• Wtorek, 5 maja 2026

    imieniny: Ireny, Waldemara, Irydy

Ewangelia i rozważanie

Niedziela, 13 sierpnia 2023 (08:25)

Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już o wiele stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się, myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: „Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się!”. Na to odezwał się Piotr: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!”. A On rzekł: „Przyjdź!”. Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, podszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: „Panie, ratuj mnie!”. Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: „Czemu zwątpiłeś, człowiecze małej wiary?”. Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: „Prawdziwie jesteś Synem Bożym” (Mt 14,22-33).

Rozważanie:

Panie, ratuj!

Gdy zawieje wiatr od strony Wzgórz Golan, fale na Jeziorze Galilejskim w ciągu kilku chwil stają się potężne, budząc lęk nawet u ludzi obeznanych z rybackim rzemiosłem! Piotr wiedział o ich sile. Mimo to, kiedy Jezus zaprosił go, wszedł na taflę wody. Dopóki patrzył na Niego, szedł po falach, gdy tylko odwrócił wzrok, wystraszył się mocniejszego podmuchu – zaczął tonąć. „Czemu zwątpiłeś, człowiecze małej wiary?” – usłyszał.

Co uratowało apostoła? Bezradność. Świadomość, że sam nic nie może. „Panie, ratuj mnie!”.

Paradoksalnie to brzmi. Dziś jesteśmy wychowywani w przekonaniu, że nie ma rzeczy niemożliwych: wystarczy być przebojowym, asertywnym, mieć jasno określony cel, wpływowych kumpli, asekurację prawną, rozwiązania na różne warianty sytuacyjne i będzie OK. Zaczynamy żyć po swojemu – skoro ciągle udaje się, pioruny nie sypią się z nieba, gdy życie po brzegi zaczyna wypełniać się toksyną grzechu, nie trzeba się przejmować „jakimś tam” Bogiem.

Ale życie zaskakuje. Fala pojawia się, nie wiadomo skąd. I zatapia wszystko, co do tej pory było ważne.

Najgorszą rzeczą, jaka może się wtedy przydarzyć, jest deklaracja: „To moja sprawa, moje wybory! Dajcie mi spokój! Poradzę sobie – z moimi porażkami, grzechem! Nie wtrącajcie się!”.

Nie poradzisz sobie. Utoniesz.

Jezus wyciągnie cię z największej głębi, pod jednym wszakże warunkiem: jeśli zechcesz. Jeśli staniesz przez Nim ze swoją bezradnością i niemocą. Uratuje cię.

Ks. Paweł Siedlanowski