• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Niemcy grają na Tuska

Sobota, 12 sierpnia 2023 (16:47)

Rozmowa z Beatą Kempą, posłem Suwerennej Polski do Parlamentu Europejskiego

O czym świadczą słowa szefa Europejskiej Partii Ludowej Manfreda Webera szkalujące Polskę?

– To nic innego jak przejaw buty, arogancji i, co tu ukrywać, bezczelności tego niemieckiego polityka. Do wyrażenia tak skandalicznego stanowiska został zachęcony przez skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie polityków polskiej opozycji. Jeśli chodzi o formacje europejskie, to jest zwierzchnik Donalda Tuska, Rafała Trzaskowskiego czy Władysława Kosiniaka-Kamysza, dlatego formacje, które reprezentują wymienieni liderzy, powinni natychmiast reagować. To również oni ponoszą moralną odpowiedzialność za słowa Webera, dlatego że ich dotychczasowa postawa, czyli cały scenariusz „ulica i zagranica” oraz inspirowanie przede wszystkim debat na forum europarlamentu przeciwko Polsce zachęciły tego niemieckiego polityka do jeszcze bardziej agresywnych zachowań.

Polityka niemiecka w ogóle jest antypolska. Z czego to wynika?

– Niemcy, niemieccy politycy pozwalają sobie za dużo w stosunku do Polski. Inaczej niż przedsiębiorcy czy zwykli ludzie, którzy starają się mieć dobre relacje. Natomiast politycy zachowują się skrajnie nieodpowiedzialnie. Moim zdaniem jest to spowodowane tym, że w momencie gdyby spolegliwy Tusk i Platforma doszli do władzy – w czym pomagają im liberałowie i socjaliści z Niemiec czy Holandii – to taki układ im absolutnie będzie na rękę, bo pasowałby jak ulał do ich koncepcji federalizacji Unii Europejskiej. W postaci Tuska i akolitów mieliby absolutnie sprzymierzeńca na tej drodze, co służyłoby osłabianiu Polski, a wzmacnianiu pozycji politycznej i gospodarczej Niemiec. Mając to na uwadze, Niemcy grają na Donalda Tuska. I to jest pierwsza sprawa, natomiast druga – moim zdaniem znacznie poważniejsza – dotyczy reparacji, jakich się domagamy od Niemiec za straty wojenne. Niemcy są tutaj szczególnie aktywni – mam na myśli czy to Manfreda Webera, czy wiceprzewodniczącą Parlamentu Europejskiego Katarinę Barley, której słowa o zagłodzeniu Polski szczególnie mamy w pamięci. Niemcy się boją tego tematu, przypominanie o zbrodniach niemieckich, o ogromie krzywd, jakie wyrządzili nie tylko nam, Polakom, to nie jest dla nich temat wygodny. Straty moralne to jedno, ale mówimy też o krzywdach moralnych niepoliczalnych, bo do dziś dnia wielu ludzi żyje, nosząc w sobie traumę wojny, wielu straciło swoich bliskich. I Niemcy wobec tego ogromu krzywd, jakich dokonali, zdają sobie z tego sprawę, dlatego powołując się na jakieś dokumenty z okresu PRL-u, które nie mają żadnego znaczenia prawnego, mówią, że ten temat został zamknięty, co oczywiście jest nieprawdą. Dlatego ktoś taki jak Tusk przy władzy jest im potrzebny, ponieważ ten polityk – jako przyjaciel Niemiec, nie będzie się domagał od nich reparacji wojennych. Tusk nie stanie i nie powie Niemcom, że nie będą dyktowały warunków Polsce – państwu równoprawnemu w Unii Europejskiej, nie powie, że Niemcy nie rozliczyły się za zbrodnie wojenne. I Niemcy doskonale o tym wiedzą, dlatego będą popierały Tuska, ingerując w proces wyborczy w Polsce.

Niemcy, które usta mają pełne słów o praworządności, tym bardziej są świadomi, że mamy czas kampanii wyborczej i powinny się powstrzymywać od jakichkolwiek komentarzy, nie mówiąc już o ingerowaniu w polskie sprawy. Tymczasem jest wprost przeciwnie...       

– Jakakolwiek działalność, która ma na celu ingerencję w sprawy wewnętrzne suwerennego kraju – a te działania mają taki charakter, jest niedopuszczalne. Jest to jak widać maniera Webera, który wtrącając się w polskie sprawy, robi to z bezczelnym uśmiechem, co dla nas jest niedopuszczalne. Ale ta cała sytuacja uwidoczniła też, jak będą reagować, czy jak reagują jego podwładni i de facto przyjaciele polityczni, bo obrazki, jakie oglądamy, te wszystkie przyjacielskie gesty Webera i Tuska, pokazują, że to są politycy, którzy będą grali do jednej bramki, i to będzie gra niemiecka. Dlatego awantura, jaka powstała po słowach Webera i to, że my, Polacy, się przeciwstawiamy takiemu traktowaniu Polski, jest jak najbardziej uprawnione. Dzisiaj bardzo wielu Polaków nie potrafi i nie chce się pogodzić ze stanowiskiem prezentowanym przez Webera i w ogóle zachodzi w głowę, jak można w ten sposób się zachowywać wobec suwerennego państwa.

Zważając na to, co Pani Poseł powiedziała, że mamy czas wyborczy, czas kampanii, czy taka wypowiedź Webera de facto nie jest pocałunkiem śmierci dla Tuska i totalnej opozycji, bo pokazuje, kto stoi za Platformą i jej liderem. Ludzie obiektywnie oceniający rzeczywistość po tym, co teraz zobaczyli, chyba nie powinni mieć żadnej wątpliwości?

– Mam taką nadzieję. To dotyczy przede wszystkim osób, które na co dzień obserwują polską scenę polityczną, które znają historię, dla których patriotyzm jest wartością. Natomiast znamy też głosy osób w przestrzeni publicznej, które nie mają problemu z tym, co mówi Weber. Oczywiście, że Weber odkrył karty i to jest dla nas wszystkich sygnał, co do kwestii dotyczących ewentualnej postawy Niemiec po wyborach w Polsce. Jednak to świadczy jeszcze o jednym – mianowicie o wstrzymywaniu nam wypłaty środków z Krajowego Planu Odbudowy, że jest to działanie stricte polityczne. Po stwierdzeniu nie damy wam środków i was zagłodzimy, teraz padają słowa Webera, które wskazują już na jawną ingerencję. Weber odkrył karty, ale o tym wszystkim wiedzieliśmy już od dawna i na łamach „Naszego Dziennika”, w Radiu Maryja czy na antenie Telewizji Trwam, bardzo często powtarzaliśmy, wręcz ostrzegaliśmy, że jeśli chodzi o Niemców, Francuzów czy Holendrów, to oni są zainteresowani tym, żeby Tuskowi oddelegowanemu do Polski pomagać w wygraniu wyborów, aby mieć w Warszawie swojego sprzymierzeńca w realizacji swoich megalomańskich celów. I to jest oczywiste, natomiast rodzi się pytanie, na ile my, odpowiedzialni za Polskę, za losy naszej Ojczyzny, zrozumiemy, że to jest gigantyczna, brutalna gra przeciwko nam. Tutaj – w mojej ocenie – musi paść odpowiedź, musimy obronić Polskę przed kolejnym atakiem, bo to, co wyraził Weber, to Niemcy mówią i myślą w stosunku do Polski od dawna.

Opozycja z Tuskiem na czele w ogóle nie odnosi się do słów Webera, natomiast cały czas realizuje swój plan, bo przecież nie program, którego nie mają... Jednym z tego  przejawów jest objazd po Polsce poseł Joanny Frydrych z listą „tłustych kotów” z PiS. A jak to wyglądało za czasów rządów koalicji PO – PSL?

– To są happeningi kreowane przez Platformę, działanie pod publiczkę, bo nic tak nie nakręca emocji i dyskusji jak pieniądze. Tak było, jest i będzie, i nasi konkurenci polityczni to wykorzystują. Tylko, że jeśli popatrzeć na kwestie uczciwości w dochodzeniu do majątku, to rulony Platformy byłyby tak ciężkie, że nie sposób byłoby je przewieźć nawet ciężarówką. Te happeningi Platformy mają poróżnić ludzi na tle pieniędzy. To jest działanie typowe dla Sowietów, które pamiętam jeszcze z czasów PRL-u, gdzie szkalowany był ten, kto miał więcej, kto miał więcej ziemi był obszarnikiem i trzeba było to wykpić, najlepiej odebrać i równać w dół. Oczywiście nie mam nic przeciwko temu, że ludzie ciężko, uczciwie pracujący się dorabiają, pomnażają swoje majątki, a tym bardziej chylę czoła przed tymi, którzy rozwijają swoje interesy, przedsiębiorstwa, tworząc przy tym miejsca pracy. Dlatego na tego typu happeningi jak ten organizowany przez Platformę nie zwracam uwagi i uśmiecham się pod nosem, bo jest to działanie skrajnie prymitywne. Tak się dzieje jeśli ktoś nie ma nic pozytywnego do zaproponowania, Platforma nie ma żadnego programu. Happeningi, napuszczanie jednych na drugich, to jest chleb powszedni dla Tuska i jego przybocznych, to jest ich marka i znak rozpoznawczy, natomiast uważam, że jest to tylko zasłona dymna.

Mogłaby Pani rozwinąć tę myśl?         

– Proszę się dobrze wsłuchać w słowa Tuska. Przecież on przygotowuje grunt – w mojej ocenie – podając dwa komunikaty. Po pierwsze, że program Rodzina 500 Plus nie przyniósł żadnych pozytywnych skutków, jeśli chodzi o demografię. To jest pierwszy zarzut, a drugi jest taki – absolutnie bezczelny, mówiący, że w polskich rodzinach tylko się pije, bije dzieci, a pieniądze z tego wsparcia są przepijane. Takie twierdzenie, to bezczelność na najwyższym poziomie. Dlatego chcę stanąć w obronie polskich rodzin. Patrząc, jak wiele rodzin z dziećmi dzisiaj wypoczywa nad morzem, w górach, nad jeziorami, jestem dumna, że jako poseł na Sejm RP, jako przedstawiciel obozu Zjednoczonej Prawicy głosowałam za przygotowanym programem prorodzinnym, który ograniczył biedę i ubóstwo wśród polskich dzieci i dzisiaj jest rozwijany – od przyszłego roku to świadczenie jeszcze wzrośnie. Nie ma nic piękniejszego jak radość, jak śmiech polskich dzieci, które w czasie wakacji korzystają z uroków pięknych zakątków naszego kraju. I jeśli w tej sytuacji Tusk poprzez wspomniane dwa komunikaty sączy jad ludziom, co więcej, daje sygnał do jego elektoratu, który w jakiejś mierze jest przeciwny programom prorodzinnym, że jeśli dojdzie do władzy, to zrobi z tym porządek, to powinna się nam zaświecić czerwona lampka. Powinniśmy być absolutnie świadomi, jakie byłyby skutki polityki socjalnej, ale także polityki zagranicznej, gdzie pozycja Polski zostałaby zminimalizowana, gdyby Platforma wygrała październikowe wybory. Jestem w stu procentach przekonana, że te programy społeczne byłyby poddane albo powolnej degradacji, albo likwidacji. Popatrzmy też przez pryzmat „dokonań” tej ekipy, że ci ludzie są absolutnie do tego zdolni.

Skąd takie przekonanie?   

– Odczytuję te komunikaty Tuska w ten sposób, bo już wiele lat działam w polityce. Byłam przez osiem lat w opozycji i widziałam, jak oni postępują, do czego są zdolni. Muszę powiedzieć, że oni tacy są, dla nich rodzina i tradycyjne wartości to przeżytek, dla nich to nie ma żadnego znaczenia. Dla nich liczy się tylko pieniądz. Dlatego, jeśli za chwilę usłyszę z ust Tuska, że my rujnujemy budżet, że jesteśmy nieoszczędni, że nie szanujemy publicznego grosza, to będzie kolejny element tej układanki i argument, aby po ewentualnie wygranych przez nich wyborach powiedzieć, że PiS zrujnowało budżet i niestety nie mogą kontynuować programów społecznych.

Komunikat, że nasze wnuki będą spłacać długi, jakie narobił rząd Zjednoczonej Prawicy, już jest w przestrzeni publicznej...  

– To jest kolejny komunikat, jaki wysyła Tusk. Potwierdza to tylko, że oni są zdolni i gotowi, żeby zlikwidować programy społeczne. Dlatego oddając głos w wyborach 15 października, miejmy tego świadomość.

To po co Tusk i opozycja pchają się do władzy?

– Bardzo dobre pytanie. Przede wszystkim, dlatego że marzy im się błogie życie, dobra zabawa, haratanie w gałę. Tak już było, gdy wszystkie sprawy państwa toczyły się same sobie. Moim zdaniem to nie było rządzenie, tylko urzędowanie, administrowanie. Dla nich to była świetna zabawa. Patrząc na dokumenty, jakie wypływają z czasów rządów Tuska, boję się kolejnego resetu z Rosją, bo to było bardzo niebezpieczne. Te dokumenty, które ujrzały światło dzienne, ewidentnie bardzo dobrze interpretowane, pokazują, jak bardzo nieodpowiedzialna była ekipa, jak bardzo spolegliwa w stosunku do Rosji i Putina, a także wobec Niemiec. Dzisiaj, kiedy widzimy, co dzieje się za naszą wschodnią granicą, dopuszczenie do władzy tak nieodpowiedzialnych ludzi jak Tusk, byłoby szkodliwe i niebezpieczne dla Polski.

Czy Donald Tusk, dążąc za wszelką cenę do zdobycia władzy, może chcieć zastopować proces ujawniania kulisów jego rządów?

– Myślę, że taki jest jeden z celów. Stąd taka determinacja, i to jest oczywiste. Przecież widać nerwowość w szeregach opozycji oraz samego Tuska, kiedy kolejne dokumenty są ujawniane i omawiane. Oni są zdenerwowani tym bardziej, że nie mogą, mają trudność w zaatakowaniu tej interpretacji dokumentów – po pierwsze dlatego, że sami je wytworzyli, a po drugie, tę prawdę ujawniają historycy i dziennikarze. To nie są fakty, które ujawniają politycy, ale uznani historycy oraz doświadczeni dziennikarze. W związku z powyższym jest to dla nich trudność w kontestowaniu faktów oraz interpretacji dokumentów. Dlatego chęć, determinacja powstrzymania tej prawdy i obawa, że jeśli kolejny raz przegrają wybory, to będą mieć potężny problem i – moim zdaniem – mogą się rozsypać.

  Dziękuję za rozmowę.    

 

Mariusz Kamieniecki