Emocje w głównej roli
Niedziela, 20 sierpnia 2023 (21:35)Rozmowa z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego
Michał Kołodziejczak na listach Platformy to przypadek, zaskoczenie?
– Trzeba by o to zapytać zwolenników totalnej opozycji, którzy zaskoczeni takim obrotem spraw mają, albo przynajmniej powinni mieć, kaca moralnego. Oczekuję, że w jednej ze „słusznych” gazet na stronie tytułowej pojawi się artykuł pt. „Odkrycie roku Donalda Tuska”. Czekam też na audycję stacji – tej, co to mówi „całą prawdę, całą dobę”, że Kołodziejczak na liście Koalicji Obywatelskiej, to sukces totalnej opozycji. Myślę, że, póki co, jest to największe zaskoczenie tej kampanii, które wprowadziło ogromne zamieszanie w szeregach totalnej opozycji i chyba nikt ze zwolenników tej formacji nie wie, o co chodzi.
Wygląda na to, że Tusk bierze na listy wszystkich jak leci, żeby idąc szerokim frontem, za wszelką cenę pokonać Prawo i Sprawiedliwość?
– Tusk bierze na pokład wszystkich, którzy krzyczą głośniej niż on sam, są bardziej agresywni od niego, aby na tym tle pokazać, że on sam jest politykiem umiarkowanym. Zastanawiam się też, czy Donald Tusk chce zachować szyld, czy też mając świadomość porażki i – jak przewidują niektórzy komentatorzy polityczni – robi wszystko, żeby nie przejąć władzy.
Czy Tusk, biorąc na listę Kołodziejczaka, który chciał uchodzić za reprezentanta wsi, nie chce odebrać głosów Koalicji Polskiej w środowisku wiejskim, aby odegrać się za rezygnację ludowców ze wspólnego startu z Koalicją Obywatelska, i tym samym uniemożliwić, a przynajmniej utrudnić Kosiniakowi-Kamyszowi i Hołowni wejście do parlamentu?
– Dokładnie tak. Kołodziejczak na liście Koalicji Obywatelskiej to nóż w plecy wbity PSL-owi. Platforma z rolnictwem czy z ziemią nie ma nic wspólnego, chyba że pielęgnowanie kwiatków na parapecie uważamy za rolnictwo. W tym momencie Kołodziejczak ma być alternatywą dla PSL-u, aby pokazać, że interes wsi jest dla Tuska też ważny. Ale PSL też mizdrzył się do Agrounii i gdyby nie sprzeciw Hołowni to, kto wie, czy Kołodziejczak nie znalazłby się na listach Koalicji Polskiej. Jeśli ten manewr z Kołodziejczakiem udałby się Tuskowi, to PLS i Polska 2050 w przyszłej kadencji mogą się znaleźć poza Sejmem. Jeśli Koalicja Polska nie weszłaby do Sejmu, to wówczas szanse Zjednoczonej Prawicy na trzecią kadencję wzrastają.
Co więcej, PSL nie będzie już mógł powiedzieć, że wygrał nasz koalicjant?
– Myślę, że program, jaki realizuje Donald Tusk, to – po pierwsze – jest mściwe karanie PSL-u przez znanego z pamiętliwości lidera Platformy za to, że ludowcy nie zgodzili się na jedną listę opozycyjną. I to może być forma ukarania. Po drugie, mamy przed sobą jeszcze blisko 50 dni kampanii i chyba można dziś z całą pewnością powiedzieć, że po stronie opozycji, po stronie Koalicji Obywatelskiej programu wciąż nie ma.
Kołodziejczak wyraźnie prezentuje postawę antyamerykańską, o czym przypomina PiS w spocie wyborczym, obnażając zachowanie lidera Agrounii, który mówi, że ambasada amerykańska kłóci nas z Rosją. Co nam to mówi?
– To, że trzeba bardzo uważać. W tym kontekście czekam na to, co powiedzą tzw. wolne media, i kiedy zaproszą Michała Kołodziejczaka do swoich audycji czy na swoje łamy jako człowieka Tuska na liście wyborczej Koalicji Obywatelskiej. Czekam na opinie komentatorów, publicystów zaprzyjaźnionych z totalną opozycją, którzy o Kołodziejczaku powiedzą, że mamy wreszcie swojego człowieka. Cała ta sytuacja z Kołodziejczakiem na pokładzie Platformy, która zawsze chciała uchodzić za formację proamerykańską, to jest żenada, to kpina i bardzo niebezpieczna sytuacja, że coś takiego ma miejsce.
O czym zatem będzie ta kampania przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi?
– Po pierwsze, nie będzie żadnej merytorycznej kampanii parlamentarnej, bo będzie to kampania, gdzie w roli głównej występować będą emocje. Natomiast jest szansa na merytoryczną kampanię związaną z referendum. Większość parlamentarna stawią cztery pytania, bardzo proste, a jednocześnie bardzo ważne, które wymagają jasnego zadeklarowania się Polaków, powiedzenia TAK lub NIE po to, aby każdy przyszły rząd miał silne umocowanie, silny mandat Polaków na gruncie europejskim.
Ale opozycja twierdzi, że jeśli chodzi o sprawy zawarte w pytaniach referendalnych, to są one oczywistą oczywistością, a referendum to tylko przebiegłość PiS-u, co ma im pomóc w kampanii, aby przedłużyć władzę?
– Nie zgadzam się z takim stawianiem sprawy, że referendum służy tylko jednej formacji, bo tak naprawdę każda partia, która bierze udział w wyborach ma prawo się wypowiedzieć, ma prawo zorganizować kampanię także wokół referendum i przedstawić argumenty. Natomiast jeśli argumentem jest apel do wyborców, aby zbojkotować referendum, żeby nie brać karty z pytaniami referendalnymi, to znaczy, że namawia się ludzi, aby nie mieli swojego zdania. Jeśli chodzi o formacje opozycyjne, to zależy im, żeby nie być związanymi decyzją obywateli, bo to może być sprzeczne z polityką niemiecką, z polityką Webera. Tak trzeba to nazwać. Ci, którzy nie wezmą udziału w referendum, tak naprawdę sami pozbawią się głosu, a jednocześnie zapalą zielone światło grupie Webera do działań na gruncie polskim.
Ale chyba trudno posądzić o grę w grupie Webera Konfederację, która nie poparła uchwały przeciw obcej ingerencji w proces wyborczy w Polsce…
– Konfederacja – łagodnie rzecz ujmując – zachowuje się dziwnie i próbuje być za, a nawet przeciw.
W takim razie, co to za narodowcy?
– Nie wiem, tym bardziej że totalnej opozycji zależy, aby to referendum okazało się porażką rządzących. Ale jeśli już, to nie będzie porażka PiS-u. Brak wymaganej frekwencji, co przełożyłoby się na to, że referendum będzie nieważne, oznaczałoby, iż naród ma w nosie, co będzie z Polską. I na tym właśnie zależy Tuskowi oraz akolitom – mianowicie doprowadzić do ośmieszenia interesu państwa polskiego. Jeśli bowiem naród opowiedziałby się, uznałby, że nie ma zgody na podwyższenie wieku emerytalnego, to w przypadku odgórnego, z zewnątrz, narzucenia nam podniesienia wieku emerytalnego rząd będzie miał argument za odrzuceniem, powołując się na głos suwerena. Tu nie ma polityki, za to jest bardzo silne umocowanie na gruncie europejskim. Podobnie rzecz ma się, jeśli chodzi o wyprzedaż przedsiębiorstw państwowych.
Natomiast nie wiem, dlaczego retoryka opozycji poszła w kierunku Orlenu, kiedy rzecz rozbija się głównie, aby zabezpieczyć przed wyprzedażą dóbr narodowych Lasy Państwowe, Polskie Koleje Linowe czy Pocztę Polską, żeby nikomu nie przyszło do głowy pozbywać się tzw. sreber rodowych – zwłaszcza że za rządów koalicji PO – PSL wiele z nich poszło pod młotek. I tu jest kwintesencja referendum, czy chcemy rozgrabienia tych dóbr, czy też chcemy, żeby służyły Polsce, Polakom i były w rękach państwa.
Pojawiają się jednak głosy sprzeciwu, że jest to pytanie pod PiS?
– Absolutnie nie. To jest pytanie w interesie Polski. Przypomnijmy sobie, jaka była atmosfera wokół ochrony polskiej granicy, gdzie cała opozycja, z wyjątkiem PSL-u, była przeciwna budowie zapory na polsko-białoruskiej granicy. W sytuacji, kiedy mamy wojnę hybrydową, gdy Łukaszenka z Putinem, organizując falę nielegalnego przekraczania granicy przez imigrantów m.in. z Azji i Afryki, próbuje zdestabilizować granicę Polski i Unii Europejskiej, kiedy granica liczy kilkaset kilometrów, gdzie są lasy i jest to teren praktycznie nie do upilnowania – i rząd buduje zaporę, a opozycja z Tuskiem na czele jest przeciwko, to w czyim interesie jest to działanie? Co więcej, za to, że bronimy także granicy Unii i ta Unia zamiast nam pomagać, to nas karze, jesteśmy wyzywani od nacjonalistów, od ludzi bez sumienia itd. Także politycy opozycji polskiej, wespół z mediami rosyjskimi, z całą propagandą Kremla, próbowali te działania polskich władz ośmieszyć, wykpić.
Tego, że byli przeciwko polskiej racji stanu, nie da się inaczej wytłumaczyć jak działaniem wbrew interesom Polski. Dlatego to pytanie jest zasadne, bo ważne, czy po wyborach rząd będzie tę politykę rozwijał i umacniał naszą granicę, czy powie – jak europoseł Janina Ochojska – że ten mur trzeba będzie rozebrać? To jest kwestia zasadnicza, ponieważ zagrożenie jest realne, jeśli sobie przypomnimy słowa Tuska, że ten mur w ogóle nie powstanie i był przeciwko tej inwestycji w bezpieczeństwo. Polityków pokroju Tuska jest cała masa, dlatego Polska, bezpieczeństwo Polski i Polaków wymaga jasnej deklaracji i opowiedzenia się, bo inaczej jeśli wygrałaby opozycja, to możemy mieć poważny problem.
Skoro już omawiamy pytania referendalne, to pozostaje jeszcze kwestia dotycząca przymusowej relokacji. Unia i opozycja przekonują, że o żadnym przymusie i karach nie ma mowy, ale fakty mówią coś zupełnie innego?
– Sytuacja wygląda tak, że państwa południowej Europy nie strzegą granic Schengen. Napływ nielegalnej imigracji wzrasta i teraz Bruksela chce rozwiązać ten problem, dzieląc się tym kłopotem ze wszystkimi członkami. Ktoś w majestacie prawa próbuje zalegalizować handel ludźmi, którzy są towarem dla przemytników, na czym zarabiają miliony euro. Teraz zamiast walczyć z tym procederem, Unia Europejska chce uczynić nas wspólnikami handlarzy i mówić, że nic się nie stało. Co więcej, chce karać finansowo tych, którzy się z tym nie zgadzają. Nie ma programu, pomysłu, jak walczyć z handlarzami ludźmi. Nie widzę projektu, jak wzmocnić społeczeństwa, państwa biedne z Afryki Północnej czy Bliskiego Wschodu, jak pomagać tym ludziom tam na miejscu, o co już dawno apelował polski rząd, żeby zmniejszyć biedę tych społeczeństw, tylko zachęca się ich do przybywania do Europy.
Unia nie prowadzi żadnej racjonalnej polityki wobec potrzebujących, tylko hoduje problem za problemem. Wynika to z faktu, kto rządzi Unią, że są to w większości lewaccy ideolodzy. I jeśli PiS wytyka te błędy, i jeśli chce zabezpieczyć Polskę i Polaków, to pada absurdalny zarzut, że PiS kłamie. Tymczasem PiS nie kłamie, tylko nas się okłamuje, mówiąc niestworzone rzeczy, a my tej kłamliwej propagandzie ulegamy. Jeśli więc nie weźmiemy udziału w wyborach i w referendum, to za parę miesięcy możemy płakać, kiedy zobaczymy, jak to się skończy. Ale wtedy będzie już za późno. Referendum jest obok wyborów ważnym elementem demokracji, dlatego ośmieszanie tego instrumentu demokracji i wmawianie, że to jest wymysł partyjny PiS-u, że to jest manipulacja, jest niczym innym jak działaniem na szkodę państwa polskiego.
Opozycja, jaka jest, każdy widzi, ale co powoduje, że tak wielu ludzi ulega propagandzie i wpisuje się w retorykę Tuska i jego politycznych kompanów. Dlaczego nie działają w interesie państwa polskiego?
– To wynika z jednej strony z niechęci do PiS-u, i tu argumenty merytoryczne nie działają, a z drugiej – jest to wynik zmęczenia. Kampania trwa już właściwie dwa lata z mniejszym bądź większym nasileniem. To najdłuższa kampania, jaką znam. Jestem przekonany, że z chwilą rejestracji list wyborczych ulotki, plakaty, twarze, jakie się na nich pojawią – to nie będzie już działało. Ludzie pójdą 15 października do urn i zagłosują tak, jak zechcą, a kampania z uwagi na zmęczenie wyborców, na przesyt polityki, nie będzie miała większego znaczenia. Poziom agresji, inwektyw, pogardy, wyzywania sięga bruku. Myślący ludzie z tym się nie godzą, dlatego przyszedł moment, żeby powiedzieć stop. Na dzisiaj kampania skierowana jest to 10-12 proc. niezdecydowanych, którzy nie wiedzą, czy pójść na wybory i co zrobić ze swoim głosem, albo są oszukani przez ugrupowania, które kiedyś popierali, bądź też są zawstydzeni poziomem bieżącej retoryki i walki politycznej.