• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Czego boi się totalna opozycja?

Sobota, 12 sierpnia 2023 (12:06)

Rozmowa z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego

Jak odebrał Pan słowa Manfreda Webera atakującego polski rząd? I czy nie jest to obłudą, że kraj, który – jak wskazuje niemiecki tygodnik „Die Zeit” – znajduje się w zaawansowanej fazie upadku społecznego, chce pouczać inny naród, próbując go sobie podporządkować?

– Na usta ciśnie się stwierdzenie – mianowicie, że na wschodzie mamy grupę Wagnera, a na Zachodzie grupę Webera. Niemcy sami mają problemy i zamiast je rozwiązywać, to robią krok do przodu i próbują atakować Polskę i na nią wpływać. Myślę, że czas z tym skończyć i powiedzieć jasne, zdecydowane NIE!

Czy słowa Webera są wyznacznikiem relacji między Niemcami a Polską?

– Nie, nie sądzę. Myślę, że po słowach Webera wyszło szydło z worka i coś, co nie było wprost artykułowane, teraz zostało wypowiedziane pełnym tekstem. Opozycja totalna opierała się, wciąż się opiera – jak widzimy – na dwóch filarach: ulica i zagranica. I Weber pokazał, że ten drugi człon ciągle działa, czy to przez formę różnych nacisków Komisji Europejskich, Parlamentu Europejskiego, czy wcześniej Komisji Weneckiej. I teraz jest pytanie: co mają zrobić politycy brukselscy, jeśli totalna opozycja po raz trzeci przegra wybory. Nic więc dziwnego, że trwa mobilizacja wewnętrzna – a więc elektoratu opozycji, oraz zewnętrzna. Zatem widać, że padło hasło: – wszystkie ręce na pokład w kraju i za granicą, bo dla tych środowisk kolejna porażka wyborcza Platformy mogłaby oznaczać koniec tego politycznego projektu i wpływania na Polskę.

Zanim jednak poznamy wynik wyborów, formacja rządząca przygotowała projekt uchwały potępiającej zewnętrzne ingerencje w proces wyborczy w Polsce. Ciekawe, jak zachowa się opozycja?

– Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy jesteśmy poważni i czy chcemy, żeby nas traktowano poważnie, a więc nie pozwolimy na naciski zewnętrzne, czy wręcz odwrotnie. Czy przechodząc do porządku dziennego, będziemy sami pozwalać, żeby unijni politycy traktowali nas przedmiotowo, żeby sugerowali czy wręcz szantażowali polskie społeczeństwo, jakiego wyboru 15 października powinno dokonać. W Europie przerabialiśmy to już na gruncie włoskim. Pamiętamy słynną wypowiedź szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, kiedy próbowała dyktować Włochom, jakiego wyboru powinny dokonać. Wiemy też jak ta próba pouczania się skończyła. Dzisiaj w podobnym bezczelnym tonie głos zabiera szef Europejskiej Partii Ludowej Manfred Weber i usiłuje Polakom obrzydzić polski rząd. Tu już chyba nikt nie ma złudzeń, o co chodzi i co jest stawką tych wyborów oraz że program totalnej opozycji leży w Brukseli, a nie w Polsce. Platforma wcale nie musi mieć programu, bo im program pisze Bruksela, a jego tezy są w brukselskich szufladach i zostaną wyciągnięte na światło dzienne w przypadku wygranej totalnej opozycji.

Jeśli chodzi o wspomnianych przez Pana Włochów, to też jest ciekawa sytuacja, bo po próbie ingerencji Ursuli von der Leyen wszyscy włoscy politycy od lewa do prawa powiedzieli: hola, hola, ale o naszych sprawach będą decydować Włosi, a nie Niemcy czy Bruksela…

– To pokazuje dojrzałość polityków włoskich – od opcji rządzącej po opozycję, którzy mimo różnic czy sporów, jeśli chodzi o sprawy państwa na zewnątrz, mówią jednym głosem. U nas o takim konsensusie możemy jedynie pomarzyć, czy to jeśli chodzi o posłów, czy europosłów. To tylko pokazuje, kto stoi za polską, totalną opozycją i kto jest szefem Donalda Tuska, Władysława Kosiniaka-Kamysza i w czyim interesie ci politycy działają. Ich szefem jest Weber, dlatego nie ma odcięcia się Tuska czy Kosiniaka-Kamysza od bulwersujących słów ich szefa.

Za to zarówno Tusk jak i Kosiniak-Kamysz, którzy, jak widać, chcą realizować politykę niemiecką, mówią o przyjęciu euro w Polsce…

– To tylko potwierdza, o czym już wspomniałem, że program opozycji jest w Brukseli. Dlatego można się spodziewać, że im bliżej wyborów będą przemycać bocznymi drogami swoje prawdziwe przesłanki, będą wychodzić ich prawdziwe intencje i to, do czego będą zmierzać, jeśli wygrają wybory. Plan jest bardzo prosty: po pierwsze, doprowadzić do oddania pełnej władzy urzędnikom brukselskim i zrzec się decyzyjności, a de facto suwerenności łącznie z prawami konstytucyjnymi, a dalej wkroczenie na drogę tworzenia superpaństwa europejskiego. Naciski urzędnicze biorą górę i wszystko wskazuje na to, że ten zamysł niemiecki będzie nadal forsowany, także przy współudziale Tuska i akolitów – oczywiście, o ile dojdą do władzy. Fakty są bowiem takie, że na gruncie unijnym to Polska obok Węgier jest dzisiaj tym krajem, opornikiem wobec koncepcji superpaństwa europejskiego. Inni zaś siedzą cicho, obawiając się, że Bruksela może im zablokować środki unijne. Euro stało się zatem marchewką wyciągniętą przed poszczególnymi państwami, aby milczały i godziły się na wszystko, bo jak nie, to Bruksela będzie je głodzić. I to, co Unia robi dzisiaj z Polską, wstrzymując nam wypłatę środków z Krajowego Planu Odbudowy, to jest właśnie to głodzenie.

Wracając do tematu Włoch i premier Meloni, to zdaje się, że na gruncie unijnym trwają próby przeciągnięcia Giorgii Meloni i jej formacji Bracia Włosi z Grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów do Europejskiej Partii Ludowej. Pytanie, czy Meloni ugnie się, czy dalej będzie konsekwentnie realizować politykę, która dała jej poparcie Włochów?        

– Takie próby były są i będą, bo taka jest polityka. Mam nadzieję, że premier Meloni nie ugnie się przed tą brukselsko-berlińską presją. Chadecy i Lewica europejska mają świadomość, że grunt wali się im pod nogami i wybory w kolejnych państwach oraz przyszłoroczne wybory do europarlamentu mogą ich wysadzić z konia i odebrać im władzę. Robią więc wszystko, żeby się utrzymać. Natomiast jeśli chodzi o Polskę, to czynnikiem, którego niczym kija czy wspomnianej marchewki używa się, są pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy. Co ciekawe, jako członek Wspólnoty poręczyliśmy kredyt zaciągnięty na poczet tych środków, spłacamy go, a pieniędzy jak nie było, tak nie ma. Za to próbuje się nas szantażować, że jeśli będziecie robić tak, jak my chcemy, to może pieniądze dostaniecie. Inna sprawa, że Polska radzi sobie dobrze i bez środków z Krajowego Planu Odbudowy. Próby zmiękczania Polaków i przekonywania, że te środki to taki złoty cielec, że bez nich sobie nie poradzimy itd., takie zabiegi na pewno będą cały czas trwały.

Wraz z wyborami odbędzie się ogólnokrajowe referendum w sprawie przymusowej relokacji imigrantów. Przy tej okazji władza chce zapytać Polaków o stanowisko w kilku innych kwestiach. Dzisiaj poznaliśmy pierwsze z czterech pytań referendalnych, które brzmi: Czy popierasz wyprzedaż państwowych przedsiębiorstw? Opozycja już grzmi…

– To tylko pokazuje, że Prawo i Sprawiedliwość dotknęło czułego punktu, ktoś Tuskowi i jego kompanom nadepnął na odcisk. Natomiast warto sobie uświadomić, że obok wyborów referendum zawsze było demokratycznym sposobem wypowiedzenia się społeczeństwa. Dlatego jeśli dzisiaj słyszymy z ust opozycji, że referendum jest zamachem na demokrację, czy też, że jest manipulacją i pewną próbą nacisku, to znaczy, że z tymi, którzy formułują tego typu zarzuty, coś jest nie tak. Przypomnę też, że w Polsce nie ma obowiązku udziału w referendach, podobnie jak w wyborach. Co więcej to, kto jak głosuje, jaki głos wrzuca do urny, jest tajemnicą. Sam fakt, że będzie referendum, że prawdopodobnie będzie to w dniu wyborów parlamentarnych, a więc bez dodatkowych kosztów, co więcej, że będzie możliwość zapytania o zdanie Polaków w sprawach istotnych dla państwa polskiego, to jest sprawa potrzebna i ważna. Chodzi o to, że każdy rząd będzie miał jasność, jednoznaczne wskazanie, jak postępować w sprawach ważnych z punktu widzenia interesów Polski i Polaków. Pierwsze pytanie, jakie właśnie poznaliśmy: „Czy popierasz wyprzedaż państwowych przedsiębiorstw?”, jest bardzo konkretne. Polskie przedsiębiorstwa tzw. srebra rodowe z większościowym kapitałem Skarbu Państwa, które są w rękach państwa, takie jak kilka banków, bo reszta została sprzedana przez poprzedni rząd PO – PSL, jak cała nasza energetyka, co do prywatyzacji, której też są zakusy, czy Poczta Polska SA, także Lasy Państwowe, koleje, to są wszystko strategiczne podmioty, które muszą być w rękach państwa. Spójrzmy chociażby, jakie są zakusy Unii Europejskiej co do Lasów Państwowych, co do których wyłączne prawo do decydowania powinno mieć państwo polskie, a nie Bruksela.

Jednym z zarzutów opozycji przeciw referendum jest to, że rządzący będą prowadzić kampanię w tym zakresie?

– A kto opozycji broni robić własnej kampanii referendalnej i w odróżnieniu od rządzących przekonywać społeczeństwo, że warto sprzedać np. Lasy Państwowe. Zatem panowie z opozycji określcie się, czego chcecie, jakie są wasze zamiary, a nie zrzucajcie winy na PiS. Czy to źle, że o tym będzie mowa, że społeczeństwo będzie miało okazję poznać, jakie są intencje opozycji i rządzących? Dlaczego ktoś próbuje nam wmówić, że zadawanie pytań ważnych z punktu widzenia interesu państwa polskiego jest zamachem na demokrację i manipulacją. A może jest brakiem cywilnej odwagi formacji opozycyjnych i przyznania się do faktycznych intencji? Panowie z opozycji zatem powiedzcie jasno, że jesteście za prywatyzacją Lasów Państwowych, za likwidacją Poczty Polskiej itd., i wszystko będzie jasne. Jeśli ktoś ma takie zdanie, to niech to powie i niech to swoje stanowisko uargumentuje.

Chyba więc nic dziwnego, że lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz uważa, że referendum proponowane przez rządzącą większość to „pułapka na opozycję”?

– Jeśli pułapką jest prawda, to opozycja sama daje świadectwo o sobie i odkrywa karty, jakie ma intencje. Jeśli chodzi o referendum i kampanię z tym związaną, to przecież nie ma żadnych ograniczeń na TAK albo na NIE. Każdy ma prawo powiedzieć, jakie jest jego stanowisko i podać argumenty, a Polacy niech rozstrzygną, kto ma rację. Jestem przekonany, że kampania opozycji będzie polegała na tym, żeby zbojkotować referendum.    

Były rzecznik praw obywatelskich, Adam Bodnar, kandydat opozycji do Senatu, w jednym z radiowych wywiadów już zachęcał do bojkotu głosowania. To znaczy, żeby iść do wyborów, ale odmówić przyjęcia karty z pytaniami referendalnymi?  

– Można powiedzieć, że wychodzi tutaj demokracja pełną gębą. Jak to się ma do tego, co Adam Bodnar jako rzecznik praw obywatelskich przez całą kadencję powtarzał, kiedy formułował wzniosłe hasła: demokracja, konstytucja, wolność słowa itd. Zastanawiam się, kiedy ten pan mówił prawdę. Referendum obok wyborów to demokratyczna forma wypowiedzenia się społeczeństwa i jeśli ktoś to chce bojkotować, to znaczy, że z demokracją nie ma nic wspólnego. Będziemy mieli dwie kampanie, oczywiście oprócz parlamentarnej, czyli za lub przeciw referendum i niech Polacy zdecydują, czy chcą wziąć w tym udział, czy nie. Nie można też zarzucać, że PiS chce referendum, bo wcześniej decyzję, czy ono się odbędzie, podejmie parlament RP.

Ktoś może powiedzieć, że to parlament PiS-owski?

– Przepraszam bardzo, ale w parlamencie zasiadają posłowie wybrani w demokratycznych wyborach. Jakoś przez ostatnie cztery lata nie słyszałem głosów, żeby ktoś na gruncie brukselskim kwestionował praworządny organ parlamentu RP. Dlatego obrażanie się na parlament, którego reguły działalności są bardzo proste, jest większość rządząca i jest mniejszość opozycyjna, ktoś jest za, ktoś przeciw, a ktoś się wstrzymuje, jest po prostu nieprzyzwoite. Jeśli więc tak elementarne sprawy dotyczące demokracji kogoś bolą, to znaczy, że może nie ma on nic wspólnego z demokracją, co więcej, za nic ma obywateli.

Wśród zarzutów jest także to, że pytania referendalne nie zostały podane jednocześnie, tylko są dozowane – jedno każdego dnia…   

– Totalny absurd. Gdyby jednego dnia zostały podane wszystkie pytania, to mielibyśmy natłok i pytania te rozmyłyby się. Jedno pytanie na jeden dzień stwarza pole do dyskusji w wielu różnych aspektach, kontekstach. Jest czas na analizę merytoryczną, publicystyczną, polityczną, politologiczną. Także zwykli Polacy mogą się zaznajomić, przemyśleć sprawę, rozważyć, a przede wszystkim – jeśli chodzi o pierwsze pytanie – dowiedzieć się, ile w Polsce mamy jeszcze państwowych przedsiębiorstw. A zatem każdy dzień na dyskusję, przegadanie tematu jest działaniem prodemokratycznym. Nikt też nikomu nie broni wypowiadania się w kampanii referendalnej za danym punktem lub przeciw. I to jest istota demokracji. Pytanie brzmi: czego w tej sytuacji boi się totalna opozycja?  

 Dziękuję za rozmowę.        

Mariusz Kamieniecki