Walka o „Turów” się nie kończy
Środa, 19 lipca 2023 (20:33)Rozmowa z Wojciechem Ilnickim, przewodniczącym Krajowej Sekcji Górnictwa Węgla Brunatnego NSZZ „Solidarność” i przewodniczącym NSZZ „S” w KWB „Turów”
Naczelny Sąd Administracyjny uchylił wczoraj postanowienie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z 31 maja br. o wstrzymaniu wykonania decyzji środowiskowej ws. „Turowa”. Kamień spadł z serca?
– Nie do końca, bo decyzja Naczelnego Sądu Administracyjnego jest, owszem, korzystna, ale jest wygraną kolejną bitwą, natomiast wojna o „Turów” wciąż trwa. Oczekujemy jeszcze na dzień 31 sierpnia. To wówczas ma zapaść ostateczne rozstrzygnięcie, jeśli chodzi o decyzję środowiskową dotyczącą koncesji na wydobycie węgla dla Kopalni Węgla Brunatnego w Turowie po 2026 roku. Przypomnę, że 31 sierpnia jest dniem symbolicznym, niezwykle ważnym dla Polski, bo tego dnia przypada 43. rocznica Porozumień Sierpniowych – efekt historycznego zrywu Polaków do wolności i niepodległości. Cieszymy się z wczorajszego werdyktu Naczelnego Sądu Administracyjnego, bo pierwszy raz zdarzyło się, że sąd podjął decyzję w interesie społecznym, w interesie Polski i Polaków oraz w interesie pracowników kompleksu energetycznego w Turowie. Budujące jest uzasadnienie, w którym sąd stwierdza jasno i rzetelnie, że bezpieczeństwo energetyczne Polski jest wartością konstytucyjną, że jest najważniejsze, stanowi jedną z gwarancji niepodległości państwa, a zatem istnienie kopalni leży w interesie całego polskiego narodu. Jest to dla nas niezmiernie ważne – zwłaszcza po haniebnej decyzji Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który stwierdził jasno, że należy zamknąć kopalnię, wyłączyć prąd, i tyle.
Jakie mogłyby być skutki takiej decyzji, gdyby wprowadzić ją w życie?
– „Turów” odpowiada za produkcję siedmiu procent energii w Polsce. Tak jak powiedziałem, wprowadzenie w życie decyzji Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego oznaczałoby brak prądu w milionach polskich domów. To z kolei oznaczałoby ogromne straty dla państwa polskiego, które byłoby zmuszone kupować drogą energię z Niemiec. Zamknięcie kopalni i elektrowni w Turowie wiązałoby się też z tragedią pracowników i ich rodzin – w sumie kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców Bogatyni i regionu. Zatem decyzja Naczelnego Sądu Administracyjnego cieszy, ale czekamy w napięciu, ale z nadzieją i większym optymizmem na dzień 31 sierpnia br. i ostateczną decyzję sądu. Ufamy, że w tym symbolicznym dniu zapadnie historyczna decyzja, jeśli chodzi o losy Kopalni Węgla Brunatnego oraz Elektrowni „Turów”. Przypomnę, że teraz Naczelny Sąd Administracyjny rozpatrywał zaskarżenie postanowienia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z 31 maja br., w myśl którego wydobycie należy natychmiast wstrzymać, co jest jednoznaczne z wyłączeniem elektrowni „Turów”. Polityczny sędzia zadziałał na szkodę państwa polskiego, a na korzyść sąsiadów – Niemców działających niekoniecznie w interesie Polski.
Jak to możliwe, że jeden sąd rozpatrując tę samą sprawę, nie bierze pod uwagę interesu państwa polskiego i bezpieczeństwa energetycznego Polaków, nie liczy się z następstwami i wydaje decyzję o wstrzymaniu wydobycia, a inny sąd wyższej instancji uważa inaczej, i ją uchyla. Skąd takie rozbieżności?
– Kiedy usłyszeliśmy wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w sprawie Kopalni Węgla Brunatnego w Turowie, przyjrzeliśmy się bliżej osobie sędziego, który wydał tak skandaliczny werdykt. Uznaliśmy, że sędzia powinien działać nie w sposób polityczny, ale w sposób transparentny uzasadnić decyzję, tym bardziej, że orzekał na posiedzeniu niejawnym, szczególnie, że sprawa dotyczy kwestii istotnych z punktu widzenia interesu społecznego. Ale skoro można na trzy lata więzienia skazać dziewczynę, która podczas imprezy środowisk LGBT poszarpała komuś tęczową reklamówkę czy torbę, to równie dobrze można wydawać takie wyroki jak ten w sprawie „Turowa”. W dodatku Wojewódzki Sąd Administracyjny wydaje decyzję de facto skazującą na niebyt kilkadziesiąt tysięcy pracowników „Turowa”, ich rodzin oraz mieszkańców regionu, a na brak energii elektrycznej przynajmniej 7 procent Polaków. To, jak działają sądy i niektórzy sędziowie w Polsce, jest skandalem. Cieszymy się, że Naczelny Sąd Administracyjny zachował się jak trzeba, a ten werdykt jest światełkiem w tunelu, bo już zaczęliśmy mieć obawy, czy sądy w Polsce są praworządne i czy działają w interesie nas Polaków.
Co oznaczałoby zamknięcie „Turowa”?
– Tak jak już wspomniałem, kilka tysięcy osób straciłoby pracę, a to oznaczałoby utratę środków do życia dla kilkudziesięciu tysięcy osób. To nie są nasze wyliczenia, ale oficjalne dane. I to jest jeden aspekt sprawy. Drugi dotyczy zagrożenia katastrofą ekologiczną. Sędzia, który podejmuje decyzję o zamknięciu kopalni „Turów” – z dnia na dzień powinien się wcześniej zapoznać z konsekwencjami, bo nie zamyka się ot tak kopalni węglowej. Ponadto trzeba powiedzieć, że „Turów” jest jednym z najnowocześniejszych kompleksów energetycznych w Europie. Spełnia wszystkie bardzo rygorystyczne normy wyznaczone przez Unię Europejską, produkuje najtańszą energię w Polsce. Dlatego po zamknięciu takiego kompleksu można by się było spodziewać wzrostu cen energii i konieczności kupowania prądu od naszych sąsiadów. Kupowanie energii od Niemców, kiedy oni widzą, że Polska nie ma innego wyboru, spowodowałoby natychmiastowy, o trudnej do przewidzenia skali, wzrost cen energii. Każdy ekonomista to potwierdzi. A zatem bylibyśmy skazani na uzależnienie się od energii od obcego państwa. Ponadto pracownicy kopalni – ponad 2 tys. osób, elektrowni – ponad 1200 osób oraz pracownicy firm powiązanych zostaliby zmuszeni do wyjazdu do pracy u Niemca, jako tania siła robocza przy zbieraniu szparagów czy winogron. Taka, bez cienia przesady, jest rzeczywistość, dlatego za naszą zachodnią granicą, po decyzji Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, zacierano ręce.
Jak Pan wspomniał, kompleksy energetyczne, czy to w Niemczech, czy w Czechach, są nieporównywalnie mniej nowoczesne, zagrażające środowisku, ale co do tych kopalń bądź elektrowni nikt nie ma uwag?
– To prawda, kompleksów energetycznych przede wszystkim w Niemczech jest dużo więcej, są dużo większe, dużo gorsze niż u nas i nie spełniają w takim zakresie wygórowanych norm ETS jak „Turów”. Tyle że zarówno tzw. ekologom, jak i instytucjom unijnym nawet do głowy nie przyjdzie, żeby przeciw tym kompleksom występować. Sprawa jest prosta – naszym zachodnim sąsiadom zależy na zniszczeniu i uzależnieniu polskiej energetyki od zagranicy.
Bez kopalni i elektrowni „Turów” zapewnienie Polsce odpowiedniej ilości energii jest niemożliwe?
– Jeśli nastąpiłby upadek „Turowa”, bez uzależnienia się od dostaw energii z zewnątrz jest to niemożliwe. Mówiąc „zewnątrz” mam na myśli wczoraj Rosję, a dzisiaj Niemcy. Uzależnienie się od zagranicy, co pokazała agresja rosyjska na Ukrainę, kiedy przerwane zostały nitki dostaw gazu i zaczęło brakować błękitnego paliwa, jego ceny automatycznie poszybowały w górę. Dzisiaj te ceny u nas w Polsce nie są tak wysokie jak gdzie indziej z uwagi na to, że rząd wcześniej pomyślał o dywersyfikacji źródeł i kierunków dostaw gazu, budowie Gazoportu w Świnoujściu oraz budowie gazociągu Baltic Pipe oraz nieprzedłużaniu umowy gazowej z Rosją. I podobnie jest z naszą energetyką, gdzie jesteśmy świadkami próby jej zniszczenia na korzyść energetyki niemieckiej, a kto wie, czy po zakończeniu wojny na Ukrainie komuś nie przyszłoby do głowy – także rosyjskiej.
Na wstępie naszej rozmowy wspomniał Pan, że wczorajsza decyzja Naczelnego Sądu Administracyjnego definitywnie nie kończy sprawy, co potwierdza też minister Anna Moskwa na Twitterze, że walka o Turów i bezpieczeństwo energetyczne Polski nadal trwa. Możemy się spodziewać kolejnych ataków?
– Walka o „Turów” trwa i będzie się nadal toczyć. Mamy świadomość, jak dużą kością w gardle, zwłaszcza niemieckim jest kompleks w Turowie. Naszym sąsiadom nie zależy, aby Polska była krajem samowystarczalnym energetycznie, ale Niemcom byłoby na rękę uzależnianie nas i stopowanie naszego rozwoju, abyśmy nie stali się konkurencją dla Berlina. W XXI wieku sposobem na uzależnianie innych państw niekoniecznie są wojny, ale ekonomiczne, gospodarcze podporządkowywanie sobie mniejszych, mniej rozwiniętych państw. Polska się rozwija lepiej niż Niemcy, a więc jesteśmy i będziemy coraz bardziej konkurentem dla Berlina. I to się nie podoba. Stąd ataki z różnych stron poprzez Brukselę, próby wstrzymywania nam unijnych środków za rzekomy brak praworządności, a także ataki na „Turów”.
Atak na „Turów” jest pierwszą sondażową próbą i jeśli się uda, to w ślad za tym pójdą ataki na kolejne nasze perły, na nasze bezpieczeństwo energetyczne, bezpieczeństwo państwa polskiego. Gospodarczo można w prosty sposób zniszczyć takie czy inne państwo. „Turów” to próba sił i jeśli ustąpimy, to oni nie ustaną. Dlatego nie oddamy „Turowa” i będziemy go bronić, o czym wielokrotnie zapewniał przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” Piotr Duda.
Komisja Europejska potrąciła Polsce kary nałożone przez Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu za niewdrożenie środka tymczasowego i niezaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni „Turów” na łączną kwotę 68,5 mln euro. Minister Zbigniew Ziobro nazywa to wprost czystym złodziejstwem, bo w traktatach nie ma podstawy prawnej, aby suwerennemu państwu zabierać pieniądze…
– Minister Ziobro ma w 100 procentach rację. Uważam, że decyzja Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej sędzi Rosario Silva de Lapuerta z 2021 roku była skandaliczna. Jednoosobowo unijny sąd, bez głębszej refleksji, podejmuje decyzję de facto skazującą „Turów”. To lekceważące podejście do prawa, a wyznaczenie kary w wysokości pół milina euro dziennie za niezaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni „Turów”, jest sprawą nieprawdopodobną. Powiedzmy sobie uczciwie, że był to jeden z umiejętnie przygotowanych ataków na Polskę, na polski zakład, na polską perłę energetyki. Gdyby nie obecny polski rząd, gdyby zamiast Zjednoczonej Prawicy Polską rządziła w Polsce koalicja PO – PSL, to „Turów” zostałby już dawno zamknięty. Nie kto inny jak Rafał Trzaskowski mówił przecież, że wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – czy się to nam podoba, czy nie – trzeba wykonywać. Rząd i jasna deklaracja premiera Mateusza Morawieckiego oraz wicepremiera Jacka Sasina, że „Turów” nie zostanie zamknięty, że jest ważny dla bezpieczeństwa energetycznego Polski, to był niezwykle istotny komunikat wysłany do Berlina i Brukseli. Jednak komuś za granicą zależało, żeby tę zadymę wywołać, żeby w Polsce były niepokoje. Gdyby komuś znów przyszło do głowy atakować „Turów”, to zapewniam, że będzie miał do czynienia z „Solidarnością”. Kompleks w Turowie produkuje najtańszą i ekologiczną energię, i jako taki będzie trwał, czy to się komuś w Berlinie lub Brukseli podoba, czy nie. Tego się trzymajmy.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki