• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Trzeba pójść na wybory

Środa, 23 sierpnia 2023 (20:48)

Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości

Czemu ma służyć i jak w ogóle odczytywać stanowisko unijnego komisarza ds. sprawiedliwości Didiera Reyndersa podważające status Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego, która będzie decydować o ważności wyborów parlamentarnych w Polsce?

– W myśl przysłowia „tonący brzytwy się chwyta” komisarz Didier Reynders prezentuje stanowisko, jakby już znał wynik wyborów parlamentarnych w Polsce. Na pewno ma też świadomość, że Prawo i Sprawiedliwość ma sporą przewagę nad Platformą, dlatego nie chcąc pogodzić się z ewentualną, ale bardzo prawdopodobną porażką formacji dowodzonej przez Donalda Tuska, buduje w Europie narrację, że wybory w Polsce będą sfałszowane i nieważne. Czepia się Polski, tak jak każdy lewicowo-liberalny unijny komisarz. Reynders, podobnie jak całe to środowisko, zdaje sobie sprawę, że sytuacja w Polsce i trzecia z rzędu wygrana PiS-u, może mieć kluczowe znaczenie – jako pewien impuls – dla przedterminowych wyborów w Holandii, które mają się odbyć 22 listopada. Teflonowy premier Mark Rutte po 13 latach odchodzi z polityki i lewica europejska, która obawia się utraty wpływów. Boi się, że wygrana sił prawicowych w Polsce może rzutować na postawę wyborców w Holandii i spowodować odwrócenie pewnego trendu korzystnego dla europejskiego lewactwa, dlatego próbuje narzucić narrację, że wybory w Polsce będą nieuczciwe. Tylko, kto uwierzy tej niedorzecznej retoryce – poza liberałami, lewicą oraz polską ulicą i zagranicą.

Do niedawna ataki na Polskę były zawoalowane, próbowano zachować jakieś pozory, ale teraz kurtyna opadła i mamy otwartą ingerencję w procesy demokratyczne, w suwerenność państwa polskiego i płynące z zagranicy wsparcie dla opozycji?

– Tak, to jest bardzo czytelne, to jest jasne, przejrzyste. Przypomnę, że wszystkie rezolucje podejmowane przeciwko Polsce w Parlamencie Europejskim, a było ich ponad 40, zawsze natrafiały na wielki aplauz ze strony liberałów i lewicy, były też mocno nagłaśniane, a właściwie promowane przez lewicowo-liberalne media. Natomiast w tej chwili te ataki na Polskę poszły jeszcze dalej i następuje proces właśnie otwartej, zmasowanej ingerencji w procesy demokratyczne państwa polskiego. I tak w zachodnioeuropejskich lewicowych gazetach mamy próby ośmieszenia referendum w Polsce, ośmieszenie pytań referendalnych, próbuje się ośmieszyć, wręcz wykpić m.in. obronę Lasów Państwowych. Ekspertami tych mediów są oczywiście Donald Tusk albo jakaś lewicowa poseł czy przedstawiciel jednego ze stowarzyszeń grzybiarskich, który zamiast zajmować się grzybami, mówi o rabunkowej wycince lasów. I te materiały są publikowane w zachodniej prasie przeciwko rządowi, przeciwko Polsce. Trzeba robić wszystko, trzeba zachęcać Polaków, żeby wzięli udział w referendum oraz w wyborach 15 października br., bo wybory do Sejmu i Senatu będą ważne także, jeśli chodzi o przyszłość Europy i plan tworzenia superpaństwa europejskiego, o czym marzą Donald Tusk z kanclerzem Olafem Scholzem. Dzisiaj akurat przypada rocznica paktu Ribbentrop-Mołotow z sierpnia 1939 roku, konsekwencją którego były tragiczne dla nas wydarzenia z 1 i 17 września, co pokazuje, że alians niemiecko-rosyjski wciąż trwa w XXI wieku. Dlatego powinniśmy użyć wszelkich argumentów, przedstawić dokumenty – tak jak to uczynili autorzy nowego odcinka serialu dokumentalnego „Reset” i mówić otwarcie o relacjach łączących rząd Donalda Tuska z rządem Putina. Chodzi o to, żeby pokazywać obłudę, kłamstwo i wprost antypolskie działania ekipy Donalda Tuska.

Skoro mowa o pytaniach referendalnych, to jakie – w Pana ocenie – są szanse, że uda się przekroczyć próg 50 proc. potrzebny do ważności referendum. Co Zjednoczona Prawica ma zamiar jeszcze zrobić, żeby wbrew nawoływaniom opozycji do bojkotu referendum przekonać Polaków do udziału w tym akcie demokratycznym?

– Oczywiście przy zaangażowaniu Polaków frekwencja przekraczająca 50 proc. jest możliwa do osiągnięcia. Nawoływanie do bojkotu jest modelem charakterystycznym dla lewicy i liberałów, czego symbolem było słynne już hasło „zabierz babci dowód”, żeby nie mogła głosować. Natomiast myślę, że w Polsce mamy wystarczająco dużo ludzi poważnych, odpowiedzialnych za Polskę, którzy może na co dzień nie zajmują się polityką, ale jeśli chodzi o wybory i referendum, gdzie mowa jest o bezpieczeństwie zewnętrznym, ale też wewnętrznym państwa polskiego oraz o zwykłych ludzkich sprawach, bo czym innym jest wiek emerytalny, i głosy tych ludzi przeważą. Uważam, że Zjednoczona Prawica, ale nie tylko, bo również organizacje katolickie, społeczne, pozarządowe mające na sercu dobro państwa polskiego, też powinny zachęcać do udziału w referendum, i to na każdym poziomie.

A czego boi się Donald Tusk, próbując zniechęcić Polaków do udziału w referendum?

– Tusk się wyraźnie obawia, że Polacy mogą przystopować jego zapędy, a wiemy, na co go stać, dlatego już „unieważnił” to referendum. Lider opozycji totalnej boi się też, że po raz trzeci z rzędu przegra wybory parlamentarne, że grupy interesu, które chcą budować superpaństwo europejskie, mu tego nie wybaczą i zamiast kolejnej ciepłej posadki w Europie będzie musiał zejść ze sceny. Zresztą nie tylko Tusk, bo także politycy Platformy, europarlamentarzyści tej formacji oraz Lewicy czy PSL-u zależni od swoich europejskich liderów partyjnych mają obawy, czy spełnią życzenia decydentów. Myślę też, że Kosiniak-Kamysz z Hołownią powinni zaprzestać dyskusji na temat wprowadzenia euro w Polsce, a zacząć myśleć o Polsce, o polskiej gospodarce. Oczywiście są też mocno zainteresowani, być może pełni obaw o swój los, czy uda się im przekroczyć próg wyborczy, ale to ich zmartwienie. My mamy świadomość, że te wybory są niezwykle ważne, nie są to wybory dla PiS-u, ale są to wybory istotne dla Polski, dla Polaków, dla przyszłych pokoleń. Tusk zablokował rozwój Polski na osiem lat i teraz szykuje się do kolejnej blokady Polski i stworzenia eldorada, gdzie będą mogli pełną piersią oddychać inwestorzy niemieccy, ale nie Polacy.

Jak zatrzymać ten marsz, próbę reaktywacji polityki Tuska?     

– Trzeba pójść na wybory. Polacy są odpowiedzialnym, dumnym, mądrym narodem i wierzę, że nie dadzą się zwieść tej de facto antypolskiej narracji. Dlatego wszystkie ręce na pokład, dotyczy to też nas, polityków. Zachęcamy więc do udziału w wyborach i referendum, bo nikt za nas nie obroni Polski. Każdy, kto neguje referendum, nie jest żadnym demokratą. Natomiast naszą powinnością jest zachęcanie do udziału, mobilizowanie Polaków do udziału w tym demokratycznym akcie. Oczywiście każdy może mieć własne zdanie i odpowiedzieć na pytania TAK lub NIE. To jest nasz wybór, ale powinniśmy skorzystać z prawa decydowania i udziału w wyborach oraz w referendum.

Jeśli chodzi o postawę Webera czy Reyndersa, jest to jawna próba wpływania na wewnętrzne decyzje państwa członkowskiego, a przecież Unia Europejska w założeniu miała nie ingerować w wewnętrzne sprawy państw narodowych, a więc też w wybory. Były już różne próby, ale takiej presji, jaka jest stosowana wobec Polski dzisiaj, żeby odebrać władzę PiS-owi, dotychczas chyba nie mieliśmy?

– Owszem takie było założenie, ale widać, że coraz bardziej się od tego odchodzi, od wizji ojców założycieli Unii Europejskiej, która staje się narzędziem wpływania, ingerowania w sprawy innych państw oraz uzależniania ich od mocniejszych, silniejszych, lepiej rozwiniętych. Ta presja jest obecna, co więcej, ona się zwiększa i będzie rosnąć. Dlatego trzeba rozstrzygnąć na naszą korzyść – na korzyść sił prawicowych wybory w Polsce oraz zwiększyć liczbę mandatów w przyszłorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego, aby mieć wpływ na decyzje, jakie zapadają w Europie. Próby wpływania na interesy, prawa Polski i Polaków do samostanowienia o sobie były, są i pewnie będą. Myślę jednak, że Polacy – wbrew naciskom, wbrew kłamstwom i manipulacjom Tuska i akolitów – powinni sami zdecydować, w jakiej Polsce chcą żyć. Czy w Polsce suwerennej, dumnej, czy w Polsce podległej unijnym elitom, obcym stolicom, które chcą za nas decydować i urządzać nam nasz świat. Rząd Zjednoczonej Prawicy wiele już uczynił dla Polaków, dla przedsiębiorców, emerytów, rencistów, dla polskich rodzin w przeciwieństwie do ekipy PO – PSL, której marzy się powrót do władzy. Są też jakże ważne kwestie dotyczące bezpieczeństwa Polski i Polaków, co jest istotne w obliczu wojny za naszą wschodnią granicą i zapędów Rosji. Te wszystkie aspekty też trzeba wziąć pod uwagę, podejmując decyzję przy urnach. Nie wolno nam się zdrzemnąć w dniu wyborów, bo liberalno-lewicowa Unia Europejska tylko patrzy na nasze potknięcie, i będzie robić wszystko, żeby obalić polski rząd.

Mamy Unię zepsutą instytucję, co więcej ten proces destrukcji postępuje. Jak ją naprawić? Czy w ogóle da się przeprowadzić radykalny remont, czy może pora zacząć myśleć o innym międzynarodowym formacie?

– Dyskusje o przyszłości Unii Europejskiej owszem trwają, i to jest widoczne. Wszystko zależy od postaw wyborczych obywateli w poszczególnych krajach. Na przykład francuska prawica ma już tylko o jeden procent poparcia mniej od formacji rządzącej, a więc rośnie w siłę. W Niemczech coraz bardziej liczy się nacjonalistyczna Alternatywa dla Niemiec AfD, o której nie bardzo wiadomo, w którą stronę może pójść. Ale ta formacja ma jedną pozytywną cechę – mianowicie może być zalążkiem rozpadu niemieckiego fundamentu w Unii Europejskiej. AfD uważa, że zgodnie z ideą ojców założycieli Unia Europejska powinna być tylko unią gospodarczą, a nie unią polityczną, co by siłom prawicowym, a więc nam, odpowiadało. Tym samym politycy tej formacji wykluczają powstanie państwa europejskiego, podobnie jak są przeciwko paktowi klimatycznemu i całej lewackiej polityce z tym związanej. Z kolei ci, którzy dzisiaj rządzą Unią, chcą dalej brnąć w tę ślepą uliczkę, natomiast coraz więcej państw, dostrzegając, że jest to droga donikąd, uważa inaczej. Te państwa, jak Polska czy Węgry, ośmielają się myśleć inaczej, iść pod prąd rozmaitym lewackim trendom, dlatego są zwalczane, jest też próba nacisku poprzez bezprawne wstrzymywanie unijnych środków np. z Krajowego Planu Odbudowy czy też – jak to ma miejsce obecnie w odniesieniu do Polski – próba ingerowania w proces wyborczy, w proces demokratyczny oraz chęć modelowania naszej sceny politycznej i posadowienie w Warszawie rządu, który będzie grał nie dla Polski i Polaków, ale dla Berlina i Brukseli.

Z funkcji wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej z unijnej polityki odchodzi zagorzały przeciwnik Polski – Frans Timmermans. To również powinno być nie bez znaczenia?

– Frans Timmermans znany z ideologicznego zacięcia, który był jednym z największych przeciwników Polski, polityk lansujący Europejski Zielony Ład odchodzi, aby wziąć udział w wyborach parlamentarnych w Holandii i  ubiegać się o schedę po premierze Marku Rutte. I dobrze. Podobnie z polityki, w cieniu afer i skandali, odchodzi drugi znany z tyrad przeciwko Polsce europoseł, były premier Belgii, Guy Verhofstadt, który zapowiedział, że nie będzie kandydował do Parlamentu Europejskiego w przyszłorocznych wyborach. Jest więc szansa, żeby wzmocnić swoją siłę jako kraj i przy korzystnym wyniku wyborczym w Polsce 15 października, przy stałym wzroście polskiej gospodarki, a także przy korzystnych rozstrzygnięciach w innych krajach, możemy być silniejsi także w Unii Europejskiej.

    Dziękuję za rozmowę.     

Mariusz Kamieniecki