• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

NATO w obliczu wojny na Ukrainie

Wtorek, 11 lipca 2023 (13:06)

Rozmowa z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL i AKSiM

W Wilnie rozpoczął się szczyt NATO. Jakie decyzje mogą zapaść podczas tego szczytu Sojuszu Północnoatlantyckiego?

– Wśród tematów będzie bezpieczeństwo Europy.
Przede wszystkim powinno paść nowe światło odnośnie
do systemu odstraszania w nowej sytuacji w Europie związanej z agresją Rosji na Ukrainę. Ważnym momentem jest to, że Turcja, która była hamulcowym, ostatecznie zgodziła się, aby parlament turecki głosował nad ratyfikacją członkostwa Szwecji w NATO. Szwecja
i Finlandia w NATO to ważne kraje dla Sojuszu oraz regionu. Ponadto wszyscy się spodziewają mapy drogowej dla członkostwa Ukrainy w NATO i dookreślenia włączenia Kijowa do struktur Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Z zapowiedzi strony amerykańskiej wynika, że pewnie
nie będzie to tak, jak spodziewałaby się Ukraina, ale
z pewnością będzie zadeklarowana kolejna pula wsparcia Ukrainy w walce z Rosją. Należy się też spodziewać nowych planów obronnych NATO, zapewne pojawią się nowe pomysły na kształt architektury bezpieczeństwa w Europie Środkowej. Sytuacja jest dynamiczna, bo wojna u granic NATO jest cały czas w toku, dlatego – jak wspomniałem – ważna będzie bieżąca pomoc dla Ukrainy w sensie militarnym, ale coraz częściej mówi się o tym, co po wojnie. Ofensywa ukraińska postępuje i jakiekolwiek byłyby jej efekty, to jest wiele pytań o przyszłość, o to,
co przyniosą następne miesiące i lata.

Prezydent Andrzej Duda zapowiedział,
że w Wilnie z Warszawy popłynie jasny sygnał o rozmieszczeniu w Polsce  taktycznej broni jądrowej. Wcześniej
o
udziale Polski w Nuclear sharing mówił premier Mateusz Morawiecki, za co wylała się na polskie władze fala krytyki, że o tych kwestiach trzeba mówić w zaciszu gabinetów. Tak czy inaczej agresywne działania Rosji i plan rozmieszczenia taktycznej broni atomowej przez Rosję
na Białorusi wymagają takich decyzji?

– Władimir Putin, zapowiadając, że rosyjska taktyczna broń jądrowa ma zostać rozmieszczona na Białorusi, wcale nie robił tego w zaciszu gabinetów. Wręcz przeciwnie – to rozmieszczanie jest nagłaśniane, a zatem Putin stosuje projekcję siły. Wszystko po to, żeby odstraszać, demonstrować swoje władztwo na danym terytorium
i szantażować Zachód przed dalszym wspieraniem Ukrainy. Zatem odpowiedź też musi być oficjalna. To, co się odbywa w ciszy gabinetów, to jedno, a drugie jest to, że trzeba ogłosić wzmocnienie Europy Środkowej, co też ma swoje znaczenie z punktu widzenia architektury bezpieczeństwa w Europie. Wzmocnienie wschodniej flanki i zwiększenie jednostek w momencie, kiedy decydują się losy regionu, jest bardzo ważne.

Szczyt NATO – jak Pan Profesor zauważył zdominuje temat członkostwa Ukrainy
w Sojuszu, ale to, co jest dzisiaj realne,
to chyba jedynie gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy podobne do tych, jak dla Izraela, ale nie członkostwo?

– Prezydent Wołodymyr Zełenski mówi, że Ukraina zasłużyła, by stać się członkiem NATO, i forsuje tę kwestię. Jeśli zaś chodzi o gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy
w czasie trwającej wojny, to jest pytanie, co to miałoby znaczyć. Dla Ukrainy w tym momencie ważne będzie to,
co realnie, a nie werbalnie postanowi NATO, bo w sensie realnym to może być gwarancją bezpieczeństwa i to, co będzie po wojnie. Oczywiście, trzeba te kwestie rozważać, snuć plany, ale jest jasne, że w czasie trwającej wojny Ukraina nie zostanie włączona do struktur Paktu Północnoatlantyckiego. W przeciwnym razie mielibyśmy wojnę NATO – Rosja.

Kto wie, czy Ukrainie właśnie na tym by nie zależało?  

– Owszem, Ukrainie byłoby na rękę wciągnięcie NATO
w konflikt z Rosją, ale NATO sobie na coś takiego
z pewnością nie pozwoli, nie pozwolą też Amerykanie.
Jak widać, mamy do czynienia z pewną grą, zważywszy,
że dotyczy to mocarstwa nuklearnego, mamy też doświadczenia zimnowojenne, że państwa nuklearne
nie prowadzą ze sobą bezpośrednio walki, bo to grozi katastrofą. Pytanie jest otwarte: co realnie państwa NATO są w stanie dzisiaj zaoferować Ukrainie i co zaoferują Europie Środkowej? Jeśli chodzi o ten drugi element,
to przypomnę, że Europa Środkowa była pomijana,
a w projektach rosyjskich miała być destabilizowana
i zdemilitaryzowana. Takie były zadania rosyjskie tuż przed wojną, aby przesunąć obecność wojskową NATO za Odrę. Dlatego podczas tego szczytu w Wilnie dużo może się rozstrzygnąć, jeśli chodzi o Europę Środkową, nie tylko w sferze Ukrainy. Mam na myśli architekturę bezpieczeństwa krajów NATO na wschodniej flance. I jeśli coś pozytywnego wydarzyłoby się w tym zakresie, jeśli mielibyśmy do czynienia z jakimiś konkretnymi projektami, to będzie to bardzo dużo, bo Rosja i trwająca wojna nie mają tu nic
do rzeczy. Wprost przeciwnie – cała sytuacja wręcz prowokuje do takich działań i do wzmocnienia naszego bezpieczeństwa – czy to w kwestii stworzenia pewnej struktury zbrojeniowej, łącznie z produkcją amunicji,
czy to w kwestii rozmieszczenia broni nuklearnej. Jeśli zaś chodzi o Ukrainę, to wiadomo, że potrzebna jest bieżąca pomoc militarna, pewne zarysy tego, co po wojnie. I to chyba wszystko.

Pozostaje jeszcze kwestia zapowiedzi Joe Bidena odnośnie do dostaw broni dla Ukrainy, a konkretnie – bomb kasetowych, co stoi w sprzeczności chociażby ze stanowiskiem Wielkiej Brytanii…

– To prawda. Ukraińcy, chcąc przeprowadzić skuteczną kontrofensywę, muszą mieć odpowiednią broń. Ten rodzaj broni może być im potrzebny do przełamania różnorakich pól minowych. Wiadomo, że broń kasetowa jest bardzo śmiercionośna i Rosjanie pewnie jej używali, ale jest to zakazane przez różne międzynarodowe konwencje. Tak czy inaczej, temat leży na stole i jest pytanie, jak ta kwestia ostatecznie zostanie rozstrzygnięta.

Jak Ukraina, która domaga się międzynarodowego trybunału i ukarania rosyjskich zbrodni, chce iść dalej w relacjach z Polską, swoją przyszłość opierać na Unii Europejskiej i NATO, skoro nie potrafi rozliczyć się ze swoją zbrodniczą przeszłością?

– Ukraińcy mają nie tylko zewnętrzny, ale też wewnętrzny problem z tą sprawą. Ukraina to są różne tradycje historyczne i spora część oddziałów militarnych walczących dzisiaj z Rosjanami odwołuje się do tradycji Ukraińskiej Powstańcze Armii, a inni nie. Uważam, że Ukraińcy powinni się zmierzyć z tym tematem jeszcze przed wojną i mieć to dzisiaj już za sobą, natomiast oni grzali i coraz bardziej podsycali ten temat, chcąc być zmotywowani w walce z Rosją, tak jak UPA walczyła z Sowietami. Tymczasem jest to ślepa uliczka i to widać w takich sytuacjach, jak
80. rocznica zbrodni wołyńskiej, gdzie bardzo trudno jest im nawet powiedzieć słowo „przepraszam”, trudno im się zdecydować na masowe ekshumacje ofiar rzezi. Wiedzą bowiem, że masowe ekshumacje pokazałyby prawdę
o zbrodniczej przeszłości i to, co robiła UPA w stosunku
do Polaków.

Zatem strach przed prawdą?                   

– Dokładnie tak. Strach przed prawdą na Ukrainie jest
bardzo duży. Ukraińcy nie rozliczają się ze swojej zbrodniczej przeszłości w momencie, kiedy mają chwilę spokoju, kiedy jest na to najbardziej odpowiedni czas.
W związku z tym to wszystko tak się kotłuje i jest problem. Ukraińcy, odpychając tę sprawę, będą mieli coraz większy kłopot, bo Polacy z tego nie zrezygnują, również Żydzi nie zrezygnują z rozliczenia się Ukrainy z historią. Co więcej, ten stan cały czas wykorzystują Rosjanie, a jak bardzo, to najlepiej widać było podczas przemówienia Putina, który demonstrował film dla przywódców różnych części świata ukazujący, co robiła UPA, i tłumaczył to, że Rosja walczy
z tymi faszystami. Fakty są takie, że jeśli dane państwo
z czegoś się nie rozliczy – jak w tym wypadku Ukraina –Rosja z pewnością wykorzysta to w sposób bezwzględny. Sama Rosja ma ogrom zbrodni na swoim sumieniu, np. Armia Czerwona, NKWD, ale Rosjanie nie mają problemu, żeby swoje zbrodnie zatajać, a zbrodniami innych – w tym wypadku Ukraińców – grać. Natomiast jest jasne, że jeśli Ukraina chce wejść do struktur europejskich, to nie ma innej drogi jak przez wsparcie Polski. Niemcy tylko czekają, żeby odnowić relacje gospodarcze i de facto wrócić do układów z Rosją. Natomiast jeżeli Ukraina ma wejść do Unii Europejskiej przez Polskę, to temat nierozliczonych zbrodni ludobójstwa popełnionych przez Ukraińców na Polakach będzie wracał. Tego tematu nie da się obejść.

Tylko czy sami nie pomagamy Ukraińcom
w obchodzeniu kwestii zbrodni wołyńskiej, w kluczeniu – właśnie teraz?

– Trudno powiedzieć, co się dzieje w kuluarach rozmów, które – jak słyszymy – trwają. Miejmy też na uwadze,
że jest stan wojny, więc dla prezydenta Zełenskiego jest to trudny czas, żeby przeprowadzić rozliczenie za ludobójstwo na Wołyniu. Z tym że my w tym momencie nie domagamy się nawet od Ukraińców rozliczenia ze zbrodni UPA, ale przede wszystkim domagamy się wznowienia ekshumacji ofiar zbrodni. I tu powinniśmy stać twardo, niewzruszenie
i tego powinniśmy żądać od Ukraińców. Przecież nie chodzi o to, żeby na tym etapie rozstrzygać wszystkie kwestie historyczne, ale chodzi o ludzki, humanitarny gest niezwykle ważny dla nas. Brak tego gestu w sposób uzasadniony bulwersuje środowiska kresowe.

Podobnie jak bulwersuje brak słowa „przepraszam” za ukraińskie zbrodnie. Słowa, które może być kluczem
do rozliczenia i pojednania?
       

– Wydaje mi się, że słowo „przepraszam” dzisiaj nawet nie jest kluczem. Słowo zawsze można wypowiedzieć w dobrej bądź złej wierze, ale tu chodzi o konkretne czyny. Takim konkretnym czynem, który pokazałby dobrą wolę po stronie Ukraińców, byłby powrót, byłoby pozwolenie na ekshumacje ofiar rzezi wołyńskiej. I to byłoby dużo, bo to byłoby przepraszam innego typu, przepraszam widoczne konkretnie w jakimś geście, którego wszyscy oczekujemy. Same słowa to za mało. Wyobraźmy sobie, że Ukraińcy przepraszają, ale nie pozwalają na ekshumacje. Przecież znaczyłoby to niewiele. Oczywiście najlepsze byłoby jedno
i drugie.

                   Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki