• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Zwykli ludzie obronią Polskę

Poniedziałek, 31 lipca 2023 (22:00)

Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości

Owiana złą sławą Grupa Wagnera jest coraz bliżej granicy z Polską. Czego możemy się spodziewać?

– Sytuacja jest niebezpieczna i nikt poważny nie podchodzi do tego w sposób nieroztropny, lekceważący. Jestem przekonany, że to nie przypadek, że ulokowanie w tym, a nie innym miejscu tych bandziorów, którzy pokazali już wielokrotnie, że za nic mają ludzkie życie, nie jest dziełem przypadku, ale jest to plan nakreślony na Kremlu i realizowany przez Mińsk. Jest to jawne zagrożenie bezpieczeństwa polskiej granicy, bo to są opłacani najemnicy, prowokatorzy, którzy są w stanie wykonać każde, nawet najbardziej zbrodnicze zlecenie, każdy rozkaz: napaść, niszczenie mienia, zabójstwa. Dobrze, że świat to zauważa, że mówi o tym wywiad amerykański, zwłaszcza że Łukaszenka podczas niedawnego spotkania z Putinem w Petersburgu, podejmując temat obecności wagnerowców na Białorusi, mówił cynicznie, że mają ochotę wybrać się na wycieczkę na Zachód do Warszawy i Rzeszowa, a on musi ich przed tym powstrzymywać. Obecność tych bandytów w pobliżu naszej granicy należy brać na poważnie, bo to jest groźne dla nas. Oczywiście jesteśmy przygotowani na każdy wariant, ale lekceważenie tej kwestii – jak widzieliśmy to ostatnio w wykonaniu Donalda Tuska – jest zachowaniem nieodpowiedzialnym, nie na miejscu. Taka postawa świadczy tylko o braku dojrzałości politycznej tego człowieka. Tak czy inaczej wagnerowców trzeba mieć na oku i polski rząd monitoruje sytuację, zachowuje się odpowiedzialnie, gromadząc dodatkowe siły w bezpośrednim sąsiedztwie granicy polsko-białoruskiej.

Jak skomentować zachowanie Tuska – polityka, który był przecież premierem Polski i zajmował ważne stanowisko w Unii Europejskiej, a dzisiaj bagatelizuje problem związany z obecnością wagnerowców w pobliżu polskiej granicy? Jego wpis na Twitterze: „Wygląda na to, że PiS szuka pomocy wagnerowców ze strachu przed wyborami” – też zaskakuje…

– Rząd zachowuje się odpowiedzialnie, informując o zagrożeniu. Jest to zrozumiałe. Wybory parlamentarne odbędą się w terminie konstytucyjnym, co zresztą potwierdził wicepremier Jarosław Kaczyński, natomiast próba siania paniki przez Tuska jest działaniem nieodpowiedzialnym, ale dla mnie nie jest to żadne zaskoczenie. Patrząc na postawę tego pana, aż strach pomyśleć, kto rządził Polską w przeszłości, i strach się bać, co działoby się dzisiaj, gdyby ta ekipa powróciła do rządzenia w Polsce. Obserwując Tuska w Polsce i w Brukseli, miałem nieodparte wrażenie poparte faktami, że jest to człowiek, któremu nie zależy na rozwoju, na sile gospodarczej Polski. Raczej był to zawsze człowiek Europy, świata, człowiek wynajmowany przez różne środowiska polityczne do różnych działań. Po powrocie do polskiej polityki wciąż jest delegatem Europy i świata do spraw polskich, żeby osłabiać nasze zdolności gospodarcze i nasze bezpieczeństwo na arenie międzynarodowej, co więcej: żeby, kto inny na tym korzystał. To, co mówi dzisiaj i jak się zachowuje, wpisuje się w to, co przez całe lata robił, i ten jego wpis na Twitterze nie jest żadnym przypadkiem. Tego polityka cechuje brak dojrzałości politycznej, brak odpowiedzialności, a zarazem przyświeca mu jeden cel: tworzenie państwa europejskiego, w którym potrzebna jest nie silna Polska, ale Polska słaba, uległa, zwasalizowana, zależna od innych. I to jest cały Donald Tusk.

Tylko że Polakom potrzebne są władze prowadzące politykę rozwoju państwa, a nie poddaństwa wobec jakiejś europejskiej struktury pod kierownictwem Niemiec?  

– I to właśnie kompletnie nie pasuje do koncepcji kanclerza Olafa Scholza, który na początku swojej kadencji zapowiedział, że zbuduje superpaństwo – państwo europejskie. Nikogo nie trzeba przekonywać, że Donald Tusk był zbratany z Angelą Merkel, z Niemcami, co więcej: fakty pokazują, że cały czas pracuje dla nich, a nie dla Polski. To, że w Polsce jest silna władza, to jest bardzo nie na rękę Tuskowi, przeszkadza też coraz silniejsza armia. Każdy przecież widział, kto z Putinem spacerował na sopockim molo i ustalał pewne sprawy, kto dążył do dialogu z Moskwą „taką, jaka ona jest”, kto parł do resetu relacji z Rosją w momencie, kiedy Putin realizował plan podboju kolejnych państw. Tak czy inaczej wiemy, co Tusk zrobił dla Polski. W ustach jego i jego politycznej ekipy, także Lewicy, jakoś nie słychać słów „ojczyzna”, „naród”. Oni są zawsze gotowi, by mówić dobrze i służyć Europie, wartościom tzw. europejskim, a nie Polsce.    

W swoim twitterowym wpisie Donald Tusk ciągnie temat rzekomego szukania pomocy przez PiS u wagnerowców i dodaje, że zapowiadany na 1 października marsz miliona serc wybije to z głowy rządzącym. Czy to nie jest zawoalowana forma straszenia Polaków?

– Donald Tusk marzy o rozróbach, o wyciągnięciu Polaków na ulice. Hasło Platformy „ulica i zagranica” mówi wszystko. Tuskowi, widać, marzą się incydenty, poróżnienie Polaków, najlepiej jeszcze, żeby polała się krew, żeby później mógł pokazywać w Europie, jak to niedobry jest rząd Zjednoczonej Prawicy, jak nie panuje nad sytuacją. To poróżnienie Polaków jest mu potrzebne, zależy mu na sianiu zamętu i widać, że jest to wszystko wpisane w jego polityczny scenariusz – także planowany na 1 października marsz. Powiedzmy sobie uczciwie: nawet gdyby Tuskowi udało się przyciągnąć do Warszawy milion czy dwa miliony ludzi, to i tak byłaby to mniejszość. Nie jest też tajemnicą, że ok. 15 proc. Polaków jest powiązanych biznesowo z Polską rządzoną kiedyś przez koalicję PO-PSL, mówi się o nich: elita gospodarki. Jednak i tak jest to zdecydowana mniejszość, bo rozsądnych, mądrych ludzi, zwykłych Polaków, którzy w sercu mają Polskę, jest zdecydowanie więcej. W historii już bywało, że właśnie zwykli Polacy obronili niepodległość Polski. Tak było w powstaniach narodowych, ale obok polskich patriotów zawsze była część sprzedawczyków i widać, że ten gen Targowicy wciąż tkwi także w wielu współcześnie żyjących. Jednak zdecydowana większość jest po właściwej, po polskiej stronie. To są ludzie, którzy chcą silnej, dumnej Polski. Teraz też zwykli Polacy obronią Polskę. I choćby Tusk nie wiem, co robił, to nie przekona większości Polaków do zbudowania wielkiego państwa europejskiego kosztem suwerenności Polski. Nie będzie Europy bez silnej Polski.

Wspomniany przez Pana Posła niekryjący się z planami budowy superpaństwa europejskiego kanclerz Olaf Scholz sam ma poważne problemy wewnątrz Niemiec. Okazuje się, że drugą siłą staje się tam prorosyjska Alternatywa dla Niemiec…

– Alternatywa dla Niemiec to środowisko bardzo zróżnicowane. Znam europosłów Alternatywy dla Niemiec, a jeden z nich – Joachim Kuhs – był wśród uczestników wystawy, którą zorganizowałem w europarlamencie, ekspozycji dotyczącej tragicznych losów wysiedlonych mieszkańców oraz zburzenia Jasła w 1944 roku. Widział, co Niemcy zrobili z Jasłem w czasie II wojny światowej. Był jedynym Niemcem obecnym na tej wystawie i wpisał się do księgi pamiątkowej, wyrażając współczucie. Jak widać, również i tacy ludzie są w Alternatywie dla Niemiec. Natomiast generalnie jest to frakcja, grupa polityczna, która prezentuje postawę zaprzeczenia obecnym rządom Unii Europejskiej, instytucjom unijnym, które zbytnio ingerują w kompetencje państw narodowych, co nie jest złe, bo te rządy są niedobre, szkodliwe dla całej Wspólnoty. Co więcej jest to też grupa, która jako druga siła polityczna w Niemczech mówi o wyjściu Niemiec z Unii Europejskiej. I to jest jeden z postulatów, który pojawia się na różnego rodzaju spotkaniach w Niemczech. Na tych spotkaniach Alternatywa dla Niemiec formułuje też postulat pozostawienia Unii Europejskiej, ale jedynie jako wspólnoty gospodarczej. I to też – w mojej ocenie – jest dość ciekawym pomysłem, bo powraca do źródeł, do założeń twórców koncepcji Unii Europejskiej. Nie ulega też wątpliwości, że w szeregach Alternatywy dla Niemiec są także politycy – jak ich nie dostrzegam w Parlamencie Europejskim – rewizjoniści, którzy będą jątrzyć i szukać rewanżu za wyniki II wojny światowej. Tacy ludzie w Alternatywie dla Niemiec są, i to jest oczywiście dla Polski groźne. Jak widać, jest to dość skomplikowany układ w samych Niemczech, zwłaszcza że Alternatywa dla Niemiec jest w tym momencie drugą siłą polityczną w tym kraju z poparciem 22 procent. Wygląda też, że ta formacja będzie rosła w siłę, natomiast można się spodziewać upadku gabinetu kanclerza Olafa Scholza. Również zieloni będą szli w odstawkę ze względu na nieprawdopodobne koszty pakietu Fit for 55, bo firmy niemieckie z powodu wysokich kosztów zaczynają uciekać z działalnością do Chin, Wielkiej Brytanii, również do Stanów Zjednoczonych.

Czy to oznacza, że ten ideologiczny projekt Fit for 55 zaczyna się sypać?

– Wszystko na to wskazuje. Już się o tym mówi, mówią o tym politycy Alternatywy dla Niemiec i myślę, że będzie to sprawa głośna już na jesieni, kiedy ten temat wypłynie jeszcze większym strumieniem. Widać więc, że jest duża obawa u naszego zachodniego sąsiada o wzrost notowań takich sił politycznych jak Alternatywa dla Niemiec. Jednym z czynników pozytywnych wzrostu poparcia dla tego ugrupowania jest to, że Niemcy przyłączyły się do Polski w sprawie relokacji imigrantów. To pokazuje, że polski przekaz, iż trzeba się bardzo poważnie zastanowić nad przymusową zagrożoną karami finansowymi relokacją imigrantów, zaczyna przyciągać uwagę także innych państw. Do ośmiu czy dziewięciu państw członkowskich – w tym do Polski i Węgier – przyłączyły się m.in. Niemcy. Jest więc zmiana stanowiska rządu niemieckiego w tej sprawie i to akurat też jest bardzo pozytywny sygnał.

W Unii Europejskiej przydałaby się formacja, która będzie przeciwwagą dla europejskiego dyktatu lewactwa. Być może wtedy zostałby zahamowany szkodliwy pęd walki z tradycyjnymi wartościami, a Europa wróciłaby do korzeni?

– To wszystko będzie zależało od tego, co się stanie w Hiszpanii, gdzie minimalnie zwyciężyła centroprawicowa Partia Ludowa. Pytanie tylko, czy uda się jej stworzyć rząd. I to mogłaby być pierwsza jaskółka zmian w Europie. Wierzę też mocno, że Zjednoczona Prawica wygra jesienne wybory parlamentarne w Polsce. Mam nadzieję, że będą też zmiany na korzyść w Holandii, gdzie w listopadzie odbędą się wybory parlamentarne. Jeśli tak się stanie, to może wreszcie zapanuje jakaś normalność gospodarcza, ekonomiczna w obszarze Unii Europejskiej. Na pewno pozytywny jest swobodny przepływ towarów i usług, co jest korzystne dla funkcjonowania prywatnych sektorów gospodarczych, natomiast jest dramat z nieludzkimi pomysłami ekologów, z całą tą klimatyczną dyktaturą, co zabija europejską przedsiębiorczość. Ta europejska przedsiębiorczość staje się niekonkurencyjna wobec Chin i Stanów Zjednoczonych i to trzeba zmienić, trzeba ten szkodliwy trend zastopować. Natomiast te polityczne siły, które obecnie rządzą Unią Europejską, instytucjami unijnymi, gwarantują nie rozwój, ale wręcz stagnację. Dzisiaj przeczytałem w „Politico”, że parę tygodni temu w głosowaniach w Parlamencie Europejskim, gdzie aferzyści, główni podejrzani w aferę Katargate: Eva Kaili i Marc Tarabella, głosowali, aby ukrócić korupcję, i przed agresywnym lobbingiem państw trzecich. Ręce opadają… Ale to pokazuje, jaka jest dzisiaj Unia Europejska.

           Dziękuję za rozmowę.     

Mariusz Kamieniecki