Putin nie wybacza
Piątek, 25 sierpnia 2023 (10:05)Rozmowa z Andrzejem Maciejewskim, politologiem
Katastrofa, w której zginął Jewgienij Prigożyn oraz Dmitrij Utkin – szef wagnerowców, od którego pseudonimu – Wagner, wzięła się nazwa grupy najemniczej, to wypadek czy może karząca ręka Putina?
– Rosja to kraj rządzony przez bandytów. Dlatego ta sytuacja tak naprawdę przypomina porachunki mafijne, a Prigożyn jest kolejną ofiarą tej wewnętrznej wojny. Jeśli przeanalizować o ilu ludziach związanych bezpośrednio czy pośrednio z Putinem słuch zaginął, ilu ludzi zniknęło, to okaże się, że jest to pokaźna liczba. Natomiast jeśli chodzi o Prigożyna to było kwestią czasu, kiedy zostanie wyeliminowany. Putin czekał na odpowiedni moment, na okazję, żeby zgodnie z bandyckim kodeksem pozbyć się tego, który ośmielił się mu grozić, organizując pucz. Wprawdzie Prigożyn przerwał bunt i marsz na Moskwę, ale jednak wizerunek Putina został nadszarpnięty, nie mógł on przeboleć, że ktoś śmiał wystąpić przeciwko niemu. A tego Putin nie wybacza. Lepszej okazji, żeby w kierunku odrzutowego Embraera Legacy, którym podróżowali szef Grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn oraz wspomniany przez pana redaktora Dmitrij Utkin, wystrzelić rakiety S-300 czy umieścić ładunek na pokładzie samolotu, chyba nie można było sobie wymarzyć. Można więc powiedzieć, że rachunki między Putinem a Prigożynem zostały wyrównane. Od początku puczu było wiadomo, że Putin tej zniewagi nie odpuści i nie zapomni.
Jakim zatem naiwniakiem musiał być Prigożyn, żeby po tym, co zrobił, nie liczyć się z zemstą Putina i w porę nie zniknąć mu z pola widzenia?
– To prawda, że Putin po puczu wyciszył szum, uciszył sprawę buntu, przejął kontrolę nad biznesowym imperium Prigożyna, rozproszył najemników Wagnera i czekał na odpowiedni moment, żeby zadać ostateczny cios. Oczywiście pozwolił Prigożynowi funkcjonować, ale to były tylko pozory, uśpienie czujności nawet tak cwanego lisa, jakim wydawał się być szef najemników Wagnera. Temat, co zdaje się potwierdzają eksperci, załatwiła FSB. Pokazuje to, że rosyjskie służby działają, mają się dobrze, a Putin nie daruje nikomu, kto się mu sprzeciwi, czy przeciw niemu wystąpi. Jest to też sygnał dla potencjalnych buntowników, w tym dla Łukaszenki, żeby się nie czuł zbyt pewnie. To jest lekcja i przekaz do wszystkich, którzy jeszcze chodzą po ziemi, którym w głowie może kiełkować jakieś nieposłuszeństwo wobec Putina, że każdy tego typu akt niesubordynacji będzie karany z całą surowością. Myślę, że to, co się stało z Prigożynem, stawia na baczność wszystkich.
Co dalej z wagnerowcami?
– No cóż, głowa została odcięta i wagnerowcy najprawdopodobniej zostaną mitem. Wagnerowcy w tym momencie się nie liczą. Rozproszeni, w rozumieniu Putina de facto stali się bandą kundli – bez przewodnika, bez szefa. Przypomnę, że jest to środowisko ludzi, owszem, wyszkolonych wojskowo, ale są to też przestępcy, ludzie z wyrokami, nie mówiąc już o tym, że są to zwyrodnialcy, którzy na Ukrainie dopuszczali się nieludzkich wprost zbrodni na ludności cywilnej i jako tacy – moim zdaniem będą do spacyfikowania. Zatem albo zgodzą się na włączenie do armii, co część już zrobiła bezpośrednio po puczu, i będą tańczyć tak, jak zagra im Putin, albo zostanie z nimi zrobiony porządek. Sądzę, że wszyscy dowódcy najemników Wagnera, którzy wraz z Prigożynem się wychylali podczas buntu i marszu na Moskwę, zostaną podobnie potraktowani jak ich szefowie, i to szybciej niż im się zdaje. Reszta – jak już wspomniałem – zostanie postawiona pod ścianą i będzie się musiała określić, albo się podporządkują kremlowskiej władzy, albo nastąpi szybkie zakończenie tematu. Pamiętajmy, że to nie jest cywilizowany kraj, ale to jest Rosja, a w Rosji już nie takie tematy załatwiano. Ofiary Putina można wyliczać: Anna Politkowska, która oskarżała Putina o niszczenie Rosji, czy Borys Niemcow, Michaił Chodorkowski, Aleksander Litwinienko, nie wspominając ofiary ataków bombowych w Moskwie czy dziesiątki tysięcy Czeczenów. Putin to człowiek bezwzględny, który nie liczy się z nikim i z niczym.
Ci, których Putin uznaje za wrogów, nie umierają w sposób naturalny?
– Dokładnie. Ich odejścia są spektakularne, działania skuteczne, a wszystko ma w sobie czynnik odstraszania. Putin takim działaniem pokazał, że wszystkie pogłoski o jego końcu są przesadzone, przedwczesne. Pokazał, że jest politycznym długodystansowcem, że ma czas i jeszcze niejednym może zaskoczyć świat.
Wielu wagnerowców jest na Białorusi. Na ile mogą zostać wykorzystani do ataków hybrydowych na Polskę?
– Nie sądzę. Polska ma armię dobrze wyszkoloną, mamy trwałą zaporę na polsko-białoruskiej granicy i jesteśmy w stanie odeprzeć dobrze wyszkolone bojówki Wagnera. Nie sądzę też, żeby Łukaszenka, który po tym, co stało się z Prigożynem, był chętny do ich użycia. Pamiętajmy również, że to Łukaszenka, przyjmując wagnerowców pod swój dach – pomijając, czy zrobił to na polecenie Putina, czy chcąc coś ugrać dla siebie i wykorzystać najemników do działań hybrydowych przeciwko Polsce, tak czy inaczej podał wagnerowcom rękę. I jeśli nie był to pomysł Putina, to może teraz być wykorzystane przeciwko niemu. Będziemy mieli do czynienia najprawdopodobniej z neutralizacją Grupy Wagnera. Natomiast nękanie polskiej granicy będzie trwało, ale do tego będą użyci nielegalni imigranci ściągani z Azji czy Afryki przez Łukaszenkę. Niby dlaczego pazerny Łukaszenka ma się dzielić kasą z jakąś bandą wagnerowców. To jest biznes, a skoro to jest handel ludźmi, to niby dlaczego białoruski satrapa ma się z kimś dzielić, w dodatku z kimś, kto już nie ma szefa. Mam też wrażenie, że w polskiej przestrzeni publicznej zbytnio przeceniamy wagę najemników Prigożyna.
Co Pan ma na myśli?
– Zaczynają pojawiać się – moim zdaniem – dziwne publikacje i komentarze, tak jakby coś miało się stać. Tymczasem dzieje się wewnątrz Rosji i Putin musi sobie wszystko poukładać, uporządkować, to jest pierwsza rzecz. Druga sprawa, o której już wspomniałem, wygląda tak, że na granicy z Białorusią mamy wyszkolonych funkcjonariuszy Straży Granicznej, żołnierzy, których stan liczebny został zwiększony, jest też odpowiedni sprzęt, którym Polacy dysponują. Dlatego nękanie przy pomocy nielegalnych imigrantów jest i pewnie będzie, pytanie tylko na ile Łukaszence uda się zwiększyć dostarczanie tych ludzi na granicę z Polską, bo tylko to może zwiększyć częstotliwość ataków na polską granicę. I to wszystko, co nas może czekać na tym etapie.
Powróćmy jeszcze do kwestii zestrzelenia samolotu Prigożyna. Trzeba powiedzieć, że Putin ma doświadczenie w organizowaniu zwłaszcza cywilnych katastrof lotniczych?
– Tylko dla niepoprawnych, naiwnych optymistów ten incydent z zestrzeleniem samolotu w obwodzie twerskim na zachodzie Rosji może się wydawać przypadkowy. Wydaje się, że praktyka atakowania cywilnych samolotów przez Rosję nie jest niczym nowym. Myślę, że wszyscy powinni przejrzeć na oczy i uświadomić sobie, że Putin jest zdolny do wszystkiego, także do zestrzeliwania samolotów cywilnych. Fragment skrzydła, który jak słyszymy miał zostać znaleziony ponad dwa kilometry od miejsca, gdzie runął samolot, też wiele mówi. Rodzi się więc pytanie, co się dzieje, że w Rosji samolotom odpadają skrzydła?
Na ile kwestia rosyjska może być elementem kampanii wyborczej?
– Z całą pewnością będzie, i tego się obawiam. Moim zdaniem bardzo niebezpieczne może być to, co będzie się dalej działo w kontekście trwającej wojny na Ukrainie. Mamy tematy zbożowe, tematy nierozliczonej zbrodni wołyńskiej i Putin wcale nie musi uruchamiać wagnerowców czy imigrantów na polsko-białoruskiej granicy, żeby wbijać klina między Warszawę a Kijów. Natomiast będzie uruchamiał swoją piątą kolumnę w Polsce i wszystko to, co się będzie pojawiać w przekazach mediów społecznościowych, w publikacjach, komentarzach. Tego się obawiam, bo to w połączeniu z coraz bardziej agresywnymi atakami hakerskimi będzie tylko budowało emocje. Temat zbożowy jest do tego idealny, tylko jest pytanie, jak on będzie sprzedawany.
Trudno jednak pozwalać, żeby Polska była zasypywana ukraińskim zbożem, czy żeby przemilczać wciąż nierozliczoną zbrodnię wołyńską?
– Zgadza się. Kwestie te jak najbardziej powinny zostać załatwione. Polscy rolnicy nie mogą tracić, a polskie sprawy – także historyczne – muszą zostać załatwione. Jest tylko pytanie, czy w momencie, kiedy na Ukrainie toczy się regularna wojna, kiedy giną ludzie, kiedy do Polski przyjęliśmy de facto miliony uchodźców wojennych z Ukrainy, czy w tym momencie potrzebne jest budowanie narracji zniechęcenia i zmęczenia, i to w sytuacji, kiedy są głosy, żeby zmniejszać pomoc dla Ukrainy. Czy to wszystko nie jest na rękę Putinowi? I to nie tylko w Polsce, to ma miejsce także na gruncie międzynarodowym. Putin dostrzega, że świat zaczyna się męczyć wojną i ciągłym wspieraniem Ukrainy i czeka, co będzie dalej. Świat zaczyna pękać, nawet Amerykanie i Putin, który cały czas nęka krwawiącą Ukrainę, pokazuje, że ma czas, że jest cierpliwy i czeka aż Zachód odpuści, a wtedy będzie mógł zrealizować swój plan. U nas trwa kampania wyborcza i temat Ukrainy został w pewien sposób wyciszony, żeby nie dawać pożywki rozmaitym szemranym ośrodkom i opozycji, która jest bezrefleksyjna i nie rozumie, że tu chodzi nie tylko o Ukrainę i kwestie doraźne, ale chodzi o Polskę, o bezpieczeństwo Polek i Polaków.
Zełenski już nie dziękuje Polsce, jak to czynił jeszcze jakiś czas temu, ale zabiega o pomoc innych państw. Aż chce się powiedzieć o naszym zaangażowaniu: „Murzyn zrobił swoje murzyn może odejść”?
– Nie zgadzam się z tak postawioną tezą, to jest duże uproszczenie. Zełenski ma na dzisiaj bardzo poważne problemy wewnętrzne. Wojna trwa już bardzo długo i wszyscy są zmęczeni. Dlatego ukraiński prezydent chcąc zdobyć wsparcie, zdobyć broń, musi iść szerokim frontem, rozmawiając ze wszystkimi, bo ma świadomość, że jedno źródełko nadmiernie eksploatowane szybko wyschnie. Ponadto Polska nie jest w stanie zapewnić niezbędnego wsparcia Ukrainie, co więcej, nawet wszystkie państwa NATO razem wzięte nie są w stanie nadążyć z produkowaniem i dostarczaniem uzbrojenia. Ta wojna trwa już ponad pięćset dni i końca jej nie widać. My możemy pomagać na miarę naszych sił i możliwości, nie zapominając też o zapewnieniu odpowiedniej ilości sprzętu wojskowego dla naszego bezpieczeństwa. Polska i tak zrobiła dla Ukrainy w wielu obszarach więcej, niż można się było spodziewać. Nikt nie zaangażował się tak jak my. Ukraina jest tego świadoma, a przynajmniej powinna być i to docenić.