów Unii – doszli do wniosku, żeby w obliczu kryzysu właśnie u nas próbować umieścić imigrantów spoza Europy. Z drugiej strony sytuacja gospodarcza Polski staje się coraz lepsza, ale brak kontroli może spowodować, że Polska może się stać jednym z głównych celów tej nielegalnej imigracji.
W kontekście wojny rosyjsko-ukraińskiej za naszą wschodnią granicą, działań hybrydowych i prób destabilizacji sytuacji chociażby na granicy białorusko-polskiej, może to być niebezpieczne i ryzykowne dla naszego kraju i dla wszystkich Polaków…
– Stąd jest bardzo istotne, kto po 15 października będzie rządził w Polsce, w jakim kierunku Polska będzie się rozwijać i jakie będą podejmowane decyzje tych, którzy będą sprawować władzę w Polsce. Stąd wybory i pytania referendalne są bardzo istotne, wbrew temu, co próbuje mówić opozycja totalna, że są one bezpodstawne, że nie mają sensu i w ogóle, po co Polacy mają się nad tym pochylać. Tym bardziej trzeba pójść na wybory, wziąć udział w referendum, aby zadbać o bezpieczeństwo Polski i Polaków. To od tych wyborów parlamentarnych będzie zależała przyszłość Polski, nasze bezpieczeństwo zewnętrzne i wewnętrzne. Jeśli widzimy, jak wiele krajów, wiele stolic europejskich jest straconych, gdzie nie da się już odbudować dawnej struktury, normalnego funkcjonowania, to tym bardziej powinniśmy postawić tamę nielegalnej imigracji i próbom podzielenia się z nami kłopotem, jaki na skutek bezrefleksyjnej i egoistycznej polityki stworzyli sobie i innym Niemcy. Tam tworzenie nowych struktur jest już chyba nieodwracalne, co może doprowadzić do radykalnych zmian kulturowych właśnie w tych krajach. To jest dzisiaj chyba największe wyzwanie, dlatego kraje te mają dylemat, ale dylemat powinny mieć też instytucje Unii Europejskiej. Jeśli nie podejdą do tego poważnie i odpowiedzialnie, to za kilka, kilkanaście lat Europa może wyglądać zupełnie inaczej niż dzisiaj. Spokój może być wspomnieniem, a terroryzm, agresja może w tych krajach dominować jeszcze bardziej. I to tam, a nie w Polsce będzie brak praworządności oraz problemy, z którymi ciężko będzie sobie poradzić. To wszystko warto mieć na uwadze.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki