• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Wrogość do PiS ważniejsza od programu

Środa, 30 sierpnia 2023 (11:42)

Rozmowa z dr. Bogdanem Więckiewiczem, socjologiem z Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie

Czy w działaniach i retoryce kampanijnej Platformy jest jakikolwiek przekaz, jakiś spójny element oprócz emocji, których
na pewno nie brakuje?

– Jeśli chodzi o kampanię Platformy czy w ogóle opozycji, to wszystkim tym ugrupowaniom przyświeca jeden cel, który w zasadzie jest niezmienny od ośmiu lat – mianowicie odsunięcie od władzy Prawa i Sprawiedliwości
i przejęcie władzy w Polsce. Na tej drodze nie mają znaczenia metody, środki, jak czy z kim, ale ważny jest cel. To powoduje, że na listach wyborczych pojawiają się rozmaite nazwiska pozornie niemające ze sobą nic wspólnego, które mają za zadanie odebrać głosy obecnie sprawującym władzę. Przykładem tego chaosu jest chociażby lista Koalicji Obywatelskiej, na której znaleźli się mający niewiele wspólnego ze sobą Bogusław Wołoszański, Michał Kołodziejczak czy ostatnio także Roman Giertych. Wydawałoby się, że są to osoby odległe od siebie ideowo, programowo, ale widać, że łączy ich jeden wspomniany już cel. To, co towarzyszy tej kampanii – szczególnie jeśli chodzi o Platformę – to są emocje, które Donald Tusk próbuje podgrzewać i nimi grać, licząc, że w ten sposób przyciągnie swoich potencjalnych wyborców, zwłaszcza tych niezdecydowanych, ale także innych, którzy są przeciwko obecnej władzy. I nie ma znaczenia,
że często dzieje się to poprzez podawanie informacji niesprawdzonych, bo wszystko jest po to, żeby podkręcić emocje i zachęcić osoby niezdecydowane do udziału
w wyborach i oddania głosu przeciw PiS. Nie ma znaczenia, czy jest to Lewica czy Platforma Obywatelska.

Co łączy te środowiska, tych ludzi?

– Nie ma tam żadnej spójności, żadnego programu. Przykładem jest sprawa aktywistki Jany Szostak usuniętej z listy Koalicji Obywatelskiej w związku z wypowiedziami na temat możliwości dokonywania aborcji przez całą ciążę, którą po usunięciu z list Koalicji Obywatelskiej chętnie na pokład wzięła Lewica. Jak widzimy, płynność, swoboda transferów po stronie opozycyjnej jest niemal nieograniczona. To pokazuje, że program nie ma znaczenia, ale ważne są emocje, żeby ktoś zachowywał się, wypowiadał się w sposób radykalny i tym przyciągał wyborców. Jak widać, bez znaczenia jest, z jakiego ugrupowania ktoś startuje, ważne, żeby ktoś posługiwał się mocnym, radykalnym językiem.

Jednak umieszczenie Romana Giertycha
na liście Koalicji Obywatelskiej budzi kontrowersje nawet wśród członków Platformy.

– Dokładnie tak. Wystawiając Giertycha, usunięto z listy kandydata do Sejmu – członka Platformy. Co więcej – uczyniono to w sposób bardzo lekki, swobodny, bez konsultacji, jak twierdzą liderzy PO w województwie świętokrzyskim. Zaważył głos Donalda Tuska. Lider Platformy i cała formacja ma usta pełne frazesów
o demokracji, ale fakty temu przeczą, bo wygląda
to raczej na dyktaturę. Tusk może robić, co chce i kiedy chce, ale na tym właśnie polega demokracja w wydaniu Platformy i zarządzanie tą partią.

Czy Roman Giertych – postać niezwykle kontrowersyjna – na listach Platformy 
nie jest zawężeniem oferty, a nie jej poszerzeniem?

Koalicja Obywatelska mówi, że jest za szeroką koalicją, gdzie mogą się ścierać różne poglądy, różne prądy, ale umieszcza na swojej liście właśnie Giertycha. Roman Giertych, kiedyś radykalny, w ostatnim czasie stał się kandydatem bardzo elastycznym w swoich poglądach.
Mówi o poglądach konserwatywnych, ale nie bardzo wiem, jak te jego poglądy pogodzić z poglądami innych polityków Koalicji Obywatelskiej, np. skrajnie lewicowymi poglądami Barbary Nowackiej dotyczącymi np. aborcji czy innych kwestii, m.in. stosunku do Kościoła czy w ogóle religii
w życiu społecznym. I tak z osoby, która działała
w Młodzieży Wszechpolskiej, Giertych dziś zmienia poglądy i utożsamia się z ugrupowaniem, które jest liberalne zarówno pod względem gospodarczym, jak i obyczajowym, a ponadto jest ugrupowaniem antykatolickim.

Nie wiadomo, czy Giertych, chcąc startować do Sejmu, nie będzie musiał się opowiedzieć po stronie liberalizacji prawa aborcyjnego, tak jak pozostali kandydaci Koalicji Obywatelskiej.  

– To będzie test na wiarygodność Romana Giertycha. Jest on osobą, która chętnie uczestniczy w polityce. Pewien czas był poza nią, natomiast widać, że chciałby z powrotem wejść w buty czynnego polityka – posła. Widać, że dla niego nie ma znaczenia, czy będzie to Sejm czy Senat, ale ważne, żeby być w parlamencie. Choć, jak wspomniałem, nie wszyscy są zachwyceni tym faktem i to jest pewien kłopot dla Koalicji Obywatelskiej, która chce iść szeroko,
a z drugiej strony poglądy wielu jej członków są sprzeczne z linią partii, co może powodować, że dla wielu potencjalnych wyborców będzie to niezrozumiałe i może budzić kontrowersje. Może to też nie być korzystne
dla Tuska, który chce być wyrocznią, a jego decyzja
o wystawieniu Giertycha z listy w województwie świętokrzyskim niekoniecznie musi być podyktowana chęcią wsparcia mecenasa, ale przeciwstawienia
go Jarosławowi Kaczyńskiemu. Można więc powiedzieć,
że Giertych jest rozgrywany przez Tuska. Jest on niewygodny dla Koalicji Obywatelskiej, ale może – zdaniem Tuska – być wygodny w zwalczaniu PiS, szczególnie Jarosława Kaczyńskiego. Znana jest bowiem jego niechęć do prezesa PiS. Ta sytuacja pokazuje, że Tusk liczy
na podgrzewanie emocji. Najchętniej widziałby debatę Giertych – Kaczyński, ale byłoby to bardziej show niż merytoryczna debata. Nic więc dziwnego, że prezes Kaczyński nie zgadza się na debatę z Tuskiem, a co dopiero z Giertychem, bo niby o czym miałby z nim rozmawiać. PiS i prezes Kaczyński spotykają się na co dzień z wyborcami, rozmawiają, przedstawiają swój program. Tak naprawdę chodzi przecież o wyborców, a nie o Romana Giertycha
i jego ewentualne zaczepki, których w tej kampanii zapewne nie będzie brakowało.

Kampania wyborcza to nie jest ring bokserski i nie o okładanie ciosami tu chodzi, tylko o przedstawianie i konfrontację programów – jeśli ktoś taki ma. Trudno bowiem debatować z kimś, dla kogo jedynym programem jest zwalczanie przeciwnika – zwalczanie, a nie rywalizacja.      

– Dlatego Donald Tusk z premedytacją wystawił Romana Giertycha po to, żeby te emocje jeszcze bardziej podkręcać, zwłaszcza że Giertych słynie ze swojej
niechęci do PiS i prezesa Kaczyńskiego. Brak programu, bezideowość – to wszystko powoduje, że bardziej moglibyśmy się spodziewać spektaklu niż merytorycznej dyskusji na tematy ważne dla Polaków, takie jak chociażby wiek emerytalny, bezrobocie, bezpieczeństwo, przymusowa relokacja imigrantów – te kwestie w narracji Tuska
i kandydatów Platformy właściwie nie istnieją.

Platforma walczy z PiS, ale po drugiej stronie w szeregu jest Konfederacja, która miała w sondażach już nawet 12 czy 13
i więcej procent, a teraz w najnowszym badaniu CBOS osiąga zaledwie 6 procent poparcia. Z czego wynika ten spadek?

– Powodem jest to, że część elektoratu Konfederacji także jest dosyć płynna. Część mogłaby przejść, dajmy na to, do Platformy, ale większa część mogłaby zasilić elektorat PiS. Z tego sondażu wynika też, że Platforma nie zyskuje, natomiast zyskuje Zjednoczona Prawica. Dlatego można wnioskować, że poparcie dla Konfederacji było raczej chwilowe, związane z wcześniejszymi marszami, które organizowała Koalicja Obywatelska. Towarzyszyła temu nagonka w mediach na PiS i te ataki spowodowały przynajmniej chwilowy spadek poparcia dla formacji Jarosława Kaczyńskiego, a osoby nie do końca zdecydowane, wahające się między Konfederacją a PiS zaczęły, jak widać, na krótkim dystansie popierać Konfederację. Dzisiaj PiS przedstawia program, spotyka się z Polakami, a Konfederacja przeciwnie – jest niespójna
w swoim przekazie. Co więcej, niektóre propozycje dotyczące, jak słyszymy, prostych i niskich podatków czy chociażby bonu zdrowotnego są, delikatnie rzecz ujmując, kontrowersyjne dla wyborców. Ponadto Konfederacja jest ugrupowaniem bardzo zróżnicowanym, które skupia cały szereg osób o różnych poglądach, o światopoglądzie wolnościowym, który nie jest do końca sprecyzowany
i tak naprawdę nie wiadomo, o co im chodzi. To wszystko powoduje odpływ wyborców od tego ugrupowania. Oczywiście kampania jest w toku, jest płynna, dynamiczna i jest za wcześnie, żeby wskazać, jakie będą końcowe wyniki wyborów. Z tej perspektywy widać, że ta kampania będzie bardzo interesująca, ciekawa, bo – jak widzimy – dynamika zmian jest duża.

Jakie są szanse, że PiS utrzyma poparcie?     

– Trudno dzisiaj powiedzieć. Gdyby PiS utrzymało to poparcie, to przy odrobinie szczęścia pewnie mogłoby rządzić samodzielnie. Natomiast partie opozycyjne, widząc sondażowe spadki, będą jeszcze bardziej stawiać na emocje, aby na bazie niechęci, czy wręcz wrogości
do PiS mobilizować jeszcze bardziej swój elektorat – ten niezdecydowany.

W czym należy upatrywać przyczyn spadku notowań Platformy?  

– Wpływ na to ma również mieszanie się polityków zagranicznych w polskie sprawy, w kampanię wyborczą
w Polsce. Platforma była przekonana, że wypowiedzi np. szefa Europejskiej Partii Ludowej Manfreda Webera czy przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen są tak istotne, że Polacy tego głosu posłuchają i w dniu wyborów zagłosują tak, jak sobie tego życzy Unia Europejska i Niemcy. Tymczasem widzimy, że Polacy niekoniecznie chcą, żeby ktoś obcy, ktoś z zewnątrz narzucał im swoją wolę. I to też może być efekt straty, jaką notuje Platforma, ale nie tylko, bo Lewica również.

Idealnie dla PiS byłoby, żeby przy wygranej do Sejmu nie weszła Trzecia Droga…

– Taka sytuacja miała już miejsce w 2015 roku, kiedy
do Sejmu nie weszła koalicja Zjednoczona Lewica, partia KORWiN i Partia Razem. I PiS jako duże ugrupowanie, które osiągnęło najlepszy wynik wyborczy, dostało bonus
i mogło rządzić samodzielnie. Metoda D’Hondta premiuje największe ugrupowania.

Jakie szanse ma niespójna ideowo
i programowo Trzecia Droga
Kosiniak-
-Kamysz z Hołownią, żeby przekroczyć próg ośmiu procent?

– Ta koalicja PSL i Polski 2050 od samego początku była na tyle egzotyczna, że stwarzała poważne ryzyko, że Trzecia Droga może nie przekroczyć progu wyborczego, który dla koalicji wynosi 8 procent, a tym samym znaleźć się poza Sejmem. Zastanawiając się, co łączy Wołoszańskiego, Kołodziejczaka czy Giertycha, można też zapytać, co łączy bardzo liberalnego gospodarczo Hołownię z PSL obok odsunięcia PiS od władzy, bo – jak słyszymy – Trzecia Droga już mówi wprost, że po wyborach chce się związać
i stworzyć sojusz, koalicję z Platformą, co nie byłoby niczym nowym, zważywszy, że PSL przez osiem lat rządziło z Tuskiem. Jak widać, karty są rozdane już przed wyborami i ludzie to widzą. Nic więc dziwnego, że mają wątpliwości co do tego, co może zaproponować Trzecia Droga. Widzimy brak spójności, gdzie politycy gubią się w tym wyborczym chaosie, bo sam anty-PiS – jak już wspominałem – nie wystarczy. Społeczeństwo nie chce być tylko biernym obserwatorem wydarzeń czy maszynką do głosowania, ale chce mieć realne korzyści z głosu, który oddaje na dane ugrupowanie, z tego, co dana formacja później dla nich zrobi. Natomiast tu czekamy na jakieś konkrety, propozycje ze strony opozycji, czego nie widać, nie mówiąc już o tym, że ta cała układanka jest niezrozumiała dla wielu osób.

Ale patrząc na działania opozycji, także PSL, przez osiem lat, naiwnością byłoby oczekiwać czegoś innego?   

– Owszem, tego można się było spodziewać. Posunięcie PSL oraz Polski 2050 i powstanie Trzeciej Drogi jest bardzo ryzykowne. Oczywiście wcześniej, na początku, poparcie dla tej formacji było rzędu nawet 15 procent i liderzy liczyli, że to się utrzyma. Tylko że tak nigdy nie jest, co pokazuje, że sztabowcy PSL i Polski 2050 chyba zbyt optymistycznie podeszli do tych wyników, jakby nie mieli świadomości, że preferencje wyborców mogą się zmieniać
i się zmieniają w trakcie kampanii wyborczej. Z kolei dla PiS ten obecny sondaż CBOS to jest dobra wiadomość, bo gdyby Trzecia Droga nie przekroczyła wymaganego progu 8 procent, a także Lewica, która choć osiąga 8 procent,
to i tak mieści się to w granicach błędu statystycznego,  wówczas droga do trzeciego z rzędu zwycięstwa byłaby otwarta.

            Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki