• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Decyzja Kremla wymierzona w Polskę

Niedziela, 16 lipca 2023 (15:28)

Rozmowa z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem

Rosja zapowiada, że z końcem sierpnia br. zamknie Agencję Konsularną RP w Smoleńsku, tłumacząc to „antyrosyjskimi działaniami” Polski. Jak to czytać?

– Myślę, że nie jest to zaskoczenie, bo relacje między Polską a Rosją są – delikatnie rzecz ujmując – napięte. Wynika to oczywiście z agresji rosyjskiej na Ukrainę
i reakcji Polski – reakcji bardzo zdecydowanej. Polska jest członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego, a zarazem państwem, które w sposób chyba najbardziej radykalny –poza krajami bałtyckimi – udziela wsparcia militarnego i humanitarnego dla walczącej Ukrainy. Zresztą prezydent Andrzej Duda niedawno mówił, że celem polskiej polityki zagranicznej jest doprowadzenie do strategicznej porażki Rosji, zwycięstwa Ukrainy i trwałego odsunięcia widma wojny od naszych granic oraz granic innych państw. Można więc powiedzieć, że zapowiedź zamknięcia Agencji Konsularnej RP w Smoleńsku jest odzwierciedleniem sytuacji, która ma miejsce, co nie powinno być zaskoczeniem, tym bardziej w kontekście różnych wypowiedzi rosyjskich polityków, takich jak Miedwiediew czy Dugin, którzy wyrażają to, czego może nie chce powiedzieć Putin.

Co to oznacza, jeśli – mimo różnic w podejściu do wielu spraw – jeden kraj odmawia drugiemu prowadzenia działalności dyplomatycznej na swoim terytorium?

– Można to odczytywać jako prężenie muskułów, jako demonstrację siły, próbę wywierania presji ze strony Rosji. Może to też być testowanie, jaka będzie reakcja Polski. Oczywiście relacje dyplomatyczne mogą mieć różny wymiar, charakter, w związku z tym może dojść do obniżenia kontaktów dyplomatycznych między Polską a Rosją. Rosja mówi o symetrii, co jest tylko propagandowym sformułowaniem, które ma uzasadniać działania Kremla. Trzeba też powiedzieć, że w Rosji – obok Ambasady RP w Moskwie – są trzy placówki konsularne, czyli konsulaty, plus wspomniana Agencja Konsularna RP w Smoleńsku. Podobnie Rosja, obok ambasady w Warszawie, ma w Polsce trzy konsulaty, i zapowiedź likwidacji naszej placówki w Smoleńsku może być próbą wysondowania, jak zachowa się strona polska. Z jednej strony może to doprowadzić do reakcji Polski w formie ogłoszenia komunikatów, ale może też skutkować obniżeniem stosunków dyplomatycznych, łącznie z odwołaniem ambasadora Rosji w Warszawie i zastąpieniem go urzędnikiem niższej rangi – charge d′affaires, który nie ma takich kompetencji jak ambasador. Jednak również taki scenariusz wcale nie musi oznaczać zerwania stosunków dyplomatycznych między państwami. Definitywne zerwanie relacji nie byłoby rozwiązaniem dobrym także dla Polski.

To nie pierwsza nieprzyjazna względem Polski decyzja Kremla. Premier Morawiecki mówi, że coraz częściej docierają do nas  informacje o agresywnych rosyjskich działaniach dyplomatycznych, o różnego rodzaju prowokacjach. Stajemy się wrogiem, zresztą Moskwa wcale tego nie kryje?

– W rozumieniu Rosji tak to wygląda. Zresztą Rosja traktuje jako nieprzyjazne wszystkie państwa Sojuszu Północnoatlantyckiego – głównie Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię czy Polskę, które są wymieniane przez Kreml w pierwszej kolejności.

Jeśli chodzi o Polskę, to dzieje się tak głównie za sprawą naszego zaangażowania po stronie Ukrainy. Swoją drogą za taką postawę ze strony Kijowa nie mamy żadnej wdzięczności, zwłaszcza w sprawach jakże ważnych dla nas, dotyczących wznowienia poszukiwania ofiar ludobójstwa na Wołyniu?

– To prawda. Jeśli chodzi o konflikt rosyjsko-ukraiński
i agresję Rosji na Ukrainę, to oczywiście powinniśmy kierować się przede wszystkim polską racją stanu
i prezentować polski punkt widzenia. Przypomnę, że Ukraina, zrywając stosunki dyplomatyczne z Rosją, zaapelowała do wszystkich sojuszników na Zachodzie, aby w ślad za Kijowem również podjęli podobne kroki i zerwali z Moskwą stosunki dyplomatyczne. Myślę, że nie jest to dobre rozwiązanie z każdego punktu widzenia. Tak czy inaczej do zerwania stosunków dyplomatycznych z Rosją nie doszło i polska dyplomacja zachowała się w tym momencie w sposób roztropny. Oczywiście skala reakcji na różne nieprzyjazne działania Rosji wobec Polski, działania dyplomatyczne, powinna być symetryczna, z tym że ta skala w dyplomacji jest zróżnicowana, począwszy od wyrażenia stanowiska, przez wezwania ambasadora do MSZ i przekazania mu noty protestacyjnej. Natomiast zerwanie stosunków dyplomatycznych nie byłoby dobrym rozwiązaniem. Dlatego nie sądzę – niezależnie od suwerennej decyzji Polski – żeby było to również
w interesie NATO. Ponadto Polska nie powinna być awangardą radykalnych działań na arenie międzynarodowej.        

Nie jest chyba żadną tajemnicą, że Ukrainie zależałoby, żeby wciągnąć w konflikt z Rosją nie tylko Polskę, ale także całe NATO?

– Z punktu widzenia Ukrainy na pewno byłoby to korzystne i takie stanowisko jest w jakimś sensie zrozumiałe, aczkolwiek nieracjonalne. Chodzi o to, że Ukraina jako państwo, które aspiruje do członkostwa w Sojuszu Północnoatlantyckim, powinna również brać pod uwagę strategię i uwarunkowania wewnątrz NATO. Zresztą wyraził to także przywódca państwa liderującego w Sojuszu – Stanów Zjednoczonych, że bez kontroli eskalacja trwającego konfliktu mogłaby się całkowicie wymknąć spod kontroli. Rosja jest państwem nuklearnym, dysponującym bronią jądrową, i szukanie dodatkowych spięć byłoby czymś nieodpowiedzialnym. Wydaje się, że dyplomacja ukraińska często bardzo mocno licytuje – być może jest to gra dyplomatyczna obliczona na maksymalne korzyści
 – i to wszystko jest wkalkulowane w całokształt działań Kijowa, co ma na celu przyspieszenie wejścia Ukrainy
w szeregi Sojuszu Północnoatlantyckiego. Tak czy inaczej Ukraina powinna brać pod uwagę strategię i pewne uwarunkowania istniejące w NATO, i pamiętać, że siła Sojuszu Północnoatlantyckiego polega na solidarności
oraz wspólnej polityce obronnej, i zaatakowanie jednego z państw członkowskich obligowałoby do reakcji całe NATO. Dlatego obowiązuje zasada, że państwo będące w stanie wojny nie może zostać włączone w szeregi Sojuszu, bo oznaczałoby to, że NATO wchodzi do wojny – w tym wypadku z Rosją.

Powróćmy jeszcze do kwestii zapowiedzi rosyjskiej odnośnie do zamknięcia polskiej placówki dyplomatycznej – mianowicie wybór placówki w Smoleńsku jest symboliczny, ale chyba nieprzypadkowy?

– Oczywiście, że nie jest to żaden przypadek, ale świadome działanie strony rosyjskiej. W zasięgu działań Agencji Konsularnej RP w Smoleńsku znajdują się miejsca historyczne, związane zarówno z mordem polskich oficerów w Katyniu przez NKWD, ale też z katastrofą Tu-154M w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku, w której zginęli najwyżsi przedstawiciele państwa polskiego na czele z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Warto też przypomnieć, że Agencja Konsularna RP w Smoleńsku została utworzona właśnie po katastrofie smoleńskiej, a jednym z celów jej działalności jest – obok rozszerzania kontaktów między obywatelami obu krajów i rozwoju stosunków polsko-
-rosyjskich, co w tej chwili jest w stanie zamrożenia –również sprawowanie opieki nad miejscem katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku. To wszystko sprawia, że wybór Rosji jest aktem – delikatnie mówiąc – niechęci, żeby nie powiedzieć – wrogości do Polski. Ma to niewątpliwie charakter działania antypolskiego. Natomiast jak już wspomniałem, jest to agencja konsularna, czyli nieco niższy poziom niż konsulat, więc gdyby doszło do zamknięcia jednego z trzech konsulatów RP na terenie Rosji, to wtedy reakcja strony polskiej mogłaby być też symetryczna. Oznaczałoby to zamknięcie Konsulatu Federacji Rosyjskiej w Warszawie. To oczywiście nie oznacza, że w sytuacji zamknięcia Agencji Konsularnej RP w Smoleńsku nie powinna nastąpić stanowcza reakcja z polskiej strony, wprost przeciwnie. Ale to już jest decyzja polskich władz.

Co możemy powiedzieć o kierunku,
w jakim zmierza Rosja, gdy patrzymy na jej działania nie tylko wobec Polski?

– Jeśli chodzi o przyszłość Rosji, to scenariusze mogą być różne. Proszę pamiętać, że jest to kraj o największej powierzchni na świecie, ale równocześnie państwo o znaczącym potencjale ludnościowym. A zatem jest to państwo, które wydaje się, że mimo wszystko będzie odgrywało jakąś rolę w przyszłym układzie polityki globalnej. Oczywiście jest pytanie: jaka to będzie rola? Chodzi przede wszystkim o to, żeby Rosja nie była państwem agresywnym, konfliktowym, zaborczym. Scenariusze mogą być różne. Niektórzy dysydenci – bo raczej trudno jest mówić o zorganizowanej opozycji w Rosji – uważają, że po upadku Putina, co jest bardzo prawdopodobne, władzę w Rosji mogą przejąć demokraci.

Pytanie tylko, co w rozumieniu rosyjskim znaczy słowo „demokrata”.    

– Przytoczoną przeze mnie opinię wyraża Michaił Chodorkowski, ale nawet używając w odniesieniu do tej grupy określenia „demokratów”, trzeba powiedzieć, że są to ludzie – podobnie jak obecna ekipa rządząca – też powiązani z rosyjską oligarchią, która rozdaje karty. Owszem, są jakieś symboliczne postacie, jak Aleksiej Nawalny, który przebywa w kolonii karnej, wobec którego też są oczekiwania, że może być postacią mogącą – wraz z całym układem – zastąpić Putina. Co by jednak nie powiedzieć Nawalny – jeden z głównych krytyków Putina – też jest znany z bardzo nacjonalistycznych poglądów, co oznacza, że pod jego rządami Rosja mogłaby pójść w kierunku systemu euroazjatyckiego, co wyraża też wspomniany wcześniej Dugin, a więc odwrócenia się od Europy. Nie można także wykluczyć innego scenariusza, który dzisiaj wydawać się może iluzoryczny – mianowicie rozpadu Rosji i powstania na tej bazie kilku państw. Warto jednak mieć na względzie, że taki scenariusz też może rodzić różne niebezpieczeństwa. Otóż w Rosji jest bardzo mocna społeczność muzułmańska, islamska – o czym mało się mówi, co też może być pewnym zagrożeniem. Zatem nawet zmiana obecnego układu w Rosji na nowy nie zawsze musi być korzystna z naszego punktu widzenia. Ponadto kluczową kwestią jest – i rozumieją to Stany Zjednoczone – sprawa dysponowania przez Rosję bronią nuklearną. Chodzi o to, żeby ta broń była w rękach ludzi racjonalnych, a nie w dyspozycji szaleńców, ludzi zupełnie nieodpowiedzialnych. Jak widać, tych problemów jest cała masa. Czas pokaże, czy i w jaki sposób zostaną one rozwiązane.

               Dziękuję za rozmowę.            

 

Mariusz Kamieniecki