Unia w coraz większych tarapatach
Wtorek, 18 lipca 2023 (15:24)Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości
Komisja Europejska zawarła porozumienie
z Tunezją w sprawie powstrzymania nielegalnej fali migracyjnej, które ma być korzystne zwłaszcza dla Włoch, bo jest szansą na zamknięcie korytarza tunezyjskiego, którym migranci docierają
do Włoch. Czy to się uda?
– Na razie trudno powiedzieć, co dokładnie zawiera to porozumienie, jakie są szczegółowe założenia tej umowy
i czy zostaną one zrealizowane. Widać, że jest też duża presja na to, żeby Włochy otrzymały pieniądze. Czy jest
to próba przekupienia rządu włoskiego i premier Giorgi Meloni, tego nie wiem, natomiast cały czas ma miejsce puszczanie oka do szefowej włoskiego rządu, żeby
w przyszłości zawrzeć koalicję konserwatystów
z Europejską Partią Ludową. Oczywiście to działanie długofalowe. Natomiast problem z imigrantami jak najbardziej jest, zwłaszcza na południu Europy. Porozumienie z Tunezją pokazuje też, że są równi
i równiejsi, w różny sposób traktowani przez Unię Europejską. W tym wypadku kraje Południa: Włochy, Hiszpania, Grecja, mają w Unii fory większe niż Polska, która przyjmowała nie nielegalnych imigrantów,
ale uchodźców wojennych z Ukrainy. Zobaczymy, co z tego porozumienia się urodzi. Jestem umiarkowanym optymistą, licząc, że to da jakiś pozytywny efekt. Proszę jednak pamiętać, że Tunezja to tylko jeden z kanałów przerzutowych, których na południu Europy jest znacznie więcej. Nie sądzę, żeby problem z nielegalną imigracją całkowicie zniknął po zamknięciu jednego z korytarzy. Aczkolwiek sytuacja może się poprawić.
Do końca nie wiemy, co jest zawarte
w tym porozumieniu, jak będzie wyglądało zatrzymywanie imigrantów przed najazdem na Europę. Czy nie jest to gra imigrantami?
– Z całą pewnością jest to gra. Myśmy się tego spodziewali, wiedzieliśmy o tym, że takie decyzje mogą zapaść i że porozumienie z Tunezją to nie jest ostatni akord w tej grze. Niemniej jednak cały czas uważamy,
że po przyszłorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego uda się stworzyć dobrą koalicję, w której Włosi będą z nami. Oczywiście w tej grze, która się toczy, mówi się, że jako Grupa Europejskich Konserwatystów
i Reformatorów możemy mieć o 20, a nawet 30 proc., lepszy wynik niż do tej pory. Wszystko zależy od wyniku przedterminowych wyborów parlamentarnych w Hiszpanii, które odbędą się 23 lipca, od październikowych wyborów
w Polsce oraz od wyborów w Holandii, które będą miały miejsce w listopadzie. Myślę, że ten problem imigrancki będzie się toczył do samych wyborów i te niepokoje, które generują imigranci w krajach zachodniej Europy, w mojej ocenie, będą narastały. Chodzi o to, że socjaliści będą mieć w swoich programach proces przyjmowania i otwierania granic, serc i drzwi dla imigrantów. W ten sposób będą chcieli grać migrantami. Ale jak słyszę, że w szwedzkim rządzie i także parlamencie w Szwecji mówi się o tym,
że trzeba powstrzymać proces wdrażania i zwiększania wpływów prawa europejskiego, jest to bardzo pozytywny sygnał. Podobnie w Finlandii, gdzie narodowo-
-konserwatywna Partia Finów mówi jasno, że ich kraj ma być dla Finów i że Finowie też powinni powstrzymywać się przed implementacją prawa europejskiego. To są sygnały, które napawają optymizmem, to znak, że budzi się Europa ojczyzn, że budzi się Europa narodów, budzi się opór przeciwko budowaniu jednego superpaństwa europejskiego ze wspólną polityką zagraniczną, wspólną polityką podatkową. Oczywiście problem imigrantów będzie eksponowany na wszelkie sposoby, ale siły przeciwne nielegalnej imigracji będą coraz większe i ten problem zostanie rozwiązany tak, że po następnych wyborach Unia Europejska będzie odchodzić od procesu sprowadzania migrantów muzułmańskich do Europy, co forsuje Georg Soros i ekipa lewicowa, która chciałaby zasiedlić Europę Afrykanami czy Azjatami.
Ciekawe, jak zachowa się premier Meloni
i czy – jak Pan wcześniej zwrócił uwagę
– jeśli chodzi o porozumienie z Tunezją,
nie mamy próby przekupstwa Włoch?
– Tego oczywiście do końca nie wiemy, ale należy założyć scenariusz, że po nowych wyborach do europarlamentu Grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów oraz Europejska Partia Ludowa mogą być razem. Zobaczymy, jak się potoczą przyszłoroczne wybory, ale tak się może zdarzyć. Natomiast pewne jest, że gdybyśmy się znaleźli
w nowym układzie sił w Parlamencie Europejskim czy
w Komisji Europejskiej i mielibyśmy coś do powiedzenia,
to na pewno moglibyśmy liczyć, że będzie postępował proces wzmacniania państw narodowych oraz proces osłabiania tendencji centralistycznych – niemieckich. Sądzę też, że duże zmiany zajdą w samych Niemczech, gdzie znaczenie coraz bardziej tracą socjaliści, a Alternatywa
dla Niemiec (AfD) rośnie w siłę i w sondażach ma nawet
22 proc. Przypomnę, że jest to formacja, która wyraża niepokój wobec tego, co robi Unia Europejska, także wobec budowy procesu budowy superpaństwa europejskiego.
Tak czy inaczej uważam, że należy robić swoje i jako siły prawicowe w Unii Europejskiej budować sojusz, jednocześnie licząc, że wyborcy, oddając na nas głos, pomogą nam w uzyskaniu władzy, bo to jest w interesie ludzi. Sztuka rządzenia Unią Europejską powinna polegać na sferze pomocniczości, a nie na tym, że Unia ma zastąpić państwa narodowe. Jeśli będziemy w grze, a wierzę,
że tak się stanie, to będziemy mieć więcej do powiedzenia
i będziemy kreować mądrą, konserwatywną politykę po to, by instytucje unijne robiły to, co do nich należy – w myśl idei ojców założycieli, czyli być w sferze pomocniczości
dla państw narodowych, a nie je zastępować. Jestem optymistą także w tym, że Włosi nas nie opuszczą,
że pójdą z nami. Oczywiście we Włoszech jest kryzys gospodarczy, panuje trudna sytuacja i premier Meloni
musi jakoś z tego wyjść, jeśli ma obronić swoją pozycję
na przyszłość, a do tego pieniądze są Włochom na pewno potrzebne. Innej drogi nie ma. Giorgia Meloni, goszcząc
w Warszawie, zapewniała nas, że kierunek na reformowanie Unii będzie właśnie taki, jak proponują konserwatyści, i ona, jako liderka Europejskiej Partii Ludowej, chce w tym uczestniczyć.
Wracając jeszcze do kwestii migracyjnej,
jak rozumieć działania Brukseli, skoro
z jednej strony Unia wysyła komunikat
o karaniu państw członkowskich, które
nie zgodzą się na przymusową relokację imigrantów, co zachęca do zwiększenia przemytu ludzi, a z drugiej strony chce zamykać korytarz tunezyjski?
– Jest tu widoczna sprzeczność. Z jednej strony jesteśmy otwarci na imigrantów, a z drugiej – będziemy zamykać korytarze przemytu. To wszystko jest po prostu niespójne. Jednak jakieś działania musiały być w końcu podjęte, dlatego że z tego co wiemy, wszyscy zwolennicy zasiedlania Europy przez Azjatów i Afrykanów rzucają pieniądze, wspierając proces nielegalnej imigracji
i szmuglowania ludzi do Europy. I coś z tym trzeba było zrobić, ale zobaczymy, jak to zadziała w przypadku Tunezji, czy ten korytarz da się rzeczywiście zamknąć i wtedy będziemy się martwić dalej. Ważne jest to, że wola powstrzymania napływu nielegalnych imigrantów jest widoczna i coraz bardziej zdecydowana w państwach
Unii Europejskiej. Skandynawowie wiodą w tym prym,
ale myślę, że ucywilizowanie tej kwestii nastąpi też we Włoszech, również Polska ma swoje stanowisko w sprawie nielegalnej imigracji, będziemy mieli referendum
i pokażemy światu i Europie, co na ten temat myślą Polacy. Jestem bardziej spokojny, bo w tej chwili jest nas więcej, więcej jest osób i państw, które myślą podobnie jak Polska.
Patrząc na działania Komisji Europejskiej, zastanawiam się, czy mimo wszystko nie są to półśrodki, choć kosztowne, ale jednak półśrodki. Turcja wyciągnęła od Unii
6,5 mld euro, a problem migracji nie zniknął. Czy teraz nie będzie podobnie?
– Nikt nie da głowy, że nie będzie tak, jak pan redaktor mówi, ale coś trzeba robić. Próba zamknięcia kanału tunezyjskiego jest sygnałem, że w Unii Europejskiej
budzą się też inne pomysły, a nie tylko otwarte granice
i przyjmowanie wszystkich imigrantów jak leci. Czy tych pieniędzy – słyszymy o kwocie miliarda euro – wystarczy, trudno powiedzieć. Moim zdaniem nie wystarczy, tym bardziej że Unia Europejska coraz bardziej pogrąża się
w kryzysie finansowym, proces spłacania odsetek za zaciągnięty kredyt na Krajowy Plan Odbudowy przybiera olbrzymie kwoty. Przypomnę, że wszystko to miało kosztować 15 mld euro w ciągu siedmiu lat, tymczasem
już po trzech latach od zaciągnięcia pożyczki Unia musi zapłacić 30 mld euro odsetek. Banki, które emitują obligacje, mają się świetnie i zarabiają na Unii Europejskiej, natomiast Unia szuka gorączkowo pieniędzy, żeby spłacić odsetki, nie mówiąc o kapitale.
Możemy mieć próby drenażu państw członkowskich?
– Będzie proces szukania pieniędzy, nakładania nowych podatków począwszy od 2024, 2025 i 2026 roku. Takie są plany. Będzie podatek od śladu węglowego, podatek od wielkich firm, zmniejszenie państwom członkowskim wpływów z ETS o 30 proc. Chodzi o uprawnienia do emisji CO2, które dzisiaj rząd polski sprzedaje, a które kupują
w Polsce firmy używające gazu i węgla do produkcji energii czy czegokolwiek innego. W myśl nowych założeń Komisji Europejskiej budżet ma być pomniejszony o 30 proc, a to oznacza kilka miliardów euro mniej dla Polski. Tak ma być, jeszcze nie ma ostatecznej decyzji, ale Polska się na to
nie godzi. Widać, że w Unii trwa gorączkowe poszukiwanie pieniędzy, ale czy one się znajdą, trudno powiedzieć. Mam wątpliwości, zwłaszcza że Niemcy powiedzieli, iż oni już
nie dadzą do budżetu Unii Europejskiej ani jednego euro, bo i tak dopłacają do rozmaitych interesów. Swoją drogą nie chcą się przyznać, że zarabiają na świecie, gdzie mogą, a ich firmy na inwestycjach i unijnych dotacjach zarabiają krocie. Dlatego uważam, że popularność Unii będzie maleć także z uwagi na wyższe koszty życia. Już dzisiaj firmy niemieckie uciekają do Chin czy do Stanów Zjednoczonych, także do Wielkiej Brytanii. To jest wyraźny sygnał. W Unii coraz głośniej mówi się, że koszty prowadzenia działalności gospodarczej przez pakiet „Fit for 55” są bardzo duże.
Nic dziwnego, że firmy, które działały dotychczas na rynku europejskim, przenoszą się gdzie indziej. To zwiastuje,
że w Unii będzie mniej pieniędzy, mniej inwestycji,
a gospodarka będzie rosła w Stanach Zjednoczonych
czy w Chinach. To wszystko będzie osłabiało Unię, kto wie, czy nie będzie tak, jak było w ZSRS, że gospodarka zrewidowała rzeczywistość i doprowadziła do upadku tego państwa. W Unii są bardzo mocne zapędy ideologiczne,
w dodatku są one bardzo kosztowne także w sferze gospodarczej i kto wie, czy nie będzie to zwiastun jej dużych trudności już w najbliższym roku.