• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Tusk użyteczny, ale nie dla Polski

Środa, 30 sierpnia 2023 (20:47)

Rozmowa z Beatą Kempą, posłem Suwerennej Polski do Parlamentu Europejskiego

Donald Tusk deklaruje, że dzień po wygranych wyborach uda się do Brukseli
i odblokuje środki z Krajowego Planu Odbudowy dla Polski. Wybawca – chciałoby się rzec?

– Uważam raczej, że w przypływie emocji, w chwili szczerości Donald Tusk odkrył karty. Przecież gdyby rzeczywiście zależało mu – tak jak nam wszystkim – aby środki z Krajowego Planu Odbudowy wpłynęły do Polski
i pomogły w rozwoju państwa, to już dawno by się o to postarał. Zatem skoro teraz chwali się, że ma moc sprawczą, to ja się pytam, dlaczego nie zrobi tego już dzisiaj. Dlatego myślę, że to, co teraz robi Donald Tusk, jest niczym innym jak kreowaniem się w sposób fałszywy, nieprawdziwy przed swoim elektoratem na bohatera – tego, który ma możliwości. Z jednej strony mamy próbę chwalenia się – swoją drogą dość prymitywnego,
a z drugiej strony wiemy już dzięki czyim zabiegom te środki dla Polski są przez Brukselę blokowane. Blokowane są po to, żeby ekipa Tuska mogła oskarżać polski rząd
o „nieudolność”, zarzucać nam brak sprawczości itd. Dlatego deklaracje Tuska to zatem zwykły manewr manipulacyjny z wykorzystaniem instytucji europejskich.
I to jest skandal.

Nikt rozsądnie myślący chyba nie miał
i nie ma wątpliwości, że wszystkie wymogi Komisji Europejskiej, kamienie milowe to zwyczajnie kłamstwo.

– Cokolwiek nie sądzilibyśmy o środkach z Krajowego Planu Odbudowy, to skoro inne państwa z tej możliwości korzystają i próbują odbudowywać swoje gospodarki po covidzie, a nam nie wiadomo z jakich powodów – pomimo spełnienia wszystkich widzimisię groźnych dla Polski
– te środki są nadal blokowane, to jest to dyskryminacja. Jako europosłowie z Polski od początku mieliśmy przeświadczenie, że ta blokada to nie jest decyzja merytoryczna, ale polityczna, a Donald Tusk swoją wypowiedzią w Sopocie tylko to potwierdza. Zatem
jak to się ma do wartości tzw. europejskich, do solidarności europejskiej, do zasady pomocniczości, a wreszcie jak to się ma do dochowania umów oraz wzajemnego szacunku
i współpracy? Widać, że Donald Tusk rozpaczliwie poszukuje wsparcia, pomocników, sojuszników, a jeden
ze sprawdzonych wariantów, czyli zagranica, jest cały
czas aktualny. Pomijam już fakt dość infantylnego, prymitywnego chwalenia się, że ja, Donald Tusk, wszystko mogę. Gdyby tak rzeczywiście było, to powinien położyć wszystkie ręce na pokład, żeby te środki trafiły do Polski jak najszybciej, niezależnie od tego, kto rządzi w naszym kraju, bo dobro Polski powinno być dla każdego polityka najważniejsze. Tak z pewnością zachowałby się mąż stanu, czego nie możemy powiedzieć o Donaldzie Tusku.

Wspomniała Pani o sprawczości, a zatem jaką tak naprawdę moc sprawczą na brukselskich salonach ma Donald Tusk,
jak na gruncie unijnym jest postrzegany, oceniany. Czy ktokolwiek z poważnych polityków go ceni, liczy się z nim?

– Donald Tusk jest politykiem użytecznym dla tych gremiów, szkoda tylko, że nie jest użyteczny dla Polski. Sam chełpi się, że jest silnym politykiem, ale wcale takim nie jest. Jest jednym z wielu, jest dość przeciętny i można powiedzieć, że w Brukseli ginie w tłumie. Politycy unijni, ośrodki brukselskie oczywiście będą go wspierać, bo jest im potrzebny z jednego prostego powodu – mianowicie po to, żeby mogli realizować swoje cele polityczne, a przede wszystkim cele gospodarcze w Unii Europejskiej. Dlatego potrzebują człowieka spolegliwego w Warszawie, który
nie będzie się sprzeciwiał projektowi federalizacji i budowy jednej wielkiej Europy z jednym rządem w Brukseli,
a przede wszystkim nie będzie przeszkadzał w tym,
o czym oni już dzisiaj marzą, czyli o resecie i wznowieniu współpracy z Moskwą, a zwłaszcza o nawiązaniu na nowo relacji gospodarczych. Dzisiaj Niemcy już mówią
o odbudowie nitki Nord Streamu i kupowaniu taniego
gazu od Rosji, a co za tym idzie – dalszym uzależnianiu Europy. Wszystkie te projekty będą przeprowadzane i nie napotkają tamy w Brukseli, jeśli nie będzie sprzeciwu. Elity unijne są pewne, że Donald Tusk, jeśli wygrałby wybory
i zostałby premierem Polski, to nie sprzeciwi się kwestii, którą Niemcy chcą przepchnąć, a więc likwidacji weta
w Radzie Europejskiej w obszarach, gdzie wymagana jest jednomyślność. Chodzi im o to, żeby wszystkie decyzje korzystne dla siebie mogli przegłosowywać. Z drugiej zaś strony, o czym już wspomniałam, Tusk jest gwarantem resetu z Rosją. Wszyscy mamy świadomość, że środki
z Krajowego Planu Odbudowy są blokowane tylko
i wyłącznie z przyczyn politycznych, a nie merytorycznych, po to, żeby mieli argument i pretekst uderzania w polski rząd także na rynku wewnętrznym.

Swoją drogą bez tych środków z Krajowego Planu Odbudowy też dajemy sobie radę?

– Oczywiście. Od początku nasze środowisko polityczne wskazywało, że ta blokada i rzekomy brak praworządności to jedynie pretekst, aby tych środków Polska rządzona przez Zjednoczoną Prawicę nie otrzymywała. Polska jest jednym z bodajże pięciu krajów członkowskich Unii Europejskiej, którym te środki są wstrzymywane, które nie otrzymały ani jednego euro z Krajowego Planu Odbudowy. Są też kraje, które nie będą chciały tych środków, bo mają świadomość, że są to pieniądze znaczone. W ogromnej mierze są to przecież pożyczki niekoniecznie na korzystnych warunkach, na wcale niemały procent, które trzeba będzie spłacić. Co więcej – nie ma dobrowolności, ale są pewne z góry narzucone obszary, na które te środki mają być przez państwa wydawane. Oczywiście, że w sytuacji pocovidowej, w sytuacji kryzysu także te środki  są nie bez znaczenia, bo również przedsięwzięcia, które Unia wskazuje, jak chociażby z zakresu szeroko rozumianej ochrony środowiska, przy pomocy tych pieniędzy można realizować. Nie zmienia to jednak faktu, że są to środki znaczone. Jak dotąd ich nie mamy, ale – jak pan redaktor wspomniał – dajemy sobie radę i bez nich. Przypomnę, że w porównaniu Polski do Niemiec, jeśli chodzi chociażby o wzrost gospodarczy, o PKB, to mimo że nie otrzymaliśmy środków z KPO, a Niemcy – i owszem,
to jednak my, jeśli chodzi o tempo rozwoju, jesteśmy
w europejskiej czołówce. Tak czy inaczej dla zasady te środki powinny do nas dotrzeć, umowa powinna być dochowana, tym bardziej że cały czas ponosimy koszty tego kredytu wynikające z zobowiązań dotyczących tej umowy, choć pieniędzy wciąż nie widzimy na oczy.

Czy te pieniądze do nas w końcu dotrą, czy będą wstrzymywane w nieskończoność?

– Myślę, że jest to kwestia kilku miesięcy. Niech zatem Donald Tusk nie myśli, że w przypadku wygranej Zjednoczonej Prawicy środki z Krajowego Planu Odbudowy będą nadal wstrzymywane, blokowane przez Brukselę.
Oni wszyscy mają świadomość, że umowy będą musieli dochować i środki należne Polsce wypłacić.

We wspomnianych przez Panią Poseł Niemczech też nie wszystko wygląda różowo. Ostatnio premier rządu Saksonii stwierdził, że w związku z dotychczasową polityką migracyjną Niemcy znajdują się
na granicy swoich możliwości. Jak widać, problemy przed Berlinem się piętrzą.

– Oczywiście, że tak. Skutki kryzysu covidowego są
wciąż odczuwalne, chociażby w związku z przerwaniem łańcuchów dostaw. I przemysł niemiecki, także motoryzacyjny, odczuł szczególnie te zawirowania.
Również napaść rosyjska i wojna na Ukrainie u Niemców spowodowały problemy – i to poważne – mam na myśli gospodarkę energetyczną i cały ten sektor. W końcu to Niemcy poprzez swoją bezrefleksyjną politykę najbardziej były uzależnione od surowców energetycznych, głównie ropy i gazu z Rosji. Na to wszystko nakłada się właśnie polityka migracyjna, która Niemcom odbija się coraz mocniej czkawką. Migranci są ogromnym obciążeniem również dla niemieckiego budżetu i gospodarki niemieckiej, która ma zadyszkę. Dlatego Niemcom zależy bardzo,
żeby kraj sąsiadujący z nimi, żeby Polska była tą przypominającą lata dziewięćdziesiąte ubiegłego stulecia, czyli z wyprzedanym majątkiem, pozbawioną nowoczesnych technologii, żeby Polska była krajem jedynie magazynów, montownią, podwykonawcą, krajem taniej siły roboczej, a nie krajem, który się rozwija gospodarczo równym, dobrym tempem. Dla Niemiec, które w tej chwili rozwijają się wolniej od nas, Polska jest problemem, bo stajemy się konkurencją, z którą Berlin – chcąc nie chcąc – musi się liczyć.

Z tym że te problemy Niemiec nie biorą się znikąd, ale są pochodną tylko i wyłącznie błędów oraz pazerności niemieckich władz.

– To prawda, niemieckie kłopoty na wielu frontach są
na własne życzenie i wynikają wprost z polityki byłej już kanclerz Angeli Merkel. W ekonomii litości nie ma, więc skutki tych błędów Niemcy będą jeszcze ponosić.

Unia Europejska chyba też nie jest
w najlepszej sytuacji ekonomicznej,
skoro słyszymy o problemach z dopięciem unijnego budżetu?

– Budżet Unii Europejskiej coraz bardziej się nie spina.
I to coraz bardziej wybrzmiewa na korytarzach Parlamentu Europejskiego. Składamy poprawki do budżetu w ramach sektorów, którymi jako europosłowie się zajmujemy. Widzimy jednak, że sytuacja budżetowa Unii jest kiepska. Jednak z drugiej strony bardzo megalomańskie zapędy w dziedzinie Europejskiego Zielonego Ładu są wciąż aktualne, są forsowane. Uciekającego przed ewentualną odpowiedzialnością związaną z aferą Katargate Fransa Timmermansa, który odszedł do Holandii i tam będzie się ubiegał o wygraną w przedterminowych wyborach, licząc na schedę po Marku Ruttem, który musiał się podać
do dymisji, w fotelu komisarza do spraw klimatu najprawdopodobniej zastąpi nominowany do pokierowania dalszymi pracami nad Europejskim Zielonym Ładem słowacki polityk Maroš Šefčovič. Zatem tak czy inaczej polityka Fransa Timmermansa, która miała poparcie Komisji Europejskiej, w tym jej szefowej Ursuli von der Leyen, będzie kontynuowana. Tylko że w ślad za tym nie ma zabezpieczenia środków z unijnego budżetu. Może to wynikać z przekonania, że wszystkie koszty tej polityki będą pokrywać państwa członkowskie. Jeśli jednak chodzi o Polskę, dopóki będzie rządziła Zjednoczona Prawica,
to mrzonki Timmermansa i popierających jego zielone fantazje unijnych szaleńców nie będą finansowane
z budżetu państwa polskiego, ze środków polskich obywateli.

            Dziękuję za rozmowę.    

 

Mariusz Kamieniecki