• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Abstynencja naszą racją stanu

Poniedziałek, 7 sierpnia 2023 (11:29)

Z prof. dr. hab. Krzysztofem Wojcieszkiem, członkiem Zespołu KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych, rozmawia Monika Rogińska

Co zdaniem Pana Profesora jest sprawdzonym i skutecznym działaniem na rzecz trzeźwości?

– W historii Europy były takie dwa przypadki, kiedy wydarzyło się bardzo dużo dobrego w propagowaniu trzeźwości. Chodzi o Polskę i Włochy. W przypadku Polski mam na myśli przełom XIX i XX wieku. Byliśmy wtedy oceniani pod względem spożycia w przedziale 0,9-1,3 litra alkoholu na głowę. Startowaliśmy z bardzo wysokich poziomów spożycia etanolu. Co się wydarzyło? Pojawiła się motywacja – i to wzmocniona z dwóch stron. Po pierwsze, była prowadzona kampania na temat szkód alkoholowych, którą szerzyli głównie lekarze, społecznicy. Po drugie, pojawiła się motywacja religijna. Mam na myśli orędzia Matki Bożej w Gietrzwałdzie, jedyne objawienie Maryjne w Polsce uznane formalnie przez Kościół.

W 1877 roku Matka Najświętsza objawiła się trzynastoletniej Justynie Szafryńskiej i dwunastoletniej Barbarze Samulowskiej. Dziewczynki przez trzy miesiące prowadziły dialog z Maryją. Ludzie masowo pielgrzymowali do Gietrzwałdu, wśród nich była rodzina z Warmii doświadczona licznymi chorobami. Pytali przez wizjonerki Matkę Bożą, czy ich cierpienia się skończą. Odpowiedź była jednoznaczna: będą zdrowi, jeżeli będą się modlić, zwłaszcza na różańcu, i jeśli nie będą pić wódki. Orędzie Maryi, że trzeba się modlić i walczyć o trzeźwość, poszło w Polskę. Wielu pielgrzymów tym przesłaniem się przejęło. Zaczęła się ogromna praca, która trwała mniej więcej ćwierć wieku i u progu XX wieku doprowadziła do znacznego zwiększenia trzeźwości Polaków. Według badań historycznych należeliśmy wówczas do najtrzeźwiejszych narodów w Europie. A zatem decydująca jest motywacja.

A co okazało się skuteczne we Włoszech?

– Mało kto zdaje sobie sprawę, że Włosi po II wojnie światowej pili statystycznie około 20 l alkoholu na głowę, a więc dwa razy tyle, co my dzisiaj. U nich zadziałała motywacja wynikająca z rosnącej świadomości szkód. Zwyczajnie się przestraszyli. Władze postanowiły systematycznie pracować nad trzeźwością, podejmując różne kampanie społeczne. W efekcie Włosi zeszli do poziomu dwóch trzecich tego, co my obecnie spożywamy. To był taki trochę cud społeczny. Oczywiście eksperci wskazują, że najlepszym sposobem jest ograniczanie realnej dostępności alkoholu i liczby punktów sprzedaży, istotne znaczenie mają też cena i respektowanie ograniczeń wiekowych. Ale żeby społeczeństwo to akceptowało, musi mieć motywację, musi wiedzieć, że to jest dla ich dobra. Jedną z cech modelu włoskiego jest to, że stanowczo nie ma akceptacji dla pijaństwa. Natomiast w Polsce zdarza mi się spotykać ludzi, którzy taką postawą się szczycą.

Przyzwyczailiśmy się, że problem alkoholowy jest powszechny?

– Podczas realizacji programu profilaktycznego Debata czasami pozwalam młodzieży zgadywać, czy jestem trzeźwiejącym alkoholikiem, umiarkowanym czy dobrowolnym abstynentem. Przeważnie starają się być „miłosierni” i mówią: „Pewnie pan jest umiarkowanym, jak pan tyle wie o alkoholu”, albo biorą mnie za trzeźwiejącego alkoholika. A ja od ponad 49 lat jestem dobrowolnym abstynentem. To jest wspaniała postawa i pokazanie ludziom, że istnieje taki sposób życia, który daje moc, spokój, zdrowie.

Specjaliści podkreślają, że ryzyko alkoholowe zaczyna się już od jednego drinka. Oczywiście problem bardzo narasta, gdy ma się systematycznie około 1 promila lub więcej. Ale są pewne szkody alkoholowe, które zaczynają się właśnie od jednego drinka, np. zwiększenie zapadalności na nowotwory, szczególnie na raka piersi u kobiet. 8 procent takich przypadków ma pochodzenie alkoholowe. Nie wiąże się to z uzależnieniem tych kobiet, ale jest to efekt pewnych oddziaływań biochemicznych. W toku metabolizmu alkoholu wytwarza się aldehyd octowy, który ma bardzo silne działanie kancerogenne i u osób wrażliwych powoduje raka. Przypuszczalnie mniej więcej 10 procent wszystkich nowotworów ma podłoże w używaniu alkoholu, nie nadużywaniu. Niestety, ludzie za mało o tym wiedzą. A są tacy, którzy dbają, żeby ta prawda nie dotarła do społeczeństwa.

Jednak ograniczenia w postaci zakazu sprzedaży alkoholu nieletnim są akceptowane społecznie.

– Tyle że to nie do końca przekłada się na praktykę, zbyt często prawo jest naruszane. Gdy sprzedawca sprzeda piwo osobie niepełnoletniej, to zgodnie z przepisami powinien natychmiast stracić koncesję – i to na kilka lat. Są też przewidziane inne restrykcje. Niestety prawo jest za słabo oprzyrządowane i wykonawczo lekceważone, przez co młodzież ma nadal zbyt duży dostęp do alkoholu.

Jakie działania rząd powinien podjąć w aspekcie trzeźwości?

– Mam wrażenie, że nasi politycy podchodzą do tego zagadnienia bez koniecznej wiedzy. Bardzo często sądzą, że problemy alkoholowe dotyczą tylko osób uzależnionych. W nauce od dawna wiadomo, że mamy do czynienia z tzw. paradoksem prewencyjnym. To jest teza naukowa mówiąca o tym, że większość szkód alkoholowych wywodzi się z grupy osób nieuzależnionych. Przy dobrej znajomości problemów alkoholowych z większą troską można by korzystać z naszego znakomitego systemu prawnego. Bardzo by też tu pomogła osobista postawa trzeźwości liderów. Działania trzeźwościowe trzeba podejmować we współpracy międzyresortowej. Dziś temat profilaktyki i uzależnień należy do kompetencji Ministerstwa Zdrowia, a tymczasem są bardzo istotne powody, żeby to zagadnienie pojawiało się też w obszarze Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej, Ministerstwa Edukacji i Nauki, Ministerstwa Obrony Narodowej i w innych resortach. Podstawą współpracy powinna być bardzo uważna lektura Narodowego Programu Trzeźwości.

Dlaczego Narodowy Program Trzeźwości?

– Narodowy Program Trzeźwości został proklamowany w 2018 roku jako efekt Narodowego Kongresu Trzeźwości, który odbył się w 2017 roku. Jego realizacja przewidziana jest na 25 lat. Warto podkreślić, że to nie jest jakiś szalony plan otrzeźwiania z dnia na dzień. Główny cel programu zakłada zmianę mentalności Polaków wobec pijaństwa i powrót do dobrych czasów, kiedy Polska była trzeźwa. Chodzi też o to, aby zbliżyć się do średniej światowej, jeśli chodzi o spożycie alkoholu. W tej chwili mamy dwukrotnie większe średnie spożycie na głowę niż na świecie. Mimo to uważam, że jest to realistyczny plan.

Skąd takie optymistyczne nastawienie?

– W połowie lat 90. ubiegłego wieku byliśmy blisko tego celu. Natomiast do tej pory raczej zmierzaliśmy w przeciwnym kierunku. Taka postawa generuje nowe zastępy osób uzależnionych. Większość Polaków, którzy doświadczają szkód alkoholowych, to nie są alkoholicy, tylko osoby, które nadużywają etanolu i w zasadzie mogłyby dość łatwo zmodyfikować swoje obyczaje, gdyby chciały i uwierzyły, że to jest konieczne.

Dlaczego tak trudno przebić się z wartością abstynencji?

– Ludzie zapominają, że abstynencja alkoholowa jest wymogiem moralnym w bardzo wielu sytuacjach życiowych. Stan błogosławiony, karmienie piersią, prowadzenie pojazdów, praca, turystyka, zwłaszcza ta bardziej ambitna (np. ekstremalna), wychowywanie dzieci bezwzględnie wymagają abstynencji. Zauważam, że mamy jakby zaburzoną mentalność, jeśli chodzi o wyobrażanie sobie życia bez alkoholu. To trzeba zmienić. Na przykład ludzie nie wiedzą, że większość dorosłej ludności świata to abstynenci alkoholowi. Ostatni raport WHO na ten temat mówi o 58 proc. abstynentów w grupie starszej niż 15 lat. Wśród nich prawie dwie trzecie stanowią osoby, które w ciągu roku nie spożyły żadnego napoju alkoholowego. Są na świecie rządy, np. Wielkiej Brytanii, które promują abstynencję jako najbardziej zdrową postawę.

Współczynniki abstynencji dla Polski są dość wysokie. W zależności od badań, jedni mówią, że takich osób jest 32 proc., inni – 19 proc. Ale o tym nie usłyszymy w mediach. Biznes i środki przekazu prezentują abstynencję w złym świetle, jako postawę dziwaków.

Źle się też dzieje, gdy przez abstynencję rozumie się jedynie taką sytuację, gdy ktoś, kto zapadł na chorobę alkoholową, słyszy od terapeuty, że teraz musi wypracować abstynencję, bo „albo życie, albo śmierć”. Po prostu zapominamy, że istnieje abstynencja dobrowolna. Kościół w Krucjacie Wyzwolenia Człowieka również proponuje abstynencję jako dobrowolny dar. Dzisiaj są to dziesiątki tysięcy osób, które stały się abstynentami.

Czy zdajemy sobie sprawę ze skali wyniszczających skutków alkoholizmu dla państwa, gospodarki, funkcjonowania służby zdrowia?

– Jeżeli ocenia się, że nadużywanie alkoholu powoduje 20 proc. wszystkich hospitalizacji u ludzi do 75. roku życia, to mamy odpowiedź, jakie to są obciążenia dla społeczeństwa. Większość przestępstw ma alkoholowe tło. Z danych policji wynika, że dwie trzecie sprawców przemocy domowej jest pod wpływem alkoholu. Ponad 70 procent zabójstw dokonuje się pod jego wpływem. Zwłaszcza politycy powinni zdawać sobie sprawę z tego, że na nietrzeźwości bardzo tracimy gospodarczo. Przysłowiowa złotówka „zarobiona” przez państwo w formie różnych podatków z tytułu obrotu alkoholem skutkuje koniecznością wydania przynajmniej 3 zł na usuwanie skutków pijaństwa. Jeśli mamy ambicje poprawienia poziomu życia Polaków, to bez wątpienia jednym z kluczowych tematów jest praca nad narodową trzeźwością.

Solidne badania mówią o tym, że z grona konsumentów alkoholu w Polsce 40 procent spożywa nie więcej niż litr czystego alkoholu rocznie, to jest na poziomie 10 procent tego, ile wynosi średnia. Według ostatnich badań EZOP II w Polsce mamy 580 tysięcy alkoholików. W tych samych badaniach mamy 2 mln takich, którzy cierpią na różne skutki pijaństwa.

Jak dzisiaj w Polsce wygląda sytuacja inicjacji alkoholowej wśród młodzieży? Czy to prawda, że coraz młodsi sięgają po alkohol?

– Młodzi ludzie mają za duży kontakt z alkoholem i za wcześnie się inicjują (średnio mają 12,5 roku). Jest to efekt bardzo nasilonych kampanii z lat dziewięćdziesiątych, które podjął biznes, gdy promował spożycie piwa. Piwo to „podstawowy” alkohol dla młodzieży. Około 70 tysięcy nastolatków natychmiast potrzebowałoby bardzo intensywnej pracy, bo już wchodzą w uzależnienie.

Z jednej strony mamy więc zbyt wysoki współczynnik używania alkoholu przez młodzież, która wzoruje się na dorosłych. Ale z drugiej strony od wielu lat obserwujemy wśród nastolatków w Polsce trend spadku pijaństwa i wzrost odsetka abstynentów. Różne są tego przyczyny – niektóre wewnętrzne wśród samej młodzieży, ale to też owoc wytrwałej pracy profilaktycznej wielu ludzi, wychowawców, Kościoła. Być może to jest wejście w trend światowy. W wielu krajach rozwiniętych obserwujemy, że młodzi z roku na rok piją mniej.

Jak być dzisiaj świadkiem trzeźwości?

– Jako doświadczony profilaktyk, który ponad 30 lat zajmuje się praktycznie i badawczo tematem profilaktyki alkoholowej, stwierdzam, że wszystko zależy od dorosłych. Opracowałem program profilaktyczny Debata dla młodzieży klas szóstych. W ciągu roku bierze w nim udział ok. 70 tysięcy uczniów. Obowiązuje w nim stanowczy warunek: prowadzący musi być dobrowolnym abstynentem. Niestety, niektórzy dorośli wtedy rezygnują. Nie stać ich na to, żeby ze względu na wychowanków poświęcić parę drinków rocznie, aby być świadkiem.

Mówimy o konieczności krzewienia kultury picia, tak jakby inna droga – abstynencja, nie istniała. Komu na tym zależy, żebyśmy sięgali po alkohol?

– Odpowiedź jest bardzo prosta, jeżeli przyjrzymy się, kto promuje na świecie programy, które krzewią tzw. kulturę picia, czyli wprowadzają ukrytą normę picia. Zakładają one, że alkohol jest niezbędny jako element kultury. Takie badania, a nawet programy profilaktyczne są sponsorowane w dużej mierze albo przez niezorientowanych ekspertów, albo przez biznes alkoholowy. Mamy obłudne tłumaczenie, że skoro młodzi i tak dość wcześnie inicjują się alkoholowo, to zadbajmy, żeby robili to bezpiecznie. Powstają kuriozalne programy, gdy do szkoły przywozi się np. beczkę wina czy piwa i ćwiczy się na prawdziwych napojach. Ci, którzy to sponsorują, dobrze wiedzą, co robią.

Wyliczyłem kiedyś, że w Polsce rocznie z powodu nadużywania alkoholu życie traci ponad 20 tysięcy osób. U młodego człowieka zgon może nastąpić przy około 4 promilach alkoholu we krwi. Takich przypadków w tej grupie wiekowej jest ponad 1-1,5 tysięcy rocznie. Jeżeli porównamy tę liczbę ze zgonami z tytułu używania narkotyków czy dopalaczy, to okazuje się, że to jest 5-7 razy więcej.

Trzeba również zwrócić uwagę na sferę duchową. Jednym z pierwszych skutków nadużywania alkoholu, zwłaszcza przez ludzi młodych, jest odsuwanie się od Boga i od praktyk religijnych. Bo w sumieniu człowiek wyczuwa, że pijaństwo nie podoba się Panu Bogu. Zdarza się, że gdy taka osoba odzyskuje trzeźwość, a to dotyczy jednej trzeciej uzależnionych, poddanych dobrej terapii, to często po wielu latach pustki odbudowuje swoje życie duchowe. Zatem praca nad trzeźwością to również zmaganie o ocalenie duchowej kondycji Narodu.

Dziękuję za rozmowę.

Monika Rogińska