Zwrotna misja Tuska
Poniedziałek, 14 sierpnia 2023 (17:26)Rozmowa z prof. dr. hab. Wiesławem Wysockim, historykiem, prezesem Instytutu Józefa Piłsudskiego oraz wiceprezesem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej
Poznaliśmy już wszystkie pytania, jakie Prawo i Sprawiedliwość chce zadać Polakom podczas referendum. Poruszone zostały ważne kwestie. Spodziewał się Pan Profesor czegoś więcej?
– Pytania, jakie Prawo i Sprawiedliwość chce zadać Polakom – dotyczące wyprzedaży majątku narodowego, podniesienia wieku emerytalnego, przyjmowania nielegalnych imigrantów, a także muru na granicy z Białorusią, a właściwie jego likwidacji – są jak najbardziej zasadne, bo to ważne problemy. Osobiście dodałbym jeszcze jedno pytanie. A mianowicie: Czy mamy od Niemców żądać rekompensaty za zbrodnie popełnione na Narodzie Polskim? Moim zdaniem byłoby to jak najbardziej uzasadnione i bardzo aktualne pytanie. Przypomnę, że w tej kwestii opozycja też kręciła nosem, kiedy temat został wyartykułowany przez polski rząd i żądania wysunięte wobec Niemiec. Słyszeliśmy, że po co ruszać ten temat, skoro wszystko zostało już uregulowane, ustalone, załatwione. Nic więc dziwnego, że Niemcy tak bardzo liczą na Donalda Tuska i jego politycznych kompanów, bo wiedzą, że w momencie kiedy oni dojdą do władzy, to wycofają się z żądań reparacji wojennych od Niemiec.
Stąd ta misja Tuska i poparcie dla jego działań ze strony chociażby Manfreda Webera, który atakuje polski rząd, mówiąc wręcz o jego zwalczaniu?
– Tak, to jest tzw. zwrotna misja Donalda Tuska, którą po powrocie do polskiej polityki zdaje się realizuje bardzo skrupulatnie. I nic dziwnego, że jest tak popierany przez środowiska polityczne w Berlinie i Brukseli. Gdyby Tusk ponownie został premierem, a opozycja objęłaby na nowo rządy w Polsce, to nie ulega wątpliwości, że polityka suwerenności Polski, którą prowadzi obecny rząd, poszłaby w odstawkę, uległaby diametralnej zmianie.
Co w opinii Pana Profesora spowodowało, że tak istotna kwestia dotycząca naszej przyszłości, czy mamy się domagać od Niemców rekompensaty za zbrodnie popełnione na Narodzie Polskim, nie znalazła się w bloku referendalnych pytań zaproponowanych przez PiS?
– Trudno mi powiedzieć. Natomiast nic nie stałoby na przeszkodzie, żeby dodać jeszcze i tę kwestię – jakże na czasie. Nie ulega wątpliwości, że jest to sprawa niezwykle istotna. Opowiedzenie się Polaków po stronie domagania się uregulowania tych kwestii obligowałoby każdy polski rząd do żądania zadośćuczynienia od Niemiec za krzywdy wyrządzone Polsce i Polakom podczas II wojny światowej. Myślę, że byłoby to naturalne żądanie poparte głosami Polaków, spadkobierców tych, którzy walczyli o wolną i suwerenną Polskę, a Niemcy byliby pod dodatkową presją nie tylko polskich władz, ale też polskiego społeczeństwa.
W czym tkwi problem opozycji i z czego wynika fakt, że kontestuje referendum?
– W tym właśnie przejawia się gorączkowa próba poszukiwania jakiegoś wyjścia z sytuacji, przed którą opozycja została postawiona. Tym działaniem PiS-u opozycja została niejako postawiona pod ścianą, politycy z Donaldem Tuskiem na czele zostali w dużym stopniu zapętleni i to niekoniecznie przez rządzących, ale przez własne decyzje. W tej chwili próbują bagatelizować, ośmieszyć referendum i wmawiać Polakom, że jest to działanie niepoważne, że sprawa została już dawno zamknięta, przesądzona więc nie warto się tym zajmować. Dlatego te wszystkie podejmowane działania, aby na przyszłość, w momencie zdobycia władzy, nie mieć dodatkowych utrudnień, komplikacji związanych z powrotem do polityki, którą już wcześniej prowadzili. Pozytywne opowiedzenie się Polaków w kwestiach postawionych w pytaniach referendalnych byłoby dla totalnej opozycji istotnym utrudnieniem i komplikacją, gdyby – nie daj Boże – doszła do władzy.
Jeśli chodzi o wiek emerytalny, to sprawa wcale nie jest do końca przesądzona – zwłaszcza że w Niemczech przebudowa gospodarki w kierunku neutralności klimatycznej może pociągnąć za sobą koszty, a są eksperci – jak ekonomistka Veronika Grimm, członkini „rady mędrców”, doradzająca rządowi Olafa Scholza – którzy mówią, że to wszystko oraz dłuższe życie Niemców, może się wiązać z potrzebą podniesienia wieku emerytalnego. A Tuskowi do niemieckiej polityki niedaleko?
– Wiele względów wskazuje na racjonalny kierunek, jeśli chodzi o podniesienie wieku emerytalnego, skoro wiek życia ludzkiego się wydłuża, medycyna robi postępy itd. Tylko że co innego obowiązkowe, narzucone z góry podwyższenie wieku emerytalnego, co – jak wiemy – zrobili Donald Tusk z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, a co innego możliwość, a więc dobrowolność wydłużenia pracy po przekroczeniu granicy przejścia na emeryturę, oczywiście jeśli ktoś czuje się na siłach. I to jest istota tego problemu. To, co dzisiaj mamy w Polsce, to jest wybór każdego obywatela, a nie przymus jak za rządów PO – PSL. To jest ta istotna różnica, która pokazuje, kto szanuje swoich obywateli, kto w ich interesie próbuje działać, a kto wprost przeciwnie. Jeśli zaś chodzi o Niemcy, to z uwagi na to, że gros ludzi przechodzi na wcześniejsze emerytury, sprawia, że w Niemczech brakuje rąk do pracy. Nic więc dziwnego, że taka, a nie inna była polityka otwartych drzwi kanclerz Angeli Merkel, która szukając wyjścia, decydowała się na różne obce „żywioły” społeczne i tanią siłę roboczą. Była to też próba rozwiązania problemu za pomocą najbardziej prymitywnych środków, czyli ściągania ludzi z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu, którzy mieli uzupełnić luki w najbardziej niechcianych zawodach.
Z tym że ten plan się nie powiódł…
– No właśnie, ponieważ ten plan się nie powiódł, a Niemcy muszą wypłacać odpowiednie świadczenia socjalne tym, których ściągnięto, a którzy – jak powszechnie wiadomo – nie kwapią się do pracy. Widać, że Niemcy ciągle jeszcze nie dojrzeli do tego, żeby myśleć racjonalnie. Co więcej, w sposób egoistyczny narzucają swoją wolę innym i chcą rozwiązywać swoje problemy przy pomocy innych państw. Niemcy zdaje się sami nie potrafią tego robić, nie potrafią rozwiązywać swoich problemów i popełniają błędy. Co gorsza, inni próbują się do nich upodobnić – mam na myśli także polską opozycję, która prowadzi podobną irracjonalną politykę, brnąc w kierunku przyjętym przez Niemcy.
Pytanie: Na kim wzorował się rząd koalicji PO – PSL, podwyższając wiek emerytalny Polek i Polaków i czy po przejęciu władzy przez ekipę Donalda Tuska nie mielibyśmy powrotu do tego planu, wydaje się więc retoryczne?
– Dzisiaj wyraźnie idzie to w kierunku ujednolicenia i 67 lat jest granicą, którą Niemcy, stopniowo podwyższając wiek emerytalny, chcą osiągnąć do 2031 roku. Dlatego uważam, że wraz z ewentualną wygraną opozycji w Polsce mielibyśmy w dużym stopniu powrót do polityki lewicowo-liberalnego obozu. Takie zagrożenie jest oczywiście bardzo realne, rysuje się bardzo wyraźnie.
Swoją drogą, co popycha Tuska do tak radykalnej postawy? Skąd ta jego determinacja, aby wygrać wybory i odbić Polskę z rąk PiS-u?
– Myślę, że jak się raz weszło w pewne buty, to trudno jest z nich wyjść. To kwestia uwikłania. Donald Tusk zawsze swoją karierę wiązał ze strukturami europejskimi, więc kto wie, czy wciąż nie liczy na brukselskie apanaże.
Wracając jeszcze do zapowiadanego referendum. Otóż były rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar radzi, jak udając się na wybory, zbojkotować referendum…
– Jak widać, opozycja ma usta pełne frazesów o demokracji, a sama namawia Polaków do bojkotu referendum, które jest właśnie jednym z przejawów demokracji. To chyba najlepiej pokazuje intencje i kto jest dzisiaj kim w Polsce. Natomiast jeśli chodzi o Adama Bodnara, to jako Rzecznik Praw Obywatelskich zdaje się nie pilnował spraw obywatelskich, tylko jakichś wydumanych praw mniejszości i to – nazwijmy to delikatnie – dosyć ekscentrycznych. Dzisiaj, po zakończeniu kadencji Rzecznika Praw Obywatelskich, Adam Bodnar też zajmuje się ekscentryzmami.