Te wybory to być albo nie być dla Polski
Środa, 9 sierpnia 2023 (20:33)Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości
Znamy termin wyborów parlamentarnych, kampania rusza oficjalnie. Jaka jest stawka tych wyborów i jakiej kampanii możemy się spodziewać?
– Kampania ze strony Prawa i Sprawiedliwości będzie merytoryczna, programowa adekwatna do sytuacji,
w jakiej się wszyscy znaleźliśmy. Październikowe wybory będą – co podkreśla nasz lider wicepremier Jarosław Kaczyński – najważniejsze po 1989 roku. Te wybory
to być albo nie być dla Polski. Chodzi o to, że na arenie międzynarodowej jest budowane państwo europejskie
pod przywództwem Niemiec. Polska się temu sprzeciwia
w wielu aspektach. Oczywiście uważamy, że Unia Europejska ma sens, ale tylko jako Europa ojczyzn
i narodów. Uważamy, że Unia jako wspólnota państw narodowych jest ważna, ale dla nas najważniejszy w tej wspólnocie jest Naród Polski i interesy naszej Ojczyzny, ale nikomu nie mamy zamiaru narzucać swojej woli. Natomiast Niemcy wprost przeciwnie robią i będą robić wszystko, żeby zwasalizować inne państwa i narody. My się tej polityce dominacji sprzeciwiamy. Chcemy podmiotowości, chcemy się rozwijać, chcemy mieć własne sukcesy gospodarcze i wpływ na to, co dzieje się w 38-milionowym kraju, jakim jest Polska. Chcemy też prowadzić własną politykę wewnętrzną, podatkową, także politykę zagraniczną, ale bez ingerencji z zewnątrz.
Zgoła inną wizję Polski przedstawia
Donald Tusk, który mówi o państwie europejskim?
– Donald Tusk w swojej kampanii mówi przede wszystkim o Unii Europejskiej i rzadko kiedy w jego wypowiedziach pojawia się temat dobrobytu Polaków. Właściwie nic
o tym nie mówi. Są za to emocje, wyłącznie emocje
i antagonizowanie ludzi, bo programu Platforma
w ogóle nie ma, a co za tym idzie nie ma nawet, z czym polemizować. Podobnie rzecz ma się w przypadku innych formacji opozycyjnych, gdzie dominuje jedynie chęć zdobycia władzy – i to za wszelką cenę. Natomiast my mamy czyste sumienie, idziemy do wyborów z podniesioną przyłbicą, z hasłami programowymi znanymi Polakom, które zostaną ogłoszone w najbliższym czasie,
po intensywnym marszu liderów i polityków Prawa
i Sprawiedliwości po Polsce, po rozmowach z Polakami, kiedy dowiedzieliśmy się o nowych problemach czy potrzebach zwykłych ludzi. To wszystko znajdzie odzwierciedlenie w programie i sądzę, że pozytywny element zaskoczenia pojawi się na przełomie sierpnia
i września. Myślę, że na początku września wszystko będzie już jasne, jakie będą nowe propozycje programowe oraz jak zamierzamy utrwalać to, co dotychczas zrobiliśmy.
Środków na realizację nowych propozycji nie zabraknie?
– Z całą pewnością nie zabraknie. Możliwości państwa polskiego są naprawdę duże, natomiast każda ekipa rządząca Polską po 1989 roku, z wyjątkiem PiS,
te możliwości niejako chowała do szuflady, nie pokazywała ich i budowała państwo europejskie, mamiąc nas, że tylko Unia Europejska da nam bezpieczeństwo. Oczywiście było to nieprawdą w sytuacji pandemii COVID-19 czy w obliczu wojny na Ukrainie, kiedy się okazało, że ta niby wielka Unia nie ma ani farmaceutyków, ani pieniędzy, ani armii. Dlatego nasze bezpieczeństwo jest budowane przez polski parlament, polski rząd, polskie instytucje demokratyczne. My taką drogą pójdziemy i zbliżające się wybory wygramy, dlatego że stoimy na gruncie prawdy, nie boimy się trudności, a jeśli popełniamy błędy, to się do tego przyznajemy i wyciągamy wnioski na przyszłość. Dlatego myślę, że Polacy to docenią, oddając głos na Zjednoczoną Prawicę.
Taka postawa rządu polskiego nie podoba się Niemcom, którzy włączają się do kampanii w Polsce. Manfred Weber mówi wprost, że Niemcy będą zwalczać demokratycznie wybrane polskie władze. Jak traktować te wypowiedzi?
– Wypowiedzi Manfreda Webera, szefa Europejskiej
Partii Ludowej należy brać bardzo poważnie.
Tak w rzeczywistości jest, że hasło ulica i zagranica,
które zdominowało kampanię wyborczą Platformy,
bo nic innego nie mają do zaproponowania Polakom,
to jest właśnie hasło wpisujące się w wypowiedź Webera, który po raz kolejny ujawnił plany niemieckie i unijnych elit, że chcą mieć swojego człowieka – w osobie Donalda Tuska – u sterów rządów w Polsce. Podobnie zresztą Władimir Putin swojego czasu powiedział, że jego człowiekiem w Warszawie jest Tusk. Zresztą ta nowa
Unia Europejska, która jawi się w głowach niektórych zachodnich polityków, Unia w wydaniu niemiecko-
-francuskim, Unia liberalno-lewicowa, będzie tolerowała Putina, będzie dalej podtrzymywała relacje z Moskwą,
żeby mieć tańsze surowce energetyczne: gaz, węgiel,
ropę, czyli tak jak to było jeszcze niedawno. Natomiast
o przeciwnikach tej bezrefleksyjnej polityki będą rozpowiadać nieprawdziwe rzeczy – o rzekomo niedemokratycznych rządach w Polsce czy w innych krajach Europy. Myślę, że spokojnie musimy to przeczekać.
Czy Weber, nazywając po imieniu to, o czym wszyscy wiedzą, a więc ujawniając rolę Tuska, tak naprawdę nie zaszkodził Platformie i jej liderowi?
– To prawda. Wiele osób, które nie zajmują się na co
dzień polityką z racji zajęć zawodowych czy rodzinnych,
nie śledzą na bieżąco wydarzeń, w momencie kiedy słyszą przekaz Webera, pytają: czy teraz Niemcy będą nam układać listy, preferencje wyborcze lub dyktować program oraz to, co Polakom wolno, a czego nie wolno? Jak widać
to stanowisko szefa Europejskiej Partii Ludowej odbija się negatywnym echem. Takie są fakty, że Platforma jako członek EPL i jej lider Tusk cały czas byli z Angelą Merkel
i są też z Weberem w tym europejskim nurcie lewicowo-
-liberalnym. Tusk jest dzisiaj w Polsce wysokim przedstawicielem tego środowiska. Fakt, że to wszystko
po raz kolejny wychodzi na światło dzienne, jest plusem dla Polski, bo Polacy mają okazję zobaczyć, kto i w czyim imieniu chce przejąć władzę w kraju.
Skąd ta niechęć Webera, który przecież
nie pierwszy raz atakuje Polskę?
– Manfred Weber szykował się do objęcia fotela przewodniczącego Komisji Europejskiej, był kandydatem na to stanowisko. Jednak wygrała Ursula von der Leyen,
co nie zmienia faktu, że i tak weszliśmy z deszczu pod rynnę. Stąd być może jakieś animozje i emocjonalny stosunek do polskiego rządu, że Polska poparła nie jego. Weberowi ciągle marzy się jakaś wysoka funkcja
w strukturach unijnych, ale zdaje się, że będzie miał z tym duży problem, bo wygląda, że jego frakcja zmniejszy się po wyborach do europarlamentu – tak przynajmniej wskazują dzisiejsze sondaże. Dlatego chce szukać sojuszników, a tych może znaleźć tylko w gronie takich ludzi, jak Tusk, w szeregach takich formacji, jak Platforma czy Lewica, a więc Miller czy Cimoszewicz. To są jego środowiska, z którymi chce utrzymać władzę. Natomiast konserwatyści muszą się wziąć jeszcze bardziej do pracy, żeby stworzyć większą niż obecnie frakcję – i te plany Webera zniweczyć. Od tego zależy, jak będzie wyglądała Unia Europejska, czy będzie Europą ojczyzn,
czy superpaństwem europejskim, o czym marzą
Weber, Tusk i inni.
Trwają zabiegi, próby wyciągnięcia
Giorgii Meloni i jej formacji Bracia Włosi
z frakcji Europejskich Konserwatystów
i Reformatorów?
– Takie próby zapewne są i będą – swoją drogą chyba każdego Europejska Partia Ludowa będzie próbowała przeciągnąć na swoją stronę. Na tym polega polityka,
żeby zdobywać nowe przyczółki i się umacniać na pozycjach. Natomiast uważam, że premier Giorgia Meloni wie, że ma niepowtarzalną szansę, żeby stworzyć konserwatywną Europę – Europę mądrą, konkurencyjną gospodarczo dla Chin czy Stanów Zjednoczonych, odbierając ją z rąk rozmaitych liberalno-lewicowych wichrzycieli. Mam nadzieję, że premier Melonii z tej okazji skorzysta i wspólnie z nią będziemy współdecydować
o przyszłości Starego Kontynentu.
Wracając jeszcze do Webera i jego słów, otóż premier Mateusz Morawiecki wezwał niemieckiego polityka do debaty w Polsce. Jednak ten ustami swojego rzecznika odpowiedział, że może go reprezentować jego przedstawiciel w Polsce i podwładny
w EPL Donald Tusk…
– Z jednej strony jest to próba wykręcenia się sianem. Manfred Weber dobrze wie, że debatę w Polsce może tylko przegrać. Zresztą już przegrał przez swoją wypowiedź,
a także przez słowa Ursuli von der Leyen, która – jak pamiętamy – wysyłała Tuska do Polski, życząc mu wygranej w wyborach i że chętnie widziałaby go w funkcji premiera Polski. Ten wpływ, ta ingerencja niemiecka są bardzo widoczne, co akurat służy pozyskaniu przez nas głosów mniej zdecydowanych środowisk wyborców
w Polsce. Dlatego niech dalej mówią to, co mówią, niech prowadzą taką politykę, a my, nie oglądając się na innych, będziemy robić swoje, prezentować program dobry
dla Polski, dla Polaków, dla naszego bezpieczeństwa.
Nie będziemy się przejmować tym, co proponują nam Niemcy, bo to, co nas spotkało ze strony Niemiec, to
są ogromne krzywdy, których jak dotąd Niemcy nie chcą wyrównać w ramach reparacji wojennych i uciekają od
tych tematów. Dlatego wolą mówić o nas w Europie,
że jesteśmy niedemokratyczni, ale to są brednie,
na które już nikt racjonalnie myślący się nie nabierze.
Nie przeszkadza to jednak w powtarzaniu tych kłamstw przez Webera, przez Tuska i inni lewicowcy pewnie też będą to powtarzali, zapominając, że dopuścili do sytuacji, kiedy Parlament Europejski po aferze Katargate jest najbardziej skompromitowaną i uwikłaną w afery instytucją w Europie. Zamieszana w aferę była wiceprzewodnicząca europarlamentu Ewa Kaili po kilku miesiącach spędzonych za kratami wróciła do pracy w Parlamencie Europejskim
i głosuje teraz nad przepisami, które mają zapobiegać korupcji. Tak wygląda sytuacja w europarlamencie.
Tym bardziej ludzie muszą to usłyszeć, muszą się dowiedzieć, jak jest, kto jest kim i wtedy powiedzą stop takiej Unii z przemożnym hegemonem, jakim są Niemcy.
Co nam mówi wypowiedź Webera o misji Tuska w Polsce?
– Myślę, że Weberowi za jasne postawienie sprawy odnośnie do roli Tuska trzeba powiedzieć po prostu „danke”. Weber wypowiedział się o nim jako o swoim przedstawicielu, o swoim kompanie w Polsce od programu, od budowania państwa europejskiego. Ale nie jest to przecież żadne odkrycie, żadna nowość, bo Tusk zawsze taki był. Zatem niczego nowego się nie dowiadujemy poza widoczną konsternacją tych ludzi, że władza w Polsce trzeci raz z rzędu może im uciec sprzed nosa. Nic więc dziwnego, że zwierają szeregi i o mało co Niemcy chcą głosować za Polaków, wyznaczać na stanowiska sędziów, premierów, ministrów. Do tego jeszcze najchętniej roztrwoniliby
– oczywiście przy pomocy Tuska – polski majątek, Lasy Państwowe czy chociażby polską ziemię. I to by Niemcom pasowało, bo ich kłuje w oczy umacnianie państwa polskiego, budowa portów, niskie bezrobocie, wzrost inwestycji zagranicznych w Polsce. Dlatego przyczepiają się do polskich rzek, nie pasuje im wzrost znaczenia polskiej żeglugi śródlądowej i krzyczą, że inwestycje po polskiej stronie naruszą dobrostan istot wszelkich. To są stare zagrywki, które Niemcy, poprzez swoich namiestników
w Polsce, będą stosować do końca kampanii, licząc, że uda się im przekonać Polaków. Polacy jednak są mądrym narodem i na te zagrywki nabrać się nie dadzą. Niemcy uważają się za nadludzi, za naród o wyższej kulturze prawnej, ale to jest tak naprawdę coraz bardziej komiczne i śmieszne.