Pat operacyjny na ukraińskim froncie
Piątek, 28 lipca 2023 (20:10)Rozmowa z prof. dr. hab. Pawłem Soroką, pracownikiem Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Polityk Publicznych, koordynatorem Polskiego Lobby Przemysłowego
Co dzieje się obecnie na ukraińskim froncie, czy możemy mówić o jakichś postępach? Ukraińcy odbijają okupowane terytoria, ale chyba wolniej, niż zakładano…
– Przede wszystkim nie posiadamy zbyt wielu informacji na temat tego, co w szczegółach dzieje się na ukraińskim froncie i jak w szczegółach przebiega ta kontrofensywa. Natomiast wydaje się, że jeśli są jakieś postępy, to raczej niewielkie, z kilku powodów. Otóż Rosja miała odpowiednio dużo czasu, żeby się przygotować, i zbudowała na zajętych terenach dużo umocnień polowych, a jednocześnie zaminowała duże obszary, co uniemożliwia Ukraińcom poruszanie się do przodu bez uprzedniego rozminowania tych terenów. Ponadto mimo dostarczanego przez państwa zachodnie Ukrainie sprzętu artyleryjskiego, to Rosja ma wciąż przewagę w tej dziedzinie. To wszystko powoduje, że postępy ukraińskiej kontrofensywy nie są takie, jak się spodziewano, jakich oczekiwano. Do tego oczywiście dochodzi też przewaga rosyjska w powietrzu, dlatego zanim Ukraina otrzyma obiecane myśliwce F-16, a jak wiemy tych dostaw nie da się przyspieszyć ze względów logistycznych, uwarunkowań dotyczących szkoleń pilotów oraz m.in. organizacji wsparcia technicznego potrzebnego do skutecznej obsługi maszyn, to przewaga jest wciąż po stronie Rosji. I to jest pierwszy aspekt tej sprawy. Natomiast jeśli chodzi o działania ofensywne, to żeby one były skuteczne, przewaga na froncie musi być co najmniej 3:1. Jest zatem pytanie: czy na tych odcinkach, gdzie trwa kontrofensywa, strona ukraińska taką przewagę posiada? Być może są takie odcinki, ale na pewno nie na całej linii frontu, gdzie były zamiary ofensywne.
Jest jeszcze sprawa znalezienia słabych punktów w obronie rosyjskiej…
– To jest kolejna kwestia. Znalezienie tzw. miękkiego podbrzusza w obronie przeciwnika umożliwia wejście i dokonanie oskrzydlenia. Wiem, że takie działania są podejmowane. Uważam, że Ukraina, wspierana m.in. przez Stany Zjednoczone oraz przez NATO, ma cały czas przewagę informacyjną – sytuacyjną, jeśli chodzi o pole walki. I być może jeśli Ukraińcom uda się znaleźć takie słabe punkty w obronie rosyjskiej i tam zaatakować, to taka kontrofensywa może nabrać rozpędu. Tak czy inaczej trzeba powiedzieć, że pewien postęp jest, ale jeśli chodzi o posuwanie się do przodu wojsk ukraińskich, to jest to najwyżej kilkadziesiąt kilometrów, jeśli nie mniej. Niektórzy ten trwający stan na froncie nazywają patem operacyjnym. Natomiast to, czy i na ile siły ukraińskie będą posuwały się do przodu, krok po kroku wypychając wroga ze swojego terytorium, to będzie zależało od dostaw uzbrojenia ze strony Zachodu. Oczywiście jest też kwestia wykorzystania tego sprzętu, który już trafił na wyposażenie wojsk ukraińskich do obsługi, którego ukraińscy żołnierze szkolili się niedawno. To też jest ważne, żeby stworzyć w pełni sprawną logistykę, tak żeby działała i żeby w pełni wykorzystać walory sprzętu wojskowego, który w większości ma przewagę nad rosyjskim.
W ostatnich dniach odbyło się posiedzenie Rady NATO – Ukraina. Z wydanego komunikatu wynika, że NATO wzmacnia nadzór i wywiad w rejonie Morza Czarnego, który Rosja chce zablokować. Co może z tego wynikać?
– Rosja podjęła decyzję o blokadzie Morza Czarnego, żeby osłabić Ukrainę poprzez działania wymierzone w gospodarkę tego kraju. Zdaje się, że nie do końca spełniły swoją rolę rosyjskie ataki na infrastrukturę krytyczną, m.in. energetyczną (swoją drogą jest ich w ostatnim czasie mniej niż wcześniej), natomiast blokada Morza Czarnego ma na celu przede wszystkim zastopowanie eksportu, m.in. ukraińskich zbóż. Tak już jest, że państwo posiadające dostęp do morza jest z reguły uzależnione od swobody żeglug. Nic więc dziwnego, że Rosja wybrała taką strategię, żeby uniemożliwić żeglugę, aby ograniczać Ukrainie zarówno eksport np. zbóż, i w ogóle płodów ziemi, jak i import, co także jest dla Kijowa ważne. Taka strategia została obrana przez Kreml, dlatego należy się spodziewać systematycznych ataków, które już w ostatnich dniach się pojawiły przy użyciu rakiet wystrzeliwanych z samolotów, z okrętów oraz okrętów podwodnych.
Na ile realne jest, że Kreml na Morzu Czarnym pod fałszywą flagą może atakować okręty cywilne i oskarżać o to Ukrainę?
– Biorąc pod uwagę, z jakim przeciwnikiem Ukraina ma do czynienia, to także tego wariantu nie można wykluczyć. Z tym że takie działania spotkałyby się na pewno z dużym potępieniem międzynarodowej opinii publicznej. Jeśli zaś chodzi o ewentualne sprawstwo, to jest to stosunkowo łatwe do zidentyfikowania, bo tego się nie da ukryć. W związku z tym, że armia rosyjska nie odnosi spektakularnych osiągnięć na froncie ukraińskim, a już na pewno nie takie, na jakie liczył Putin, to nie wykluczyłbym prowokacji na Morzu Czarnym, o której wspomniał pan redaktor. Ale – tak jak powiedziałem – spotkałoby się to z bardzo złym przyjęciem na Zachodzie. Jest też pytanie, jak na ewentualne tego typu działania zareagowałaby Turcja, która w tym konflikcie stara się pełnić rolę mediatora. Z jednej strony Ankara wspiera Kijów, przekazując sprzęt, np. drony Bayraktar, a z drugiej strony stara się mieć niezłe relacje z Rosją. Dlatego działania rosyjskie wobec okrętów cywilnych na Morzu Czarnym spotkałyby się też ze złym przyjęciem ze strony Turcji, która w tym rejonie odgrywa znaczącą rolę jako mocarstwo regionalne, a po drugie wiązałoby się to z brakiem akceptacji ze strony amerykańskiej, której flota też znajduje się w tym rejonie. Biorąc to wszystko pod uwagę, byłoby to działanie bardzo ryzykanckie ze strony Putina.
Jakiej reakcji można by się spodziewać ze strony Amerykanów oraz NATO, które patrolują region, bo na razie padają słowa potępiające działania Rosji?
– Uważam, że te kwestie powinny być przedmiotem właśnie Rady NATO – Ukraina, bo zważając, że wcześniej była tylko komisja, to jest to jakiś postęp, mamy więc wyższy szczebel. Notabene wcześniej istniała Rada NATO – Rosja, która powstała, aby nieco udobruchać Moskwę po przyjęciu nowych członków w szeregi Sojuszu Północnoatlantyckiego. W tej chwili ten projekt z obiektywnych względów nie funkcjonuje. Natomiast Rada NATO – Ukraina ma dać Ukrainie pewną satysfakcję po tym, jak na szczycie w Wilnie, mimo oczekiwań, Ukraina nie została przyjęta w szeregi NATO. Utworzenie wspomnianej rady jest jednak pewnym postępem na tej drodze i oznacza ściślejsze związanie Paktu Północnoatlantyckiego z Kijowem. Jednocześnie to, co się zaczyna dziać na Morzu Czarnym, z całą pewnością grozi eskalacją i jest to bez wątpienia poważna sprawa, dlatego najprawdopodobniej będzie to też przedmiotem debaty m.in. na forum Rady NATO – Ukraina.
Czy takie, nazwijmy to, dość łagodne działania ze strony Zachodu, to jednak nie za mało? Czy dla Putina, który rozumie tylko język siły, słowa i nawet Rada NATO – Ukraina to trochę nie za mało?
– Oczywiście, brak stanowczych działań może ośmielić Rosję, dlatego rzeczywiście należałoby oczekiwać jakiejś bardziej zdecydowanej reakcji ze strony NATO, i takiej bym nie wykluczał. Jest tylko pytanie, w jakiej formie taka reakcja będzie, bo dyplomatyczne kroki z całą pewnością są i będą podejmowane, ale czy to wystarczy, to miałbym poważne wątpliwości.
Może statkom cywilnym na Morzu Czarnym należałoby zapewnić ochronę, eskortę. Czy NATO jest przygotowane na taką ewentualność i konwojowanie statków, o czym mówi James Stavridis, emerytowany admirał Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych, były naczelny dowódca połączonych sił zbrojnych NATO w Europie?
– Rozumiem, że chodzi o konwojowanie statków cywilnych przez okręty wojenne NATO. Byłaby to oczywiście ważna decyzja i nowa jakość w podejmowanych działaniach w trwającym konflikcie. Tylko jest pytanie, jak na tego typu krok zareagowałaby Moskwa? Gdyby zdecydowała się zaatakować – nawet nie mówię o okrętach wojennych, tylko o statkach cywilnych, ochranianych przez siły międzynarodowe, to byłoby to nic innego jak użycie siły wobec środków wojskowych Paktu Północnoatlantyckiego. A to musiałoby się spotkać z reakcją ze strony NATO. Tak czy inaczej nie wykluczałbym również takiego scenariusza, że pojawią się konwoje statków cywilnych ochraniane przez okręty wojenne – w tym wypadku najpewniej amerykańskie, ale niewiadomą jest, jaka w tej sytuacji byłaby reakcja Rosji. Reasumując, sytuacja robi się niebezpieczna, bo mamy eskalację wydarzeń, działań – mam na myśli chociażby rosyjskie ataki na Odessę – piękne miasto, w którym bywałem na konferencjach, a które dzisiaj jest niszczone przez rosyjskiego najeźdźcę. Są też ataki rosyjskie na inne regiony Ukrainy, co tylko pokazuje, że sytuacja jest naprawdę niebezpieczna, że Rosja nie ustępuje i za wszelką cenę chce zniszczyć Ukrainę w możliwie jak najszerszym zakresie. Czas pokaże, jak to wszystko się rozwinie.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki