Egzotyczne nabory w Platformie
Środa, 16 sierpnia 2023 (20:46)Rozmowa ze Szczepanem Wójcikiem, prezesem Instytutu Gospodarki Rolnej, przedsiębiorcą rolnym
Trwa domykanie list wyborczych, także
w Platformie, gdzie pojawiają się nowe nazwiska zaczerpnięte z innych formacji, jak chociażby Hanna Gil-Piątek, Karolina Pawliczak czy wreszcie Bogusław Wołoszański. Jednak chyba największym zaskoczeniem jest fakt, że Tusk rzucił koło ratunkowe Michałowi Kołodziejczakowi?
– Obawiam się, że w tym zabetonowanym platformerskim świecie Michałowi Kołodziejczakowi będzie bardzo ciężko przebić się z jakąkolwiek komunikacją do rolników, bo środowisko Donalda Tuska nienawidzi wsi. Samą decyzję tego egzotycznego połączenia oceniam natomiast jednoznacznie negatywnie, i to z dwóch powodów. Po pierwsze, Platforma wsią pogardza, zawsze nią pogardzała. Po drugie, Michał Kołodziejczak, będąc utożsamiany z tą ekipą, będzie musiał przyjąć na siebie wszystko – również konsekwencje, a jestem przekonany, że takie nadejdą. Donald Tusk jest zmęczonym i zużytym politykiem, który próbuje nas przekonać, że wniesie do Sejmu świeżość…
Znamy tę świeżość z czasów, kiedy Platforma rządziła Polską. To był jeden z najgorszych okresów współczesnej historii Polski. Donald Tusk musi być bardzo zrozpaczony
i zdeterminowany zarazem. Mam takie odczucie, patrząc na ten szeroki front, jakim próbuje iść, od Sasa do Lasa. Zasadniczo uważam, że Platforma nie ma zbyt wiele do zaproponowania polskim obywatelom, a o wsi nie ma pojęcia. Kiedyś wspierało ją PSL, a dziś, rozumiem, ma to być Agrounia. Marzę, aby o polskiej wsi mogli decydować ludzie, którzy rozumieją jej strukturę, w Platformie – jak rzekłem – tego zrozumienia nie było i nie ma. Mam nadzieję, że Zjednoczona Prawica, ale także Konfederacja bardzo uważnie się temu przyglądają. Trzeba też uczciwie powiedzieć, że niektóre kwestie nie do końca zostały właściwie zdiagnozowane przez Prawo i Sprawiedliwość i dzisiaj Koalicja Obywatelska to wykorzystuje.
Czym kierował się Donald Tusk, biorąc na pokład Michała Kołodziejczaka?
– Nie wiem, być może Michał Kołodziejczak ma poprawić notowania Platformy na polskiej wsi i ma jakiś własny plan? Ale naiwne jest myślenie, że można zrobić cokolwiek dla Polski, idąc ramię w ramię z tym starym, zblatowanym środowiskiem od „ośmiorniczek”. Tak czy inaczej decyzja
o starcie z list Platformy jest jego sprawą. Natomiast ja, kiedy miałbym propozycję startu w wyborach parlamentarnych z list Platformy, to z pewnością z takiej oferty bym nie skorzystał.
A w ogóle to miał Pan jakieś propozycje startu w wyborach parlamentarnych?
– Owszem. Kilku czołowych polityków Koalicji Obywatelskiej zgłaszało się do mnie z pytaniem, czy nie zechciałbym ich wesprzeć na polskiej wsi, ale kategorycznie odmówiłem. Biznes nauczył mnie, że nie można być naiwnym. Nie byłem zainteresowany Koalicją Obywatelską. Ponadto proszę spojrzeć na szefów innych organizacji rolnych, które nie podpisują się pod polityką Koalicji Obywatelskiej. Ze świeczką szukać na wsi kogokolwiek, kto popierałby politykę Tuska i jego środowisko. Michał Kołodziejczak jest samodzielnym politykiem, wybrał taką, a nie inną drogę, i wyborcy to ocenią. Ja natomiast, mimo że taką propozycję startu z list Platformy miałem, co więcej, proponowano mi bardzo wysokie miejsce na listach w kilku okręgach, to z tej propozycji nie skorzystałem. Jeśli chodzi o Koalicję Obywatelską, to nigdy bym tego nie zrobił.
Kołodziejczak ma być pomysłem Tuska na polską wieś?
– Myślę, że Tusk nie ma żadnego pomysłu, co mógłby zrobić dla polskiej wsi. Widać jak na dłoni, że kampania nie będzie merytoryczna, ale oparta na anty-PiS-ie, bo na okręcie Koalicji Obywatelskiej miejsce znajdą wszyscy, którzy są kojarzeni z anty-PiS-em. Tusk nigdy takiego pomysłu dla polskiej wsi nie miał, nigdy o polską wieś nie dbał. Sądzę, że ten manewr z Kołodziejczakiem, koalicja z Agrounią to parawan, za którym będzie mógł ukryć prawdziwe intencje. Chce znaleźć jakiś punkt zaczepienia, który pozwoli mu o wsi mówić. Zresztą to bardzo łatwe do sprawdzenia. Niech obaj panowie przyjadą na wieś na jakiekolwiek spotkanie. Będę ciekaw reakcji.
Michał Kołodziejczak stara się wykorzystać – z jego punktu widzenia być może dobrą okazję – żeby się dostać do parlamentu. Jak słyszymy, ma być jedynką w Koninie,
a więc będzie miał spore szanse, żeby zasiąść w ławach sejmowych. Tak więc z punktu widzenia lidera Agrounii może to być dobry interes, pod warunkiem, że nie zostanie oszukany. Cóż, zobaczymy w październiku, jak to zostanie przyjęte na polskiej wsi i czy rolnicy będą tym faktem zachwyceni – osobiście wątpię. Tak czy inaczej wybory to rozstrzygną.
Czy Kołodziejczak i Agrounia mogą się
w ogóle uważać za reprezentantów polskiej wsi?
– Osób, które się uważają za reprezentantów polskiej wsi, jest w naszej polityce wielu, ale poza słowami, pustymi gestami trudno tam znaleźć coś pozytywnego. Myślę jednak, że jest grupa osób, które Michała Kołodziejczaka
i Agrounię popierają, natomiast zdecydowanie więcej jest tych, którzy absolutnie nie zgadzają się z polityką Agrounii i popierają ruchy wolnościowe. Znam całą masę rolników, którzy popierają albo PiS, albo Konfederację, która bardzo dużo sympatii zyskała w momencie sprzeciwu wobec
tzw. piątki dla zwierząt czy też ostrym stanowiskiem wobec importu ukraińskiego zboża. Powiedzmy też sobie uczciwie, że PiS ma wiele zasług, ale jeśli chodzi o polską wieś, nie może się pochwalić niczym szczególnym. Ostatnie lata w wykonaniu PiS-u były dla wsi raczej nie najlepsze – delikatnie rzecz ujmując – ale jeśli chodzi o poparcie polskiej wsi dla Platformy, to muszę przyznać, że o czymś takim nie słyszałem.
Zaznaczył Pan, że Platforma w ogóle nie ma programu, jeśli chodzi o polską wieś, ale czy ewentualna wygrana tej formacji i dostanie się do Sejmu Kołodziejczaka oznaczałyby, że lider Agrounii stałby się kandydatem na ministra rolnictwa? Wyobraża Pan sobie taką sytuację?
– Jeśli spełniłby się zarysowany przez pana redaktora scenariusz – czego nie życzę Polsce i Polakom – to Kołodziejczak na pewno liczyłby na taki awans. Sądzę też, że taki jest jego cel, żeby wejść do rządu, bo po co byłoby czynić zabiegi dostania się do parlamentu bez wpływu na rządzenie państwem. Jestem więc absolutnie przekonany, że taki jest cel Kołodziejczaka, natomiast warto pamiętać, że aby ktoś mógł zostać ministrem, to najpierw opcja, którą reprezentuje, musi wygrać wybory i ktoś musi jeszcze podjąć decyzję, aby taka czy inna osoba wzięła ten czy inny resort.
Natomiast, czy wyobrażam sobie taki scenariusz, że w przypadku wygranej opozycji Michał Kołodziejczak będzie kandydatem do przejęcia teki ministra rolnictwa? Moja odpowiedź brzmi „tak”, wyobrażam to sobie. Wydaje mi się, że to był jeden z głównych postulatów przyłączenia się Agrounii do Koalicji Obywatelskiej. Co więcej, Platforma nie ma w swoich szeregach nikogo, kto znałby się na rolnictwie, dlatego naturalnym kandydatem na ministra rolnictwa – przy spełnieniu wcześniej zarysowanych warunków – będzie Michał Kołodziejczak. Natomiast nie będzie wcale prostą sprawą, żeby taki scenariusz się zrealizował. Myślę, że środowisko wiejskie będzie bardzo mocno zaktywizowane, bo Donald Tusk i Platforma kojarzą się polskim rolnikom jednoznacznie negatywnie. Nie słyszałem, a obracam się w mniejszych i większych środowiskach wiejskich, aby ktoś pozytywnie wypowiadał się na temat Platformy i Donalda Tuska. Co innego w miastach, gdzie – jak wiemy – Koalicja Obywatelska ma duże poparcie, natomiast wieś to jest zupełnie inna historia.
Rozpoczęliśmy naszą rozmowę od stwierdzenia faktu, że Donald Tusk gromadzi wokół siebie polityków do niedawna z innych formacji i chce iść szeroką ławą do wyborów. A co jest zwornikiem, czy w ogóle można taki wskazać, który łączyłby Tuska i tych wszystkich jego partnerów politycznych spoza Platformy?
– Myślę, że jest to przede wszystkim niechęć, a wręcz nienawiść do Prawa i Sprawiedliwości i jej lidera. Donald Tusk gra na rozchwianie ludzkich emocji, jest napięcie, ale w tej debacie, w tym, co proponuje, nie ma merytoryki, nie dostrzegam tam żadnych rozwiązań dla Polski, nie widzę propozycji, które wpłynęłyby korzystnie na polską gospodarkę, natomiast widzę całą masę wzajemnych oskarżeń, dużo emocji, a mało, czy w ogóle brak konkretów. Dlatego uważam, że tym, co łączy tych wszystkich ludzi, którzy skupiają się wokół Tuska – zarówno jeśli chodzi o polityków, jak i sympatyków, jest nienawiść i wrogość do formacji rządzącej. Znów mamy żyć w kraju plemiennych wojen, gdzie jedni będą szczuli na drugich?
A może Tusk obawia się, że jeśli Zjednoczona Prawica będzie dłużej przy władzy w Polsce, to jeszcze więcej kulis jego rządów wyjdzie na światło dzienne,
i stąd taka determinacja, aby odebrać władzę PiS-owi?
– Nie wiem, czego obawia się Donald Tusk. PiS też miało okazję rozliczyć poprzednią władzę, ministrów z rządu Donalda Tuska, i po blisko ośmiu latach jakoś tego nie widać. W naszym interesie narodowym jest to, żeby różne lewackie środowiska i ich skrajnie lewackie pomysły ograniczające rozwój rolnictwa, wolność gospodarczą, ochocze przyklaskiwanie każdej głupocie Unii Europejskiej, raz na zawsze odeszły w zapomnienie. Donald Tusk jest przedstawicielem tej lewackiej Unii i jej bezrefleksyjnej polityki. Tym środowiskom zależy, żeby ideologia genderowa, ideologia lewacka, która z butami chce się wedrzeć czy to do polskich szkół, czy to do polskiej gospodarki, stała się rzeczywistością w Polsce. Tuskowi, który jest przedstawicielem polityki Berlina i Brukseli, chodzi o to, żeby Polska szła w lewą stronę, w lewackim kierunku. Gdy trzeba, Donald Tusk fotografuje się przy świętych ikonach i zapewnia o katolickiej gorliwości, całuje chleb, czyniąc znak krzyża, a innym razem żąda aborcji na życzenie. Jeśli komuś to odpowiada, to niech głosuje na Tuska, ale z absolutną szkodą dla Polski i naszego interesu narodowego.
Co zatem jest polską racją stanu?
– Polską racją stanu jest walczyć i wybierać na swoich przedstawicieli ludzi, którzy reprezentują katolickie wartości, tych, którzy będą stać na straży konserwatywnych, tradycyjnych wartości, którzy rozumieją rolę rodziny, którzy nie będą atakować Kościoła i pasterzy tak, jak to ma miejsce w przypadku Koalicji Obywatelskiej. My chcemy widzieć jako naszych przedstawicieli we władzach Rzeczypospolitej ludzi, którzy nie będą lansować związków homoseksualnych, zabijania nienarodzonych dzieci czy eutanazji, bo to wszystko niszczy polskie społeczeństwo i nas jako ludzi. Jestem przekonany, że z podobnych założeń wychodzą mieszkańcy polskiej wsi, mieszkańcy miast, którzy dostrzegają te zagrożenia. Uważam, że Koalicja Obywatelska i jej lider Donald Tusk są zagrożeniem dla polskiej racji stanu.