• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Początek końca „cara” Putina

Poniedziałek, 26 czerwca 2023 (21:16)

Rozmowa z dr. hab. nauk wojskowych Romualdem Szeremietiewem, prof. Społecznej Akademii Nauk, byłym wiceministrem i p.o. ministrem obrony narodowej

Panie Profesorze, jak należy odczytywać ten niedoszły pucz wagnerowców w Rosji?

– Bunt właściciela najemniczej Grupy Wagnera Jewgienija Prigożyna pokazał poważne słabości Kremla – także samego Władimira Putina, który został upokorzony, pokazał też słabość rosyjskiego ministerstwa obrony. Dlatego to, czego byliśmy świadkami, należy odczytywać jako wyraźny sygnał, że Rosja znajduje się w głębokim kryzysie i wkrótce się załamie. Faktem jest, że państwo rosyjskie ulega coraz większej demoralizacji, destrukcji, coraz większemu rozkładowi, stając się zagrożeniem dla świata. 

Prigożyn ze swoimi siepaczami rzeczywiście miał plan wejścia do Moskwy?

– Myślę, że miał, jednak zrezygnował z tego planu, kiedy zorientował się, że wsparcie ze strony armii dla tego przedsięwzięcia było niewystarczające. Chodzi o to, że aby ten pucz mógł się zakończyć sukcesem, rosyjskie wojsko – mam na myśli wyższych oficerów – musiałoby przejść
na stronę Prigożyna. Jeśli tak by się stało, to pewnie nie zrezygnowałby on z kontynuowania marszu i uderzyłby
na Moskwę. Z kilkoma tysiącami najemników przemieszczających się na ciężarówkach była to jednak misja niemożliwa, bez sensu.   

Jeśli najemnicy, którzy dotychczas walczyli po stronie Rosji, buntują się przeciwko władzy, co to mówi o pozycji Putina?

– To pokazuje, że Putin może mieć duży kłopot
z przetrwaniem. 

Czy w jakiejś bliżej określonej perspektywie możemy się spodziewać rozpadu putinowskiej Rosji?

– Wiele na to wskazuje. To nie jest przypadek, że Putin
w swoim wystąpieniu, orędziu telewizyjnym, kiedy mówił, że walczy o życie i bezpieczeństwo swojego narodu, a kraj potrzebuje w tym momencie zjednoczenia wszystkich sił, był mocno przestraszony. Mówiąc o ciosie w plecy dla kraju i narodu, nawiązywał do 1917 roku, kiedy imperium rosyjskie się rozpadło. To nawiązanie wyraźnie pokazuje, że teraz w Rosji rysuje się coś podobnego na kształt rewolucji październikowej. Ponieważ sytuacja w 1917 roku też wyglądała tak, że najpierw była rewolucja ludowa i rząd tymczasowy, i wydawało się, że wiele się nie zmieniło, poza tym, że nie było cara. Później jednak przyszli bolszewicy, wszystko się zawaliło i wybuchła wojna domowa. Teraz sytuacja też nie jest klarowna. Po pierwsze okaże się,
czy współczesny „car” Putin przetrwa i jak długo, a druga kwestia jest taka, czy nie nastąpi drugi strzał z krążownika „Aurora”, który spowoduje, że sytuacja jak przed laty będzie bardzo groźna, a działa nowej „Aurory” odpali Prigożyn.

Tymczasem Prigożyn zamilkł, podobno trafił na Białoruś. Sytuacja wygląda tak, że dwóch zbrodniarzy: Putin i Prigożyn, się kłóci,
a trzeci zbrodniarz
Łukaszenka, ich rozsądza…

– Porozumienie rzekomo wynegocjowane przez satrapę Alaksandra Łukaszenkę to rozwiązanie doraźne. Inna sprawa, że Łukaszenka nie ma wyjścia. Jest w matni
i próbuje grać swoją grę. Wygląda na to, że się zastanawia, jak w tej sytuacji się ustawić, bo a nuż Prigożyn wygra
i wtedy chyba lepiej być po jego stronie. Widać też, że Łukaszenka ma świadomość, że w dłuższej perspektywie na Putina nie ma już co stawiać.

A może Putin zesłał Prigożyna pod skrzydła Łukaszenki, żeby go po cichu usunąć?    

– To również jeden z prawdopodobnych wariantów.
Tym bardziej że od soboty, kiedy wycofał się, stał się – powiedzmy – nieaktywny i de facto zamilkł. To trochę dziwne, zwłaszcza że wcześniej udzielał się bardzo mocno w mediach, również społecznościowych.  

Co ten pucz mówi w kontekście wojny na Ukrainie. Czy Ukraina może wykorzystać fakt przerzucenia części wojsk rosyjskich
z frontu ukraińskiego do zabezpieczenia Moskwy?

– Putin i bez tego miał coraz większe problemy, jeśli chodzi o działania wojenne na Ukrainie. Jednym z jego kłopotów był brak wystarczającej liczby żołnierzy niezbędnych
do prowadzenia skutecznych działań. Jeśli więc musiał  dodatkowo zabrać żołnierzy z frontu do ochrony
i zabezpieczenia Moskwy przed oddziałami Prigożyna,
to musiało to siłą rzeczy jeszcze bardziej pogorszyć sytuację na wojnie. Warto odwołać się do słów, jakie wypowiedział prezydent Wołodymyr Zełenski, kiedy wspominając o kontrofensywie, zaznaczył, żeby Ukraińców nie poganiać, że oni wiedzą, co robią.

Sytuacja wygląda tak, że w tej chwili kontrofensywa rozwija się powoli, ukraińskie wojska posuwają się do przodu, wyzwalając metr po metrze swoje terytorium.
I jeśli ukraińskie dowództwo przyjęło taką właśnie taktykę, to rozumiem, że tak ocenia sytuację. Z tego wynika,
że Ukraina nie użyła jeszcze wszystkich sił, które zgromadziła do przeprowadzenia skutecznej kontrofensywy. To może wskazywać, że brygady, które zostały sformowane i uzbrojone, tylko częściowo zostały zaangażowane do walki. Powinniśmy być zatem świadomi, że przed nami najważniejsze wydarzenia tej wojny.

Szef NATO Jens Stoltenberg, który gości dzisiaj na Litwie, nawiązując do zamieszania w Rosji, stwierdził, że jak dotąd nie ma oznak, żeby Rosja przygotowywała się
do użycia broni jądrowej. A zatem nie ma zagrożenia?

– Tonowanie nastrojów, zwłaszcza w takim momencie, jest wskazane, tym bardziej jeśli jest to podejście uzasadnione. Użycie broni jądrowej nie jest takie proste, jakby się mogło wydawać, nawet w przypadku tak nieobliczalnego reżimu
i człowieka, jakim jest Putin. Wbrew pozorom jest to  trudniejsze, jeśli panuje bałagan, który ma teraz miejsce na Kremlu. Proszę pamiętać, że w przypadku Rosji, żeby uruchomić użycie broni jądrowej, musi być zgodność co do naciśnięcia guzika atomowego przez trzech osobników: prezydenta państwa, ministra obrony oraz szefa sztabu generalnego. Już widzę, jak w tej sytuacji trzej panowie: Władimir Putin, Siergiej Szojgu i Walerij Gierasimow, zbierają się i w trwającym bałaganie podejmują taką decyzję – tym samym chcą wystawić na szwank swoje własne interesy. W czasach zamętu nie podejmuje się tak stanowczych decyzji, o takim ciężarze gatunkowym,
o bliżej nieprzewidzianych skutkach i konsekwencjach.      

Co ten pucz wagnerowców mówi nam
o postawie zwykłych Rosjan? Widzieliśmy, jak pozytywnie reagowali i przyjmowali najemników Prigożyna.

– Rzeczywiście społeczeństwo rosyjskie pozytywnie reagowało na najemnicze wojska Grupy Wagnera i to jest bardzo interesujący sygnał.

Wspierali wojska jednego zbrodniarza przeciwko siłom drugiego zbrodniarza?  

– To akuratnie nie powinno dziwić i być żadnym zaskoczeniem, jeśli chodzi o to, jak reagują Rosjanie.

Czy Prigożyn na Białorusi to zwiększenie zagrożenia dla Polski?

– Nie. Ten konflikt nie dotyczy Polski. Owszem, możemy się spodziewać, że zwyczajowo wysłannicy Łukaszenki będą pokrzykiwać, ale ten problem, o którym rozmawiamy, to wewnętrzna sprawa Rosji i to nas nie dotyczy. Oczywiście możemy się spodziewać nachodźców, którzy będą szturmować naszą granicę ze strony Białorusi. Swoją drogą zastanawiam się, jak długo jeszcze nasza Straż Graniczna będzie się chować przed kamieniami rzucanymi w ich stronę i kiedy w odpowiedzi na te ataki wreszcie użyje broni gładkolufowej. Skoro za poprzedniej władzy PO – PSL policja potrafiła strzelać do górników protestujących przeciwko polityce Donalda Tuska, to dlaczego Straż Graniczna nie może użyć gumowych kul, powstrzymując
w ten sposób nachodźców, którzy nie przebierając
w środkach, szturmują granicę państwa polskiego. To jednak nie moja decyzja, a jedynie sugestia, której rozważenie zostawiam rządzącym odpowiedzialnym
za bezpieczeństwo polskich granic.

Skoro wspomniał Pan Profesor rządy Donalda Tuska, to podczas sobotniego wiecu we Wrocławiu, wybiegając przed szereg, mówił, że w Rosji trwa już wojna domowa. Widać, chyba na wyrost?

– Istotne, żeby każdy z polityków, dotyczy to także Donalda Tuska, zwłaszcza w sytuacjach trudnych, niepewnych, dotyczących suwerenności, bezpieczeństwa międzynarodowego, także bezpieczeństwa państwa polskiego, ważył słowa, zastanawiał się, co mówi, żeby jego wypowiedzi – zwłaszcza w sytuacjach nie do końca jasnych, potwierdzonych – cechowała odpowiedzialność
i wstrzemięźliwość. Jeśli się nie ma nic do powiedzenia, to należy milczeć – po prostu. Emocje w takich sytuacjach
są niewskazane. Niestety, bywa tak, że różni politycy
z ambicjami, a niekoniecznie z odpowiednimi kompetencjami, wyrażają sądy, które nie odpowiadają rzeczywistym wydarzeniom.

Tak jednak bywa, bo świat – jak widzimy – nie składa się
z samych geniuszy. Tym bardziej róbmy wszystko, żeby przy najbliższych wyborach parlamentarnych władzy
w Polsce nie przejęli ludzie nieodpowiedzialni i żeby większość, którą na szczęście obóz obecnie rządzący Polską posiada, żeby była to większość wystarczająca, aby ci, którzy chcą zaszkodzić Polsce, a w konsekwencji także sobie – z czego być może nie zdają sobie do końca
sprawy, albo też czynią to w sposób świadomy, celowy,
z premedytacją – żeby tacy ludzie nie dorwali się, nie daj Boże, do sterów rządowych i do rządzenia państwem polskim.  

                 Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki