• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Toczy się bój o suwerenność Polski

Niedziela, 25 czerwca 2023 (18:18)

Rozmowa z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego

Za nami dzień konwencji, wieców i spotkań z wyborcami właściwie wszystkich sił politycznych ubiegających się o miejsce w przyszłym parlamencie…

– Zjednoczona Prawica w Bogatyni, Platforma we Wrocławiu, Lewica i Konfederacja w Warszawie i Trzecia Droga w Grodzisku Mazowieckim. Mieliśmy zatem w jednym czasie przegląd tego, co prezentuje każda z wymienionych formacji.

To może po kolei. Prawo i Sprawiedliwość wybrało Bogatynię…

– Nieprzypadkowo, bo właśnie toczy się bój o kompleks energetyczny „Turów”, który najpierw Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, a teraz Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie chce zamknąć przy właściwie milczącej zgodzie totalnej opozycji i zdecydowanym sprzeciwie związków zawodowych, mieszkańców Bogatyni i polskiego rządu. To spotkanie w tym właśnie miejscu pokazuje, że toczy się bój o suwerenność Polski także w wymiarze energetycznym. Jest też jasny sygnał, który popłynął z Bogatyni, że Zjednoczona Prawica będzie tej naszej niezależności bronić.

Pamiętam jedną z naszych niedawnych rozmów, kiedy po marszu Tuska 4 czerwca w Warszawie mówił Pan, że w odróżnieniu od tego teatru jednego aktora, podczas kolejnego spotkania Zjednoczonej Prawicy na scenie staną wszyscy liderzy zjednoczeni wokół Jarosława Kaczyńskiego. I byliśmy tego świadkami…

– O spotkaniu 4 czerwca Donald Tusk mówił, że zwołuje całą opozycję, tymczasem, kiedy przyszło, co do czego, to na scenie pojawił się sam, nikogo z obecnych nie zapraszając, poza Włodzimierzem Czarzastym i Rafałem Trzaskowskim, i to tylko na początku. Chciał i był sam. Natomiast na scenie w Bogatyni byli wszyscy koalicjanci Zjednoczonej Prawicy, co więcej, prezes Kaczyński wspomniał też jako koalicjanta nieobecnego dziś z powodu ślubu córki Pawła Kukiza. To obrazuje różnicę widoczną już na pierwszy rzut oka. Zjednoczona Prawica pokazuje, że wciąż – mimo różnic, które się zdarzają w każdej politycznej rodzinie – jest jednością, że nawet najmniejsze ugrupowania są szanowane, a ich odrębność uwzględniana. Natomiast Donald Tusk, jak dzielił, tak wciąż dzieli.

Widać to było chyba podczas spotkań Trzeciej Drogi czy Lewicy, gdzie pojawiły się przytyki do Tuska. Czyżby liderzy tych formacji zaczęli wyciągać wnioski?   

– To pokazuje, że opozycja, która miała być zjednoczona, wcale taka nie jest, że jej nie ma. Ta gorycz, którą Władysław Kosiniak-Kamysz, Szymon Hołownia, a także Włodzimierz Czarzasty sami sobie zafundowali, zaczyna coraz bardziej źle smakować, a nawet boleć. Najnowsze sondaże pokazują bowiem, że obecność na marszu 4 czerwca odbija się czkawką i Trzecia Droga jest poniżej progu wyborczego 8 procent. Do wyborów mamy jeszcze cztery miesiące, a Kosiniak-Kamysz i Szymon Hołownia ze swoimi ugrupowaniami, dzięki Donaldowi Tuskowi, zjechali poniżej progu wyborczego, i na tę chwilę są poza parlamentem.

Lewicy też spada poparcie. To pokazuje różnicę jakościową, mianowicie – z jednej strony Tusk niczego się nie nauczył, spełnił wprawdzie swoje marzenie powrotu do Polski, żeby przebić pułap 30 procent poparcia i pokazać, że jest znaczący wzrost, a zatem jest efekt jego pracy, tylko że dzieje się to kosztem ugrupowań opozycyjnych, potencjalnych koalicjantów Platformy, ale nie kosztem PiS. Można więc powiedzieć, że Tusk skradł tożsamość PSL, Polsce 2050 oraz Lewicy, którym słupki w sondażach topnieją. Te sondaże i te działania po stronie opozycji dają coraz większą szansę na trzecią z kolei kadencję rządów Zjednoczonej Prawicy, bo sposób dzielenia mandatów metodą D’Hondta zawsze preferuje większe, silniejsze formacje.

Czym zatem przyciągają do siebie ci liderzy?

– Spotkania Donalda Tuska mają tylko jeden punkt programu: obalić PiS i tak naprawdę gdyby nie było tych częstych wycieczek, odniesień Tuska do PiS i prezesa Kaczyńskiego, także coraz częstszych i bardzo prostackich inwektyw, to właściwie lider Platformy nie miałby o czym mówić. Mamy zatem gawędziarstwo jednego polityka, które żeby robić, nie potrzeba sceny, bo wystarczy ogródek, grill i piwo. Chcę przez to pokazać, że podczas tych wystąpień Donalda Tuska nie ma merytoryki. Ciągle nie słyszę ani słowa o programie Platformy, za to co drugie zdanie dotyczy tego, że wszystkiemu winien jest PiS i Kaczyński, że wszyscy, wszystko rozkradają. Jeśli nawet przyjąć to, co mówi Tusk, to nie przedstawia on żadnej alternatywy programowej, za to gra na emocjach, bo jego celem jest podgrzewanie emocji i antagonizowanie ludzi. I na tych złych emocjach próbuje dojść do zwycięstwa. Ale brak programu, brak przedstawienia alternatywy wobec rządów Zjednoczonej Prawicy, pokazuje spłycenie Tuska i jego formacji. Jestem ciekawy, jak długo ludzie będą przyjmować tę papkę bez treści.

Podejrzewam, że adresaci tych wystąpień nie potrzebują programu, że wystarcza im niechęć do PiS i zapowiedź obalenia rządu Zjednoczonej Prawicy…

– To pokazuje miałkość także zwolenników Tuska, którym nie potrzebne są założenia programowe, że wystarczają inwektywy, emocje. Ale to też świadczy bardzo źle o Platformie. Być może wystarczyłoby to, gdyby ambicją Tuska i spółki była konsolidacja elektoratu i jedynie wejście do Sejmu, ale jemu chodzi o przejęcie władzy w Polsce. Tymczasem żeby przejąć władzę w Polsce, trzeba mieć większe poparcie, a żeby je zdobyć, to trzeba mieć program, coś, co trafi do wszystkich nieprzekonanych. Wybory rozstrzygną bowiem nieprzekonani – grupa około 10 procent społeczeństwa, która jest zawiedziona, rozczarowana, która ma pewne wątpliwości. To ci wyborcy zdecydują. Natomiast to, co mówi i prezentuje dzisiaj Tusk, to jest za mało, żeby tę grupę przekonać. W ustach lidera Platformy brakuje programu, konkretu, nie ma też żadnego pomysłu, planu za to mamy kolejne występy kabareciarskie jednego, i to kiepskiego satyryka. Nie na tym polityka polega.

Ostatnio dostało się także pracownikom, załodze i związkowcom z „Turowa”, którzy w Jeleniej Górze chcieli zapytać Tuska o jego stanowisko wobec zamiarów likwidacji kompleksu energetycznego „Turów”…    

– Zachowanie Donalda Tuska oraz sympatyków Platformy było cyniczne, bezczelne i nie do przyjęcia. Na koszulkach serduszka, a na ustach obraźliwe słowa. Tak się nie idzie po władzę. Tusk, który nie hamuje emocji, co więcej – je podsyca, jest politykiem nieodpowiedzialnym. We Wrocławiu mówił, że nikt nie chce niczego zamykać, że nikt nie chce nikogo zwalniać, że przyszłość „Turowa” nie jest zagrożona, ale, jak można przypuszczać – w swoim stylu – decyzję pozostawia Brukseli. Wszystko ma być więc po staremu.

Wracając jeszcze do manifestacji w Bogatyni, Zjednoczona Prawica wybrała to szczególne miejsce na wiec. Premier Morawiecki, a także wicepremier Kaczyński mówili jasno, że Bogatynia jest symbolem walki o suwerenność nie tylko energetyczną…

– Bogatynia to rzeczywiście jest symbol, który mówi, że jeśli państwo polskie nie będzie samo pilnowało zasad, które przyjęła Unia Europejska – zasady solidarności, równego traktowania, partnerstwa państw, a nie dążyć do podległości i zależności słabszych od mocniejszych, przy zachowaniu tożsamości narodowej i odrębności, to szybko może się okazać, że kompleks energetyczny w Turowie przestanie istnieć. Natomiast jeszcze większe kopalnie węgla brunatnego nieopodal po stronie czeskiej i niemieckiej będą się miały bardzo dobrze i chcąc utrzymać chociażby Elektrownię „Turów” i zabezpieczyć prąd milionom odbiorców w Polsce, będziemy musieli kupować węgiel niemiecki. To nam grozi, jeśli ustąpimy, jeśli się nie postawimy.

Jednak „Turów” to tylko jeden z przykładów, jedna z prób podporządkowywania sobie Polski przez Berlin i Brukselę...

– Weźmy chociażby tzw. pakt migracyjny, gdzie pod przymusem próbuje się relokować nielegalnych imigrantów, a kto się sprzeciwi, słono za to zapłaci.  Donald Tusk przekonuje, że nie ma problemu, myląc uchodźców i imigrantów ekonomicznych. Słyszymy z jego ust o hipokryzji rządu Zjednoczonej Prawicy, który z jednej strony nie chce przyjmować imigrantów ekonomicznych zgodnie z unijnymi zaleceniami, a jednocześnie do Polski przyjechały tysiące ludzi, chociażby z Afganistanu. Tylko że Tusk znów mówi nieprawdę, bo nie twierdzi, że podczas ewakuacji amerykańskich wojsk z Afganistanu w sierpniu 2021 roku Kabul musieli opuścić także koalicjanci Waszyngtonu, ci Afgańczycy, którzy na miejscu współpracowali z polskimi żołnierzami i w nowej sytuacji groziła im i ich rodzinom śmierć.

Tusk nie mówi też, że do Polski przybyła uchodźcami ukraińskimi też rzesza ludzi z różnych części świata. Z tym, że przeszli oni weryfikację, więc nie są to przypadkowe, niesprawdzone osoby. Jeśli ktoś przejdzie ten proces sprawdzenia, jeśli respektuje polskie prawo, to nie jest problem przyjąć kogoś takiego. Problemem natomiast jest to, kiedy ktoś odgórnie nam coś nakazuje, wbrew naszej woli, że mamy przyjmować wszystkich jak leci, na zasadzie nakazu. I to jest różnica. Natomiast Tusk robi ludziom wodę z mózgu, okłamuje i manipuluje. Co innego jest przyjąć tych, którzy chcą żyć i pracować w Polsce, przestrzegając naszego prawa, zwyczajów, kultury, a co innego jest przyjmować narzuconych nam z góry ludzi, którzy przybywają do Europy po socjal, nie mają ochoty pracować, co więcej, chcą nam narzucać swoje zwyczaje i kulturę. Na to zgody być nie może i nie będzie.

Donaldowi Tuskowi szpilę w jego przekaz wbił chyba także kanclerz Scholz, który w Bundestagu odkrył karty, de facto demolując narrację lidera Platformy w sprawie imigrantów, gdzie stwierdził, że pakt migracyjny ma odciążyć Niemcy?

– Olaf Scholz nie bawił się w konwenanse i otwartym tekstem powiedział, o co w tym planie relokacji chodzi. Tymczasem Donald Tusk udaje, że nic się nie stało, liczy, że ludzie się nie zorientują, więc ciągle jest zadowolony z siebie. Rzecz jednak w tym, że Polska musi być przygotowana na takie zewnętrzne naciski, musi mieć gotową spójną odpowiedź odmienną od Tuska i posłów Platformy. Jak bowiem określić słowa Donalda Tuska, że PO jest przeciwko przymusowej relokacji, kiedy posłowie tej formacji podczas głosowania w Sejmie właśnie w sprawie nieprzyjmowania przez Polskę imigrantów, wyciągają karty i nie biorą udziału w głosowaniu. Fakty są takie, że kiedy poseł wyciąga kartę i nie bierze udziału w głosowaniu, to znaczy, że umywa ręce i udaje, że go nie było.

To tylko pokazuje, że Donald Tusk kolejny raz mówi nieprawdę. Przypomnijmy sobie także, co mówił, kiedy pojawił się plan budowy zapory na polsko-białoruskiej granicy, kiedy mówił, iż ten mur nigdy nie powstanie, dzisiaj twierdzi, że nic takiego nie powiedział. Sprzeciwiając się budowie muru, jego formacja szła wyraźnie w myśl planów Putina i Łukaszenki, a dzisiaj Tusk wychodzi i mówi, że jest za bezpieczeństwem granic. To  jest hipokryzja. Tyle tylko, że ludzie, którzy nie śledzą aktywnie wydarzeń na politycznej scenie tego, nie wiedzą. Powodem jest także to, że nie wszystkie stacje radiowe czy telewizyjne o tym mówią.  

  Dziękuję za rozmowę.                

Mariusz Kamieniecki