• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Roszczeniowa postawa względem Polski

Środa, 2 sierpnia 2023 (20:50)

Rozmowa z dr. Krzysztofem Kawęckim, historykiem i politologiem

Jest Pan zaskoczony postawą Ukrainy
w sprawie embarga na cztery zboża,
które Polska chce utrzymać?

– To nie jest zaskoczenie, bo już od dawien dawna Ukraina prezentuje roszczeniową postawę względem Polski. Podejście Kijowa do relacji z naszym krajem odbiega
od normy – relacje między oboma krajami, które mają wspólne interesy, powinny łączyć działania zmierzające do osiągnięcia wzajemnych korzyści. Ukraina w żaden sposób nie uwzględnia racji strony polskiej i jest głucha na to,
co od miesięcy powtarzamy, na co przedstawiamy twarde dowody. Premier Mateusz Morawiecki czy minister rolnictwa Robert Telus wielokrotnie to podkreślali, że tranzyt ukraińskiego zboża nie będzie blokowany. I on jest cały czas realizowany, ale pod ścisłą kontrolą. W embargu na cztery zboża chodzi jedynie o zabezpieczenie polskiego rynku, aby nie doprowadzić do katastrofy wśród naszych rolników. To powinno Ukrainie wystarczyć. Zamiast tego raz po raz atakują rząd Mateusza Morawieckiego nieuprawnionymi tezami i twierdzeniami, żeby nie powiedzieć: kłamstwami. Denys Szmyhal oskarżył Polskę
o to, że nie chce pozwolić na wysyłkę ukraińskiego zboża
i przez nasz kraj nie trafi ono do państw potrzebujących. To jest ogromne kłamstwo. Taras Kaczka, wiceminister rozwoju gospodarczego, handlu i rolnictwa Ukrainy, już w maju, podczas organizowanego przez Komisję Europejską forum ekonomicznego w Brukseli, twierdził, że zamknięcie granic przez Polskę kosztowało Ukraińców około 143 mln dolarów. Rzucanie takich słów w sytuacji, gdy polski podatnik finansuje pomoc Ukrainie w kwocie znacznie przewyższającej dziesiątki miliardów złotych, to rzecz niedopuszczalna. Warto też wiedzieć, że media ukraińskie podają, że Denys Szmyhal ma bardzo bliskie kontakty
z biznesem rolnym. Można się jedynie domyślać, co
w warunkach ukraińskich może to oznaczać.

 

Deklaracja premiera Mateusza Morawieckiego, że Polska – nawet w obliczu sporu z UE – i tak będzie bronić polskich rolników, była konieczna?

 

– Tak, jest to bardzo potrzebna deklaracja. Tym bardziej że Unia Europejska na każdym kroku podkreśla, że polityka handlowa to jest jej domena. Jak stanowisko Polski wpłynie na decyzję KE, tego jeszcze nie wiemy. W tej sprawie chodzi tylko i wyłącznie o ochronę polskiego rynku. A rolnictwo jest jedną z podstawowych gałęzi naszej gospodarki. O nie trzeba się troszczyć, gdyż każdego roku rolnicy sprzedają do innych krajów towary warte dziesiątki miliardów euro. Rząd nie prowadzi wojny z ukraińskimi chłopami. To działanie, które trzeba podjąć, bo taki jest polski interes. Kluczowe jest to, aby rząd polski był konsekwentny w swoich działaniach.

 

Bierze Pan pod uwagę to, że Ukraina ponad naszymi głowami dogadała się z Niemcami
i dzisiaj gra z nimi? Wiemy, jakie konsekwencje dla Polski będzie mieć otwarcie rynku na miesiąc przed wyborami.

 

– Ukraina od wieków była – i dalej jest – zafascynowana Niemcami. Tak jak w Polsce lat 90. XX wieku patrzyliśmy pełni marzeń w stronę Stanów Zjednoczonych, tak od dawien dawna Ukraińcy patrzą na Niemcy. To, na co zwraca pan uwagę, jest bardzo prawdopodobne. Wydarzenia ostatnich dni pokazują, że ta współpraca
może się zarysowywać. Dowodem tego może być m.in. wypowiedź ambasadora Ukrainy w Berlinie Ołeksija Makiejewa, który stwierdził, że Niemcy zaczynają przejmować przywódczą rolę w dostawach broni dla jego ojczyzny. Przed miesiącem prezydent Wołodymyr Zełenski komplementował kanclerza Niemiec Olafa Scholza i obaj przywódcy słodzili sobie, deklarując dalszą współpracę. Symbolem dobrych relacji ukraińsko-niemieckich był rozgrywany w Bremie marcowy mecz towarzyski między oboma krajami, który zakończył się remisem 3:3. Mecz został nazwany przez prezydenta Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera „znakiem przyjaźni i solidarności”. Pozostając przy wątkach sportowych, klub piłkarski Szachtar Donieck ostatni sezon w Lidze Mistrzów rozgrywał na stadionie Legii Warszawa – z racji tego, że ukraińskie zespoły podczas wojny nie mogą grać u siebie. Na przyszły sezon przeniósł się do niemieckiego Hamburga. Nawet jeżeli Legia będzie potrzebować swojego stadionu, gdyż ma ambicję grać w europejskich pucharach jak najdłużej, to Ukraińcy mogli skorzystać z obiektów we Wrocławiu – mieszka tam wielu ich rodaków – lub w Gdańsku. Wybrali jednak Niemcy. Takich symbolicznych gestów w relacjach Niemiec
z Ukrainą jest bardzo dużo. Podobnie wiele jest gestów między Polską a Ukrainą. Z tą różnicą, że przyjacielskie gesty między Andrzejem Dudą a Wołodymyrem Zełenskim nie niosą niczego pozytywnego – są tylko potwierdzeniem daleko idącej naiwności Pałacu Prezydenckiego. Natomiast gesty w relacjach ukraińsko-niemieckich mają swoje konkretne przełożenia. Niemcy już przygotowują się do odbudowy Ukrainy, ich firmy są gotowe, aby tam wejść
i zacząć zarabiać gigantyczne pieniądze.     

 

Ukraina i Niemcy mają na czym budować? Jak to wyglądało w przeszłości?

 

– Ukraina jest kluczowym elementem niemieckich koncepcji geopolitycznych – ich planów zagospodarowania Europy Środkowej i Wschodniej. W nich Ukraina jest tylko przedmiotem niemieckiej polityki. One się pojawiały na przełomie XIX i XX wieku. Były kontynuowane przez cały XX wiek. Berlin uważa Ukrainę za swoją gospodarczą
i żywnościową strefę wpływów. Przykładem jest traktat brzeski z 1918 r., którego stronami było m.in. Cesarstwo Niemieckie i bolszewicka Rosja. Zakładał on m.in. utworzenie państwa ukraińskiego. Była to jednak koncepcja niemiecka. W skład Ukrainy miały wejść
także ziemie polskie: Małopolska razem ze Lwowem, Chełmszczyzna czy Podlasie. A więc Ukraina jest potrzebna Niemcom tylko do tego, aby realizować swoją własną politykę, której jednym z celów jest osłabienie państwa polskiego. Wspomniany traktat brzeski ma tego taki charakter. Dla Berlina wiadome było, że Polska wróci do rodziny niepodległych państw Europy, dlatego założył, że musi być ona jak najsłabsza.

 

Ewentualne porozumienie Niemiec z Ukrainą – dotyczące spraw bieżących – pokazałoby tylko, że Ukraina jest krajem wyrachowanym, marginalizującym wartości?        

 

– Byłoby to potwierdzenie planów niemieckich wobec Europy Środkowej i Wschodniej. Z kolei dla Ukrainy byłoby to jednoznaczne z wejściem w rolę państwa, zaplecza gospodarczego i politycznego Niemiec. Znalazłoby się wówczas w strefie wpływów niemieckich, tracąc szansę – na bardzo długie lata – na wybicie się na mniejszą lub większą, ale niezależność. Można mówić o wyrachowaniu strony ukraińskiej. Wycisnęli z Polski tyle, ile mogli, odnieśli na współpracy z nami maksymalne korzyści,
a teraz poczuli, że już czas zmienić źródełko, z którego będą pić. Jeżeli Kijów twierdzi, że może stać się pełnoprawnym partnerem Niemiec, to jest w grubym błędzie. Jeżeli prezydent Zełenski ma takie marzenia,
to są one złudne.    

 

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk