Przedwyborcze szachy
Środa, 26 lipca 2023 (20:27)Rozmowa z dr. Bogdanem Więckiewiczem,
socjologiem z Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie
Trzecia droga, czyli alians PSL i Polski 2050, to wciąż realny, perspektywiczny, rokujący scenariusz, czy może losy tego projektu
są już przesądzone?
– Od początku koalicja Polskiego Stronnictwa Ludowego
i Polski 2050 miała i wciąż ma dosyć egzotyczny charakter. Mam na myśli to, że przynajmniej w deklaracjach formacje te były bardzo odległe od siebie, zwłaszcza jeśli chodzi
o program gospodarczy. Diametralne są także różnice
w kwestiach światopoglądowych, w podejściu do wartości, moralności itd. I w tych obszarach różnice były i są widoczne gołym okiem. Natomiast tym, co niewątpliwie połączyło te dwa ugrupowania jest oczywiście chęć przekroczenia progu wyborczego i dostania się do parlamentu. To jasne, że pod koniec już dość mocno rozpędzonej kampanii wyborczej rywalizacja będzie się toczyła głównie między największymi graczami, czyli Prawem i Sprawiedliwością oraz Platformą. Dlatego eksperci PSL i Polski 2050 mieli świadomość, że przy
tak zaciekłej rywalizacji liderów sondaży mniejsze ugrupowania tracą na znaczeniu. Można powiedzieć,
że radykalizm nie służy mniejszym ugrupowaniom, natomiast jest na korzyć większych graczy. Ten lęk
oraz obawa przed tym, że PSL i Polska 2050 nie znajdą się w przyszłym parlamencie, spowodowały, że dokonały połączenia sił i deklarują wspólny start w wyborach.
Tylko obawa przed znalezieniem się poza parlamentem połączyła Władysława Kosiniaka-Kamysza i Szymona Hołownię?
– W zasadzie tak. Do tego można jeszcze dodać to,
co łączy wszystkie ugrupowania opozycyjne – mianowicie żeby odsunąć PiS od władzy, co finalnie niekoniecznie musi być dobre zarówno dla PSL, jak i dla Polski 2050. Mają świadomość, że po wyborach teoretycznie mogą jeszcze wejść w koalicję, gdyby to większe ugrupowanie nie miało samodzielnej większości. Szymon Hołownia zdaje sobie sprawę, że jeśli wejdzie w koalicję z Platformą, to podobnie jak inne ugrupowania zostanie wchłonięty przez partię Donalda Tuska i tak naprawdę jego znaczenie na politycznej scenie będzie niewielkie, żeby nie powiedzieć żadne. Oczywiście różnic między ludowcami a Polską 2050 jest więcej i będzie ich przybywać, dlatego tak naprawdę nie wiemy, jak ten polityczny projekt Trzeciej drogi się zakończy. Wiadomo, że chodzi o kwestie dotyczące miejsc na liście, tzw. miejsc biorących. Jeśli nie wiadomo, jakie finalnie będzie poparcie, to im ktoś wyżej znajdzie się na liście, tym ma większe szanse, że trafi do Sejmu. To też może powodować zaostrzenie relacji między PSL i Polską 2050, przynajmniej w walce o najlepsze pozycje startowe. Dodatkowo w grę wchodzi kwestia finansowania kampanii. Wiadomo, że Szymon Hołownia ma problemy finansowe. Jak słyszymy, ma kłopot z uzyskaniem kredytu bankowego. I tu jest problem, bo w tej sytuacji koszty kampanii – 20 mln zł, które miały być wyłożone przez obie partie po połowie – większość tej kwoty musiałoby pokryć PSL. Wobec tego Kosiniak-Kamysz może chcieć, aby większość tych dobrych miejsc na listach przypadła
w udziale właśnie ludowcom. Losy tej koalicji Trzeciej drogi są moim zdaniem wciąż niepewne.
Nie kryją tego prominentni politycy PSL,
jak Marek Sawicki, który już jakiś czas temu mówił, że bratanie się z Hołownią było błędem?
– To prawda, bo – tak jak wcześniej wspomniałem
– między jedną a drugą formacją jest cała masa różnic,
ale nie ma punktów wspólnych.
Oczywiście przy założeniu, że PSL jest rzeczywiście, a nie tylko programowo, statutowo, formacją o tradycyjnych poglądach?
– Widać, że czym innym są deklaracje, a czyny świadczą zupełnie o czymś innym. Jeśli weźmiemy pod uwagę projekt dotyczący tzw. paktu senackiego, gdzie PSL, które mieni się formacją o tradycyjnych wartościach miałoby współpracować z Lewicą, to przynajmniej dla części sympatyków tego ugrupowania wydaje się to niepojęte. Chociaż jeśli sięgnąć do historii, to warto sobie przypomnieć, że kiedyś te ugrupowania były ze sobą
w koalicji i nic dobrego dla Polski to nie przyniosło. Hołownia reprezentuje poglądy liberalne, co się wyraźnie gryzie się z konserwatywnym przynajmniej z nazwy PSL. Jak widać, deklaracje a zachowanie PSL budzą duże wątpliwości co do wiarygodności tego ugrupowania. Wyborcy, obserwując scenę polityczną, są zdezorientowani i nie wiedzą, jaki jest program, jakie są przekonania,
jaki jest faktyczny światopogląd PSL. To wszystko może budzić niemałe wątpliwości, dlatego nie wiem, czy bardzo niejednoznaczne postępowanie PSL jest dla tego ugrupowania korzystne. Chodzi o to, że przed wyborami sympatycy ludowców mogą się od tej formacji odwrócić,
a to może się skończyć dla ludowców bardzo źle.
Może Kosiniakowi-Kamyszowi zależy,
żeby PSL poszedł do wyborów na listach Platformy. Taki scenariusz byłby idealny
dla Tuska.
– Tusk może liczyć, że PSL będzie dla niego czymś
w rodzaju łącznika z polską wsią. Zresztą dla Tuska najlepiej, żeby pozostałe ugrupowania opozycyjne stanowiły pewną frakcję Platformy, co pomogłoby mu zagospodarować jak największy elektorat i zdobyć więcej głosów. Te formacje nie miałyby jednak dużej, jak nie żadnej, podmiotowości i niewiele znaczyłyby na politycznej scenie. I taki zdaje się jest plan Platformy, żeby zmarginalizować pomniejsze formacje, zasiać niepokój, obawę, aby miały świadomość, że bez Platformy
nie przekroczą progu wyborczego i że znajdą się poza parlamentem, co w konsekwencji oznaczałoby ich polityczne unicestwienie. Taki scenariusz z wchłonięciem PSL, gdyby doszedł do skutku, byłby jak najbardziej korzystny dla Platformy, bo w jakimś sensie zagospodarowałby elektorat ludowy, przynajmniej część wsi. Z drugiej strony usidlając Hołownię, Tusk zdobyłby elektorat ideologiczny, lewicowy, który sam nic nie znaczy podobnie jak PSL. Swoją drogą Hołownia tak naprawdę niewiele różni się od Platformy i jest czymś w rodzaju Platformy bis, więc wchłonięcie go byłoby oczywiście korzystne dla Tuska. Chodzi o to, żeby wśród tych mniejszych ugrupowań stworzyć przekonanie, że bez Platformy, bez Tuska nic nie znaczą. A przy okazji
Tusk zagospodarowałby jakąś część elektoratu, który
w normalnych warunkach, bez tego manewru ze wspólnym startem, szczególnie z PSL, byłby dla Platformy nieosiągalny.
Co stało się z Polską 2050, która jeszcze trzy lata temu miała kilkunastoprocentowy wynik w sondażach, a dzisiaj samodzielnie pewnie nie przekroczyłaby progu wyborczego?
– To jest efekt świeżości każdego ugrupowania, które pojawia się na politycznym rynku, a zatem ten słaby dziś wynik Polski 2050 nie powinien być żadnym zaskoczeniem. Pamiętamy, że podobnie było z formacją Janusza Palikota czy z Nowoczesną Ryszarda Petru, które na początku notowały spore poparcie. Jednak w konsekwencji ugrupowania te traciły byt, przestawały istnieć jako samodzielne byty, a część ich polityków została wchłonięta przez Koalicję Obywatelską. Kiedy mija efekt świeżości, tym bardziej kiedy wyborcy nie dostrzegają różnicy między głównymi ugrupowaniami – w tym wypadku między Hołownią czy Nowoczesną Ryszarda Petru a Platformą,
to po co głosować na kopię, jak można oddać głos na oryginał. Zresztą elektorat tych formacji jest płynny,
bo skoro większych różnic nie było, to mieliśmy transfery polityków z jednego do drugiego ugrupowania. Jedyne
co skłaniało wyborców do sympatii dla nowej formacji,
to właśnie efekt świeżości, który mija. Nic dziwnego,
że Polska 2050 traci na znaczeniu. Inna sprawa: niby dlaczego miałaby zyskiwać, skoro niczym się nie różni
od Platformy. Proszę też pamiętać, że jeśli niezdecydowana część społeczeństwa już zdecyduje się pójść do urn,
to w większości przypadków będzie głosować na silniejszego. Taka jest bowiem logika i tak wynika
z pewnego zachowania społecznego, że ludzie najczęściej chcą się utożsamiać z silniejszym, tym bardziej jeśli
nie widać większych różnic programowych.
Na ile – Pana zdaniem – jest realne, że PSL
i Polska 2050 ostatecznie wystartują
w zbliżających się wyborach jako Trzecia droga? Może będziemy mieli sytuację,
gdzie sojusz formalnie przestanie istnieć,
a PSL zaproponuje Hołowni i czołowym politykom z jego otoczenia start z list PSL?
– Ponieważ do wyborów pozostał stosunkowo krótki czas, w związku z tym sytuacja jest dla obu formacji bardzo ryzykowna i nowe ruchy, jakieś większe przetasowania niekoniecznie muszą się skończyć powodzeniem. Dlatego PSL ma problem, co zrobić, szczególnie gdy część liderów tego ugrupowania chciałaby, żeby ich partia samodzielnie poszła do wyborów parlamentarnych. Tak jak wcześniej były głosy przeciwne koalicji PSL z Platformą, tak teraz
są stanowiska przeciwne wspólnej drodze z Polską 2050. Warto też zauważyć, że część społeczeństwa przyzwyczaiła się do nazwy „Trzecia droga” i do tego, że PSL i Polska 2050 wystartują razem. Jednak notowania tej koalicji
nie są zbyt wysokie, a co dopiero jeśli te dwie partie na ostatniej przedwyborczej prostej się rozdzielą. Rodzi się pytanie: czy samodzielnie będą w stanie przekroczyć próg wyborczy? Tuż przed wyborami decyzja o rozdzieleniu się zawsze będzie ryzykowna, będzie sygnałem niekorzystnym dla obu formacji, bo elektorat może uznać, że polityczny rozwód to oznaka kłótliwości ugrupowania, które nie potrafi się porozumieć. W związku z tym nie będzie miało zdolności do zawarcia koalicji już po wyborach, oczywiście przy założeniu, że w ogóle trafi do Sejmu. To z punktu widzenia potencjalnych wyborców zawsze jest źle postrzegane. Czasu do wyborów pozostało stosunkowo mało, więc sztabowcy PSL mają orzech do zgryzienia,
co zrobić. Główkują, kalkulują, czy iść do wyborów
w pojedynkę, czy może mimo szorstkiej przyjaźni pozostać w koalicji z Polską 2050 i przynajmniej zachowując pozory współpracy wewnątrz Trzeciej drogi, starać się przekroczyć próg wyborczy. Zobaczymy, jakie decyzje zostaną podjęte, tak czy inaczej czasu pozostało niewiele.