Unijny dyktat powoli się kończy
Sobota, 1 lipca 2023 (14:32)Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości
Po tym, jak Polska i Węgry zablokowały konkluzje na szczycie Rady Europejskiej,
nie ma wniosków w sprawie migracji.
Wciąż trwamy przy swoim zdaniu, ale
o pełnym sukcesie nie ma mowy?
– Trudno mówić o sukcesie, ale nie jest to porażka. Rację ma premier Mateusz Morawiecki, wskazując, że zapis, konsensus Rady Europejskiej z 2018 roku, potwierdzony
w 2019 roku, w którym była mowa o dobrowolności, wciąż jest obowiązującym kanonem i instytucje unijne nadal powinny się tym kierować. Uważam, że polski rząd postępuje słusznie, trzymając się wersji, że wszystko,
co dotyczy relokacji imigrantów, jest kwestią dobrowolności, a nie przymusu. Uważam, że blokada
Polski i Węgier w tej materii swoje zrobiła.
Stanęło na tym, że w tym momencie – jeśli trzymać się litery prawa – obowiązuje wspomniany konsensus
z 2018 roku. Oczywiście może się to jeszcze zmieniać,
bo wiele będzie zależało od tego, jak będą się kształtowały nastroje w Radzie Europejskiej po wyborach w Hiszpanii, które odbędą się w lipcu br. W tym momencie istotne jest to, że Polska nie ustąpiła w kwestii porozumienia odnośnie do paktu migracyjnego. Równie ważne dla nas było stanowisko, aby w przyszłym budżecie widzieć kwestie migracji, ale w kontekście wydatków Polski na pomoc uchodźcom wojennym z Ukrainy. Niestety, to nie znalazło się w agendzie.
Premier Morawiecki podczas konferencji po zakończeniu szczytu – odnosząc się do słów komisarz Johansson, która stwierdziła, że pakiet migracyjny nie oznacza przymusowej relokacji – zaproponował, że skoro tak,
to w konkluzjach powinna zostać zapisana zasada dobrowolności, ale zostało
to odrzucone. Czego to dowodzi?
– To bardzo wiele mówi o prawdziwych intencjach pomysłodawców. Skoro nie chcą się zgodzić na taki zapis, to pokazuje, że polski kierunek – brak zgody na tzw. obowiązkową solidarność w kwestii relokacji imigrantów, jest właściwy, że mieliśmy rację, uważając, że ta obowiązkowa de facto solidarność tak naprawdę będzie przymusem, a nie żadną dobrowolnością. Mogłoby się okazać, że w jednym miesiącu obowiązkowa kwota wynosiłaby – dajmy na to – 30 tys., w innym 50 tys.,
a do końca roku np. 100 tys. Za każdym razem bylibyśmy stawiani pod murem, a zgoda zmuszałaby nas do przyjmowania każdej liczby imigrantów, jakiej zażyczyłaby sobie Komisja Europejska. Skoro Unia nie chce się zgodzić na dobrowolność tego zapisu, to postawa Polski – brak zgody na przymusową relokację imigrantów – jest właściwa, podobnie jak słuszny jest kierunek, żeby pomagać tym ludziom w miejscach ich zamieszkania. Sytuacja jest patowa i zobaczymy, jak ta sprawa będzie
się rozwijać w najbliższych tygodniach.
Nie udało się zablokować pakietu migracyjnego, będzie on dalej procedowany między Radą Unii Europejskiej a PE i może zostać przyjęty pod koniec roku. Dopiero wtedy Polska będzie mogła go zaskarżyć do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu?
– Działania przerzucające decyzję z Rady Europejskiej
na Radę Unii Europejskiej i ministrów spraw wewnętrznych państw członkowskich były sprytnym zabiegiem, który miał obejść jednomyślność przy podejmowaniu decyzji w Radzie Europejskiej, bo tu wystarczyła większość kwalifikowana. Jeśli zaś chodzi o możliwość ewentualnego zaskarżenia decyzji do TSUE, to wyrok w tej materii byłby łatwy do przewidzenia. Na razie w Parlamencie Europejskim w lipcu jest jeszcze jedna sesja w Strasburgu, ale nie sądzę, żeby ta sprawa do tego czasu znalazła się na agendzie obrad.
Będą inne kwestie, np. klimatyczne, związane z tzw. przywróceniem stanów pierwotnych natury. Widać,
że jest duże zamieszanie, ale jest też szansa na
odrzucenie tej mocno ideologicznej polityki klimatycznej
w proponowanym wydaniu. To na pewno znajdzie się
w agendzie, natomiast czy będzie coś jeszcze, w tym kwestia pakietu dotyczącego relokacji, dzisiaj trudno powiedzieć. Myślę, że trzeba poczekać, zwłaszcza
że zmieniają się nastroje w Unii Europejskiej.
Proszę zwrócić uwagę na to, co dzieje się we Francji, gdzie fala przemocy rozlewa się po kraju i prezydent Emmanuel Macron – przywódca kraju, który forsuje pakt migracyjny, musi nagle opuszczać unijny szczyt szefów państw
z powodu spowodowanej właśnie przez migrantów muzułmańskich sytuacji, którą niektórzy określają anarchią, a nawet początkiem wojny domowej. Francja zaczyna płonąć, a fala przemocy wylewa się także poza nią, ponieważ słychać o pierwszych zamieszkach
z imigrantami muzułmańskimi w roli głównej w Belgii.
To pokazuje, że ten pomysł, mechanizm relokacji,
jest zły. Natomiast wszystko, co mówi polski premier,
jest słyszane w różnych częściach świata i jest analizowane. Dlatego nie wykluczałbym, że nastroje proimigranckie będą się zmieniać. Wprawdzie po
wyborach w Hiszpanii w trakcie trwania kadencji skład europarlamentu się nie zmieni, ale jeśli zwycięży
rząd prawicowy, to zmieni się skład Rady Europejskiej.
Jednak większość wciąż będą miały państwa z rządami liberalno-lewicowymi…
– To prawda, ale ewentualne zmiany, to i tak dużo, ponieważ kwestie migracyjne mogą być przedstawiane
w innym świetle. Po za tym ciągle mamy otwartą drogę, jeśli chodzi o pieniądze za wsparcie dla uchodźców
z Ukrainy, których Polska, Polacy, w obliczu wojny przyjęli pod swoje dachy. Ta kwestia też staje na agendach,
w dyskusjach, gdzie pokazywane jest, że Unia
Europejska w sposób nierówny podchodzi do Ukraińców,
po macoszemu traktuje ukraińskie matki i dzieci
uciekające przed bombami Putina, a foruje imigrantów muzułmańskich przybywających nielegalnie do krajów
na południu Europy. I tutaj jest dużo do zrobienia. Dlatego należy stawiać sprawę jasno, tak jak to robi polski rząd.
Jeśli sprawa tzw. paktu migracyjnego oprze się o TSUE, który będzie oceniał ewentualną skargę Polski czy Węgier, to nie sądzę, żeby ta instancja trzymała się litery prawa, dlatego nie spodziewam się korzystnego dla nas orzeczenia. Jest nadzieja, że następny Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu będzie już inny. Prasa zachodnia pisze, że wahadło przesunęło się na prawo,
że polityka klimatyczna legnie w gruzach, również rolnicy w wielu krajach bardzo mocno się buntują przeciwko polityce klimatycznej UE. Zatem skład PE po przyszłorocznych wyborach może być inny, różny
od obecnego może być też skład Komisji Europejskiej,
inny będzie też unijny Trybunał Sprawiedliwości.
Wspomniał Pan o nierównym podejściu
do uchodźców wojennych z Ukrainy
i nielegalnych imigrantów muzułmańskich. Tymczasem szef EPL Manfred Weber
w wywiadzie dla niemieckiej telewizji publicznej ZDF zasugerował, że jeśli Polska chce, aby Europa wspierała Ukrainę,
to powinna być bardziej uległa wobec brukselskich elit. Chodzi m.in. o politykę azylową.
– To pokazuje, że naciski nie ustają. Szef EPL
krytykuje Polskę – tym razem za postawę wobec paktu migracyjnego. Polska w żadnym wypadku nie może sobie pozwolić, żeby Weber dyktował nam, co mamy robić. Jego aktywność w ostatnim czasie od strony politycznej jest nam na rękę, ponieważ obnaża nie tylko sposób jego myślenia, ale sposób podejścia unijnych elit. Unia – jak widać – staje się coraz bardziej niemiecka, nic więc dziwnego, że coraz więcej państw protestuje przeciwko temu. Nikt nie ma prawa ingerować w wewnętrzne sprawy innego kraju, także w sprawy Polski. My mamy swoje interesy, których – wydaje mi się – całkiem skutecznie bronimy, choć z uszczerbkiem, bo Unia Europejska nas
za to karze, wstrzymując należne nam środki finansowe.
W jakim momencie jest dzisiaj Unia Europejska, która nie wybiera polskiego planu „Europa bezpiecznych granic”, za to wspiera nielegalną imigrację ze wszystkimi tego konsekwencjami?
– Niewątpliwie Unia Europejska jest dzisiaj w poważnym kryzysie gospodarczym, jest w kryzysie ekonomicznym. Ekipa liberalno-lewicowa nią rządząca, która narzuciła warunki funkcjonowania firm, ponosi dzisiaj porażkę za porażką. To sprawia, że nawet firmy niemieckie uciekają
do Stanów Zjednoczonych, do Wielkiej Brytanii, a nawet
do Chin – i to jest już fakt. Ostatnio unijny komisarz do spraw budżetu Johannes Hahn podczas posiedzenia Komisji Budżetowej stwierdził oficjalnie, że Unia musi się solidarnie dodatkowo poskładać, zwiększyć budżet, a tym samym zwiększyć składkę w sumie o 65,8 mld euro, bo brakuje pieniędzy, bo inflacja zbiera żniwo, bo duże są koszty kredytu zaciągniętego na Krajowe Plany Odbudowy
i problemy ze spłacaniem odsetek tego kredytu. Wskazał, że trzeba dać Ukrainie obiecane 50 mld euro, tymczasem tych pieniędzy nie ma. Proponuje się Kijowowi 50 mld euro na lata 2024-2027, z czego 33 mld to pożyczki,
a pozostałe 17 mld euro to granty. Te 50 mld trzeba będzie gdzieś znaleźć i – zdaniem Johannesa Hahna – kraje unijne muszą się na to złożyć.
Nikt nie bierze pod uwagę tego, że mogą się one na to nie zgodzić?
– Takie głosy, owszem, padały z sali i raczej nie było chętnych do tego, żeby państwa miały się zgodzić na taką dodatkową składkę. Niemcy najprawdopodobniej się nie zgodzą, podobnie Austriacy, nie sądzę, żeby Polska była zachwycona propozycją, a raczej przymusem kolejnych składek. Tak czy inaczej w Unii Europejskiej jest duży problem gospodarczy i obecnie rządzący coraz bardziej
to sobie uświadamiają, dlatego próbują odwracać uwagę od spraw gospodarczych i pokazują niby otwarte serce
dla imigrantów muzułmańskich. To jest zasłona dymna,
na pewno nie jest to kwestia, którą Unia teraz powinna
się zajmować, zwłaszcza w sytuacji kiedy przegrywa rywalizację z Chinami czy ze Stanami Zjednoczonymi.
Czy Unia Europejska bankrutuje, zwłaszcza polityka unijnych elit?
– Przede wszystkim bankrutuje ekipa obecnie rządząca Unią Europejską. Socjaliści pogrążeni w aferze Katargate mają problemy karne, co nie przeszkadza im w powrotach do Parlamentu Europejskiego. Na przykład belgijski polityk, europoseł Marc Tarabella, który – jak pamiętamy – był zatrzymany w związku z aferą korupcyjną, ponownie przemawia na forum europarlamentu, a była wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego Eva Kaili też robi wszystko, aby powrócić do pracy. Widać, że im bliżej wyborów, tym bardziej jest to wszystko zamiatane pod dywan. Zieloni tracą wpływy w Niemczech i na spadku ich poparcia zyskuje nacjonalistyczna grupa AfD (Alternatywa dla Niemiec), która ma już 20 proc. poparcia.
Tymczasem socjaliści kanclerza Scholza (SPD) mają jedynie 18 proc. i są zaledwie trzecią siłą w Bundestagu. Przetasowania następują także w wielu innych krajach
i jeśli do tego dołożymy zapowiadane protesty przez rolników, którzy mówią, że nie będą nawet chcieli pieniędzy od Unii Europejskiej, bo dopłaty, które otrzymują, będą niższe niż obciążenia związane z pakietem klimatycznym, to wygląda to bardzo źle. Może się więc okazać, że Unia będzie miała taki bigos finansowy, że nie będzie mogła z tego wybrnąć. To jest cała prawda
o upadku Unii Europejskiej.
Nic dziwnego, że znajduje to wyraz w emitowanych
w internecie przez premiera Orbána filmach mówiących
o tym, że Unia Europejska w tej formule bankrutuje. Świadczy o tym także wystąpienie premier Włoch Giorgi Meloni, która kilka dni temu, krytykując podwyżki stóp procentowych Europejskiego Banku Centralnego, zwracając się do szefowej EBC Christiny Lagarde, stwierdziła, że jej postawa i postawa EBC wobec inflacji jest gorsza od samej inflacji. Innymi słowy, że lekarstwo jest gorsze niż choroba. Jak widać na każdym kroku, w wielu krajach jest prezentowany sprzeciw wobec polityki UE, co świadczy
o tym, że w Unii dzieje się dzisiaj bardzo źle.