• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Brudna polityka Tuska

Wtorek, 25 lipca 2023 (08:37)

Rozmowa z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL i AKSiM

Donald Tusk zapowiada na 1 października „marsz miliona serc”. Jak wobec tej propozycji mogą zachować się pozostałe formacje opozycyjne, u których zachwytu propozycją lidera Platformy raczej nie widać?

– Nie widać zachwytu, bo ugrupowania opozycyjne czują się zagrożone. Ponadto ma to być marsz w istocie proaborcyjny, w którym udział – dajmy na to – dla chcącego uchodzić za formację o tradycyjnych wartościach PSL-u mógłby się okazać wręcz szkodliwy; z kolei jeśli chodzi o Lewicę, to taki marsz może tej formacji podebrać elektorat. Pamiętajmy też, że ten marsz odbędzie się de facto w szczycie kampanii wyborczej, kiedy emocje będą posunięte do granic. Dlatego Lewica ma w tej chwili, co robić, nad czym się zastanawiać. Jest oczywiście też pytanie o wiarygodność, zwłaszcza że Donald Tusk do tej pory nie odnosił wielkich sukcesów, jeśli chodzi o Lewicę, bo wśród tego elektoratu miał – i wciąż ma – niską wiarygodność.

Chyba wszędzie ta wiarygodność Tuska jest nie za wysoka?

– Dokładnie tak, poza swoim macierzystym elektoratem –  złożonym głównie z ludzi przeciwnych, czy nawet wrogo nastawionych do Prawa i Sprawiedliwości – Donald Tusk ma niską wiarygodność. Nawet jeśli próbuje upodobnić się do PiS-u w sprawie „800 plus”, to jego wiarygodność wcale nie wzrasta. Również jeśli próbuje upodobnić się do Lewicy w sprawie aborcji czy w kwestii lgbt, to nie znaczy, że jest w tym wiarygodny. Ale mówiąc o marszu 1 października, zwłaszcza że pierwszy marsz: 4 czerwca, okazał się pewnym – chyba nie do końca – spodziewanym sukcesem, którym Tusk w jakimś sensie zdystansował pozostałe ugrupowania opozycyjne, biorąc też pod uwagę, że na początku października będzie już trwała ostra rywalizacja oraz kampania medialna na osi Zjednoczona Prawica – Koalicja Obywatelska, to Lewica ma naprawdę twardy orzech do zgryzienia. Chodzi o to, co zrobić – czy nie pójść do Platformy z prośbą o przyjęcie do koalicji. Myślę, że zwłaszcza Włodzimierz Czarzasty zdaje sobie sprawę, że jeśli pójdzie do Tuska, to Lewica może zniknąć z przestrzeni życia publicznego – tak jak kiedyś zniknęła Nowoczesna.

Tusk – zdaje się – na to liczy, mając nadzieję na zmarginalizowanie tych mniejszych partii opozycyjnych. Pytanie tylko, czy te formacje dostrzegają zagrożenie i co będzie dla nich ważniejsze, co zwycięży: tożsamość czy egoizm i obecność przynajmniej jej liderów w przyszłym parlamencie.        

– To sondaże rozstrzygają. Gdyby mieli dzisiaj sondaże na poziomie progu wyborczego lub poniżej, to nie mieliby wyjścia i bez wahania przeszliby do Tuska. Ale teraz tak nie jest i Tusk ma świadomość, że na razie nie jest w stanie doprowadzić do takiej sytuacji, być może w ogóle nie jest w stanie doprowadzić do tego, dlatego wykonuje ruch z pewnym wyprzedzeniem. To znaczy zapowiada „marsz miliona serc”, oznajmia, że ma siłę coś takiego zorganizować w październiku, jednocześnie nie każe formacjom opozycyjnym patrzeć na sondaże, które mówią, że Lewica na dzisiaj wchodzi spokojnie do parlamentu, tylko koncentruje ich uwagę na tym marszu. Wskazuje tym samym, że w październiku będzie już za późno na włączenie się do Koalicji Obywatelskiej, bo listy wyborcze będą już pozamykane, a zatem droga będzie już definitywnie zamknięta. W tym sensie Tusk stara się stworzyć presję, ale nie sondażami, które dla – dajmy na to – Lewicy są dzisiaj dość korzystne, ale właśnie „marszem miliona serc”, czy raczej jego zapowiedzią. Swoją drogą, jeśli ten marsz się odbędzie, to nie wiadomo, czy wywoła jakikolwiek skutek – w co szczerze wątpię, bo może się wręcz okazać negatywny dla Platformy. Tak czy inaczej Lewica ma – powiedzmy – miesiąc, aby się zastanowić, co robić. Bo co, jeśli się okaże, że marsz będzie sukcesem? I tu jest ten problem i orzech do zgryzienia…

Czy zatem – biorąc pod uwagę to, co Pan Profesor powiedział – Tusk, zasiewając w szeregach opozycji niepokój, że marsz wyjdzie i da jakieś profity – jeszcze przed zamknięciem list i zgłoszeniem ich w PKW, niejako szantażując Czarzastego, czy – dajmy na to – Kosiniaka-Kamysza chce już teraz ustawić scenę polityczną pod wybory?

– Dokładnie tak. To jest minimum celów, jakie Tusk sobie stawia. Ma świadomość, że ostatecznie może nawet nie wziąć władzy, ale ważne dla niego, by wywołać swoisty pat wyborczy. Wie, że nie dojdzie do koalicji Zjednoczonej Prawicy z Konfederacją, bo prezes Jarosław Kaczyński jasno to stwierdził, dementując tym samym wszystkie plotki w tym zakresie i kończąc ten temat, a to może oznaczać, że PiS może mieć problemy z większością. Tusk, zakładając to, liczy, że będzie miał posprzątane na opozycyjnej scenie i w konsekwencji będzie jedynym, który później będzie rozdawał karty, jak tylko będzie chciał. Stąd te wszystkie jego ruchy. Natomiast jeśli Włodzimierz Czarzasty czy – dajmy na to – Szymon Hołownia się nie ugną w tej chwili, to z całą pewnością będzie wyciągał pojedynczych polityków wspomnianych formacji na swoje listy. I wielu z nich chętnie przyjmie taką propozycję, jeśli sobie skalkuluje, czy lepiej wziąć niemalże pewny mandat od Koalicji Obywatelskiej, czy brnąć w niepewną przyszłość, tkwiąc na listach swoich macierzystych formacji. I wielu w takiej sytuacji, stając przed takim dylematem, się złamie, czy może się złamać. Uważam, że ta presja będzie potęgowana, w miarę jak będzie się zbliżał ostateczny termin zamknięcia list wyborczych. Póki co jesteśmy – rzec można – w połowie drogi, a Tusk cały czas będzie się starał tę presję wytwarzać, podtrzymywać i maksymalizować.

To bardzo brudna polityka, brudne metody gry, jakie stosuje Tusk?    

– Polityka – w gruncie rzeczy – zawsze była brudna. Kiedyś, jest i dzisiaj. Natomiast jeśli chodzi o Donalda Tuska, to ten polityk wielokrotnie już do wielu gorszych rzeczy się posuwał – jak tylko wyciąganie polityków z różnych formacji. W ogóle jeśli chodzi o kwestię transferów politycznych, to w polskiej polityce ten proceder jest obecny od dawna. Weźmy też pod uwagę sprawę bardzo świeżą – mianowicie grę na tragedii kobiety, pani Joanny, która – jak wiemy – nie mogąc sobie poradzić emocjonalnie po przerwaniu ciąży, miała myśli samobójcze. I jeśli Donald Tusk, wykorzystując tę sytuację, poszedł w medialną narrację pewnej stacji komercyjnej, czyli w istocie w kampanię polityczną robioną na krzywdzie, na życiu ludzkim, to czym, jakim problemem dla niego są jakieś tam transfery czy dajmy na to wyciąganie polityków z innych formacji…?! To drobna rzecz.

Czy biorąc pod uwagę całą kampanię medialną i chęci ugrania na tej sprawie coś więcej, na sprawie pani Joannie się skończy?     

– Z całą pewnością nie. Będziemy mieli próby znalezienia innego pretekstu, bo biorąc pod uwagę oczekiwania Donalda Tuska i jego akolitów, ta sprawa – nazwijmy to – słabo zadziałała.

Możemy się spodziewać jakichś przetasowań? Koalicja Polska przetrwa, czy może im bliżej wyborów możemy się spodziewać końca formalnej koalicji PSL – Polska 2050 i sytuacji, gdzie Szymon Hołownia i jeszcze paru członków jego ugrupowania być może zostaną zaproszeni do startu z listy i pod szyldem PSL-u, podobnie jak było to w przypadku Pawła Kukiza w 2019 roku?

– PSL już próbuje poszerzać tę koalicję i włączyć w ten projekt posłów koła parlamentarnego Porozumienie, co jest oczywiście kwiatkiem do kożucha, bo to nic nie dodaje formacji Władysława Kosiniaka-Kamysza, ale podobno dzieje się to wszystko bez porozumienia z Szymonem Hołownią. Zatem PSL poszerza swoje szeregi bez porozumienia z jego wciąż głównym koalicjantem. Może to być działanie celowe, które w pewnym momencie doprowadzi do buntu Hołowni, który może się poczuć urażony łamaniem wcześniejszych ustaleń, że ten manewr może utrudniać formowanie list i miejsc dla członków Polski 2050 itd. I jeśli w konsekwencji Hołownia zostanie wypchnięty, to PSL może wówczas ogłosić, że to lider Polski 2050 nie dotrzymał umów. W związku z tym może ogłosić, że „trzecia droga” wciąż istnieje, ale już z innymi bytami, że ludowcy pójdą do wyborów parlamentarnych już nie jako koalicja, gdzie wymagany jest próg ośmioprocentowy, co – zważywszy na sondaże – mogłoby się okazać problemem, ale jako samodzielna formacja z udziałem innych bytów na jednej liście. Czyli tak jak to było w 2019 roku z Pawłem Kukizem. Pamiętamy, że Paweł Kukiz nie wniósł wiele do PSL-u, ale poparcie, jakie uzyskali on i jego kompani, umożliwiło PSL-owi prześliźnięcie się przez próg 5 proc. i dostanie się do obecnego Sejmu. W takim wariancie Hołownia może być poza grą. Może się tak zdarzyć, bo z tego, co wiem, napięcie w trwającej jeszcze koalicji rośnie i wielu ludzi z PSL-u uważa, że porozumienie z Polską 2050 i wspólny start w wyborach jako koalicja dwóch ugrupowań – to był błąd.        

Marek Sawicki wyraził to wprost…

– To prawda, że na górze jest o tym coraz głośniej, ale wybrzmiewa to także wśród lokalnych działaczy, w terenie, którzy od początku aliansu politycznego Kosiniaka-
-Kamysza z Hołownią pukali się w głowy, zdecydowanie krytykując taką decyzję jako szkodliwą dla formacji z tradycjami, jaką jest PSL.

Tylko czy decyzja o rozwodzie z Polską 2050 pomoże PSL-owi kolejny raz prześlizgnąć się przez próg wyborczy?

– Na pewno stwarza to większe szanse, aby się dostać do Sejmu niż koalicja z Polską 2050. Tylko że wówczas Hołownia znalazłby się w dramatycznej sytuacji. Stanąłby przed dylematem: albo pójść na kolanach do Donalda Tuska, żeby wziął go na swoją listę, albo ponieść całkowitą porażkę i zgodzić się na polityczny aut.

A może istnieje jakieś ciche porozumienie między Tuskiem a Kosiniakiem-Kamyszem, aby w ten sposób ograć Hołownię i politycznie unicestwić Polskę 2050?

– Tego rozwiązania bym nie wykluczał. Zresztą Władysław Kosiniak-Kamysz od dawna czuje miętę do Donalda Tuska. Co więcej, Tusk spośród bytów politycznych chyba też Kosiniaka-Kamysza traktuje najbardziej podmiotowo. Przypomnijmy, że już raz był z nim, z PSL-em, w koalicji, gdzie to nie on, ale Kosiniak-Kamysz był twarzą jednego z najbardziej szkodliwych społecznie programów, mianowicie podwyższenia wieku emerytalnego Polek i Polaków. Swoją drogą Tusk traktuje też PSL jako pewną platformę na wieś, co Kosiniak-Kamysz mu zapewnia. Dlatego scenariusz, o którym pan redaktor wspomniał, jest jak najbardziej realny. Może też być brane pod uwagę to, co powiedziałem teraz, a więc o przyszłym pomoście Tuska i Platformy na wieś właśnie przez PSL.

                Dziękuję za rozmowę.      

 

 

Mariusz Kamieniecki