• Środa, 6 maja 2026

    imieniny: Filipa, Jakuba, Judyty

Głosić Chrystusa

Poniedziałek, 26 czerwca 2023 (20:27)

Choć uchodźcy ze wschodnich obwodów Ukrainy są zaniedbani religijnie, to powoli zwracają się ku Chrystusowi. Opinię taką wyraził ks. Grzegorz Draus, proboszcz parafii św. Jana Pawła II we Lwowie.

Podkreśla on, że osoby uciekające z terenu bezpośrednich działań wojennych zazwyczaj słabo praktykowały wiarę. Formalnie należały do Kościoła prawosławnego, ale nie uczestniczyły w żadnej katechizacji, a cerkiew odwiedzały bardzo rzadko. Wynika to stąd, że komunizm i prześladowania religijne trwały tam 70 lat, czyli trzy pokolenia. Pokolenie, które wyrosło jeszcze w czasach przedrewolucyjnych, nie doczekało czasu wolności religijnej i nie mogło przekazać wiary nawet swoim wnukom.

Inaczej było na zachodniej Ukrainie, gdzie wiele osób ze starszego pokolenia przedwojennego przekazało wiarę, jeśli nie dzieciom pozostającym pod wpływem antyreligijnej propagandy, to chociaż zadbało o swoich wnuków, gdy upadł ateistyczny reżim komunistyczny. Stąd biorą się duże różnice w liczbie świątyń i poziomie praktyk religijnych we wschodniej części Ukrainy (należącej do ZSRS od rewolucji) i zachodniej (poddanej komunistom
od 1945 roku).

Ksiądz Draus zauważa, że uchodźcy ze wschodnich obwodów Ukrainy są zaniedbani religijnie i rzadko występują u nich pragnienia modlitwy, katechizacji
i praktyk religijnych. Mieszkając obecnie w kościelnych ośrodkach, takich jak Dom św. Jana Pawła II
we Lwowie, mimo wszystko zapoznają się bezpośrednio
z chrześcijaństwem, przy okazji wizyt biskupów biorą udział w nabożeństwach, rzadziej w regularnych ceremoniach. Nie odczuwają nacisku ze strony parafii, dającej im znaki chrześcijańskiej opieki niezależnie od przekonań religijnych. Przygotowuje to dobry grunt
do ewangelizacji. Tysiące uchodźców spotykało się
z wierzącymi wolontariuszami, którzy w parafialnym domu służyli im, przygotowywali posiłki, sprzątali, brali rzeczy
do prania, prawdziwie po samarytańsku służyli tym, którzy po osłabieni wielodniowym przebywaniem w schronach
i długiej podróży nie byli w stanie wówczas, w pierwszym okresie wojny, zadbać o siebie. Te dzieła były sposobem ukazywania znaków wzywających do wiary oddalonych
od Kościoła.

Długo przypatrując się Kościołowi i wierzącym, uchodźcy powoli zwracają się ku Chrystusowi. Kulminacja napięć wojennych – narastające niebezpieczeństwo ataku
na elektrownię atomową w Zaporożu i śmiertelne niebezpieczeństwo z tym związane – skłoniło dużą grupę uchodźców do prośby o sakramenty. Odbywa się obecnie ich katechizacja, by mogli przystąpić do spowiedzi
i Komunii św.

Zupełnie inną relację do Kościoła prezentują uchodźcy
z tych samych terenów, ale pochodzenia romskiego, stwierdza ks. Draus. Z natury są oni bardzo religijni,
ale liturgicznie i katechetyczne zaniedbani z powodu dyskryminacyjnych przesądów i uprzedzeń, również ze strony niektórych chrześcijan. Gdy odczuwają, że są akceptowani i kochani przez wspólnotę wierzących,
z otwartością przyjmują Ewangelię. Dla wielu z nich, zwłaszcza tych Romów, których przodkowie pochodzą
z Zakarpacia, gdzie mówiąca po węgiersku społeczność (Romowie zakarpaccy mówią w domach po węgiersku) w większości jest rzymskokatolicka, Kościół rzymskokatolicki traktowany jest jak rdzennie ich. Tylko w parafii św. Jana Pawła II wśród Romów, którzy przewinęli się przez dom parafialny, ponad siedemdziesięciu dorosłych i dzieci przyjęło chrzest. A wśród mieszkających dziś osiemnastu Romów wszystkich piętnastu nieochrzczonych przygotowuje się do chrztu.

JG, KAI