• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Walka o podział wpływów w Afryce

Środa, 23 sierpnia 2023 (15:17)

ROZMOWA z dr. Witoldem Waszczykowskim, posłem do Parlamentu Europejskiego, byłym szefem polskiej dyplomacji

 

Przywódcy państw BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i Republika Południowej Afryki) spotykają się w RPA. Celem rozmów jest nakreślenie ram przekształcenia luźnej współpracy w globalną organizację, która rzuci Zachodowi. Tworzy się coś nowego?

– Nie, nie sądzę. Myślę, że są to ruchy sprawdzające sytuację międzynarodową. Różne państwa próbują pozycjonować się w oczekiwaniu na nową architekturę bezpieczeństwa. Będzie ona uzależniona w pewnym sensie od różnych aspektów zakończenia wojny Rosji z Ukrainą i postawy innych państw, pośrednio zaangażowanych. Na ostatnim szczycie grupa G-7 opowiedziała się za gwarancjami dla Ukrainy. Jednak po drugiej stronie też zaczyna się gromadzić poważna grupa państw. Chiny nieprzerwanie prowadzą przyjazną Rosji politykę. Jest to istotne wsparcie dla Moskwy i jej działań. Światowe mocarstwa mają ambiwalentną postawę. Wobec tego postrzegam to spotkanie jako jedno z licznych, które będą organizowane w najbliższym czasie. I tak będzie się odbywało badanie sytuacji, postaw, ale nie sądzę, aby w najbliższej przyszłości doszło do podjęcia przesądzających dla losów świata decyzji.

Aż 40 krajów wykazało zainteresowanie przystąpieniem do BRICS. Chiny są za rozszerzeniem współpracy. To dowód na to, że pozycja USA jako światowego hegemona będzie podważana?

– Już teraz od czasu do czasu dochodzi do prób podważenia pozycji Stanów Zjednoczonych. W okresie zimnej wojny doszło do sformowania wielkiego nurtu państw niezaangażowanych. Później różne państwa próbowały budować antyamerykańskie – antyzachodnie inicjatywy. W tej chwili również są próby wykorzystania sytuacji. W Waszyngtonie mamy bardzo słabe przywództwo. Joe Biden nie jest postrzegany jako polityk silny, mocny, obdarzony charyzmą. Patrzą na niego jako na bardzo słabego prezydenta. To człowiek, którego dotykają poważne problemy polityczne – także wewnętrzne. Nieubłagany jest również czas – kalendarz. Za chwilę rozpocznie się amerykańska kampania wyborcza. To doskonały moment. Można wykorzystać zaangażowanie Waszyngtonu w sprawy wewnętrzne, a tym samym rozpocząć proces budowy nowych struktur – także globalnych. Musimy wziąć pod uwagę fakt, że amerykańska administracja nie jest tak słaba jak prezydent USA. W ostatnich tygodniach prowadzone są prace nad realizacją bardzo ambitnego porozumienia między odwiecznymi, śmiertelnymi wrogami – Arabią Saudyjską a Izraelem. Gdyby to się udało, to mielibyśmy do czynienia z wydarzeniem przełomowym, o historycznej wręcz randze. Nie jest więc przesądzone, że obecne osłabienie Stanów Zjednoczonych doprowadzi do tego, że ich globalny autorytet upadnie.

BRICS otwiera się na Afrykę. Podkreślano, że darzy ten kontynent wielkim zainteresowaniem. Temat 15. szczytu to „BRICS i Afryka”. W czasach prezydentury Baracka Obamy twierdzono, że Pacyfik stanie się centrum świata. Nastąpi jednak przeorientowanie na Afrykę i jej surowce?

– Ta ocena była podparta analizami gospodarczymi i handlowymi. Jeżeli dodamy potencjał Stanów Zjednoczonych, Kanady, Chin, Japonii, Korei Południowej, Australii czy nawet Indonezji, to zakładamy, że centrum będzie nad Pacyfikiem. I dzisiaj, rzeczywiście, jest to centrum ekonomiczne, które bardzo prężnie funkcjonuje. Ale jednak centrum geopolityczne znajduje się gdzie indziej: między Stanami Zjednoczonymi, Europą, aż po Rosję. To właśnie tutaj toczy się rozgrywka o dominację na świecie.

 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

APW, RS „Nasz Dziennik"