Czujności na granicy nigdy za wiele
Piątek, 21 lipca 2023 (21:42)Rozmowa z dr. hab. nauk wojskowych, profesorem Społecznej Akademii Nauk, Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem i p.o. ministrem obrony narodowej
Jaki może być cel rozlokowania najemników Grupy Wagnera na Białorusi, tuż przy granicy z Polską?
– Możemy mieć do czynienia z próbą zdynamizowania akcji przerzucania nielegalnych imigrantów przez polsko-
-białoruską granicę. Wagnerowcy bardzo łatwo mogą łączyć siły z imigrantami i próbować destabilizować naszą granicę. Są to dobrze wyszkoleni bojownicy, znani z bestialskich działań wobec Ukraińców. Jesteśmy w takiej sytuacji, że możemy się spodziewać naporu, który zresztą już ma miejsce, a może być jeszcze większy. Tym bardziej nie możemy odpierać tego naporu, bazując jedynie na powstałej – skądinąd słusznie – zaporze oraz patrząc na działania pograniczników w sposób bardzo spolegliwy traktujących intruzów chcących wejść na terytorium Polski – z tzw. godnością osobistą. To za mało. Myślę, że należałoby użyć środków bardziej odpowiednich do sytuacji. Najlepiej byłoby za pomocą broni powstrzymywać nachodźców, którzy usiłują nielegalnie przekroczyć granicę państwa polskiego. Niestety, jest to niemożliwe.
Strach pomyśleć, jak ułatwione mieliby dzisiaj zadanie ci nachodźcy, gdyby nie powstała pięciometrowa zapora, której sprzeciwiał się Donald Tusk i jego akolici.
– Owszem, był to bezsprzecznie właściwy krok. Jednak to nie rozwiązuje całkowicie problemu. Dlatego współczuję funkcjonariuszom Straży Granicznej oraz żołnierzom Wojska Polskiego, którzy pełnią służbę na polsko-
-białoruskiej granicy. Przykro się patrzy, jak bandyci ciskają, czym popadnie, w naszych pograniczników, żołnierzy, niszcząc samochody, a polscy funkcjonariuszy jedynie się uchylają, żeby nie zostać trafionymi. Tak być dłużej nie może, bo to tylko rozzuchwala napastników do jeszcze bardziej brutalnych działań. Dlatego trzeba znaleźć – w tym momencie apeluję do tych, którzy odpowiadają za działania na tym obszarze – skuteczne metody przeciwdziałania agresji wobec naszych służb. Chodzi
o bezpieczeństwo pograniczników i bezpieczeństwo państwa. Może warto się zastanowić i przygotować
np. jakieś miotacze gazu o zwiększonej mocy i zasięgu, które skutecznie powstrzymają zapędy coraz bardziej agresywnych imigrantów – napastników. W tej sytuacji,
z jaką mamy do czynienia, muszą być podjęte działania
i użyte środki, aby skutecznie odstraszyć, a nie tylko czekać, aż intruz bezprawnie przejdzie na polską stronę
i wtedy w ramach umowy o readmisji wycofać go do kraju, z którego przybył, bądź umieścić go w jednym ze strzeżonych ośrodków dla cudzoziemców.
Z danych Straży Granicznej wynika, że od początku roku odnotowano ponad 16 tysięcy prób nielegalnego przekroczenia granicy z Białorusią, a od początku lipca blisko dwa tysiące...
– To tylko potwierdza to, o czym już wspomniałem mianowicie, że należy podjąć działania odstraszające. Muszą być zatem odpowiednie środki techniczne do dyspozycji naszych funkcjonariuszy Straży Granicznej oraz żołnierzy, którzy w sytuacji zagrożenia, skoro nie mogą użyć ognia, będą mogli zastosować równie skuteczne środki, aby powstrzymać napór. Istnieją przecież środki niekoniecznie unicestwiające, ale skutecznie obezwładniające agresora, i należy ich użyć. Myślę, że mniej należy o tym mówić, a zacząć działać. Polska reaguje na aktywność wagnerowców oraz na wypadek realizacji scenariusza hybrydowego przeciwko nam zwiększeniem osobowym wojska, Straży Granicznej czy policji. Minister Błaszczak informował, że oddziały z zachodniej Polski przenoszone są na wschodnią flankę, w ten rejon, do Kolna czy Białej Podlaskiej. W pasie przygranicznym, po naszej stronie, jest wzmożony ruch i miejmy nadzieję, że jesteśmy dobrze przygotowani. Odpowiednie służby muszą być czujne i reagować w wypadku zagrożenia.
Problemów, jeśli chodzi o Białoruś, jest więcej. Z jednej strony mamy zapowiedź relokacji tam arsenału jądrowego, z drugiej coraz częstsze są próby nielegalnego przekraczania granicy polsko-białoruskiej. Dodatkowo mamy wagnerowców ćwiczących tuż przy polskiej granicy. Możemy spodziewać się prowokacji?
– Takiej ewentualności nie można wykluczać, zwłaszcza kiedy po drugiej stronie ma się przeciwnika nie do końca obliczalnego, zdolnego do użycia rozmaitych środków. Przypomnę, że Łukaszenka zniósł wizy bodajże dla obywateli blisko 40 państw, którzy przybywają na jego „zaproszenie” na Białoruś. Mogą oni zostać użyci do działań destabilizacyjnych regionu – zwłaszcza Polski. Sytuacja wymaga bardzo głębokiego namysłu i znalezienia odpowiednich środków, które to niebezpieczeństwo rzeczywiście powstrzymają, a przynajmniej znacząco je ograniczą. Nie można bowiem wykluczyć prowokacji. Nie wiemy przecież, co się roi w głowie tych, którzy zasiadają na Kremlu – szczególnie w sytuacji, kiedy mają świadomość, że wojny, którą rozpętał Putin na Ukrainie, wygrać nie mogą. Nie mogą wygrać m.in. dlatego, że Polska silnie stoi po stronie Ukrainy. Wszystko zatem wskazuje na to, że Putin doszedł do przekonania, że to Polska powinna zostać zdemolowana, zanim będzie mógł podporządkować sobie Ukrainę. Rodzi się więc pytanie, czy nie powstał jakiś wariant działań, które uderzą w Polskę.
Tylko że każde uderzenie w Polskę będzie oznaczało uderzenie w NATO…
– To prawda. Teoretycznie sprawa jest jasna: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Jest art. 5 traktatu waszyngtońskiego, który stanowi o kolektywnej obronie
i mówi, że każde realne zagrożenie, każda napaść na jednego członka Sojuszu Północnoatlantyckiego będzie uważana za napaść na całe NATO. Powtórzono to podczas zakończonego niedawno szczytu NATO w Wilnie, gdzie obok kwestii ukraińskich zapadły decyzje dotyczące planów obronnych, zgodnie z którymi Sojusz będzie robić wszystko, żeby uniemożliwić wejście wroga na terytorium państwa członkowskiego. I to jest dobra wiadomość, tyle tylko, że zapowiadanych trzystu tysięcy żołnierzy, którzy mają być w stanie wysokiej gotowości, by przeciwstawić się zagrożeniom płynącym ze wszystkich strategicznych kierunków, w szczególności zaś ze strony Rosji, zdaje się, że jeszcze nie ma. Przypomnę też o tym, o czym mówił po zakończeniu szczytu w Wilnie prezydent Andrzej Duda mianowicie, że gdyby doszło do ataku na Bramę Brzeską, to Polska mogłaby liczyć na wsparcie w liczbie ok. stu tysięcy żołnierzy NATO, którzy zostaliby skierowani do natychmiastowej obrony Polski. Mam nadzieję, że gdyby do takiej sytuacji doszło, to otrzymalibyśmy wsparcie. Wolałbym jednak nie przekonywać się o słuszności tych słów. Szczegóły ewentualnościowe pewnie są przygotowywane, a przynajmniej powinny być, ale z oczywistych względów są objęte tajemnicą.
Prigożyn skrytykował po raz kolejny władze na Kremlu, mówiąc, że to, co się obecnie dzieje na ukraińskim froncie, to hańba,
w której wagnerowcy nie powinni brać udziału…
– Nie robiłbym z tego zagadnienia, bo po pierwsze, nie wiemy, czy Prigożyn faktycznie przyjechał na Białoruś
i spotkał się z wagnerowcami, bo nie jesteśmy w stanie zweryfikować tych doniesień. Po drugie, nie można mieć pewności, czy nie jest to element dezinformacji rosyjskiej, która jest uprawiana przez Kreml. Nie wiemy też, czy nie jest to tylko próba zamydlenia oczu. Uważam, że nie warto się specjalnie rozwodzić nad tą kwestią.
Ale jeśli słyszymy słowa, które podobno wypowiada Prigożyn, że musimy poczekać na moment, w którym będziemy (wagnerowcy) mogli się wykazać, to na jaki moment czeka i czy chodzi tu o działania na Ukrainie, na Białorusi wobec Polski, czy może liczy na przewrót na Kremlu?
– Mam nadzieję, jeśli chodzi o kryzys struktur władzy na Kremlu, który uwidocznił niedawny tzw. pucz Prigożyna, że ten kryzys cały czas trwa. Jeśli tak, to powinno nastąpić jakieś przesilenie. Oczywiście niektórzy uważają, że wspomniany pucz był całkowicie kontrolowany, ale nie można wykluczyć, że coś jednak jest na rzeczy, a wspomniany pucz to tylko jakaś faza procesu zmiany władzy na najwyższym stopniu Kremla, który już się rozpoczął i ośrodki, które chcą usunąć Putina, nie tylko to sygnalizują, ale zamierzają to uczynić. Nie można więc wykluczyć, że Prigożyn czeka na ten moment i stąd taka opinia.
Według Amerykańskiego Instytutu Studiów nad Wojną (ISW) Prigożyn, który spotkał się z najemnikami, oświadczył, że personel Grupy Wagnera pozostanie na Białorusi przez jakiś czas, a po przegrupowaniu na Białorusi wyruszy w nową podróż do Afryki…
– To też są kwestie, które mogą być elementem dezinformacji. Jeśli zaś chodzi o Afrykę, to warto pamiętać, że wagnerowcy to najemnicy i występują w różnej roli, w różnych miejscach świata, więc mogą być i Afryce.
Jednocześnie nie ustają próby inwigilacji rosyjskich służb w Polsce. Tak zwani dyplomaci rosyjscy, a de facto szpiedzy, zostali usunięci z kraju, ale to nie oznacza, że problem zniknął.
– Oczywiście, że problem cały czas istnieje. Aktywność rosyjskich działań rośnie z uwagi na zaangażowanie się Polski po stronie Ukrainy. Jednakowoż cały czas trwa walka z rosyjskimi wpływami, wrogimi działaniami wywiadowczymi, które są udaremniane. Minister Stanisław Żaryn informował, że na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy polskie służby zidentyfikowały i zatrzymały ponad 20 szpiegów rosyjskich i białoruskich działających na obszarze Polski. To tylko świadczy o intensyfikacji działań wywiadowczych ze strony reżimów Putina i Łukaszenki. Polska wydaliła wszystkich oficerów wywiadu Rosji ulokowanych w ambasadzie Federacji Rosyjskiej w Warszawie, ale próby infiltracji rosyjskiej zapewne są podejmowane cały czas, stąd konieczna jest czujność naszych służb. Nie można też wykluczyć, że Rosja będzie próbować destabilizować sytuację w Polsce także za pomocą rozmaitych agentów wywodzących się również
z naszych szeregów. To było, jest i będzie robione. Równolegle cały czas trwają działania dezinformacyjne, propagandowe mające zasiać niepokój wśród Polaków. Takie są mechanizmy w obliczu konfliktów zbrojnych, a ten toczy się tuż za naszą wschodnią granicą. Jesteśmy zatem na wojnie, więc można się spodziewać wszystkiego – szczególnie, że za przeciwnika mamy Rosję wprawioną
w rozmaitych działaniach dezinformacyjnych, prowokacyjnych, destabilizujących.